piątek, 31 maja 2013

Rozdział 14

Niall gwałtownie pogniótł kartkę w ręce, zwijając ją w kulkę. Zamachnął się i wyrzucił ją jak małą piłkę do tenisa tak, że doleciała prawie pod sam żywopłot. Próbowałam jeszcze dotknąć jego ramienia, ale szybko ruszył przed siebie, wychodząc przed dom.
-Chodź tutaj, skoro jesteś taki odważny, ty pieprzony skurwysynie! - krzyczał jakby oszalał.
Nawet w noc, gdy pobił Trevora, nie widziałam go tak zdenerwowanego. Wyglądał, jakby oszalał.
Stałam nadal na progu, przestraszona i zupełnie oniemiała. Bałam się podejść, bo nie wiedziałam czego się spodziewać po rozwścieczonym Niallu.
Trevor bez wątpienia działał na niego jak czerwona płachta na byka, a ja wciąż nie wiedziałam, dlaczego robił to wszystko Niallowi. Owszem, chłopak wspominał mi o tym, że byli w rywalizujących ze sobą grupach, ale musiało być jeszcze coś ważnego, co pominął.
Niall krążył po podwórzu, co chwilę przerywając ciszę wykrzykiwanymi obelgami, skierowanymi w stronę kogoś, kto prawie na pewno nie był już w okolicy.
-Niall! - krzyknęłam głośno, próbując zwrócić jego uwagę.
Przystanął prawie natychmiast, chociaż wciąż odwrócony był do mnie tyłem.
Podeszłam do niego, ale nie dotknęłam jego ramienia, bo bałam się, że w takim stanie mógłby zrobić coś, czego potem sam mógłby bardzo żałować.
Podeszwy moich butów szurały po drobnym żwirze, którym była wyłożona ziemia przed domem. Niall usłyszał, że do niego podeszłam, bo odwrócił się i wbił we mnie swój wzrok. Uderzyło mnie zimno bijące z jego oczu. Po chwili jednak zaczął intensywnie wpatrywać się w coś za moimi plecami, aby tylko nie patrzeć mi prosto w oczy. Widziałam jak w szybkim tempie jego klatka piersiowa unosiła się, po czym ciężko opadała. Niemal czułam strumienie rozedrganego powietrza uderzającego we mnie, za każdym razem kiedy serce Nialla pompowało krew.
Jedną dłoń położyłam na linii szczęki i kciukiem pogłaskałam go po policzku. Drugą delikatnie sprawiłam, by znów na mnie spojrzał. Przez chwilę czułam z jego strony opór, ale poddał się mojemu dotykowi i jego niebieskie tęczówki z powrotem wpatrywały się w moje.
-Oddychaj - wyszeptałam.
Posłusznie wciągnął nocne powietrze i wypuścił je spomiędzy swoich perfekcyjnych warg.
-Wszystko będzie dobrze - powiedziałam.
-Nie, Meg. Właśnie o to chodzi. Nic nie będzie dobrze - odparł zrezygnowany.
Cały gniew, jaki w sobie trzymał, na szczęście jakby się rozpłynął i bardzo mnie do ucieszyło. Z drugiej strony, widok Nialla, który był w rozsypce nie był najmilszym widokiem. Od dnia, w którym go poznałam wydawał mi się osobą, która nie przejmuje się niczym, bez względu na wagę sytuacji. Wygląda na to, że bardzo, ale to bardzo się myliłam.
Przypomniałam sobie, jak Josh nazwał chłopaka podczas ich spotkania w wesołym miasteczku.
-Skoro nie może być dobrze, to musimy iść do przodu właśnie pomimo tych trudności - powiedziałam, po czym uśmiechnęłam się i dodałam - Nialler.
Przytuliłam go, kiedy oparł głowę na moim ramieniu. Po chwili poczułam jego usta muskające odkrytą skórę mojej szyi.
-Niall, wróćmy do środka - powiedziałam szybko, przerywając to, co zaczął robić.
-Jesteś bardzo zmęczona? - zapytał tajemniczo, unosząc głowę.
-Nie - odpowiedziałam, bo faktycznie tak się czułam.
Przypływ adrenaliny sprawił, że miałam zbyt dużo energii.
-Chodź - powiedział i pociągnął mnie za rękę w stronę samochodu.
-Niall, jest praktycznie środek nocy - zauważyłam - Poza tym, nie zamknąłeś domu.
Machnęłam ręką, wskazując na otwarte drzwi wejściowe. Niall bez słowa podbiegł do domu i wszedł środka, wybiegając po kilku minutach z kluczami w zaciśniętej dłoni.
Zamknął drzwi i podszedł z powrotem do samochodu, otwierając przede mną drzwi.
-Gdzie masz zamiar jechać o tej porze? - zapytałam, stojąc z założonymi rękoma.
-Sama zobaczysz - odparł, czekając aż wsiądę.
-Znów to robisz! - krzyknęłam, ale z uśmiechem.
-Co robię? - uniósł jedną brew w geście zaskoczenia.
-Znów zabierasz mnie w jakieś tajemnicze miejsce i nie raczysz nawet powiedzieć, gdzie to jest - odpowiedziałam zdenerwowana.
Podszedł od tyłu i objął mnie ramionami, po czym wyszeptał mi prosto do ucha:
-Po prostu wsiądź do tego samochodu. Proszę.
Westchnęłam teatralnie, po czym wyswobodziłam się z jego uścisku i usiadłam na fotelu pasażera.
Zapięłam pas i czekałam, aż Niall również wsiądzie do auta i odpali silnik.
W końcu odjechaliśmy spod domu i ruszyliśmy gdzieś, gdziekolwiek jechaliśmy, wyjeżdżając na ciemną autostradę.
-Powiedz mi, gdzie jedziemy - poprosiłam.
-Nie - odparł z uśmiechem, specjalnie się ze mną drażniąc.
Znów założyłam dłonie na ramiona, w geście protestu i odwróciłam głowę wpatrując się w przejeżdżające obok samochody.
-Och, przestań zachowywać się jak obrażone dziecko - powiedział z przekąsem.
-Ja? Ja zachowuję się jak dziecko? - zapytałam, podnosząc głos.
-Za chwilę będziemy na miejscu - odparł tylko.
Zaczęłam zastanawiać się, co znajduje się niedaleko i jedyne miejsce, jakie przyszło mi do głowy to monopolowy, ale to raczej nie był nasz cel. Przynajmniej tak sądziłam.
Niall skręcił w prawo, wjeżdżając na boczny zjazd z autostrady. Po krótkim czasie dojechaliśmy do celu.
Chłopak wysiadł z samochodu jednocześnie ze mną, bo nie czekałam aż podejdzie i otworzy mi drzwi, wolałam zrobić to sama.
-Jesteśmy na miejscu - powiedział z uśmiechem.
Stałam wpatrując się w żywopłot, pod którym zaparkowaliśmy.
-Co tu jest takiego ciekawego? - spytałam.
-Nie tutaj - powiedział i obrócił mnie tak, że w końcu zobaczyłam gdzie jesteśmy.
Przede mną było wejście do stadionu na obrzeżach miasta, który należał do miejscowego klubu sportowego.
-Żartujesz, prawda? - powiedziałam.
-To mój ulubiony sposób na wyładowanie energii.
-Przecież my tam nie wejdziemy, wszystko jest pozamykane - zauważyłam.
-Nie, kiedy znasz tajne przejście.
-I zakładam, że ty jest znasz - odpowiedziałam teatralnie.
Zaczął iść w stronę stadionu, który nie był aż tak duży, ale otaczała go wysoka siatka i barierki.
Ruszyłam za nim, będąc ciekawa tego, co planuje.
Faktycznie, wprowadził mnie na boisko przez dziurę w ogrodzeniu na tyłach, którego zapewne nikt nie zauważył bo było schowane za rosnącym przy niej drzewem. Gdzieniegdzie świeciły się latarnie, więc na samym stadionie panował półmrok, ale moje oczy zdążyły się już do tego przyzwyczaić.
-Zamierzasz tutaj biegać czy turlać się po trawie? Bo nie zauważyłam, żebyśmy zabrali jakieś piłki - powiedziałam z sarkazmem.
-Spokojnie - popatrzył się na mnie pobłażliwie i odbiegł w stronę magazynów, czy też szatni, po chwili wracając stamtąd z czarno-białą piłką.
Zaczął podrzucać piłkę kolanem, robiąc typową żonglerkę. Widziałam, że chciał się popisać, ale starałam się zachowywać tak, jakby zupełnie to na mnie nie działało. W rzeczywistości wyglądał naprawdę seksownie, kiedy skupiony kontrolował ruch piłki i podbijał ją kolanem.
-Przyjechaliśmy, żebym mogła zobaczyć jak popisujesz się swoimi piłkarskimi zdolnościami, czy po to, żeby rozładować emocje? - zapytałam, znowu wkładając w moją wypowiedź nutę sarkazmu.
-Trzymaj, będziesz strzelać mi gole - podał mi piłkę, którą zatrzymałam nogą. Cieszyłam się, że założyłam wygodne buty, dzięki czemu mogłam spokojnie kopać piłkę.
Po chwili Niall stał już na bramce, czekając aż oddam pierwszy strzał.
Odeszłam kilka kroków i podbiegłam, mocno uderzając w piłkę i posyłając ją w jego stronę.
Obronił.
-Musisz się bardziej postarać - krzyknął i ustawił się w pozycji do zatrzymania kolejnego strzału.
Tym razem włożyłam w to więcej energii i precyzji, więc udało mi się zdobyć gola. Po kilku kolejnych strzałach, z których część spudłowałam, a część obronił Niall, chłopak podbiegł do mnie.
-Spróbuj dryblingu - powiedział.
-Dryb...co? - zapytałam, bo skądś znałam ten termin, ale jakby wyleciało mi to z głowy.
Przewrócił oczami
-Pokiwaj się ze mną - wytłumaczył.
Próbowałam go mijać, ale za każdym razem odbierał mi piłkę. Po którejś próbie z kolei potknęłam się i wpadłam na chłopaka. Nawet nie zauważyłam, kiedy leżałam na śmiejącym się Niallu. Próbowałam szybko z niego zejść i się podnieść, ale mnie powstrzymał. Zamiast tego zmienił naszą pozycję tak, że teraz leżałam obok niego na sztucznej trawie, podpierając się łokciem. Chłopak nadal leżał na plecach, wpatrując się w nocne niebo.
-Proszę, tylko nie mów czegoś tandetnego o gwiazdach i moich oczach - poprosiłam.
-Nie - przeciągnął to słowo.
Po chwili milczenia przekręcił się na bok i spojrzał się na mnie.
-Meg - zaczął - ja chyba...
-Hej wy! - ktoś przerwał Niallowi, krzycząc z drugiej strony boiska.
Oboje szybko wstaliśmy.
-Cholera, zapomniałem o nocnym dozorcy - powiedział Niall i złapał mnie za rękę -Nie zwracaj na niego uwagi, po prostu biegnij tam, skąd przyszliśmy.
Posłusznie ruszyłam za chłopakiem, przechodząc przez dziurę i kierując się w stronę samochodu.
Szybko wsiedliśmy i ruszyliśmy w drogę powrotną. Uśmiechałam się, bo chwile na stadionie pozwoliły mi zapomnieć o wszystkich złych rzeczach, które ostatnio się wydarzyły. Jakiś głos podpowiadał mi, że nie musiałabym przez to przechodzić, gdybym nie poznała Nialla. Za wszelką cenę starałam się go ignorować. Jeszcze nigdy nie czułam do kogoś tego, co czułam do chłopaka siedzącego obok mnie. Wcale nie miałam wrażenia, że to co czuję, jest złe. Czy była to miłość? Nie wiem. Wiedziałam tylko, że jakiekolwiek uczucie by to nie było, pogrążałam się w nim coraz bardziej.



Zaparkowałem przed domem, z poczuciem, że nic nie będzie potrafiło zepsuć końca tego dnia. Mimo wszystkich złych rzeczy, które się dziś wydarzyły.
Meg sama wysiadła z samochodu, nie pozwalając otworzyć jej drzwi. Była taka uparta, ale to właśnie mi się w niej podobało. Podeszliśmy do drzwi, otworzyłem je kluczem i przepuściłem dziewczynę pierwszą.
Bez słowa poszła do salonu, a ja podążyłem za nią.
-Chcesz wziąć prysznic? - spytałem.
-Uhm, byłoby miło - odparła. Chyba zaczynała czuć się pewniej w mojej obecności.
Nie ukrywam, cieszyło mnie to.
-Na górze w łazience jest czysty ręcznik. Zaraz przyniosę ci jakąś moją koszulkę - zaproponowałem.
-Ok - odpowiedziała krótko i skierowała się w stronę schodów prowadzących na piętro.
Obejrzała się, żeby sprawdzić, czy za nią idę, a kiedy zobaczyła mnie za sobą, odwróciła się i po chwili stała już pod drzwiami łazienki.
Weszła do środka w tym samym momencie, gdy ja znalazłem się w sypialni. Przejrzałem szuflady komody w poszukiwaniu jakiejś czystej koszulki, która nie będzie aż tak szeroka. Chwyciłem niebieski T-shirt i po przejściu korytarzem nacisnąłem klamkę do łazienki.
Nie pomyślałem, że Meg mogła ich nie zamknąć.
Stanąłem z otwartymi ustami, kiedy zobaczyłem dziewczynę stojącą przed lustrem w samym staniku i majtkach. Kiedy zobaczyła mnie w drzwiach, szybko chwyciła koszulkę leżącą na koszu i próbowała się nią zakryć.
Zaśmiałem się, widząc na jej twarzy rumieńce. Podałem jej T-shirt, który wzięła ode mnie jedną ręką, drugą ciągle przyciskając swoją koszulkę do półnagiego ciała.
Odsunąłem się na powoli na próg, ciągle się uśmiechając.
-Niall - syknęła - Mógłbyś już zamknąć drzwi?
-Och, oczywiście - powiedziałem i posłusznie zamknąłem je.
-Jakbyś czegoś potrzebowała - zacząłem, wiedząc, że słyszy mnie po drugiej stronie dzielącego nas drewna - Na przykład kogoś, kto umyje ci plecy...
-Chciałbyś - odkrzyknęła.
Nie musiałem jej widzieć, żeby wiedzieć, że się uśmiechała.
Westchnąłem i zszedłem po schodach, wchodząc do salonu.
Rzuciłem się na kanapę i włączyłem telewizor. Akurat nadawano jakiś serwis informacyjny, więc postanowiłem nie przełączać kanału.
-W chińskim zoo, znowu... - zaczęła prezenterka. Pomyślałem, że nie będzie to nic ciekawego, więc wstałem i poszedłem jeszcze do kuchni, żeby nastawić wodę.
Wyjąłem z szafki dwa kubki, wrzucając do nich po torebce herbaty.
Nie czekałem aż woda się zagotuje, dlatego wróciłem na kanapę.
-A teraz wiadomość z ostatniej chwili - podniosłem głowę, by spojrzeć na ekran - Jak wynika z naszych najnowszych informacji, w miejskim szpitalu miało miejsce morderstwo. Podejrzany wyłączył wszystkie kamery, dlatego policja jak dotychczas, nie jest w stanie go zidentyfikować. Ofiarą jest młody mężczyzna, Joshua H., który trafił dziś do placówki z raną postrzałową.
Nie, kurwa. To się nie dzieje naprawdę.
-Niall? - usłyszałem za sobą.
Nie odwróciłem się. Siedziałem na kanapie, wpatrując się tępo w ekran telewizora.
Zamierzam wkopać Trevora bez względu na konsekwencje. Głos Josha rozbrzmiewał mi w głowie, niosąc się echem.
Josh poniósł konsekwencje jeszcze zanim spróbował cokolwiek zrobić. Trevor uciszył go, zanim mój przyjaciel miał szansę złożyć zeznania.
Meg podeszła do mnie, ubrana w za duży T-shirt, który jej dałem.
Usiadła obok mnie na kanapie i dotknęła swoją dłonią mojego policzka. Mojego mokrego policzka.
-Niall, to nie twoja wina - powiedziała cicho.
-To wszystko jest moja wina - szepnąłem.
Nie czułem nic, kiedy dziewczyna przyciągnęła mnie do siebie i mocno oplotła ramionami.
Nie czułem nic, kiedy pocałowała mnie w czubek głowy, przeczesując dłonią moje włosy.
Nic nie czułem. Chciałem po prostu zniknąć, aby nikt z bliskich mi osób już przeze mnie nie cierpiał.
Zdałem sobie sprawę jak głupia z mojej strony była chęć zdobycia Meg.
-Nie dziwię się, że wiele osób się ode mnie odwróciło - powiedziałem łamiącym się głosem - Gdybyś była mądra, zrobiłabyś teraz to samo.
-Może wcale nie chcę być mądra - szepnęła.


poniedziałek, 27 maja 2013

Rozdział 13

Jeszcze nigdy tak bardzo kogoś nie pożądałem. Całe moje ciało aż rwało się, by ją dotknąć. Objąć. Złączyć się w jedno.
Z innymi dziewczynami już dawno poszedłbym dalej, nie zwracając uwagi na to, co o mnie pomyślą.
Nie z Meg. Jej nie chciałem skrzywdzić, bo już kilka razy to zrobiłem i żałowałem każdej minuty w której musiała przeze mnie cierpieć. Na samą myśl, że znów straciłbym szansę na zdobycie jej zaufania...
Walczyłem sam ze sobą, nie wiedząc jak się zachować. Dać ponieść się emocjom, które mną kierowały, czy jednak opanować się i posłuchać rozsądku?
Mogłem próbować, ale wciąż była we mnie część, która nie potrafiła pod żadnym względem powstrzymać tego, co czułem całym sobą. Wsunąłem dłoń pod spód jej koszulki z cienkiego materiału, przesuwając ją coraz wyżej, w pewnym momencie ścisnąłem delikatnie, ale pewnie wypukłość na klatce piersiowej, czego skutkiem był cichy jęk, który wydobył się z ust Meg.
Widziałem jej lekko zaskoczony i przerażony wzrok, sprawiający, że przez chwilę jedyne, czego pragnąłem, to wpatrywać się w jej oczy godzinami. Jednak druga strona mnie wciąż chciała czegoś zupełnie innego i przerażał mnie fakt, że zaczęła ona przejmować nade mną kontrolę, mimo iż próbowałem z całych sił się przed tym bronić.
Klatka piersiowa Meg podnosiła się z trudem i ciężko opadała, kiedy dziewczyna czuła ciężar mojego ciała na swoich biodrach. Co więcej, odczułem też ciepło napływające w dole mojego podbrzusza, ale starałem się to jakoś kontrolować.
Zapomniałem o wszystkim, co się dziś wydarzyło, rzeczywistość nie miała żadnego znaczenia
Nie tutaj, nie teraz. Myślę, że pociągało mnie to, że wciąż niewiele o niej wiedziałem, a miałem wrażenie, że jest coś, co nie do końca wiąże się z jej wizerunkiem przykładnej dziewczyny z sąsiedztwa. Coś, co było głęboko w środku i co próbowała przed wszystkimi ukryć.
Ja miałem zamiar to odkryć.
-Niall - szepnęła.
Nie odpowiedziałem jej słowami, ale namiętnym pocałunkiem. Kiedy oderwałem swoje usta i otworzyłem oczy, zobaczyłem jej zaróżowione policzki.
Zacząłem całować jej szyję, ściskając co raz mocniej skórę swoimi wargami. Przechyliła głowę, chyba nieświadomie ułatwiając mi dostęp.
Moja ręka wsunęła się w lukę pomiędzy plecami Meg a jej spodniami, próbując delikatnie zsunąć je z bioder. Dziewczyna chwyciła mnie za przedramię i powstrzymała przed tym, co miałem zamiar zrobić.
Pokręciła głową, sprawiając, że przerwałem to co zacząłem i spojrzałem się jej prosto w oczy.
-Co jest? - spytałem.
-Niall, ja po prostu... - zaczęła, ale przerwałem jej przykładając swój palec do jej ust.
Zmieniłem pozycję, tak, że teraz ona leżała na mnie. Długo jednak tak nie pozostało, bo podniosła się i zeszła z łóżka. Stanęła przy oknie, krzyżując ramiona i objęła się nimi, jednocześnie patrząc na nocne niebo.
Podparłem się łokciami na materacu, półleżąc. Patrzyłem się jak stała odwrócona do mnie tyłem, chyba po raz pierwszy w życiu było mi najzwyczajniej głupio. Nie wiedziałem co robić, ale w końcu podszedłem do niej od tyłu i objąłem ramionami, przykładając głowę do zagłębienia pomiędzy jej obojczykiem a szyją.
-Zrobiłem coś nie tak? - zapytałem cicho.
Meg milczała przez chwilę, czułem jak lekko drżała.
-Nie o to chodzi - odparła cicho.
-Więc?
Odwróciła się do mnie, tak że stała oparta o parapet biodrami.
-Ledwo się znamy - powiedziała stanowczo.
-Mi to nie przeszkadza - odpowiedziałem.
-Ale mi owszem! Poza tym nie wiem czy w ogóle nie obeszło cię to, że twój przyjaciel o mało nie zginął zaledwie kilkadziesiąt minut temu czy po prostu jesteś na tyle bezuczuciowy by tego nie zauważyć! - nie krzyczała, ale ton jej głosu był zdecydowanie głośniejszy niż wcześniej.
Uśmiech, który pojawił się na mojej twarzy w tym samym tempie z niej zszedł.
Wyrwała się z mojego uścisku, korzystając z okazji, że stałem jak porażony i szybkim krokiem ruszyła w stronę drzwi. Najgorzej odczułem to, że wszystko co mówiła było całkowitą prawdą.
Wychodziła już z sypialni, kiedy zerwałem się, po czym szybko podbiegłem i chwyciłem ją za rękę, przyciągając do siebie.
Oparłem dłoń o ścianę już nad jej głową, nachylając się i patrząc prosto w jej oczy. Nie wyrażały nic oprócz złości i desperacji, by jakoś się stąd wydostać.
Miałem zamiar sprawić, że będzie chciała zostać.
-Przestań - powiedziałem.
-Przecież nic nie robię - odparła zdecydowanym tonem.
-Robisz - zacząłem.
Westchnęła teatralnie i przewróciła oczami.
-Nie rób tak - nie lubiłem kiedy była za bardzo pewna siebie. Wolałem, kiedy ją onieśmielałem, pochlebiało mi to.
-Jest coś, co mogę przy tobie robić? - zapytała zniecierpliwiona.
-To - odparłem i pocałowałem ją prosto w usta.
Ująłem jej twarz w obie dłonie całując ją namiętnie aż zabrakło mi powietrza.
Czułem jej oddech na moim policzku kiedy rozłączyłem nasze wargi.
-Przestań - powiedziała, powtarzając moje wcześniejsze słowa.
-Przecież nic nie robię - odparłem z uśmiechem, widząc, że pojawił się on też na jej twarzy.
Meg spuściła jednak wzrok, ale po chwili opierała już swoją głowę na moim ramieniu kiedy ją objąłem i przytuliłem.
-Nie wiem czy ja tak potrafię Niall - wyszeptała łamiącym się głosem, kiedy gładziłem ją po włosach.
Tak bardzo chciałem, żeby mi zaufała, ale ona ciągle nie była do mnie przekonana. Wcale mnie to nie dziwiło, na jej miejscu też bym sobie nie ufał.
-Zaufaj mi - poprosiłem.
-Jaką mam pewność, że nic mi się nie stanie? Jaką dasz mi gwarancję, że będę bezpieczna? - zapytała mi ponownie wpatrując mi się w oczy.
-Przepraszam - powiedziałem cicho.
-Za co konkretnie?
Odwróciłem się i odszedłem kilka kroków, łapiąc się obiema rękami za tył głowy i odchylając ją.
-Przepraszam, że nie mogę dać ci tego, co chcesz - zacząłem - Przepraszam, że nie mogę zapewnić ci takiego bezpieczeństwa, jakie bym chciał. Przepraszam, że nie mogłaś spotkać spokojnego chłopaka, który nie narażałby cię na niebezpieczeństwo.
Ponownie podszedłem do niej i zatrzymując swoją twarz kilka centymetrów przed nią wyszeptałem:
-To, że nie mogę czegoś zrobić nie znaczy, że nie będę próbował.



Znów wbił we mnie te swoje cholernie niebieskie oczy, pod wpływem których zawsze topniałam i nie potrafiłam się mu oprzeć. Nie wiedziałam jak zareagować na wszystko, co mi przed chwilą powiedział.
-Możesz mnie po prostu odwieźć do domu? - zapytałam cicho - To kłamstwo z projektem może się wydać.
-Chcę, żebyś została - wyszeptał.
-Nie mogę - odparłam.
-Nie możesz, czy nie chcesz? - zapytał.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Trochę mnie zraził tym, jak bezpośrednio się wcześniej zachował. Było mi tym bardziej głupio, bo nie mogłam z ręką na sercu przyznać wprost, że chociaż w niewielkim stopniu nie sprawiło mi to przyjemności.
Patrzył na mnie pytająco, próbując wydobyć jakąś odpowiedź. Problem w tym, że sama nie wiedziałam, co powinnam mu odpowiedzieć.
-Hmm? - mruknął.
-Sama nie wiem - przeciągnęłam. Z jednej strony, wracanie do domu nie wiązało się z niczym przyjemnym, ale zostawanie późną nocą, sam na sam z Niallem...
-Daj mi swój telefon - poprosił, choć bardziej zabrzmiało to jak rozkaz.
Nie wiedząc, co zamierza podałam mu komórkę.
Wybrał jakiś numer z listy i przyłożył telefon do ucha.
-Hej, Martha, tak? - zapytał.
Przez chwilę milczał, a ja stałam zaskoczona, patrząc się na niego.
-Nie znasz mnie, ale jeśli zależy ci na przyjaźni z Meg, to zrobisz to o co cię poproszę, ok?
Poczekał na potwierdzenie i kontynuował dalej.
-Jeśli zadzwoni do ciebie tata Meg, powiesz mu, że jest ona u ciebie, robicie wspólny projekt i prawdopodobnie zostanie też u ciebie na noc i pojedziecie razem rano do szkoły, zrozumiałaś?
Ugh, wkopałam się na całego. Tłumaczenie czegokolwiek tacie czy Alison to było nic w porównaniu z tym, co będzie ze mnie wyciągała przyjaciółka. Próbowałam wyrwać mu telefon, ale zdążył się już rozłączyć.
-Coś ty narobił? - wykrzyczałam - Prawdopodobnie zostanie na noc? Masz zamiar przetrzymywać mnie tu całą noc?!
Roześmiał się, ale po chwili znów stał się poważny i powiedział:
-Mam nadzieję, że nie będę musiał cię przetrzymywać - urwał, ale po kilku sekundach mówił dalej - Meg, zadam ci jedno pytanie.
-Uhm - przytaknęłam, czekając na to co powie.
-Chcesz tu być? - popatrzył mi się w oczy, oczekując na moją odpowiedź.
Czy chciałam tu być? Przyznałam mu rację, zupełnie wbrew sobie. Zdrowy rozsądek podpowiadał mi, że powinnam mu się sprzeciwić i zażądać, żeby odwiózł mnie do domu, ale część mnie miała ochotę poczekać na dalszy rozwój wydarzeń i improwizować.
-Zależy, czym chcesz mnie zatrzymać - odparłam.
-Jesteś głodna? - zapytał.
-Niall, nie jestem głodna. Ja umieram z głodu - roześmiał się, kiedy usłyszał moją odpowiedź.



Miałem zaproponować zamówienie czegoś, ale w tej samej chwili zadzwonił mój telefon. Przeszedłem do drugiego pokoju i odebrałem go, mimo iż numer był nieznany.
-Tak? - zapytałem ostrożnie.
-Niall, tu Josh - usłyszałem po drugiej stronie. Cholera, zupełnie nie pomyślałem, co się z nim stało i miałem przez to ogromne wyrzuty sumienia.
-Gdzie jesteś? - zapytałem szybko.
-Spokojnie, przewieźli mnie do szpitala - odparł.
-Czy ty...? - zacząłem, w sumie nie wiedząc od czego mam zacząć.
-Nic mi nie jest. I nie, nie powiedziałem nikomu o twojej małej wizycie, za kogo mnie masz - powiedział nieco urażony.
-Odwiedziłbym cię, ale sam rozumiesz...
-Zwariowałeś? - odparł zniecierpliwiony - Jeszcze brakowało mi przyjaciela w więzieniu.
-Zadzwoń, jak już wrócisz, ok?
-Pewnie. Nic się nie stało tobie ani twojej dziewczynie? - dwa ostatnie słowa wypowiedziane przez Josha sprawiły, że coś jakby ukuło mnie w brzuchu. Mojej dziewczynie. Ładnie to brzmiało w jego ustach.
-To właściwie nie jest...Chociaż, nieważne. Wszystko w porządku. A Trevor? Nic ci nie zrobił? - zapytałem.
-Wypłoszyły go sygnały alarmowe z karetki, spieprzył szybciej niż się pojawił - chwilę czekałem aż powie coś więcej - Niall?
-Tak? - czekałem, aż rozwinie swoją wypowiedź.
-Uważaj na siebie. I na dziewczynę. Nie chcę wywoływać paniki, ale czuję, że Trevor znów coś knuje. Widziałem, że zależy ci na Meg, a pamiętaj że ten skurwysyn odbiera ci wszystko, na czym ci zależy. Nie pozwól, by znów wszystko spierdolił.
-Nie mam takiego zamiaru. Dzięki Josh, to naprawdę wiele dla mnie znaczy - jego słowa w pewien sposób dodały mi motywacji i siły, ale też nieco zaniepokoiły - Trzymaj się tam stary.
-Wypuszczą mnie za kilka dni. Muszę jeszcze złożyć zeznania - dodał.
-Cholera, co zamierzasz powiedzieć glinom? - zapytałem zaciekawiony.
-Prawdę. Zamierzam wkopać Trevora bez względu na konsekwencje. Przynajmniej tak mogę chociaż trochę ci pomóc, odwdzięczyć się za kilka przysług z przeszłości. Cliff był u mnie, wspominał coś o waszym planie. Myślę, że to może pomóc. 
-Josh, kurwa, nawet nie wiesz jak jestem ci wdzięczny - nie byłem w stanie wyrazić jak wiele znaczyło dla mnie to, co robił - Kocham cię, stary.
-Dobra, nie zapędzaj się z takimi wyznaniami - zaśmiał się - Muszę kończyć, mają tu jakieś wyznaczone godziny na telefon. Będziemy w kontakcie - skończył i rozłączył się.
Wróciłem do pokoju i znalazłem Meg stojącą przy moich półkach z płytami DVD.
Usłyszała, że wszedłem i odwróciła się.
-Coś się stało? - zapytała.
-Nie, to Josh - odparłem.
-Co z nim? - podeszła do mnie zainteresowana.
-Wszystko w porządku, jest w szpitalu, ale nic mu nie będzie - uspokoiłem ją - Wybrałaś jakiś film?
-Przeglądałam kilka... - zaczęła.
-I? - zapytałem.
-Skoro mam już tu zostać z własnej woli i z przyjemnością, to z chęcią obejrzę Friends With Benefits - odpowiedziała, jednocześnie trochę się rumieniąc.
-Mi pasuje - uśmiechnąłem się - Zamówię nam coś do jedzenia.
Po tym co dziś się wydarzyło, aż dziwnie było zachowywać się tak normalnie. Ale może tego nam właśnie było trzeba po całej tej adrenalinie, która nami dzisiaj kierowała.
Wyszedłem do kuchni i chwyciłem ulotkę jednej z moich ulubionych knajp. Miałem już dzwonić, żeby złożyć zamówienie, kiedy usłyszałem dzwonek to drzwi.
Wychodząc do przedpokoju uchwyciłem jeszcze przestraszone spojrzenie Meg, po czym przyłożyłem palec do ust i podszedłem do drzwi. Wyjrzałem przez wizjer, ale nikogo, ani niczego nie zobaczyłem. Powoli otworzyłem drzwi i miałem zamknąć je z powrotem, kiedy na wycieraczce zobaczyłem swojego fullcapa z wystającym białym rogiem kartki spod spodu.
Kiedy go podniosłem go, Meg stała już tuż za mną.
-Cholera - powiedziała - Trevor go zabrał, kiedy spadł ci podczas biegu.
Rzuciłem czapkę na półkę w przedpokoju i podniosłem kartkę, która leżała na wycieraczce.
Rozłożyłem ją, bo była złożona na pół. W środku znajdowało się polaroidowe zdjęcie.
Przedstawiało mnie i Meg wchodzących do mojego domu i sądząc po perspektywie, z jakiej zostało zrobione, stwierdziłem, że ktoś musiał stać za krzakami przed domem.
-Następnym razem obejrzyjcie się za siebie - przeczytała pierwszy wers Meg.
-Bo inaczej ktoś może zadać wam bolesny cios w plecy - dokończyłem.
Na dole kartki znajdował się inicjał, który mnie nie zaskoczył. T. Popatrzyłem się na dziewczynę i zobaczyłem w jej oczach czysty strach.
Możesz mi grozić Trevor. Możesz mnie niszczyć. Ale nie pozwolę, byś sprawiał, że inni się ciebie boją, bo jesteś zwykłym sukinsynem ze zbyt wielkim ego i zawyżoną pewnością siebie.
Zabiję cię Trevor. Chociaż nie, zrobię coś o wiele gorszego. Zamienię twoje życie w piekło, tak jak ty zamieniłeś moje.






_________________________
Wiem, jak czekanie na kolejne rozdziały potrafi być denerwujące i naprawdę chcę dodawać je jak najszybciej, ale nie zawsze mam pomysły, wenę na pisanie, a nie chcę, żeby rozdziały były pisane na siłę.
I'm just human.
Dziękuję, że czytacie, komentujecie. Love ya.
xx

czwartek, 23 maja 2013

Rozdział 12

Niall przez chwilę stał w miejscu patrząc w stronę, z której dobiegł dźwięk wystrzału. Widziałam jak jego wzrok momentalnie skamieniał, a źrenice rozszerzyły się, sprawiając, iż oczy wydały mi się ciemniejsze niż były w rzeczywistości. Sama też stałam nieruchomo nie wiedząc co mam dalej robić, jak się zachować. Biec w stronę wesołego miasteczka, czy raczej w stronę samochodu, by wsiąść i odjechać stąd jak najszybciej? Nigdy wcześniej nie słyszałam jak ktoś strzelał. No, może słyszałam, ale jedynie podczas oglądania CSI w telewizji albo w czasie zawodów sportowych, kiedy sędzia dawał znak do startu.
Słowo, które idealnie określałoby stan, w którym się wtedy znajdowałam to szok.
Niall ocknął się po kilku sekundach, które mi wydawały się trwać o wiele dłużej, całą wieczność. Nie zwracając na mnie uwagi rzucił się biegiem w stronę wesołego miasteczka. Nie zastanawiając się długo ruszyłam jego śladem, ale trudno było mi go dogonić, mimo mojej całkiem niezłej kondycji. Kiedy Niall dobiegł już na parking z głowy spadł mu fullcap, ale nie zwrócił na to uwagi. Ja też nie zaprzątałam sobie tym głowy, więc czapka po prostu została na twardej ziemi niedaleko samochodu zostawionego tu wcześniej przez Nialla.
Przystanęłam na chwilę przed bramą prowadzącą do lunaparku i oparłam się o jeden z żelaznych prętów, bo zaczęło kłuć mnie w boku i tym samym straciłam chłopaka z oczu, kiedy wbiegł gdzieś między namioty. Korzystając z chwili wytchnienia i możliwości złapania oddechu czujnie rozejrzałam się dookoła. Nie dostrzegłam nic, co by mnie zdziwiło lub zaniepokoiło. Właściwie nie wiem, czego oczekiwałam...Ruszających się krzaków? Zamaskowanej osoby stojącej za moimi plecami? Nie wiedziałam kto oddał strzał, równie dobrze mogło to być jakieś nieporozumienie, chociaż intuicja podpowiadała mi, że to bardzo mało prawdopodobne.
Po chwili ruszyłam w stronę namiotów, gdzie wcześniej pobiegł Niall, mając naiwnie nadzieję, że zaraz wyjdzie zza rogu i uspokoi mnie mówiąc, że to tylko Josh czyścił broń czy coś w tym stylu.
Jakże głupie było moje myślenie, ale w obliczu wydarzeń, które się rozgrywały nie potrafiłam myśleć logicznie. Krążyłam więc przez kilka minut między kolejnymi atrakcjami wesołego miasteczka, szukając chłopaka, z którym tu przyjechałam.
-Niall! Niall! - będąc aż tak zdesperowana zaczęłam raz po raz wykrzykiwać imię chłopaka, mając nadzieję, że mi w końcu odpowie.
Niestety, wokół mnie nadal było niepokojąco cicho. 'Cisza przed burzą' pomyślałam, ale próbowałam jednak odgonić od siebie te myśli, bo nie brzmiały one zbyt optymistycznie.
W pewnym momencie usłyszałam jakieś ciche szuranie dochodzące zza tyłów namiotu obok którego stałam. Pewnym, ale wolnym krokiem wyjrzałam zza rogu i przeraziło mnie to, co zobaczyłam.
Na ziemi leżał mężczyzna, który jeszcze kilkadziesiąt minut temu ściskał moją rękę i uśmiechał się szeroko. Niall klęczał nad nieprzytomnym Joshem i przykładał ucho do jego ust, sprawdzając zapewne, czy oddycha.
Podniosłam dłonie, zakrywając nimi połowę twarzy w geście szoku i przerażenia. Do oczy naszły mi łzy, których za nic nie mogłam powstrzymać. Z ust wydobył mi się cichy szloch, który spowodował, że Niall obrócił się i zobaczył, że za nim stoję.
-Meg - powiedział zachrypniętym głosem - W samochodzie, w schowku jest apteczka, musisz mi ją przynieść.
Niall rzucił mi kluczki, które jakimś cudem udało mi się złapać.
Spojrzałam jeszcze raz na ciało Josha, próbując zlokalizować miejsce, gdzie został zraniony kulą. Zauważyłam, że bok jego koszulki przesiąkł krwią, która teraz skapywała na zieloną trawę, barwiąc ją na ciemnoczerwono.
-Meg! - krzyknął głośno Niall, sprawiając, że aż podskoczyłam. Spojrzał mi się prosto w oczy i nie musiał nic więcej mówić, ocknęłam się natychmiastowo, biegnąc z powrotem na parking. Potykałam się co chwilę, bo moje oczy wypełnione były łzami spływającymi mi też po policzkach, razem z tuszem do rzęs, który podobno miał być wodoodporny. Widocznie nie łzoodporny. W dłoni mocno ściskałam kluczyki, za nic w świecie nie chciałam ich zgubić.
Potknęłam się kolejny raz o krawężnik, który otaczał ścieżkę, na którą chciałam wbiec z boku. Tym razem wywróciłam się, ścierając sobie ramię aż do krwi. Syknęłam tylko, po czym wstałam i pobiegłam dalej. Nie czułam bólu, chyba przez adrenalinę, która przepływała przez moje żyły.
W końcu przebiegłam przez żelazną bramę i znalazłam się na parkingu, kierując się w stronę auta stojącego kilkadziesiąt metrów ode mnie. Ledwie łapiąc łapczywie kolejne oddechy dobiegłam do samochodu i nie otworzyłam go, tylko korzystając z tego, że był to model bez dachu, przechyliłam się do środka i  otworzyłam schowek, zaczynając szukać w nim wspomnianej wcześniej przez Nialla apteczki.
Po chwili grzebania niezdarnie wyjęłam ze środka niewielkie pudełko z krzyżykiem narysowanym na środku. Niestety, apteczka upadła mi pod siedzenie, więc i tak musiałam otworzyć drzwi, aby wejść do środka i ją stamtąd wyjąć. Kiedy w końcu sięgnęłam po nią ręką i zatrzasnęłam drzwi, zobaczyłam postać stojącą na parkingu tyłem do mnie.
Zobaczyłam, że ma nałożonego tył na przód fullcapa, poza tym ubrany był w białą, wyciągniętą koszulkę.
-Niall? - zapytałam - Co z Joshem?
Powoli podchodziłam do chłopaka, niosąc pod pachą apteczkę.
-Niall? - powtórzyłam jego imię.
W końcu postać odwróciła się, powodując, że wydałam z siebie stłumiony krzyk.
-Niespodzianka - powiedział Trevor.
Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że miał na głowie czapkę, która wcześniej upadła Niallowi i podobną do chłopaka koszulkę, którą zapewne zauważył u Nialla kiedy spotkali się wcześniej. Chciał, żebym pomyślała, że jest Niallem, miał jakiś plan, którego nie znałam, ale mnie przerażał.
Puściłam się biegiem, próbując go ominąć, ale złapał mnie za przedramię, ściskając ranę, którą zrobiłam sobie wywracając się o krawężnik. Jęknęłam z bólu, który w końcu do mnie dotarł. Upuściłam apteczkę na ziemię, jednocześnie próbując wyrwać się z uścisku Trevora.
-Nie szarp się - warknął - Lubisz tak się bawić z Niallem? Podnieca was to? - szepnął.
-Puść mnie - wyjęczałam z łzami w oczach.
-Chciałabyś, kotku - wyszeptał mi w ucho i zaśmiał się szyderczo.
Poczułam, że w pewnym momencie delikatnie poluźnił uścisk. Postanowiłam wykorzystać szansę i wyswobodziłam się na tyle, żeby móc kopnąć go od tyłu w krocze nogą.
-Suka! - wykrzyczał, trzymając się za krocze.
Zgiął się w pół i puścił mnie na moment, który w zupełności mi wystarczył. Złapałam apteczkę i zaczęłam biec tak szybko, jak tylko byłam w stanie. Trevor po chwili słabości zaczął mnie gonić. Co chwilę oglądałam się za ramię, tym razem uważając na krawężniki. Na szczęście najwyraźniej jego kondycja była gorsza od mojej, bo ciągle zostawał w tyle na odpowiedni dla mnie dystans.
-I tak mi nie uciekniesz! - krzyknął, powodując, że serce zaczęło mi bić jeszcze szybciej.
Lawirowałam między namiotami, próbując odtworzyć w pamięci drogę, którą tu przybiegłam. Skręciłam w bok, słysząc za sobą buty Trevora odbijające się od żwiru na ścieżce, ale na szczęście byłam kilkadziesiąt metrów przed nim.
Wybiegłam na przestrzeń pomiędzy namiotami, gdzie wydawało mi się, że wcześniej zostawiłam Nialla z leżącym bezwładnie na ziemi Joshem, ale było tu pusto. Pomyślałam, że pewnie pomyliłam się, kiedy jakaś silna ręka wychyliła się z jednego z namiotów i wciągnęła mnie do środka.
Stałam na wprost Nialla, który przyłożył palec do ust, dając mi tym samym do zrozumienia, że mam być cicho. Jego twarz była niesamowicie poważna. Chciałam coś powiedzieć, zapytać co z Joshem, ale przyłożył mi tym razem swój palec do moich ust, pozbawiając mnie tej możliwości. Objął mnie ramionami, bo najwyraźniej zauważył, że się trzęsłam. Wtuliłam się w niego, próbując chociaż w niewielkim stopniu uspokoić nerwy, ale okazało się to cholernie trudne.
-Co z Joshem? - wyszeptałam mu po cichu prosto do ucha.
-Przeżyje - uspokoił mnie, również odpowiadając szeptem.
Pogładził mnie ręką po włosach, po czym wyjął mi z ręki apteczkę i podszedł do leżącego na niskiej kanapie Josha. Namiot, w którym byliśmy był chyba pewnego rodzaju miejscem spotkań osób pracujących w wesołym miasteczku. O ile były tu jeszcze jakieś osoby oprócz przyjaciela Nialla.
Niall wyjął z apteczki bandaż i gazę. Po chwili wyciągnął też wodę utlenioną, którą przemył ranę Josha, a następnie owinął go w pasie bandażem z gazą, próbując nieco zatamować krwawienie. Wszystkie czynności wykonywał niezwykle sprawnie, a na dodatek cicho.
-Niall, Trevor tu jest - wyszeptałam.
-Wiem - odpowiedział krótko.
Nie dociekałam, jak zdążył się zorientować, ale nie było to miejsce na zadawanie dalszych pytań.
Niall opatrzył Josha jak tylko się dało w takich warunkach, ale kula wciąż tkwiła w jego boku, z tego co widziałam.
-Wychodźcie gołąbeczki - rozległ się z zewnątrz głos Trevora, dochodzący naprawdę z niedaleka.
Niall wstał i chwycił mnie za ramię, na szczęście, to na którym nie miałam rany.
-Musimy iść - powiedział.
-Ale co z... - zaczęłam.
-Nie mamy czasu, Trevor go już bardziej nie skrzywdzi, jemu chodzi o mnie, nie o Josha.
-Ale...
-Meg, idziesz ze mną? - zapytał gwałtownie.
Przytaknęłam i pozwoliłam mu się wyprowadzić z namiotu wyjściem naprzeciwko tego, którym tu weszłam. Zrobiliśmy to praktycznie w tym samym momencie, w którym Trevor znajdował się za naszym namiotem.
Zaczęliśmy oboje biec tak szybko jak tylko się dało, po kilku minutach siedzieliśmy już w samochodzie.
Niall popatrzył się na mnie, a ja zupełnie nie wiedziałam dlaczego nie rusza.
-Meg, kluczyki - powiedział stanowczo.
Przypomniałam sobie, że tkwiły one wciąż w kieszeni moich spodni, więc szybko po nie sięgnęłam, podając je Niallowi. Chłopak natychmiast odpalił samochód.
-Dzwoń na pogotowie - powiedział rozkazującym tonem.
Bez wahania sięgnęłam po plecak i pośpiesznie wyjęłam z niego telefon wystukując numer ratunkowy. Niall nie musiał nic mówić, mimo ciągłego szoku dobrze wiedziałam, co mam robić.
-Tak? W czym mogę pomóc? - odezwał się profesjonalny głos w głośniku.
-Chciałabym zgłosić wypadek. Postrzelono mężczyznę, w wesołym miasteczku - wyrzuciłam jednym tchem.
-Gdzie to się stało? - zapytał głos po drugiej stronie.
Spojrzałam wyczekująco na Nialla.
-Drugi zjazd na głównej autostradzie na obrzeżach miasta - odparł.
Powtórzyłam to osobie przyjmującej zawiadomienie.
-Wyślemy kogoś tam jak najszybciej - odpowiedziała, po czym zapytała - Czy pragnie pani pozostać anonimowa?
-Tak - odparłam szybko i rozłączyłam się.
Wrzuciłam telefon do plecaka, a jego samego przełożyłam pod siedzenie.
Oboje z Niallem milczeliśmy, otaczała nas ciemność, wiatr rozwiewał mi włosy.
-Gdzie jedziemy? - zapytałam.
-Do mnie - odpowiedział krótko.
Nie zadawałam więcej pytań, stwierdziłam, że może go to w jakiś sposób wyprowadzić z równowagi.

Kiedy dojechaliśmy pod dom, szybko wysiadłam z samochodu nie czekając aż Niall otworzy mi drzwi. Sam błyskawicznie, praktycznie wyskoczył z auta od razu kierując się pod dom, by otworzyć drzwi. Popchnął je, czekając aż wejdę pierwsza. Gdy tylko znalazłam się w przedpokoju drzwi zatrzasnęły się z hukiem, a sam Niall wyminął mnie i poszedł do kuchni. Powoli poszłam, podążając za jego krokami. Zastałam do przy zlewie, gdzie łapczywie pił wodę nalaną sobie do szklanki.
Próbowałam coś mu powiedzieć, ale żadne słowa nie przychodziły mi do głowy. Żadne odpowiednie słowa.
Podeszłam do niego od tyłu i położyłam dłoń na jego barku. Niall jednak odszedł z stronę salonu, zostawiając mnie osłupiałą w kuchni. Nie wiedziałam, czy mam iść za nim, czy zostać tutaj i poczekać aż trochę oboje ochłoniemy. Po chwili sterczenia jak słup na środku kuchni, postanowiłam jednak pójść za Niallem, w końcu nie wiedziałam zupełnie co mam zrobić i jak wrócę do domu.
Weszłam do salonu, który jednak okazał się pusty. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, ale chłopaka tu nie było. Usłyszałam kroki na piętrze i skierowałam się w kierunku schodów. Po wejściu na piętro zobaczyłam strużkę przytłumionego światła wydobywającą się ze szpary tworzonej przez niedomknięte drzwi do sypialni, w której już kiedyś spędziłam noc. Powoli podeszłam i popchnęłam drzwi, pozwalając im bezgłośnie przesunąć się do środka, wpuszczając na korytarz więcej światła pochodzącego z lampy stojącej w rogu pokoju.
Niall stał przy oknie wpatrując się w krajobraz za szybą.
Podeszłam do niego, powtarzając ten sam gest, którym obdarzyłam go na dole. Tym razem nie odszedł, kiedy moja dłoń dotknęła jego barku.
-Niall - wyszeptałam, próbując uzyskać od niego jakąkolwiek reakcję.
Odwrócił się i spojrzał mi się prosto w oczy. To co, mnie poraziło to fakt, że były one wypełnione mokrym płynem, który jednak powstrzymywał przed spłynięciem po policzkach.
Dotknął delikatne mojego przedramienia.
-Ten skurwysyn ci to zrobił? - zapytał.
-Nie, potknęłam się - wyjaśniłam szybko.

Widziałam, jak jego klatka piersiowa ciężko unosi się i opada z powrotem. Podniosłam dłoń i pogładziłam do palcami po policzku, powodując tym samym, że zamknął oczy.
Po chwili znów zatrzymał na mnie swoje niebieskie tęczówki.

-Pocałuj mnie - powiedział stanowczo.
Kiedy nie ruszyłam się nawet o centymetr, zdziwiona jego bezpośredniością, ujął moją twarz w swoje duże dłonie i gwałtownie przyciągnął do swoich ust, wpijając w nie swoje ciepłe wargi.
Nie wiem jak po tym wszystkim, co dziś się wydarzyło, on zrobił właśnie to. Myślałam, że po prostu porozmawiamy, ustalimy co właściwie się tam wydarzyło, ewentualnie opracujemy jakiś plan. A on po prostu mnie pocałował. Nie był to jednak delikatny pocałunek, ten był przepełniony desperacją i chęcią pozbycia się wszelkich emocji, które prawdopodobnie rozsadzały Nialla od środka. Czułam to.
Jednak sam sposób, w jaki mnie całował, o wiele różnił się od pierwszego, pamiętnego brutalnego pocałunku.
-Niall - powiedziałam, kiedy na chwilę oderwał swoje usta od moich.
Nie odpowiedział nic, tylko przekręcił nas i posadził mnie na parapecie, tak że teraz oplatałam go nogami.
Wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Zatracałam się w pożądaniu, które mną kierowało.
Nie zauważyłam w którym momencie Niall uniósł mnie i położył na łóżku, tak, że znalazłam się pod nim.
Jego klatka piersiowa przy mojej.
Usta przy ustach.
Oddech przy oddechu.
Dwa serca bijące w tym samym, przyśpieszonym rytmie.






poniedziałek, 20 maja 2013

Rozdział 11

-Raven hair, ruby lips, sparks fly from her fingertips... - z głośników samochodowego radia rozbrzmiały pierwsze takty piosenki.
Zaczęłam nucić, akompaniując wokaliście. Niall spojrzał się na mnie z uśmiechem.
-Lubisz Eagles? - zapytał.
-Nie jestem wielką fanką - odpowiedziałam - Ale akurat Witchy Woman uwielbiam, to klasyk.
Pokiwał głową i z powrotem patrzył się na drogę. Autostrada wyjątkowo była dziś dość ruchliwa albo może po prostu trafiliśmy na godziny powrotu ludzi z pracy.
Wiatr rozwiewał mi włosy, pogoda była idealna. Promienie słońca odbijały się od karoserii samochodu, sprawiając, że się błyszczała. Żałowałam, że nie założyłam krótkich spodenek, mogła to być ostatnia szansa w tym roku. Po chwili rozmyślań zdałam sobie sprawę z czegoś bardzo istotnego, co wcześniej mi umknęło. Spojrzałam się na chłopaka, który zauważył, że się w niego wpatruję i odwrócił na moment głowę.
-Hmm? - mruknął pytająco.
-Tak sobie pomyślałam - zaczęłam - jest jeszcze jasno, a ciebie nadal poszukuje okoliczna policja.
-Możliwe - odparł beztrosko.
-Nie boisz się, że ktoś cię rozpozna? - zapytałam ze zdziwieniem.
-Popatrz na mnie - poprosił.
Przeniosłam wzrok z autostrady na twarz Nialla. Miał na sobie czarne Ray-Bany i czapkę z daszkiem, fullcapa.
-Wyglądam jak ta sama osoba ze zdjęcia w liście gończym, który wyświetlali w telewizji? - zapytał.
Faktycznie, na fotografii miał postawione do góry włosy, co może było detalem, ale wiele zmieniało.
-Ja bym cię rozpoznała - odparłam, ale z lekkim zawahaniem.
Niall roześmiał się.
-Ty może tak - przyznał mi rację, po czym dodał - Zaspokój moją ciekawość, po czym byś mnie rozpoznała?
Zamilkłam na chwilę, zastanawiając się, co mam mu odpowiedzieć.
-Po ogólnym sposobie bycia, po tym jak chodzisz. Charakterystycznie przygryzasz wargę kiedy się denerwujesz albo nie wiesz co powiedzieć - ciągnęłam, słowa z łatwością wypływały z moich ust - I ten twój śmiech...
-Tak? Co z moim śmiechem? - zapytał.
-Rozpoznałabym go wszędzie - skończyłam.
Popatrzył się na mnie ze zdziwieniem, sprawiając, że się zaczerwieniłam.
-Widzę, że całkiem dużo o mnie wiesz, mimo że spotkaliśmy się zaledwie kilka razy - uśmiechnął się z wyraźnym poczuciem triumfu.
-Po prostu mam fotograficzną pamięć - powiedziałam bez przekonania.
-A może po prostu dużo o mnie myślałaś? - zapytał i w tym samym momencie głośno się zaśmiał.
Moje policzki przybrały jeszcze intensywniejszy odcień czerwieni. Zawstydziłam się i odkręciłam głowę w bok, pod pretekstem podziwiania wybrzeża. Niall chyba zauważył moje zmieszanie, bo przestał się śmiać i wyszeptał.
-Ja też o tobie myślałem.
Odkręciłam się i spojrzałam na niego. Wyraz jego twarzy był poważny, widziałam, że wypowiedzenie tych słów nie było dla niego łatwe. Chyba nie lubił mówić tego, o czym myślał, mówić o swoich uczuciach.
Rozumiałam go doskonale, też nie byłam w tym dobra.
Niall potrząsnął głową, jakby chciał odgonić otaczające go myśli.
-Uhm, a co do tego poprzedniego pytania - zaczął, szybko zmieniając temat.
Byłam ciekawa tego, co powie.
-Tak? - zachęciłam go do kontynuowania.
-Tam gdzie jedziemy raczej nikt mnie nie rozpozna - powiedział.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
-Wywozisz mnie aż tak daleko? - zapytałam.
-Nie - zaprzeczył szybko, chyba obawiając się, że mnie przestraszył.
Nie wiedziałam co powiedzieć, więc po prostu wcisnęłam się głębiej w fotel, zaczynając bawić się kosmykami włosów.
-Powiedziałem, że nikt mnie nie rozpozna - zaczął Niall, przerywając wszechobecną ciszę - ale to nie do końca prawda. Jedziemy tam właśnie z tego powodu.
Uniosłam brew w geście zakłopotania.
-Mógłbyś mi to wytłumaczyć w jakiś bardziej logiczny sposób? - poprosiłam.
-Oh, chodziło mi o to, że wesołe miasteczko należy do mojego starego znajomego. Zaufanego - podkreślił ostatnie słowo.
Pokiwałam głową, dając mu tym samym do zrozumienia, iż przyjęłam to do wiadomości.
Popatrzyłam ponownie na wybrzeże, morze wyglądało cudownie, woda mieniła się, odbijając promienie słoneczne.
-Za chwilę będziemy na miejscu - powiedział Niall, przerywając moje rozmyślania.
Rozejrzałam się dookoła. Nizinny teren po mojej jednej stronie powoli ustępował miejsca dla gęstego lasu. Po drugiej nadal widziałam wybrzeże i wysokie klify, o które rozbijały się fale, tworząc białą pianę.
Kilka minut później Niall gwałtownie skręcił w drogę prowadzącą w stronę morza. Po krótkim czasie moim oczom ukazał się szczyt diabelskiego młyna, dzięki czemu mogłam stwierdzić, że dojechaliśmy na miejsce.
Całe wesołe miasteczko było położone nad zatoką - i z tego, co mogłam dostrzec - utrzymane w stylu retro. Żadnych tandetnych baloników z różowymi jednorożcami, czy tego typu sztucznych gadżetów.
Kiedy tylko zobaczyłam lunapark z daleka, pomyślałam, że jest cudowny, klimatyczny i tajemniczy.
Wpatrywałam się jak zahipnotyzowana do czasu, gdy obok mnie Niall otworzył drzwi i czekał, aż wysiądę.
-Wszystko w porządku? - zapytał, przyglądając mi się badawczo.
-Jasne - odpowiedziałam bez zawahania.
Spojrzałam na niego, a on podał mi dłoń i pomógł wysiąść z samochodu. Gdy stałam już na parkingu, objął mnie od tyłu swoimi silnymi ramionami, przełożył moje włosy na jedną stronę i przybliżył swoje usta do mojego ucha.
-Inni mogą zabrać cię w podróż po całym świecie. Ja zabiorę cię tam, gdzie chcesz jechać - wyszeptał.
Obrócił mnie i przyciągnął do siebie. Jego miękkie palce dotknęły mojej skóry, kiedy delikatnie pogładził mnie po policzku. Spojrzał mi prosto w oczy, sprawiając, że poczułam, jakby prześwietlał mnie na wylot. Ciągle nie mogłam przyzwyczaić się do głębi jego niebieskich tęczówek.
Pocałował mnie delikatnie, ale zdecydowanie, łącząc nasze usta. Po chwili jego język odnalazł lukę pomiędzy moimi wargami, czym dodał zbliżeniu namiętności. Miałam wrażenie, że zaraz ugną mi się kolana, ale w tym samym momencie chłopak odsunął się i wziął mnie za rękę.
-Chodź ze mną - powiedział.
Posłusznie pozwoliłam mu się prowadzić krętą ścieżką prowadzącą w dół do wesołego miasteczka.
Gdy mijaliśmy wysoką bramę, Niall pomachał komuś, kogo dostrzegł w oddali.
W środku wesołe miasteczko nie było takie żywe jak wydawało się z zewnątrz. Owszem, wszystkie atrakcje zachęcały jasnymi neonami, ale brakowało mi biegających wokół dzieci, dorosłych przechadzających się między stoiskami. Brakowało mi ludzi.
Niall chyba zauważył, że coś mnie zastanawia.
-Faktycznie, na razie jest tu spokojnie - powiedział - Wszystko powinno ożyć późnym wieczorem.
Nie wiem, czy czytał mi w myślach, czy po prostu najzwyczajniej w świecie zgadł o czym myślałam.
Uśmiechnęłam się, a Niall odpowiedział tym samym. W tym samym momencie zauważyłam wysokiego mężczyznę stojącego przy karuzeli z kucykami.
-Nialler! - krzyknął, a chłopak puścił na chwilę moją dłoń, aby móc uścisnąć przyjaciela.
Domyśliłam się, że to była zaufana osoba, o której mówił mi wcześniej Niall.
-Minęło trochę czasu - odpowiedział Niall, potrząsając dłonią mężczyzny.
Stałam z tyłu, nie wiedząc co zrobić, więc po prostu kopałam czubkiem buta kamienie na ścieżce.
Niall chyba przypomniał sobie, że za nim stoję, bo odwrócił się i pociągnął mnie za rękę, jednocześnie obejmując w pasie.
-Meg, poznaj Josha - Josh skinął głową.
Uścisnęliśmy sobie dłoń, chłopak uśmiechnął się przyjaźnie.
-Meg, miło mi cię poznać - powiedziałam.
-Josh, czemu tu jest tak cicho? - wtrącił Niall, pytając Josha o to, co wcześniej zastanawiło również mnie - Zazwyczaj to miejsce tętniło życiem, z tego co pamiętam.
-Stary, jesteście dość wcześnie, poczekajcie kilka godzin, a zobaczycie co to znaczy zabawa w wesołym miasteczku! - odpowiedział Josh.
Niall zdjął czapkę i przeczesał włosy, zakładając ją po chwili z powrotem.
-Muszę iść, dopilnować kilku spraw - powiedział Josh - Jakby to powiedzieć...rozgośćcie się.
Uśmiechnął się i odszedł w stronę jednego z namiotów.
-Gdzie chcesz iść najpierw? - zapytał Niall, stając przede mną.
Rozejrzałam się dookoła, sprawdzając co mam do wyboru. Mój wzrok zatrzymał się na diabelskim młynie, ale po chwili kątem oka zobaczyłam Dom Grozy i wiedziałam, że to właśnie tam chcę pójść.
-Żartujesz? - spytał Niall, widząc jak z uśmiechem wpatruję się w wybrany obiekt.
-Nie, dlaczego? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie - Lubię czasami się bać.
-Odniosłem inne wrażenie - odparł, unosząc brew.
-Owszem, nie lubię uczucia strachu, ale jeśli jest wywołane przez realne osoby. Duchów przecież nie ma, więc nie mam się czego bać - odpowiedziałam.
-A co jeśli tak naprawdę jestem wampirem? - zapytał z uśmiechem, stając za mną - Co, jeśli cię ugryzę?
Roześmiałam się, ale kiedy poczułam usta Nialla na mojej szyi, jego zęby delikatnie muskające moją skórę, jedyne, co wydobyło się z moich ust to stłumiony jęk.
-Niall - wyszeptałam.
-Hmm? - mruknął, tak, że poczułam na skórze wibracje. Oderwał swoje przyciśnięte mocno wargi od mojej szyi - Podobałem ci się jako wampir?
-Bardzo - odmruknęłam, cicho dotykając ciemniejszego śladu, który zostawił na mojej skórze.
Jego śmiech poniósł się echem.
-Chodźmy - powiedział, chwytając mnie za dłoń.
Podeszliśmy do namiotu, nad którym wisiał szyld z napisem informującym o tym, że stoimy przed Domem Grozy. Wychyliłam się w bok, by zobaczyć, czy Dom jest dużych rozmiarów. Ciągnął się dość daleko, byłam ciekawa, co zastaniemy wchodząc do środka.
-Pani przodem - Niall wykonał zapraszający gest ręką, podnosząc płachtę wejścia do namiotu.
Przewróciłam oczami i weszłam do środka, a tuż za mną podążył Niall, tym samym puszczając materiał i pogrążając namiot w niemal zupełnej ciemności.
Moje oczy dopiero po chwili zaadaptowały się do wszechotaczającego nas mroku, szczególnie, że na zewnątrz dopiero powoli zapadał zmrok i było jeszcze stosunkowo jasno.
Niall pewnie ujął moją dłoń i razem wkroczyliśmy w głąb namiotu. Zewsząd dobiegały różne odgłosy, takie jak chichot czarownic, czy pomruki jakichś dziwnych stworzeń. Gdzieniegdzie paliły się blaknącymi płomieniami czarne świece. Na razie zapowiadało się na większą komedię niż horror.
Po przejściu kilku kroków doszliśmy do skraju czegoś urządzonego na kształt cmentarza, gdzie należało przejść przed stojący na środku korytarza ogromny grobowiec. Ruszyłam pewnym krokiem w jego stronę, Niall posłusznie podążył za mną. W środku grobowca na środku stał sarkofag, z którego, gdy tylko weszliśmy, wyskoczyła postać wysuszonej mumii kołysząc się w akompaniamencie dźwięków, które miały pewnie nadać całej sytuacji grozy.
Ominęliśmy mumię łukiem i przeszliśmy dalej. Po drodze wylatywały z sufitu plastikowe nietoperze, co chwilę z zaułków wyskakiwały figury Frankenstein'a, wampirów czy duchów na sprężynach, co sprawiało, że drżałam, ale raczej z zaskoczenia niż strachu. Niall objął mnie i przycisnął mocniej do siebie.
-Jak myślisz, daleko jeszcze do końca? - zapytałam.
-Nie mam pojęcia - odparł - Ale chyba kończą im się tu pomysły, więc sądzę, że nie tak daleko.
Ruszyliśmy do ostatniej salki, która była pusta, ale gdy tylko weszliśmy, ze wszystkich stron zaczęły nadlatywać na sznurkach sztuczne ptaki, czarne wrony.
Na Niallu nie zrobiło to większego wrażenia, ale ja wtuliłam się w niego, panicznie reagując na obiekty, które wciąż jeszcze kołysały się na sznurkach.
-Hej, o co chodzi? - zapytał cicho Niall, kładąc rękę na mojej głowie i przyciskając do niej swój policzek.
Ciągle cała się trzęsłam, próbując jakoś się uspokoić.
-Mam ornitofobię - odpowiedziałam krótko.
Niall pogładził mnie po włosach.
-Ja też nie przepadam za ptakami - odparł, po czym dodał - Chodźmy stąd, to chyba koniec trasy.
Wyprowadził mnie z namiotu, a ja powoli opanowywałam emocje.
Po chwili podszedł do nas Josh, który najwidoczniej załatwił już swoje sprawy.
-Podobało się? - zapytał z uśmiechem - Widzę, że trochę się przestraszyliście.
-Nie, po prostu nie lubię ptaków - zaprzeczyłam szybko - Mumie, wampiry i cała reszta była do zniesienia.
-Chcecie iść gdzieś indziej? - zaproponował nam Josh.
-Myślę, że pójdziemy się przejść po lesie, musimy niedługo wracać, prawda? - Niall spojrzał na mnie porozumiewawczo.
-Uhm, tak, Niall ma rację - przytaknęłam, nie wiedząc do końca co chodzi mu po głowie i co planuje.
Pożegnaliśmy się z Joshem, który zachęcił nas do odwiedzenia wesołego miasteczka, kiedy kolejny raz będziemy mieli ochotę na trochę zabawy.
-Dlaczego go spławiłeś? - zapytałam Nialla, gdy wychodziliśmy już na parking.
-Uwierz mi, nie chciałabyś przebywać z nim dłużej. Uwielbiam go, ale kiedy się rozgada to nie potrafi przestać - uśmiechnął się.
Myślałam, że wsiądziemy do samochodu, ale Niall skręcił w bok, na ścieżkę prowadzącą w głąb lasu. Akurat ta część była prawdziwa z tego, co powiedział Joshowi.
-Nie możemy naprawdę już wracać? - spytałam. Prawdę mówiąc, byłam już trochę zmęczona i miałam ochotę po prostu położyć się na łóżku. Nie wiedziałam gdzie i jak daleko chce mnie jeszcze prowadzić, na nogach miałam buty na chudej podeszwie, co nie ułatwiało mi spaceru po lesie.
Nagle Niall zatrzymał się i stanął przede mną, po chwili obrócił mnie tak, że za plecami miałam przyciśnięty do pleców pień drzewa.
-Nie lubię jak tak robisz - wyszeptałam.
Przypominało mi to nasze pierwsze spotkanie, kiedy zachował się naprawdę brutalnie. W takich chwilach widziałam tę samą brutalność w jego oczach. Ledwo się tliła, ale w każdej chwili mógł ten płomień podsycić i to mnie przerażało. Bałam się, że zrobi się tak samo oschły jak wtedy, kiedy praktycznie wyrzucił mnie ze swojego domu. Wiedziałam, że pośrednio miało to związek z Trevorem, a tak przynajmniej chciałam to sobie tłumaczyć.
Niall obrócił nas tak, że teraz to on był przyciśnięty do drzewa, a moje nogi znalazły się pomiędzy jego. Objął mnie ramionami, opierając swoje dłonie z tyłu moich pleców, na wysokości bioder.
-Tak lepiej? - zapytał.
-Uhm - mruknęłam.
-Meg? - delikatnie uniósł moją brodę, tak bym mogła patrzeć mu w oczy.
Podniosłam głowę, odwzajemniając spojrzenie i czekając na jego dalsze słowa.
-Co do mnie czujesz? - zaskoczył mnie, zupełnie nie wiedziałam jak się zachować, co odpowiedzieć.
-Niall... - zaczęłam, próbując odwlec to, co miałam powiedzieć i to, czego najwyraźniej oczekiwał - Sama do końca nie wiem. Nie każ mi teraz o tym decydować. Nic o tobie nie wiem.
-Zaprzeczasz sama sobie. Nie pamiętasz już co powiedziałaś mi w samochodzie? - wyszeptał.
Uniosłam brew.
-To, kiedy mówiłaś po czym rozpoznałabyś, że to ja - przypomniał.
-Och... - westchnęłam.
-Pozwól mi się kochać - powiedział, patrząc mi prosto w oczy.
-Nie wiem czy jestem gotowa. Niall, ja się boję - dokończyłam.
-Nie boisz się wampirów, duchów, ciemności, a boisz się zakochać? - powiedział powoli, przybliżając swoje usta do moich.
Tuż przed złączeniem naszych warg oboje usłyszeliśmy coś, co sprawiło, że Niall momentalnie ode mnie odskoczył.
Dźwięk dochodzący z wesołego miasteczka.
Wystrzał z pistoletu.




_________________________
Jeśli chcecie nadal być informowani o rozdziałach, napiszcie chociaż swój nick z tt w komentarzu. Dzięki temu będę wiedziała, czy nie informuję kogoś, kto nie czyta bloga.
xx

czwartek, 16 maja 2013

Rozdział 10

Było dość późno, z pokoju Ashtona nie dobiegały żadne dźwięki, więc stwierdziłam, że poszedł już spać albo prawie zasnął ze słuchawkami na uszach. W tym byliśmy podobni - lubiliśmy zasypiać słuchając piosenek. Możliwe, że było to związane ze wspomnieniami o mamie, jak zwykła układać nas do snu śpiewając kołysanki, kiedy byliśmy mali. Dlatego lubiliśmy zapadać w sen w obecności muzyki, robiliśmy to zupełnie podświadomie. Na tym podobieństwo się kończyło, bo nasze preferencje były zupełnie inne. Ja wolałam usypiać słuchając spokojnych, relaksujących melodii, za to Ash uwielbiał rock, może dlatego że nie słyszał wtedy własnych myśli, więc nie rozpatrywał wszystkich wydarzeń, które zdarzyły się w ciągu dnia.
Wtuliłam się mocniej w poduszkę, nakrywając się bardziej kołdrą. Uśmiechnęłam się z zamkniętymi oczami, powoli analizując wydarzenia dzisiejszego wieczoru. Byłam dumna z tego, jak dobrze wybrnęłam z sytuacji z policją. Alison mogła mi nie uwierzyć, na pewno nie dała się nabrać, ale w jej wyobrażeniach chłopak, z którym się spotkałam zapewne był jakimś spokojnym uczniem z mojej szkoły, którego poznałam na dodatkowych zajęciach. Rzeczywistość byłaby bardziej brutalna, przynajmniej dla taty i Al. Nie mogli się dowiedzieć, chyba że Niall zostałby oczyszczony z zarzutów, chociaż pewnie i wtedy patrzyliby na niego krzywym okiem. Sama jeszcze do końca nie mogłam sobie wyobrazić, że byłam w stanie tak łatwo się do niego przekonać, kiedy jeszcze kilka dni temu nienawidziłam go z całego serca. Czy byliśmy parą? Tego nie wiedziałam, chyba było za wcześnie, żeby tak otwarcie to powiedzieć. Jedyne, czego byłam pewna, to to, że  coraz bardziej się do niego przywiązywałam.
Właściwie, Niall był pewnego rodzaju uzależnieniem. Wiedziałam, że nie powinnam się z nim spotykać, a tym bardziej całować. Najgorszy był fakt, że sprawiało mi to przyjemność i nie miałam z tego powodu wyrzutów sumienia. Podobała mi się adrenalina, która towarzyszyła spotkaniom z Niallem. Na początku się go bałam, był przerażający, ale kiedy mnie obejmował, zdałam sobie sprawę z tego, że nigdy wcześniej nie czułam się tak bezpiecznie.
Moje przemyślenia urwały się wraz z końcem wieczornej playlisty, więc odłączyłam słuchawki i wstałam, by odłożyć je na parapet. Odsłoniłam zasłonkę, by popatrzeć na księżyc, który zawsze w pewien sposób uspokajał mnie przed snem. Ucieszyłam się, kiedy zobaczyłam, że nie przysłaniają go chmury, a co więcej jest w pełni i świeci jasnym blaskiem. Po chwili wpatrywania się w niebo miałam już zasłonić okno z powrotem, ale zauważyłam, jak coś poruszyło się za żywopłotem, który otaczał moje podwórko. Pomyślałam, że to pewnie znowu koty, które od pewnego czasu wybrały sobie nasze podwórko na główny plac zabaw. Jednak zobaczyłam jeszcze coś, co mnie zaniepokoiło. Zza zielonego ogrodzenia wydobywał się dym, chyba z papierosa. Stanęłam tak, by zasłonka okryła mnie, ale jednocześnie mogłam obserwować ulicę.
Po chwili przez ulicę przeszedł mężczyzna i mogłam zobaczyć w świetle księżyca jego twarz.
Z ust, na których była zaschnięta krew wydobywał się cienki pas dymu z papierosa. Myślałam, że zaraz upadnę, bo nie mogłam spokojnie zaczerpnąć powietrza. Otworzyłam okno, ale zrobiłam to zbyt gwałtownie, bo trzask poniósł się echem po ulicy, tym samym zwracając uwagę mężczyzny.
Zwracając uwagę Trevora.
Odwrócił się i widziałam, że patrzy wprost na mnie. Nie wiedziałam co robić, nie miałam pojęcia czego się po nim spodziewać. Nie było Nialla, który mógłby mnie przed nim obronić.
Trevor uśmiechnął się i rzucił niedopałek papierosa na ziemię, przydeptując go obcasem swojego skórzanego buta. Odsunęłam się od okna, mając jakąś chorą nadzieję, że mnie jednak nie zauważył i po prostu sobie pójdzie. Nie mogłam się bardziej mylić.
Trevor powoli podszedł do ogrodzenia i najwyraźniej szukał miejsca, w którym mógłby je przeskoczyć. Modliłam się, żeby nie zauważył dziury schowanej w chaszczach żywopłotu, którą łatwo mógłby przedostać się bliżej domu. Jednak mimo iż nie spostrzegł wyrwy w ogrodzeniu, bez problemu wspiął się po prętach i przeskoczył na podwórko, wywołując u mnie początki paniki. Rzuciłam się do okna, by szybko je przymknąć, ale on był już tuż pod moim oknem.
-Odejdź - powiedziałam zdecydowanie, ale cicho.
-Nie spuścisz mi swoich włosów, bym mógł się po nich wspiąć królewno? - szeptał, ale jego głos brzmiał pewnie i w ciszy nocy był naprawdę dość donośny.
-Czego ode mnie chcesz? - wychyliłam się zza okna, by zobaczyć jego uśmiechniętą cynicznie twarz.
Stał z rękoma w kieszeniach, jakby na coś czekał.
-Przyszedłem powiedzieć ci tylko kilka słów na dobranoc. Prawda jest taka, że na twoim miejscu uważałbym na siebie. Nigdy nie wiadomo, na kogo możesz trafić w ciemnej alejce... - jego cichy śmiech wywołał u mnie ciarki.
-Co ja takiego zrobiłam? - zapytałam z sykiem, ciągle szepcząc.
-Ty nie zrobiłaś absolutnie nic - odparł.
-Więc o co tak naprawdę chodzi?
-Nie o co, a o kogo, skarbie - ostatni wyraz wypowiedziany przez Trevora sprawił, że miałam mdłości. Nienawidziłam tego słowa. On kontynuował.
-Jesteś jedyną rzeczą, na której w tej chwili zależy Horanowi. A ja lubię odbierać mu rzeczy, na których mu zależy - powiedział, po czym dodał - Zastanów się, czy jest tego wart, bo niedługo może być za późno.
Po tych słowach po prostu się odwrócił i przeskakując przez ogrodzenie, odszedł w głąb ciemnej uliczki. Poczułam ulgę, ale jednocześnie cała się trzęsłam, bo nie potrafiłam opanować emocji, które wywołała we mnie wizyta Trevora. Nie miałam pojęcia, jak teraz zasnę, szczególnie, że jutro musiałam iść do szkoły, co wiązało się ze stawieniem czoła Ericowi i potencjalnym plotkom, które rozpuścił. Potrzebowałam kogoś, kto by mnie przytulił.
Osobą, którą chciałam mieć obok siebie był Niall.
Wszystko zaczynało się komplikować w pokręcony sposób. Po policzkach ciekły mi łzy, ale nawet nie zwracałam na nie uwagi. Próbując się uspokoić, ostatni raz tego wieczoru patrzyłam na jasny księżyc.



Wpatrywałem się w okrągły punkt na nocnym niebie jak zahipnotyzowany, księżyc świecił dziś tak jasno. Potrząsnąłem jednak głową i odwróciłem się do przyjaciół, siadając z powrotem przy stole.
-Ten plan ma tyle minusów, że prawdopodobnie nie powinniśmy go w ogóle realizować - powiedziała Ley.
-Żartujesz, prawda? - odparł wesoło Harry - To jest właśnie najlepsze, wyobraźcie sobie tę całą adrenalinę.
-Skup się, Styles - trochę zaczynało mnie denerwować to, jak beztrosko podchodził do tego, co planowaliśmy. Byłem naprawdę wdzięczny Cliffowi, że chociaż on brał to na poważnie. Akurat w tej chwili zachowywał się odpowiednio do sytuacji, mimo że zwykle jego umysł był na poziomie średnio rozgarniętego przedszkolaka.
-Muszę wam zadać najważniejsze pytanie - zacząłem - Czy chcecie się w to angażować do końca?
Popatrzyłem się na ich twarze i dostrzegłem nutę zawahania.
-Wchodzę w to na sto procent - powiedział stanowczo Cliff.
-Nie ma mowy, że zostawię cię z tym samego, Horan - dodał Harry.
Popatrzyliśmy się we trójkę na Ley, która najwyraźniej biła się ze swoimi myślami.
-Ley? - powiedział pytająco Styles, obejmując ją ramieniem i przybliżając do niej swoją głowę.
-Niall... - zaczęła cicho zwracając się bezpośrednio do mnie - Nie zrozum mnie źle, nadal cię wspieram i chcę pomóc w opracowaniu planu, ale nie sądzę, bym była na siłach wziąć w tym udział.
Harry zabrał rękę z oparcia krzesła dziewczyny i skrzyżował ramiona, zsuwając się nieco z krzesła, na którym siedział. Cliff gwałtownie odsunął swoje krzesło i wstał od stołu. Zaczął krążyć po pokoju, spoglądając co chwilę na dziewczynę. Ley spuściła głowę, przygryzając wargę.
-Widać, jak zależy ci na przyjaciołach! - krzyknął Cliff, tak, że Ley aż się wzdrygnęła.
Spojrzała na Harry'ego, ale on widocznie unikał jej wzroku.
-Przestań, Cliff - powiedziałem ostro - według mnie nie ma nic dziwnego, że Ley nie chce brać udziału w całej akcji. Nie udawajmy, że to nie będzie kurewsko niebezpieczne, a szanse powodzenia nie są znikome.
Dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na mnie z podziękowaniem w oczach.
Uśmiechnąłem się i kiwnąłem głową, chociaż w głębi duszy uważałem, że Cliff miał odrobinę racji. Próbowałem jednak zrozumieć Ley, szczególnie, że widziałem, że naprawdę była przerażona.
-Kiedy zamierzamy to zrobić? - zapytał Harry, patrząc na mnie.
-Musimy poczekać kilka dni, może Trevor pomyśli, że odpuściliśmy - powiedziałem.
-Wtedy wzbudzilibyśmy w nim mniej podejrzeń - dodał szybko Harry.
-Miejmy nadzieję, o to właśnie chodzi - odparłem z westchnieniem.
Cliff zniknął w przedpokoju, po chwili wracając z niego z kurtką w ręku.
-Powinniśmy się zbierać - powiedział do Ley i Harry'ego.
Oboje podnieśli się z krzeseł i mu przytaknęli, po czym poszli wziąć swoje rzeczy. Zostałem w pokoju sam z Cliffem.
-Horan, uważaj na siebie, ok? - powiedział.
-Jasne, chyba mnie znasz - odparłem.
-Znam i właśnie dlatego chcę, żebyś uważał. Wytrzymaj jeszcze kilka dni - dokończył.=
-Idziemy? - w progu stanął Harry z Ley za jego ramieniem.
-Tak - odpowiedział mu Cliff, po czym odwrócił się i poszedł do drzwi, odwracając się tuż przy nich unosząc dłoń w geście pożegnania.
Odpowiedziałem mu tym samym, jednocześnie żegnając się z pozostałą dwójką.
Podszedłem i przekręciłem zamek w drzwiach, upewniając się, czy aby na pewno są dobrze zamknięte.
Cliff miał rację, nie mogłem teraz ryzykować. Poszedłem do kuchni, chwytając kubek z resztką letniej herbaty i poszedłem do sypialni na górę. Byłem okropnie zmęczony, ale zadowolony z przebiegu dzisiejszego dnia. Dopiłem herbatę i odstawiłem kubek na szafkę. Zdjąłem koszulkę i dresy, rzucając się na łóżko w samych bokserkach. W pokoju było gorąco, dlatego narzuciłem na praktycznie nagie ciało jedynie cienką kołdrę, odrzucając na bok gruby koc.
Powinienem myśleć o powodzeniu planu, dopracowywaniu go do perfekcji, ale jedyne co miałem przed oczami to jej twarz, jej usta, jej oczy...
Nie wiem kiedy zasnąłem, ale musiało mi się śnić coś bardzo miłego, bo kiedy rano otworzyłem oczy uśmiechałem się. Wiedziałem już, co będę dziś robił.



Obudził mnie poranny budzik, zapowiadający kolejny dzień w szkole. Modliłam się, żeby Eric nie rozpuścił jakichś plotek, z których musiałabym się tłumaczyć unikając pytających spojrzeń innych. Wiedziałam, jak potrafi koloryzować wydarzenia. Szybko umyłam się, pomalowałam rzęsy, po czym włożyłam jeansy i koszulkę. Próbowałam ułożyć włosy w taki sposób, by zakryły one moją szyję, a dokładnie jeden punkt. Szybko wrzuciłam do plecaka potrzebne książki, bo z dołu dobiegało mnie już wołanie taty. Wyszłam z pokoju, wpadając na Ashtona, który wyglądał na dość wypoczętego, widocznie faktycznie poszedł wczoraj wcześniej spać. W przeciwieństwie do mnie, nie miał też nieprzyjemnego gościa, który wywołałby w nim uczucie potężnego strachu.
-Miałaś koszmary, siostrzyczko? - zadrwił.
-Zamknij się - odburknęłam, po czym dodałam trochę ciszej - To naprawdę aż ta widać?
Miałam nadzieję, że delikatny korektor zatuszuje moje podkrążone oczy, ale najwidoczniej się myliłam. Chociaż może Ashton po prostu ze mną pogrywał.
Wyminęłam go i zeszłam szybko na dół.
-Ładnie wyglądasz - powiedziała Alison, jednocześnie rozwiewając moje wątpliwości na temat podkrążonych oczu. Uśmiechnęłam się w odpowiedzi.
Wyjęłam batonik z szafki i wsunęłam go do plecaka.
-Nie zjesz nic teraz? - zapytała Al.
-Nie jestem na razie głodna, poza tym nie chcę się spóźnić - odparłam.
-Gotowi? - zapytał ojciec, wychylając się z przedpokoju.
Przytaknęliśmy razem z Ashtonem i wyszliśmy. Tym razem nie dostałam pick-up'a, bo po prostu było wygodniej, by tata zawiózł nas razem.
Po kilkunastu minutach kiedy wysiedliśmy przy naszej szkole, Ash szybko pożegnał się i podbiegł do grupki swoich znajomych. Ja też powoli pożegnałam się z tatą i wyszłam z samochodu, kierując się w stronę ławki, na której dostrzegłam siedzącą Marthę.
Podniosła głowę i pomachała mi, odkładając książkę, którą czytała.
-Hej! - przywitała mnie.
-Też miło cię widzieć - odparłam i roześmiałyśmy się obie.
-Jak spędziłaś weekend? - zapytała.
-Nudno, tak jak zwykle - skłamałam. Chwilę rozmawiałyśmy o planach na przyszły tydzień, kiedy nagle przyjaciółka zobaczyła kogoś, kogo miałam nadzieję dziś nie oglądać.
-Eric... - zaczęła Martha.
-Ugh. Zobaczyłam idącego w naszą stronę wysokiego chłopaka. Na szczęście tylko przeszedł obok nas, obrzucając mnie dziwnym spojrzeniem. Wzruszyłam ramionami i kontynuowałam plotkowanie z Marthą.
Po chwili zadzwonił dzwonek, więc wstałyśmy i rozeszłyśmy się, każda w stronę innych klas.
Dzień ciągnął mi się okropnie, siedziałam na lekcjach jak nieprzytomna, ciągle mając w uszach słowa Trevora, kiedy przyszedł do mnie w nocy. Zastanawiałam się, co tak naprawdę mi grozi. Wiedziałam, że w dzień raczej nic mi nie zrobi, zresztą jedyną szansę miałby w szkole, bo prosto z niej wracałam do domu, a było to miejsce publiczne, więc zagrożenie spadało praktycznie do zera. Po drugie, nie zauważyłam, żeby ktoś obrzucał mnie dziwnymi spojrzeniami, więc przypuszczałam, że Eric jednak trzymał język za zębami. Może naprawdę bał się Nialla.
W końcu zadzwonił dzwonek, przerywając moje rozmyślania i uwalniając mnie od dalszej tortury na lekcjach.
Wyszłam na korytarz, kierując się prosto do szafki, którą otworzyłam żeby odłożyć słownik od hiszpańskiego, który nie był mi potrzebny w domu. Miałam już ją zamknąć, kiedy w środku zobaczyłam złożoną na pół kartkę. Odłożyłam słownik i wzięłam papier w ręce. Rozłożyłam kartkę i zobaczyłam krótką notkę napisaną czarnym długopisem.
Czekam za budynkiem 
                                N
Rozpoznałam ten charakter pisma i uśmiechnęłam się sama do siebie. Moje zamyślenie przerwało pojawienie się Marthy.
-Idziemy? - zapytała.
-Uhm, muszę jeszcze skoczyć do biblioteki, zadzwonię do ciebie później, ok? 
-Jasne, nie ma sprawy - uśmiechnęła się i poszła z resztą uczniów w stronę wyjścia. 
Szkoła powoli pustoszała, a ja szłam w przeciwną stronę niż reszta dziewczyn i chłopaków. Skierowałam się do tylnego wyjścia przez halę sportową, chcąc tym samym przejść na tyły budynku. Będąc już prawie przy drzwiach wyjściowych obok hali, jakaś silna ręka pociągnęła mnie i przycisnęła do ściany, sprawiając tym samym, że plecak spadł mi z ramienia. 
-Tęskniłem - wyszeptał mi w ucho, powodując tym samym ciarki na całym moim ciele. 
Odnalazł moje usta i pocałował mnie, wplatając swoje palce w moje włosy. Po chwili odsunął się ode mnie, wziął mnie za rękę i pociągnął do pierwszej pustej sali. Posadził mnie na ławce i stanął tak, że znalazł się między moimi nogami.  Znów mnie pocałował, bardziej napierając całym swoim ciałem na moje. 
-Niall - wyszeptałam - Musimy iść, ktoś może tu zaraz przyjść.
-To właśnie sprawia, że staje się to o wiele bardziej ciekawe - odparł i mrugnął do mnie jednym okiem. 
Jego ręce spoczywały nisko z tyłu moich bioder. Dopiero niedawno zauważyłam, jak duże są i silne. Przyciągnął mnie do siebie jeszcze bardziej przyciskając swoje miękkie usta do moich. Czułam jak wszystko się rozpływa, a wszystkie moje zmartwienia przestają istnieć. 
Kolejny namiętny pocałunek został przerwany przez komórkę wibrującą mi w kieszeni. Odebrałam telefon. 
-Tak...tak, tato, zapomniałam ci powiedzieć, że dziś z wami nie wracam. Wiesz, robię ten projekt z Marthą, jej mama ma mnie odwieźć wieczorem. Uhm, tak, ok, do zobaczenia - rozłączyłam się i popatrzyłam na Nialla, który uniósł jedną brew patrząc na mnie pytająco. 
-Podoba mi się ten projekt - powiedział, ponownie mnie całując. 
-Niall, musimy iść, szkołę zaraz zamkną i utkniemy tu do jutra - zauważyłam. 
-Mam lepszy pomysł - uśmiechnął się - Skoro masz czas aż do samego wieczora...
Pociągnął mnie za rękę, wyprowadzając ze szkoły, chwytając po drodze mój plecak, który leżał na korytarzu i szedł się w stronę swojego zaparkowanego samochodu. Otworzył mi drzwi, a kiedy posłusznie wsiadłam do środka, rzucił plecak na tylne siedzenie i sam znalazł się na miejscu kierowcy. Jedną dłonią obrócił moją twarz, tak, że patrzyłam mu prosto w oczy. 
Roześmiał się i zapytał:
-Byłaś kiedyś w wesołym miasteczku? 




_______________________
następny rozdział pojawi się pewnie w poniedziałek
xx

niedziela, 12 maja 2013

Rozdział 9

Serce biło mi jak oszalałe, jeszcze nigdy nikt nie całował mnie z takim zaangażowaniem. Myślałam, że zaraz zabraknie mi powietrza, ale tak bardzo nie chciałam odrywać moich ust od ciepłych warg Nialla.
Wszystko wokół się zatrzymało, czułam się jakby otaczała nas jakaś niewidzialna bańka, w której czas po prostu stanął. Dotyk jego dłoni na moich plecach, drżący oddech na policzku, kiedy na chwilę oderwał się od moich ust i przeniósł swoje w dół mojej szyi. Z gardła wyrwało mi się krótkie jęknięcie, kiedy poczułam jak ściska i ssie wargami skórę na mojej szyi. Nieco naiwnie miałam nadzieję, że nie zostawi mi to śladu na dłużej. Obejmując jego kark i przesuwając dłonią po jego włosach wydawało mi się, jakbym czuła elektryczne iskierki przeskakujące mi między palcami.
-Niall - wyszeptałam.
-Hmm? - mruknął.
-Ja..ja nie powinnam. Nie chcę - powiedziałam.
Delikatnie przesunął mnie, napierając swoim ciałem, tak że dotknęłam plecami twardych cegieł tworzących czyjeś ogrodzenie.
-Nie chcesz? - mruknął mi w szyję, aż czułam wibracje jego głosu na mojej skórze - Odnoszę zupełnie inne wrażenie.
Jeszcze nigdy nie czułam się tak dziwnie. Robiłam coś zupełnie wbrew temu, co uważałam za odpowiednie. To się chyba nazywa walką rozumu z sercem. Chociaż...czy to aby na pewno było serce? Nie wiem. Coś popychało mnie w ramiona Nialla nawet, kiedy mówiłam sobie, że to nie w porządku i nie powinnam tego robić.
Przycisnął swoje ciało do mojego, sprawiając tym samym, że coraz trudniej było mi złapać oddech. Ciągle całował mnie po szyi, po chwili znów przenosząc się na moje usta. Odwzajemniłam bezwiednie pocałunek, chociaż powinnam się odsunąć i go od siebie odepchnąć. Próbowałam wmówić sobie, że był niebezpieczny, że może mi się coś stać. Żaden argument nie trafiał do mojego zdrowego rozsądku. Nawet słowa Wynoś się i to, jak mnie wtedy potraktował przestały cokolwiek znaczyć.
Niestety, zapomnieliśmy o czymś bardzo ważnym. A raczej: o kimś.
-Niall - powiedziałam stanowczo, co chyba go zdziwiło, z uwagi na to, że wcześniej szeptałam cicho.
Przestał mnie całować, podniósł głowę i popatrzył mi się w oczy.
-Tak? - zapytał, widocznie zainteresowany.
-Ten chłopak, którego pobiłeś... - zaczęłam, ale od razu mi przerwał.
-To Trevor, należało mu się - widziałam jak pociemniały mu oczy, jeszcze zanim odwrócił wzrok.
-Możliwe, jeśli to co mi o nim mówiłeś, jest prawdą - przypomniałam sobie, co opowiadał mi nad morzem.
-Nie wierzysz mi? - przybliżył swoją twarz.
-Tego nie powiedziałam - odparłam patrząc mu w oczy.
-Więc o co chodzi? - zapytał.
-Chodzi o to, że chyba nie powinniśmy go tam tak zostawiać - zauważyłam. Nie chodziło o to, że mógł się wykrwawić, bo aż tylu ciosów Niall mu nie zadał. Chodziło o coś zupełnie innego i miałam bardzo złe przeczucie.
-Cholera - zaklął Niall i uderzył w mur tuż po prawej stronie mojej głowy.
Wzdrygnęłam się, a on chyba to zauważył.
-Przepraszam - wyszeptał. Widziałam, że chyba nie wiedział co robić.
Odwrócił się, kładąc obie ręce na swojej głowie i odchylając ją do tyłu.
Bez słowa zaczął iść w stronę, z której przyszliśmy. Ruszyłam za nim, rytmicznie stawiając kroki, nie będąc pewna tego, co nas tam zastanie.
Na rogu ulicy obejrzał się i zatrzymał mnie gestem wyprostowanej ręki. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale w tym samym momencie przyłożył palec do ust, dając mi tym samem znak, że mam na razie milczeć. Wychylił się zza drzewa rosnącego na samym rogu. Podeszłam bliżej, ciągle będąc blisko żywopłotu, by nikt mnie ewentualnie nie zauważył. Wyjrzałam dyskretnie, ale nie zobaczyłam nic, co by mnie zaniepokoiło. Nic, oprócz braku Trevora. Widziałam jak twarz Nialla stała się w jednym momencie kamienna, jakby nie okazywał żadnych emocji. Zmieniło się to po chwili, kiedy ujrzałam zaciśnięte mocno usta i dłoń ułożoną w pięść. Był wściekły.
-Gdzie on jest? - spytałam cicho.
-Nie wiem, może skurwysyn opanował zdolność teleportacji. Chyba, że przeczołgał się gdzieś.
-Widocznie nie uderzyłeś go wystarczająco mocno - stwierdziłam, zauważając, że przekręcił głowę i popatrzył się na mnie z uśmiechem.
Po chwili jednak potrząsnął głową i ponownie spojrzał na chodnik na przeciwko.
-Chodźmy - powiedział.
Podeszliśmy do miejsca, gdzie poprzednio leżał Trevor. Nie było po nim śladu, jedynie kilka kropel ciemnej krwi, która zapewne skapnęła mu z ust, potwierdzała jego wcześniejszą obecność. Widocznie chłopak nie był na tyle bezsilny, na jakiego wcześniej wydawał się wyglądać.
Staliśmy chwilę patrząc na siebie, kiedy usłyszeliśmy obydwoje dźwięk, na który zareagowałam panicznie. W oczach Nialla dostrzegłam zaskoczenie i strach. Nie znałam go długo, ale wiedziałam, że nie ma wielu sytuacji, które mogą go przestraszyć. Jednak sygnał syreny policyjnej zaliczał się to tych rzeczy, które na pewno wywoływały w nim coś na kształt strachu.
-Kurwa - wyrwało mu się z ust.
Popatrzył na mnie, jakbym miała mu powiedzieć co ma zrobić.
-Na co czekasz? - prawie krzyknęłam.
Popatrzył na samochód, potem znów przeniósł wzrok na mnie.
-Jedź, idioto - powiedziałam.
Wsiadł do auta i szybko odpalił silnik. Sygnał syreny wydawał się przybliżać do miejsca, w którym się znajdowaliśmy.
-Meg...-zaczął jeszcze.
Pokręciłam głową, powstrzymując go przed tym, co chciał powiedzieć. Spojrzał się na mnie ostatni raz i odjechał z piskiem opon.
Stałam chwilę wciągając nocne powietrze, wciąż nie mogąc wyjaśnić tego, co przed chwilą się wydarzyło. Wszystko działo się tak szybko, tak gwałtownie. Już miałam się odwrócić i odejść, kiedy za moimi plecami pojawiły się światła radiowozu.
-Cholera - powiedziałam cicho.
Samochód zatrzymał się tuż za mną, usłyszałam trzaśnięcie zamykanych drzwi i kroki ciężkich butów na chodniku. Ostatni dźwięk przeraził mnie najbardziej. Odpinanie kabury i odbezpieczanie broni.
-Proszę się zatrzymać. Ręce do góry - głos policjanta był szorstki i ostry.
Posłusznie wykonałam polecenie, a kiedy odwróciłam się, zobaczyłam wycelowany we mnie pistolet.
-O co chodzi? - spytałam, próbując zachować spokój.
-Zostaliśmy poinformowani o tym, że w tym miejscu przebywa groźny zabójca, którego od pewnego czasu poszukujemy.
-Czy ja wyglądam jak niebezpieczny morderca? - miałam nadzieję, że nie wyczuje sarkazmu, jaki włożyłam w tę wypowiedź - Czułabym się bardziej komfortowo, gdyby opuścił pan pistolet. Słyszałam, że te spusty są naprawdę czułe.
Policjant ciągle celował we mnie bronią. Na szczęście z radiowozu wysiadł jego partner.
-Rick, czyś ty oszalał? - powiedział do gliniarza, który mnie zatrzymał. Widziałam, że ten był starszy i chyba bardziej doświadczony.
-Opuść tę broń, do cholery jasnej - Rick posłusznie opuścił broń - Szukamy postawnego blondyna, a gdybyś nie zauważył, to masz przed sobą młodą dziewczynę z brązowymi włosami.
Rick mruknął coś pod nosem.
-Przepraszam panią za kolegę - powiedział starszy policjant.
-Uhm, nic się nie stało - odpowiedziałam - Mogę w czymś pomóc?
-Właściwie to...Nie widziała pani czegoś niepokojącego?
Pokręciłam głową.
-Nie, a co dokładnie niepokojącego miałabym zobaczyć? - zapytałam, modląc się, żebym zabrzmiała przekonująco.
-W okolicy kręci się osoba podejrzewana o morderstwo, dostaliśmy anonimowy telefon, nasz rozmówca twierdził, że go tu widział.
-Dopiero co tędy przechodziłam - skłamałam.
-Może widziała pani jakiś samochód albo chociaż słyszała odjeżdżające auto? - zapytał.
-Wie pan, właściwie, to wydawało mi się, że słyszałam pisk opon.
-W którą stronę ten samochód mógł odjechać? - widziałam, że był zaciekawiony.
-Wydaje mi się, że odjeżdżał tam - wskazałam palcem stronę zupełnie przeciwną niż ta, w którą odjechał Niall.
-Dziękujemy i jeszcze raz przepraszam za kolegę. Proszę na siebie uważać - odpowiedział krótko i wsiadł za nim do radiowozu, odjeżdżając z kierunku, który mu wskazałam.
Oddychałam ciężko, ale z ulgą, że jakimś cudem wybrnęłam z całej sytuacji.
Ostatni raz wzięłam głęboki oddech i odeszłam w stronę domu.



Jechałem szybko, prawie nie zwracając uwagi na to, co dzieje się na drodze. Dobrze, że na autostradzie był niewielki ruch, wszyscy którzy mieli wrócić do domu z pracy dawno to zrobili. Teraz mijały mnie tylko pojedyncze ciężarówki. Przejechałem jedną ręką po włosach, co wywołało wspomnienie dotyku dłoni Meg i to, jak przeczesywała je palcami. Nic nie było w stanie zepsuć mi dzisiejszego wieczoru, nawet pieprzone gliny. Gdyby nie oni...Widziałem, jak traciła kontrolę, na samą myśl o tym, że poddawała się moim pocałunkom na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Nie ukrywałem, że podobał mi się sposób, w jaki na nią działałem. Nie wiedziałem jak długo pozostanie do mnie przekonana, dlatego tym bardziej denerwował mnie fakt, że sygnał pieprzonej syreny przerwał nam w takim momencie. Może gdyby nie oni, Meg siedziałaby teraz obok mnie.
Skręciłem w boczny zjazd, wjeżdżając na drogę prowadzącą do mojego domu. Miałem nadzieję, że przyjaciele nadal tam byli. Znając Cliffa, pewnie poczęstował się piwem z lodówki i zostawiał mi okruchy chipsów na kanapie.
Zaparkowałem i podszedłem do drzwi. Były otwarte, znaczyło to, że się nie myliłem.
-Ach, wróciła nasza uciekająca księżniczka - doszły do mnie słowa Cliffa.
-Gdzieś ty był, Horan? - spytał Harry wychodząc z pokoju.
-Musiałem się przejechać - odpowiedziałem.
-Coś najwidoczniej poprawiło ci humor. Albo ktoś - powiedziała Ley wychylając się zza ramienia Harry'ego.
-Czyżbyś spotkał twoja małą przyjaciółkę? - zobaczyłem usta Cliffa rozciągnięte w durnym uśmiechu.
-Nie twoja sprawa - odburknąłem.
-Niall, czy ty masz krew na ręku? - zapytała Ley, patrząc się na moją dłoń.
Potarłem dłoń, ale zaschnięta krew Trevora tak łatwo nie dała się zmazać.
-Horan? - zapytał Harry - Wszystko OK?
-Tak. Idę się umyć - wchodząc na pierwszy schodek odwróciłem się jeszcze i powiedziałem do stojącej trójki - Jeśli wasz plan jest nadal aktualny, to jestem w stu procentach za.
Wszedłem na górę zostawiając ich zaskoczonych na dole. Zamknąłem za sobą drzwi od łazienki i zdjąłem koszulkę gdzieniegdzie poplamioną krwią. Odkręciłem kran pod prysznicem. Zdjąłem spodnie i bokserki, po czym wszedłem pod gorący strumień wody. Strugi wody spływały po moim torsie działając kojąco na moją skórę. Uśmiechałem się, wyobrażając sobie, że stoję tu razem z Meg. Na samą myśl o jej zaczerwienionych policzkach pokręciłem głową z uśmiechem.
Zakręciłem wodę i wyszedłem, przepasając się ręcznikiem w pasie. Pojedyncze krople wody spływały w dół mojego brzucha wsiąkając w ręcznik.
Wytarłem się i osuszyłem włosy. Ciągle w ręczniku przeszedłem do pokoju, wyciągając z szafki świeże bokserki, szare dresy i luźną koszulkę bez rękawów. W tym czułem się najwygodniej.
Zszedłem na dół, zastając Ley siedzącą przy stole, a Cliffa z Harry'm w pokoju na kanapie.
-Musimy dopracować plan - powiedziałem zdecydowanie.
-Spotkałeś Trevora, prawda? - zapytał Styles.
-Tak - odpowiedziałem krótko.
-Spotkałeś też inną osobę, prawda? - Harry zadał mi drugie pytanie.
-Możliwe.
-Czy ona, no wiesz...
-Tak, widziała jak go pobiłem - odparłem bez większego zmartwienia.
-Zrobiła coś? - zapytał zaciekawiony Cliff.
-Całowaliśmy się, mam nadzieję, że to było ostatnie pytanie, bo nie mamy czasu - chciałem zmienić temat, zanim zaczną.
Cliff gwizdnął, Ley się uśmiechnęła.
-Trevor zadzwonił po gliny - dodałem jeszcze.
-Jak widzę, nie złapali cię. Masz pieprzone szczęście Horan - powiedział Cliff.
-Musimy go wkopać, zanim on całkowicie mnie pogrąży i nie będziecie odwiedzać mnie w moim ciepłym domu, tylko w obskurnej celi jakiegoś więzienia.
-Pomyślałem, że powinniśmy zacząć od... - zaczął Styles.



Otworzyłam cicho drzwi, mając nadzieję, że wszyscy są już w sypialniach. Niestety, kiedy tylko domknęłam drzwi tak delikatnie, jak tylko potrafiłam, usłyszałam kliknięcie kontaktu i przedpokój się rozjaśnił.
-Gdzieś ty była o tej porze? - zapytała Alison.
-Musiałam się przejść, pomyślałam, że dobrze mi to zrobi na ten ból głowy. Tata już śpi? - próbowałam zmienić temat.
Zauważyłam, że Alison się uśmiecha i dziwnie patrzy na moją szyję.
Cholera, Horan. 
Szybko zakryłam malinkę włosami i miałam nadzieję, że moja twarz nie wygląda jak pomidor.
-Nie siedź do późna, ok? - to było coś, za co lubiłam Al. Nigdy nie pytała o więcej, kiedy widziała, że nie mam ochoty odpowiadać.
-Jasne, jestem zmęczona, pójdę się tylko umyć. Dobranoc Al - powiedziałam.
-Dobranoc Meg - odpowiedziała mi z uśmiechem, po czym zgasiła światło i poszła do sypialni.
Weszłam na górę, z pokoju obok wychylił się Ashton.
-O, widzę, że nasza Julia właśnie wróciła. Gdzie twój Romeo, siostrzyczko? - jak zwykle działał mi na nerwy.
-Och, zamknij się. Nie ma żadnego Romea, po prostu poszłam na spacer, to już zbrodnia?
-Taaak - przeciągnął - chcesz mi powiedzieć, że na wieczornym spacerze malinkę zrobiła ci wiewiórka ze wścieklizną?
Pieprzone włosy, nie zauważyłam kiedy odsłoniły czerwonawy punkt na mojej szyi.
-Spadaj, Ash. Nie interesuj się mną albo ja sprawię, że ojciec zainteresuje się historią twojej przeglądarki - odgryzłam się krótko, odchodząc w stronę swojego pokoju.
Ashton zamilkł zaskoczony i popatrzył na mnie wzrokiem dziecka, któremu zabrało się zabawkę, zamykając za sobą drzwi.
Uśmiechnęłam się z satysfakcją i weszłam do swojego pokoju. Wzięłam szybki prysznic i założyłam na siebie  luźne szorty i pierwszą lepszą koszulkę, po czym opadłam na łóżko. Zamknęłam oczy i dotknęłam pewnego miejsca na szyi. Uśmiechnęłam się, a po krótkiej chwili ogarnął mnie sen.



Zapewne Meg nie poszłaby spać tak spokojna, a Niall z uśmiechem nie planowałby zemsty, gdyby tylko widzieli jarzący się koniec papierosa i dym wydobywający się z ust osoby, która stała tuż pod domem dziewczyny i obserwowała jak gasną w nim wszystkie światła...

czwartek, 9 maja 2013

Rozdział 8

Emocje, które czułam w środku zdawały się walczyć między sobą. Niewiele dzieliło mnie od wybuchnięcia płaczem. Bałam się, tak cholernie się bałam. Nie chodziło o to, że Niall był niebezpieczny, przynajmniej nie to przerażało mnie najbardziej. Bałam się siebie i tego, co czułam. Przerażał mnie fakt, że pociągał mnie sposób, w jaki dotykał mojej szyi. Ciarki na całym ciele, gdy jego miękkie palce przejeżdżały po moich plecach. Sposób, w jaki się śmiał. Może gdybym chciała, potrafiłabym go odepchnąć, może gdybym naprawdę włożyła w to całą moją energię. Tylko co, jeśli nie chciałam? Co, jeśli moje ciało bezwładnie poddawało się jego dotykowi, jednocześnie czując obrzydzenie?
Weszłam do łazienki z zamiarem wzięcia długiego prysznica, który zmyłby ze mnie resztki obecności dotyku Nialla na mojej skórze. Miałam nadzieję, że jeśli się tego pozbędę, wraz z nim odejdą moje niezrozumiałe pragnienia, by go znów poczuć. Po wejściu do pomieszczenia w oczy rzucił mi się krwistoczerwony napis. Oderwałam kawałek papieru, po czym zmoczyłam niewielką ilością wody i zaczęłam powoli zmywać litery napisane przy pomocy mojej pomadki. Spływające strużki wyglądały jak krew. Nie wzięłam tego za dobry znak. Po pozbyciu się całej szminki z tafli lustra oparłam ręce na blacie. Próbowałam powstrzymać łzy, samoistnie lecące mi po policzkach.
-Meg? Wszystko w porządku? - usłyszałam cichy szept Alison zza drzwi.
Otarłam mokre strużki na moich policzkach zewnętrzną częścią dłoni.
-Tak, jasne - próbowałam zabrzmieć przekonująco.
-Płaczesz? - zapytała.
-Nie, po prostu mam katar, chyba się przeziębiłam - pasowałoby to do wcześniejszego bólu głowy - Nic mi nie będzie, po prostu wezmę prysznic.
-Uhm, jeśli czegoś będziesz potrzebować, jesteśmy na dole, w salonie.
-Jasne.
Usłyszałam jak domyka drzwi wejściowe do mojego pokoju, kiedy postanowiłam, że lepiej niż prysznic, zrobi mi wieczorny spacer. Powietrze po deszczu zapewne było świeże i czyste, co zachęciło mnie do wyjścia. Zarzuciłam na ramiona skórzaną kurtkę i po cichu zeszłam na dół. Alison i tata siedzieli na kanapie, odwróceni do mnie plecami i oglądali jakiś film. Starałam się po cichu przejść do przedpokoju, by móc założyć buty i dyskretnie wyszłam z domu. Postanowiłam przejść się pustymi alejkami, było tak cicho, że w końcu byłam w stanie słyszeć własne myśli. Wszędzie było tak pusto. Dotarłam do rogu uliczki, kiedy zobaczyłam coś co zmusiło mnie by gwałtownie się zatrzymać i wycofać w cień za drzewo. W zaułku stał Niall i rozmawiał z kimś, kto raczej nie był jego przyjacielem.



-Ty akurat wiesz o piekle dość dużo, Horan - Trevor bezczelnie zaśmiał mi się prosto w twarz - Sam się do tego przyczyniłem. I jakoś nie jest mi ciebie żal.
Myślałem, że eksploduję. Przede mną stał człowiek, który odpowiadał za wszystko, co zniszczyło mi życie. Przez niego musiałem się ukrywać, a wyjście do pieprzonego sklepu nie było możliwe bez ciemnych okularów i naciągniętego na głowę kaptura.
-Twój przyjaciel chyba mnie rozpoznał, więc pewnie ukrywa się teraz w jakiej dziurze, biorąc z ciebie przykład - Trevor nie przestawał ze mnie szydzić - Jak on miał na imię? Claff, Cleff...
-Cliff - wysyczałem, praktycznie nie otwierając ust.
Jego gardłowy śmiech poniósł się echem po ciemnym zaułku.
-Czego jeszcze chcesz, Trevor? - zapytałem ostro.
-Horan, od ciebie nie chcę niczego - zaczął - Nie masz już nic, co chciałbym ci zabrać, bo zrobiłem to już jakiś czas temu.
Moja dłoń zwinęła się w pięść tak mocno, że knykcie zupełnie mi zbielały. Zacisnąłem zęby, powstrzymując się przed obiciem zakłamanej, parszywej twarzy Trevora. Czekałem jednak na jego kolejne słowa, chociaż dobrze wiedziałem, że to, co powie na pewno mi się nie spodoba. Milczałem, pozwalając mu mówić dalej. Wiedziałem, że ma dla mnie jakąś konkretną wiadomość, przekaz, a wolałem się z nią zapoznać, bo może pozwoliłoby mi to przygotować plan zemsty. Miałem cholerną nadzieję, że powie niechcący coś, co mógłbym wykorzystać przeciwko niemu.
-Mój czas jest dość cenny, więc radzę ci się pośpieszyć. Nie mam czasu na pieprzone pogawędki - powiedziałem, próbując uspokoić oddech.
Nie bałem się go, bo dobrze wiedziałem, że spokojnie poradziłbym sobie jeśli doszłoby między nami do rękoczynów. Byłem silniejszy, ale też bardziej zdesperowany, co w tym przypadku stanowiło dla mnie korzyść.
Nienawiść. To właśnie uczucie sprawiało, że czułem jakby pod wszystkie moje wewnętrzne organy ktoś podłożył ogień. Chwile, sekundy dzieliły mnie od wybuchnięcia, kiedy Trevor znów postanowił się odezwać.
-Śledziłem cię, Horan - uśmiechnął się ironicznie - śledziłem cię od momentu, gdy wsiadłeś w samochód i odjechałeś spod swojej nory.
-Twoje życie jest aż tak beznadziejne, że zaczęło cię interesować moje? - miałem go dość.
-Nie pochlebiaj sobie, śledzenie cię to nie jest dokładnie czynność, którą wykonuję z przyjemnością - odparł bezczelnie.
-Po co więc to wszystko? - zapytałem - Oświeć mnie, proszę, bo jakoś nie mogę wymyślić powodu, dla którego miałbyś to robić.
-Dbam o interesy i własny tyłek - powiedział krótko - Wiem, że ty i twoi słabi przyjaciele spróbujecie się na mnie zemścić. Uwierz mi, nie jestem osobą, która łatwo się podda. Nic na mnie nie masz. I nie będziesz mieć.
To się jeszcze okaże, Trevor.
-Ładna jest - zmienił temat.
-O czym teraz pieprzysz? - zapytałem z zaskoczeniem.
-Widziałem cię, jak wchodziłeś do jej pokoju. Przez okno - zaśmiał się - Nie wiedziałem, że jesteś aż tak romantyczny, Horan. A myślałem, że nic mnie już nie zaskoczy.
Dobrze wiedziałem o kim mówił i co próbował tym osiągnąć.
-Trzymaj się od niej z daleka. Nie powinna cię interesować, nie jest nikim specjalnym.
-Wręcz przeciwnie, jestem bardzo ciekawy, jaką musi być dziewczyną, że zainteresował się nią sam Niall Horan, we własnej osobie.
Podszedłem do niego, by stanąć z nim prosto twarzą w twarz. Złapałem za poły jego skórzanej kurtki i popchnąłem na ogrodzenie, stojącym kilka metrów za Trevorem. Przycisnąłem jego plecy do zimnych, metalowych prętów, mając nadzieję, że zostawią jakieś ślady. Popatrzyłem się w jego oczy i pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to strach. Świadomość, że się mnie bał dawała mi chorą satysfakcję. Wiedział, do czego byłem zdolny, ale najwidoczniej taki obrót spraw był dla niego zupełnym zaskoczeniem.
Potrząsnąłem nim, mocniej wbijając go w ogrodzenie.
-Nie wiem, co myślałeś sobie przychodząc tu dzisiaj, ale mogę zapewnić cię o jednym, Trevor - uśmiechnąłem się - To nie był dobry pomysł.
-Dlaczego tak się przejąłeś, jak wspomniałem o dziewczynie? - zapytał, a raczej wydyszał mi w twarz.
-Złe pytanie - wymierzyłem mu pierwszy cios. Moja pięść zderzyła się z jego policzkiem w sekundzie, zostawiając czerwony ślad. Dostrzegałem go w jasnej poświacie z latarni.
Zaśmiał się zrezygnowany.
-Nie zmieniłeś się. Ciągle tak samo porywczy. Ciągle tak samo lekkomyślny - popatrzył na mnie oczami, które zaczęły łzawić od bólu, który mu zadałem.
-Powiedz mi, po co tak naprawdę przyszedłeś - zapytałem, dociskając go do ogrodzenia.
-Powiedziałem ci wszystko, co miałem ci do powiedzenia - odpowiedział.
-Gówno mi powiedziałeś. Tym razem, zła odpowiedź - odparłem, po czym po raz drugi uderzyłem go w twarz, tym razem, z drugiej strony, rozcinając przy okazji jego wargę.
Głowa w jednej chwili bezładnie opadła mu na ramię, przez co pomyślałem, że może stracił przytomność. Miał zamknięte oczy, ale rozchylił usta w półuśmiechu, ukazując zęby, które umazane były w krwi. Strużka pociekła mu po brodzie. Puściłem materiał jego kurtki, pozwalając ciału Trevora osunąć się na ziemię. Kopnąłem go w brzuch, jego ciało zgięło się w mimowolnym skurczu mięśni.
Miałem się już odwrócić i odejść, kiedy chłopak odkaszlnął, wypluwając krew na zimny asfalt i wyszeptał słabym, ochrypniętym głosem.
-Skoro ciebie nie obchodzi, może ja się nią zajmę.
Gwałtownie wróciłem i wbiłem mój but prosto w jego krocze. Pociągnąłem go i uderzyłem o pręty ogrodzenia.
-Spróbuj tylko ją tknąć. Wolisz mnie wiedzieć, co byłbym w stanie zrobić. Ona jest moja.
Zostawiłem go leżącego na twardej ziemi, po czym odwróciłem się i już miałem wracać do samochodu, kiedy zobaczyłem postać stojącą naprzeciw mnie. Nie wiem jak się tam znalazła, ani ile widziała, ale w jej oczach zobaczyłem strach, a jednocześnie pewnego rodzaju siłę. Usta były zaciśnięte, a klatka piersiowa ciężko podnosiła się i opadała w szybkim tempie.
-Meg... - wyszeptałem, kiedy postać odwróciła się i odeszła szybkim krokiem w ciemną uliczkę.
Pobiegłem za nią, krzycząc jej imię. Nie obchodził mnie Trevor.
Widziałem, że przyśpieszyła kroku, po chwili już biegła, nie oglądając się do tyłu.
Byłem jednak szybszy. Dogoniłem ją i złapałem z obydwu stron, zamykając ją w moich ramionach. Próbowała mi się wyrwać, ale miałem przewagę fizyczną.
-Puść mnie - powiedziała głośno, jednak nie krzyknęła.
Nie przestawała się szarpać, jednak jej ruchy powoli słabły, a ja rozluźniałem uścisk.
Obróciłem ją tak, że jej twarz znalazła się tuż przy moim prawym ramieniu. O dziwo, wtuliła się we mnie, a po jej twarzy obficie ciekły łzy.
-Nienawidzę cię - wyszeptała, próbując się uwolnić z uścisku.
Nie powinno mnie to w żaden sposób obejść, a co więcej zranić, ale poczułem ukłucie w środkowej części klatki piersiowej.



-Puść mnie - powiedziałam ponownie, ale nie miałam już siły się z nim szarpać. Łudziłam się, myśląc, że dałabym sobie z nim radę.
-Nie mam zamiaru - odpowiedział.
Mój oddech powoli się uspokajał, kiedy tulił mnie w swoich ramionach. Podniosłam głowę i napotkałam wzrok Nialla. W jego oczach zauważyłam zdziwienie i niepewność, co zupełnie do niego nie pasowało.
Odsunęłam się, a on mi na to pozwolił. Stanęliśmy naprzeciwko siebie.
-Kim ty jesteś, że tak na mnie działasz, mimo iż próbuję się przed tym bronić? - zapytał.
-Przez ciebie nie wiem już kim jestem, ani co czuję - odparłam zrezygnowana, zupełnie pozbawiona jakichkolwiek uczuć. Spuściłam wzrok, a po chwili poczułam jak silna dłoń unosi mój podbródek, sprawiając że patrzyłam się prosto w niebieskie oczy. Mimo ciemności, w świetle latarni widziałam w nich swoje odbicie. Twarz Nialla znajdowała się kilka centymetrów od mojej, widziałam jego cudownie zarysowaną szczękę, każdy minimalny ruch, każdą zmianę w jego mimice, zmieniającą się średnicę źrenicy. Wyciągnął rękę i sięgnął nią za tył mojej głowy, tym samym przyciągając mnie do siebie. Poczułam, jak nasze wargi w jednej sekundzie idealnie się połączyły. Miękkie usta Nialla wpijały się w moje, a po chwili do gry włączyły się też nasze języki. Smakował jak mięta, przez co obezwładnił mnie w jednym momencie.
Przełożył swoje ręce w dół moich pleców, kiedy ja przyciągnęłam go za tył głowy. Na niczym mi nie zależało. Nie wiedziałam już co czuję. Nie wiedziałam co robię. Liczył się tylko ten pocałunek.



______________________________________________

Małe info:
1. Jeśli macie jakieś pytania w pasku bocznym znajduje się link do mojego aska.
2. Wiem, że niektórzy z was czytają, ale nie komentują, więc byłoby mi miło, gdybyście kilknęli z boku w ankiecie 'czytam, ale nie komentuję', chciałabym orientacyjnie wiedzieć, ile osób czyta moje opowiadanie.