sobota, 27 września 2014

sobota, 7 grudnia 2013

Epilog

Niall zaczął nerwowo przechadzać się po pokoju, co chwilę łapiąc się za głowę i przejeżdżając po swoich włosach. W końcu chyba nie wytrzymał i po prostu usiadł na środku salonu przed wygasłym kominkiem, zakładając ręce za głowę. 
Podeszłam do niego i siadłam obok na podłodze. 
-Ostatnio często zastanawiałem się, jak mogłoby wyglądać nasze życie, gdyby nie to wszystko... - zaczął Niall, podnosząc głowę.
Zawinął kosmyk moich włosów za ucho i uśmiechnął się smutno. 
Oboje dobrze wiedzieliśmy, że tym razem to nie była zwykła trudna sytuacja. Wszystko się zmieniło i dotarliśmy do momentu, w którym nie można już było niczego cofnąć. Nie byliśmy w stanie zmienić przeszłości, ale mieliśmy jeszcze jedną możliwość. 
Mogliśmy zdecydować o tym, co będzie naszą przyszłością. Nadal należał do nas ten jeden, jedyny wybór.
-Nie masz poczucia, że już nie jesteś tą samą osobą? - zapytał Niall, przyglądając mi się badawczo.  
-Nawet nie wiesz jak bardzo ostatnio to czuję - potwierdziłam. 
-Mam wrażenie, że przeze mnie się zatraciłaś i nienawidzę tego, co ci zrobiłem. gdyby nie ja...
-Przestań - przerwałam mu, nie chcąc kolejny raz słyszeć z jego ust czegoś, co raniło nas obydwoje. 
Pogładziłam go dłonią po policzku, a on przechylił głowę, jakby chciał mocniej mnie poczuć, poczuć to, że jestem tuż obok niego i nigdzie się nie wybieram. 
-Nawet jeśli się zatraciłam, to zatraciłam się z tobą. Niczego nie żałuję, nie, dopóki jesteśmy razem. 
Niall pokręcił załamany głową. 
-Teraz wszystko się zmieni, jeśli nas złapią, rozdzielimy się. Mnie wsadzą do innego więzienia, już nigdy się nie zobaczymy.
Wiedziałam, że ma rację, bo ostatnio sama dużo o tym myślałam. Często przez moją głowę przesuwała się myśl, którą zawsze starałam się odsuwać od siebie, ale tym razem wydała mi się naprawdę jedynym wyjściem.
-Jest tylko jedna możliwość, by pozostać razem - szepnęłam. 
Sięgnęłam do paska moich spodni z tyłu, wyczuwając zimny, twardy przedmiot. Wyciągnęłam go i położyłam na moim udzie. Podniosłam również drugi taki sam, który leżał na podłodze obok Nialla i włożyłam mu go w dłoń. 
Popatrzył na mnie, jakbym była zupełnie szalona, ale jednocześnie widziałam, że próbował zorientować się, o czym myślę i po chwili zobaczyłam, że zrozumiał. 
-Pamiętam, kiedy po raz pierwszy cię zobaczyłem - wyszeptał. 
Uśmiechnęłam się, kiedy z mojego oka spłynęła pojedyncza łza. Nie zdążyłam jej otrzeć, Niall był szybszy. Przejechał swoim miękkim kciukiem po moim policzku. 
-Nienawidziłam cię, nienawidziłam cię od momentu kiedy cię zobaczyłam. Nie sądziłam, że między tym uczuciem a miłością jest aż tak cienka linia - powiedziałam cicho.
Niall znów pochylił głowę i uśmiechnął się, jakby przywołując z myślach dawne wydarzenia.
-Chciałem ci dokuczyć, wydawałaś się jedną z tych dziewczyn, które mają wszystko, a ja chciałem ci to odebrać tak samo, jak odebrano to mi. Jednak potem...po prostu nie mogłem. Kiedy to uczucie w ciebie uderza, to jak zderzenie z samochodem, twój świat wywraca się do góry nogami. Po tym wszystkim chciałem tylko za wszelką cenę cię chronić, a jednocześnie tak bardzo cię pragnąłem, że bałem się, iż w ten sposób cię skrzywdzę. 
W oczach Nialla zaczęło pojawiać się coś, czego nigdy bym się nie spodziewała zobaczyć. Łzy. 
Mój podbródek zaczął się trząść, ale wiedziałam, że muszę to pokonać, muszę wytrzymać. 
Postanowiłam, że będę silna, bez względu na wszystko. 
Niall powoli skinął głową. 
-Obiecaj mi, że to zrobisz, obiecaj, że zrobimy to razem - zażądałam - Nie mogłabym potem zostać tutaj...
Niall nie powiedział nic, zamiast tego chwycił mnie mocno za tył głowy i przyciągnął do siebie. Jego usta zderzyły się z moimi i w jednej chwili mogliśmy poczuć się jak jeden organizm, jak jedność.
Tak strasznie go pragnęłam, tak cholernie chciałam być z nim na zawsze.
Kiedy w końcu udało nam się rozłączyć nasze wargi, spojrzałam w jego oczy. Dopóki nie poznałam Nialla nie sądziłam, jak piękne mogą być oczy ukochanej osoby, w której widzisz swoje odbicie, dodatkowo wypełnione bezgraniczną miłością.
Były tak piękne, chyba głównie dzięki nim pomyślałam, że jestem gotowa. Jakby błękit jego tęczówek mówił mi, że dam radę. 
Uniósł dłoń, w której trzymał zaciśnięty pistolet i przyłożył go do mojej klatki piersiowej. Ja zrobiłam po chwili to samo. 
Czułam, jak Niall próbuje opanować trzęsącą mu się rękę. Podtrzymałam go moją dłonią, aż się uspokoił. W jakiś sposób zdołałam opanować emocje, co zdziwiło mnie samą. Myślę, że tak zwykłam radzić sobie ze wszystkim, co działo się wokół. W pewnym momencie stałam się zdolna do wyłączenia wszystkich emocji. Bałam się, że w końcu nie wytrzymam, a one wrócą ze zdwojoną siłą i wybuchną, jak długo składowany dynamit, który w końcu ktoś postanawia podpalić. 
Z zewnątrz słyszeliśmy zbliżające się grupy policjantów, którzy stopniowo otaczali dom.
Nie mieli pojęcia o tym, co działo się w środku. Tak naprawdę chyba nawet ja i Niall nie mieliśmy pojęcia o tym, co robimy. Szczerze mówiąc, nigdy nie wyobrażałam sobie umierania w tym wieku. 
-Na trzy - powiedziałam, po czym zaczęłam - Jeden...
-Jesteś pewna... - szepnął Niall - Nie chcę cię stracić, tak cholernie chcę mieć cię cały czas ze sobą, chcę, żebyśmy byli szczęśliwi...
Położyłam mu palec na ustach, dając mu tym samym do zrozumienia, że tak, jestem cholernie pewna i zdecydowana.
-Będziemy szczęśliwi - powiedziała cicho - Jeśli nie możemy być szczęśliwi tutaj, to jest tylko jedno miejsce, w którym możemy. 
-Dwa - wyszeptał. 
-Trzy.
Nacisnęłam spust.
Niall zrobił dokładnie to samo. 
Poczułam przerywający ból rozsadzający mnie od środka. Wszystko stało się tak szybko...
Kiedy oboje upadaliśmy, zdążyłam tylko złapać Nialla na rękę, po raz ostatni złączyć nasze dłonie. Ciepło, jakie powoli zaczęło z niego uciekać, jakby zatrzymało się pomiędzy naszymi palcami, jakby miejsce, w którym stykały się nasze ciała było w jakiś sposób ogniwem, które nas łączyło nie tylko w sensie fizycznym. 
Opadliśmy na zimną posadzkę, a spod naszych ciał zaczęły sączyć się strugi czerwonej krwi.
Ostatnimi siłami przekręciłam głowę, by spojrzeć na niego po raz ostatni. Jego powieki zamykały się, ale zdążyłam uchwycić ostatnie spojrzenie, ostatnie spojrzenie błękitnych oczu, które tak strasznie pokochałam. Niall również na mnie patrzył. Uniósł ostatnimi siłami jeden kącik swoich ust, czym sprawił, że zrobiłam to samo. 
Śmierć tuż obok osoby, którą się kocha wydaje się być dobrą śmiercią.
Wszystko wokół powoli znikało, dom, policja, las, cały świat zaczął jakby parować, zostawiając tylko nas. Dwa ciała, wciąż jeszcze próbujące zaczerpnąć powietrza i dwa dogasające serca, które przygotowywały się, by przepompować krew ten ostatni raz.
To było jak tonięcie i nikt już nie potrafił mnie uratować, bo osoba, która byłaby to tego zdolna tonęła razem ze mną.
Przypominałam sobie wtedy wszystko. Nasze pierwsze spotkanie, emocje, które mi wtedy towarzyszyły. Pojawienie się Nialla w moim pokoju, kiedy był cały mokry od deszczu, spotkanie podczas dyskoteki, nasze pocałunki, namiętność, miłość...
Wszystko skończyło się tak szybko, o wiele za szybko. 

Mówią, że po śmierci nasz mózg działa jeszcze przez kilka minut, wyświetlając, jak ostatni film, sceny całego naszego życia.
Dlaczego w takim razie widziałam tylko momenty, w których byłam razem z Niallem?
Odpowiedź była dość łatwa. 
Może dlatego, że to on był całym moim życiem.  
























___________________________________________

Tak więc oto jest. Ostatni rozdział, ostatnie spotkanie z Meg i Niallem, ostatnie słowa, ostatnie linijki tekstu...
Jeśli dotarliście aż tutaj, to chciałabym, żebyście wiedzieli, jak bardzo jestem wam wdzięczna. Za każde słowo, które podtrzymywało mnie na duchu i motywowało do dalszego pisania, za cierpliwość w oczekiwaniu na nowe rozdziały. 
Dziękuję każdemu z Was oddzielnie i razem jednocześnie. Szczególnie tym osobom, które po przeczytaniu komentowały rozdział albo pisały do mnie na twitterze, naprawdę nie macie pojęcia ile to dla mnie znaczyło. Bo mogłoby czytać i tysiąc osób, ale gdyby nikt nie dawał znać, że to robi to nie wiem, czy tak łatwo byłoby mi się zmotywować do pisania kolejnych rozdziałów :)
Gdyby nie Wy, nie byłoby Hungera. 
Niedługo, po krótkiej przerwie zacznę pisać drugie opowiadanie, zupełnie inne niż Hunger, aczkolwiek mam cichą nadzieję, że będziecie chcieli je przeczytać. W głównej roli Niall, ale będzie też reszta One Direction i prawdopodobnie chłopaki z 5 Seconds Of Summer. Dużo więcej intryg, knucia, ale mam nadzieję, że też się Wam spodoba.
Na pewno kiedy już będę mieć czas, by je dodawać poinformuję o tym na twitterze, stay tuned :)
Jeśli chcecie być w przyszłości informowani o nowym opowiadaniu, to piszcie tutaj w komentarzach albo bezpośrednio do mnie na twitterze.
Wasza Meg x


sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 34
Dzień, który zmienił wszystko

Obudziłam się, nie mając świadomości, że dzień, który właśnie się zaczynał miał znaczyć o wiele więcej niż wszystkie, które przeżyłam do tej pory.
Dzisiaj wszystko miało się nieodwracalnie zmienić i nie było nic, co mogło mnie przed tym ochronić. Co mogło nas przed tym ochronić dodałam w myślach, spoglądając na Nialla, który spał obok mnie z rozchylonymi wargami przez które co chwilę uciekały kolejne płytkie oddechy. 
Był to jeden z momentów, które za wszelką cenę chciałam zatrzymać w czasie. Tak bardzo żałowałam, że mogę zamknąć nas w szklanej kuli, takiej, jaką ludzie kupują w czasie świąt, którą można postrząsać i sprawiać, że w środku pada śnieg. Tylko u nas nie miało padać, wręcz przeciwnie, chciałabym stworzyć przestrzeń, która ochroniłaby nas przed całym złem, które otaczało nas z każdej strony. Jak nieprzepuszczalna kopuła, odporna na kule, bomby, ale też na wszelkie złe emocje, który mogły nam w jakikolwiek zaszkodzić i zepsuć panującą tam atmosferę. 
Niall przekręcił się gwałtownie i wyrwał mnie z moich rozmyślań. Potrząsnął głową i zakrył twarz ręką, wtulając się głębiej w poduszkę. 
Tak często chciałam móc zajrzeć do jego głowy, żeby wiedzieć o czym myśli, co sądzi. Mimo wszystko, wciąż był dla mnie zagadką i miałam wrażenie, że nigdy nie będę miała możliwości poznać go do końca. Prawdopodobnie śnił mu się jakiś koszmar, ale nie wiedziałam tego na pewno.
Uważałam, że koszmary nie powinny śnić się ludziom, którzy przeżywają je na jawie. Przynajmniej we śnie powinniśmy móc odpocząć od rzeczywistości, która tak cholernie przytłacza nas każdego kolejnego dnia. Niallowi należał się sen, dobry sen, dzięki któremu mógłby przez kilka godzin odpocząć od tego, z czym zmagaliśmy się w ostatnich dniach. Przekręciłam się na bok i podparłam głowę, wpatrując się w Nialla. Jego ciało spokojnie wznosiło się i opadało, kiedy brał kolejne oddechy. W końcu zauważyłam kropelki potu na jego skórze, co było dość dziwne, bo w pomieszczeniu panował chłód, ale stwierdziłam, że to musi mieć związek z tym, co właśnie działo się pod powiekami Nialla, z obrazami, które zostały wyświetlone mu w trakcie snu.
Chłopak zaczął wiercić się intensywniej, aż w końcu poderwał się, otwierając gwałtownie oczy i pochylił się do przodu, opierając dłoń tuż obok mojego brzucha.
-Wszystko w porządku? - zapytałam, podnosząc się i obejmując jego ramię moją ręką.
-Uhm, po prostu zły sen - odparł Niall, kciukiem i palcem wskazującym pocierając swoje zamknięte powieki, jakby chciał pozbyć się resztek tego, co przed chwilą zobaczył.
-Hmm? - mruknęłam, unosząc jedną brew.
Wiedziałam, że przyśniło mu się coś złego i nie wydawało mi się, żeby szybko miał o tym zapomnieć.
-Naprawdę, nic takiego - próbował zbagatelizować całą sytuację i już odkrywał swoją część kołdry, by wyjść z naszego prowizorycznego łóżka, kiedy pociągnęłam go za rękę i sprawiłam, by z powrotem na mnie spojrzał.
Ujęłam jego twarz w obie dłonie i popatrzyłam w jego niebieskie oczy. Próbowałam spojrzeć w nie tak głęboko, żeby aż przeniknąć do środka głowy Nialla, za wszelką cenę chciałam dowiedzieć się, o czym tak bardzo nie chce mi powiedzieć.
W jego tęczówkach było coś, co mnie zaniepokoiło. Były jak morze, które w jednej chwili z lazurowego koloru zamienia się w szarość, kiedy sztorm uderza gwałtownie, wywołując wysokie fale. To wszystko widziałam w jego oczach, cały chaos, wszystkie myśli kłębiące się w jego głowie były odzwierciedlane przez dwoje błękitnych oczu.
-Powiedz mi - poprosiłam, chociaż ton mojego głosu przypominał raczej żądanie.
-Śniła mi się...powódź, powódź i dużo ptaków, a wiesz, że ich nie lubię - wiedziałam, że to wymyślił, ale mimo wszystko nie drążyłam już dalej tematu.
-Wiesz, że możesz powiedzieć mi wszystko, zawsze? - wyjaśniłam.
-Wiem. Czasami po prostu pewnych rzeczy lepiej nie wiedzieć, przynajmniej ty będziesz spać tej nocy spokojnie.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo się mylił. I jednocześnie, jak bardzo miał rację.
Po tym, jak wypowiedział te słowa spojrzał na mnie, ale nie tak, jak zwykł się na mnie patrzeć każdego dnia. Tym razem zobaczyłam coś, co mnie zaniepokoiło, a z drugiej strony...cholernie zaintrygowało. Wyglądał, jakby był w stanie ochronić mnie przez kulą, zasłaniając mnie swoim ciałem, albo skoczyć w ogień, by mnie z niego wyciągnąć. W jego oczach widziałam determinację, determinację warunkowaną tym, żeby mnie chronić. Zaczynałam naprawdę bać się tego, co Niall zobaczył w swoim śnie. Zazwyczaj nie wierzyłam w takie bzdury, ale po tym, co wydarzyło się ostatnio, wszystkie moje przekonania i zasady, którymi się do tej pory kierowałam, poszły się najzwyczajniej w świecie jebać.
-Jestem tutaj, okej? Gdybyś chciał jednak... - zaczęłam, ale Niall szybko mi przerwał.
-Wiem.
Zaczął gryźć paznokieć środkowego palca, jak zawsze, kiedy był zdenerwowany. Wiedziałam, że próbował się od tego odzwyczaić, ale to już było w nim, złe przyzwyczajenie, którego za nic w świecie nie można się pozbyć. Każdy z nas ma coś takiego w sobie, część, którą odpychamy wszelkimi siłami, ale ona i tak do nas wraca.
W tej chwili coś zaczęło poruszać się pod kołdrą między nami. Niall spojrzał na przemieszczający się mały obiekt i po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech, kiedy zobaczył głowę kotka wystająca spod płachty materiału.
-Nazwałaś go jakoś? - zapytał, a ja wiedziałam, że próbuje wykorzystać ten moment, by zmienić temat.
-Nie, nie jestem w tym dobra - odparłam krótko, biorąc puszystą miauczącą kulkę na ręce.
Chłopak popatrzył się na kotka wzrokiem, który był mi zupełnie obcy. Jakby patrzył na niego, ale widział zupełnie coś innego, coś z przeszłości, jakąś scenę zapisaną w jego głowie. Po chwili kazało się, że miałam rację.
-Matka lubiła koty - powiedział rozmarzonym głosem, po chwili jednak otrząsając się z zamyślenia.
Zdałam sobie z czegoś sprawę i postanowiłam spróbować coś od niego wyciągnąć.
-Nie sądzisz, że to chyba odpowiedni czas, żeby mi opowiedzieć o twoich rodzicach? - zapytałam.
-Nie ma o czym mówić - odparł, ale ja nie zamierzałam się poddawać.
Wypuściłam kota z rąk i jedną dłonią dotknęłam policzka Nialla, sprawiając, by znów na mnie spojrzał.
-Meg... - szepnął błagalnie - To długa historia.
-Jak każda - powiedziałam - Ale jeśli coś, co mamy, to jest to czas.
Oh, cóż za paradoks. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak mało go mamy.
-Opowiedz mi - poprosiłam, chwytając go za rękę i gładząc kciukiem zewnętrzną stronę jego dłoni.
-Nie wiem dlaczego tak bardzo ci na tym zależy, ale OK - wiedziałam, że wygrałam.
-Miałem normalną rodzinę, w sumie byłem trochę rozpieszczony. Nie doceniałem tego, co miałem, teraz z perspektywy czasu widzę, jak głupi byłem - zaczął Niall, patrząc się na mnie, jakby się czegoś bał.
-Nie mam zamiaru cię oceniać, sam wiesz, że nie byłam jakimś przykładem i też robiłam głupie rzeczy - zapewniłam go.
-Miałem wszystko. Pieniądze, popularność, wtedy mogłem zrobić wiele i mogło mi to ujść na sucho z powodu mojego pochodzenia. Rodzice byli szanowani, bo miasto było małe, a oni mieli pieniądze. Fundowali wiele rzeczy, co dało mi pewnego rodzaju nietykalność. Szukałem jednak innych możliwości, żeby w jakiś sposób żyć inaczej niż oni. Za wszelką cenę poszukiwałem jakichś uczuć, czyli jedynej rzeczy, jakiej nie mogli mi kupić. I znalazłem uczucia, jednak okazało się, że skręciłem nie w tę ścieżkę, w którą powinienem. Wkroczyłem w świat, gdzie wyznacznikiem tego, jak fajny jesteś było to, ile piw wypijasz na jednej imprezie i ilu rodzajów narkotyków już spróbowałeś. Zacząłem się w to wkręcać, miałem pieniądze, więc niedługo potem zacząłem dealować. Tak poznałem Trevora, ale nie o tym...Rodzice się dowiedzieli, miasto, w którym mieszkałem nie było duże, ale małe na tyle, że łatwo było zdobywać informacje o tym, co się dzieje.
-Co zrobili? - nie sądziłam, że przeszłość Nialla tak wyglądała.
-To, co każdy by zrobił - powiedział z cynicznym uśmiechem - Dali mi szlaban. Tylko dla mnie to nie była żadna kara, a oni o tym wiedzieli, dlatego zrobili coś jeszcze. Odcięli mnie od kasy. O tak, to uderzyło we mnie o wiele bardziej. Zrobiłem wtedy cholernie dużo rzeczy, których teraz żałuję. Byłem zwykłym gówniarzem, który nie potrafił docenić tego, co ma. Pewnego razu wstałem rano i ich nie było, tak po prostu. Zostawili mi pewną sumę pieniędzy i notkę, w której pisali krótko, że jadą do jakiegoś sanatorium na drugim końcu kraju.
Przerwał, a ja widziałam, że trudno mu jest o tym mówić. Teraz żałowałam, że tak bardzo naciskałam, by mi to opowiedział.
-Jeśli nie chcesz... - szepnęłam.
-Wszystko w porządku - zapewnił mnie i kontynuował - Po południu ktoś zapukał do naszych drzwi. Otworzyłem i zobaczyłem przede mną policjanta. Byłem pewny, że mnie namierzyli i mimo zdolności karty płatniczej moich rodziców, jednak mnie zamkną.
Widziałam, jak przywołuje w myślach tamte wydarzenia.
-Powiedział mi, że moi rodzice zginęli w wypadku i potrzebują mnie, bym zidentyfikował... - głos mu się załamał, a ja po prostu przyciągnęłam go do siebie i mocno przytuliłam.
Nawet kiedy wcześniej było ciężko, nigdy nie widziałam go w takim stanie. W sumie nawet nie chodziło o to, co widziałam, ale co czułam. Jakby wszystko wokół nagle zrobiło się zimniejsze.
-Nigdy się z nimi nie pożegnałem. Nawet, jeśli nie łączyła mnie z nimi jakaś szczególnie uczuciowa więź, to wiedziałem, że im na mnie zależało. A ja tak po prostu wszystko spieprzyłem. Nie wiedzieli, co było przyczyną wypadku. Oficjalnie samochód wpadł w poślizg, ale pogoda była idealna, a ojciec nie był pijany, to wiedziałem na pewno. Czasami myślałem, że oni to zaplanowali, specjalnie wjechali w to drzewo, bo nie chcieli już żyć z kimś takim jak ja.
-Przestań - powiedziałam stanowczo.
-To cała historia - szepnął Niall, odchrząkając, jakby pozbywał się właśnie wspomnień, które przed chwilą przytoczył, chowając je znów gdzieś głęboko, by powoli móc o nich zapomnieć.
Niall wstał z podłogi i naciągnął na siebie bluzę, która została wczoraj rzucona na kanapę.
Wiedziałam, że temat był skończony, a Niall w ten sposób radził sobie jakoś z tym wszystkim, po prostu starając się zapomnieć. Wcale mu się nie dziwiłam.
Chłopak nagle znieruchomiał i spojrzał na mnie przestraszony, przykładając palec wskazujący do swoich ust, dając mi tym samym do zrozumienia, że mam być cicho.
Po chwili usłyszałam skrzypienie desek na werandzie i jakieś dwa męskie głosy.
Rzuciliśmy się z Niallem do drzwi, które najprawdopodobniej prowadziły do piwnicy. Weszliśmy na pierwszy schodek prowadzący w dół i zamknęliśmy za sobą drzwi.
Oboje oddychaliśmy głośno, ale próbowaliśmy to ustabilizować.
-Nienawidzę poranków - usłyszałam pierwszy głos, na szczęście mówili tak głośno, że wszystko wyraźnie z Niallem słyszeliśmy.
-Nie rozumiem po chuja kazali nam to sprawdzać - powiedział drugi.
-Paul, spójrz na to - teraz wiedziałam, jak nazywał się jeden z mężczyzn.
-Kurwa, ktoś tu sobie urządził noclegownię, myślisz, że powinniśmy to zgłosić, Gareth? - poznałam imię drugiego.
Spojrzałam na Nialla, który był tak samo zszokowany jak ja, ale za wszelką cenę staraliśmy się tego po sobie nie okazywać. Ostatnie, co mogliśmy zrobić, to wpaść w panikę.
-Nie, nie ma sensu, ten ktoś pewnie już się wyniósł, zresztą, za mało nam płacą - powiedział Gareth.
-Zapisz, że wszystko jest okej, a to zużycie ciepłej wody to tylko jakaś awaria albo pomyłka w zakładzie. Waćpanowi Hillowi powinno to wystarczyć, nigdy nie rozumiałem, po co mu ten dom, skoro i tak nikt tu nie mieszka.
Powoli ich głosy cichły, a kroki oddalały się. Kiedy usłyszeliśmy przekręcany w zamku klucz, powoli wyszliśmy z ukrycia.
-Co oni...? - zaczęłam.
-Nie mam pojęcia, podejrzewam, że dom stał nieużywany, ale nadal ma doprowadzoną ciepłą wodę, prąd i gaz. Pewnie właściciel dostał rachunek i się zdziwił, więc przysłał kogoś, by to sprawdził. Na szczęście trafili się jacyś mało obowiązkowi, możemy dziękować losowi - pomyślałam, że to całkiem logiczne wytłumaczenie całej tej sytuacji.
Rozejrzałam się po holu, wcześniej nie zauważyłam wiszącego tam na ścianie zegara. O dziwo, chodził i byłam prawie pewna, że pokazuje dobrą godzinę. Straciłam poczucie czasu, ale nie aż tak.
Nie jadłam nic od...zaburczało mi w brzuchu na samą myśl o jedzeniu. Niall zareagował od razu, podchodząc do torby, w której wcześniej jeszcze coś było, ale teraz okazało się, że jest całkowicie pusta.
-Musimy gdzieś jechać, przecież nie umrzemy z głodu - powiedział chłopak, a ja wiedziałam, że ma rację. Nie miałam tylko pojęcia w jaki sposób ma zamiar to zrobić.
-Widziałam taki mały pub, kiedy tu jechaliśmy, mignął mi neon - przypomniałam sobie nagle.
-Ubieraj się, musimy zaryzykować i mieć nadzieję, że tutaj ludzie są zbyt zajęci oglądaniem dzikich zwierząt w lasach, by włączyć telewizor.
Wiedziałam, że to mało prawdopodobne, ale jednak nie mieliśmy innego wyjścia.
Postanowiliśmy oboje, że skoro i tak właściciel pomyśli, że to jakaś awaria, to nie musieliśmy przestawać korzystać z ciepłej wody. Umycie się i ubranie zajęło mi dosłownie kilkanaście minut, bo pospieszało mnie denerwujące burczenie w brzuchu.
Wyminęłam się z Niallem w drzwiach łazienki, a przynajmniej pomieszczenia, które mogliśmy nazwać łazienką. Luksusów to tu nie było. Myłam jeszcze zęby, kiedy chłopak zniknął za drzwiami.
Po kilkunastu minutach oboje byliśmy już gotowi i wyszliśmy ostrożnie z domu, wcześniej chowając nasze rzeczy na pierwszych schodach prowadzących do piwnicy. W ten sposób nikt nie zorientowałby się, że ktokolwiek był w środku. Bez słowa zmierzaliśmy w stronę samochodu ukrytego pośród drzew. Byliśmy zmęczeni psychicznie i fizycznie, więc nie zauważyliśmy wtedy, że nie tylko my znajdowaliśmy się w pobliżu domu.



Widziałem, jak patrzy przez szybę samochodu, jakby chciała tam gdzie zobaczyć nagle wejście do innego, lepszego świata. Tak strasznie chciałbym móc jej to zapewnić, móc wysłać nas do miejsca, gdzie będziemy bezpieczni. Tymczasem zmierzaliśmy do miejsca, które nie było ani stuprocentowo bezpieczne, ani sprawdzone, jednak nie mieliśmy wyjścia.
-To tam? - upewniłem się, wskazując na migający czerwony neon.
-Mhm - przytaknęła Meg.
Skręciłem i wjechałem na piaszczysty podjazd. Bar był niewielki, otoczony z trzech stron drzewami iglastymi. Wnętrze nie zapowiadało się jakoś strasznie ciekawie, ale miałem nadzieję, że uda nam się tam niezauważenie coś zjeść i szybko się wydostać.
Wysiedliśmy z samochodu i po chwili przekraczaliśmy już próg drzwi wejściowych do lokalu. O dziwo, w środku było całkiem dużo ludzi jak na tak oddalony od jakiegokolwiek centrum miejsca.
Wnętrze było urządzone w klasycznym, barowym stylu. Zwykłe stoliki, przedzielane szerokimi siedzeniami.
Usiedliśmy przy jednym ze stolików, po czym podałem Meg kartę, którą beznamiętnie zaczęła przeglądać.
-Co dla państwa? - zapytała miło młoda kelnerka, która niespodziewanie podeszła, by nas obsłużyć.
-Poprosimy... - zacząłem i spojrzałem się pytająco na Meg.
-Hamburgery, dwa hamburgery. I duże frytki z sałatką do każdego - odpowiedziała, odkładając prowizoryczną kartę menu na bok.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Każdy był zajęty swoimi sprawami, co uznałem za dobry znak. Siedzieliśmy w ciszy czekając na nasze zamówienie, w tym czasie widziałem zmęczoną twarz Meg i miałem wrażenie, że nie chodzi tu tylko o to, że się nie wyspała. Ona była zmęczona całą tą sytuacją, a ja nie mogłem zrobić nic, by jej pomóc.
Po chwili zauważyłem, jak młoda dziewczyna zbliża się do nas z dwoma talerzami, które postawiła przed nami i życzyła smacznego.
Popatrzyłem na Meg i w tym samym czasie zaczęliśmy łapczywie chwytać kolejne kęsy hamburgerów. Nie zdawałem sobie wcześniej sprawy z tego, jak bardzo byłem głodny. Kończyliśmy już dojadać pojedyncze frytki, które zostały na naszych talerzach, kiedy usłyszałem urywki programu, który wyświetlany był w telewizorze nad barem.
-...wciąż poszukuje dwojga podejrzanych o morderstwo...mogą stanowić zagrożenie i przebywać w okolicy...
Spojrzałem na Meg, dając jej delikatnie do zrozumienia, że chyba powinniśmy jak najszybciej stąd wyjść. To jednak nie okazało się takie proste, jak myśleliśmy.
Podeszła do nas z uśmiechem kelnerka, która stanęła przed nami i zaczęła wypisywać rachunek.
-To okropne, co się stało, tacy ludzie nie powinni być wciąż na wolności - zaczęła komentować to, co przed chwilą usłyszeliśmy.
Odwróciła się i spojrzała na ekran, na którym właśnie wyświetlano po prawej stronie miniatury naszych zdjęć. Popatrzyła ponownie na nas i jej usta otworzyły się szeroko.
Notatnik wypadł jej z rąk, a długopis potoczył się po podłodze.
-Łapcie ich! - krzyknęła, zwracając na nas uwagę wszystkich, którzy przebywali w barze.
Bez zastanowienia wstałem od stołu, ale kelnerka zagrodziła drogę Meg. Dziewczyna zareagowała impulsywnie i mocno odepchnęła od siebie pracownicę baru, która zatoczyła się i zatoczyła się w stronę stolika z butelkami alkoholi, rozbijając je wszystkie.
Puściliśmy się biegiem do samochodu, po czym odpaliłem szybko silnik i odjechaliśmy z miejsca, które stało się początkiem końca.
Głośno oddychaliśmy, nie odzywając się ani słowem. Żadne z nas nie wiedziało, co można by powiedzieć, cała sytuacja mówiła sama za siebie.
Oboje wzdrygnęliśmy się, kiedy w mojej kieszeni odezwał się telefon. Zupełnie o nim zapomniałem.
Odebrałem połączenie i przyłożyłem go do ucha.
-Co wy odpierdalacie?! - odezwał się po drugiej stronie zdenerwowany głos Harry'ego. Tak cholernie za nim tęskniłem, za moim jedynym prawdziwym przyjacielem.
-Skąd wiesz, co się dzieje? - zapytałem zdziwiony.
-Media działają szybko - odparł.
-Kurwa - podsumowałem.
-Mieliście nie zwracać na siebie uwagi, a tymczasem robicie zamieszanie w barze? - słyszałem, jak rozczarowany jest.
-Styles, tak wyszło, przecież to nie zależało od nas. Mieliśmy umrzeć z głodu? - miałem wrażenie, że każde wyjście byłoby złe.
-Kontaktuję się z Jamesem - powiedział tylko - jeśli się dowiem czegoś konkretnego, to dam wam znać.
Rozłączyłem się z Harrym, kiedy zaparkowałem już samochód i oboje z Meg wysiedliśmy, zmierzając powoli z powrotem do domu. Musieliśmy podjąć decyzję o tym, co robimy dalej.
W połowie drogi zauważyłem, że ktoś idzie za nami. Gdy odwróciłem się i zobaczyłem kto to, warknąłem i miałem rzucić się, by mu coś zrobić, ale Meg mnie powstrzymała. Powoli zatrzymaliśmy się i poczekaliśmy, aż podejdzie bliżej.
-Kogo my tu mamy... - powiedział z cynicznym uśmiechem Jake.
-Jeśli nie chcesz mieć problemów, to wypierdalaj stąd i zapomnij o tym, że kiedykolwiek nas poznałeś - odparłem ostrym tonem.
Wszystko we mnie buzowało, miałem ochotę pobić go tak, że nie byłby w stanie już nigdy wstać.
-Horan, obawiam się, że jedynymi osobami, które będą mieć problemy, będziecie wy.
Nie wierzyłem, że może być tak bezczelny, nienawidziłem go za wszystko, co robił.
Zwrócił się w stronę Meg, patrząc na nią dziwnym wzrokiem.
-Szkoda tak ślicznej dziewczyny, ale jakoś nie dziwi mnie, że i to potrafiłeś spieprzyć Horan - powiedział i przeszedł blisko obok mnie, a ja ledwo powstrzymałem się, by się na niego nie rzucić.
-Macie czas do wieczora, chociaż podejrzewam, że nawet mniej. A i tak przy okazji, mam nadzieję, że macie zapasowe koła, bo wasze raczej do niczego już się nie nadają, po tym, jak przekułem opony - rzucił tylko i odszedł w głąb lasu, prawdopodobnie z zamiarem schowania się gdzieś, by poczekać na dalszy rozwój wydarzeń. Nie miałem pojęcia, co planuje i o co dokładnie chodziło w jego groźbach.
Objąłem Meg ramieniem i poprowadziłem do środka domu, zatrzaskując za nami drzwi.
Zacząłem krążyć po holu, mając świadomość, że nie możemy uciec, bo nie mamy zwyczajnie jak. Oczywiście, mogliśmy jakoś pozbyć się Jake'a, ale nie chciałem kolejnego problemu, zresztą to nie sprawiłoby, że inne sprawy same by się rozwiązały.
-Możemy uciekać bez żadnego pojazdu - zaczęła Meg, ale sama powiedziała to bez przekonania, więc tylko pokręciłem głową.
-Na razie zostaniemy tutaj, póki co jest bezpieczniej niż na zewnątrz.
Podszedłem do drzwi prowadzących do piwnicy i wyciągnąłem stamtąd rzeczy, które wcześniej tam zostawiliśmy. Rzuciłem je w salonie, żeby łatwiej było nam je wziąć, gdybyśmy mieli podjąć jakieś działania.
Próbowaliśmy rzucać kolejne pomysły, ale tak naprawdę nie mieliśmy żadnego planu i byliśmy tak zrezygnowani, by czegokolwiek próbować. Myślę, że byliśmy po prostu zmęczeni.
Na zewnątrz na niebie zaczęły zbierać się chmury i powoli się ściemniało.
Meg popatrzyła tęsknie w stronę okna i tylko westchnęła, opadając bezsilnie na kanapę.
Po chwili usiadłem obok niej i przekręciłem się bokiem, by móc patrzeć prosto na nią. Tak strasznie chciałem móc ją wyplątać z tego wszystkiego, wziąć całą winę na siebie, ale dobrze wiedziałem, że by mi na to nie pozwoliła.
-Przepraszam - szepnąłem, chwytając ją za dłoń.
-Przestań - powiedziała - Nie musisz mnie za nic przepraszać, nie jestem małym dzieckiem, które nie wiedziało, w co się pakuje.
-Jednak, gdyby nie ja... - zacząłem.
-Gdyby nie ty, to prawdopodobnie nigdy nie poznałabym tego, co to prawdziwa miłość. Gdyby nie ty, to nie przeżyłabym tylu cudownych chwil. Gdyby nie ty, nigdy nie mogłabym powiedzieć, że był taki moment, w którym czułam się w pełni szczęśliwa, rozumiesz? - próbowała się uśmiechnąć, ale za każdym razem kąciki jej ust mechanicznie opadały.
-Nie możesz wiedzieć tego na pewno - zaprzeczyłem.
-Nie muszę tego wiedzieć, wystarczy, że to czuję - odparła.
Objąłem ją ramieniem i przyciągnąłem do siebie. Pozostawało nam chyba tylko czekać. W głębi duszy liczyłem po cichu na to, że wszystko mogłoby się uspokoić, jakoś przycichnąć. Marzyłem o tym, żeby świat po prostu o nas zapomniał, żeby dał nam spokój. Wiedziałem, że to naiwne i głupie, ale mimo wszystko lubiłem wyobrażać sobie jak wyglądałoby nasze życie, gdyby nie to całe gówno, które nas otaczało ze wszystkich stron.
-Powiesz mi, co ci się dziś śniło? - zapytała Meg.
-Uhm...śniło mi się, że obudziłem się i poczułem taki chłód, ale był to typ chłodu spowodowany brakiem ciebie obok mnie. Odeszłaś, a ja nie wiedziałem, co mam robić - opowiedziałem.
-Nigdy bym tego nie zrobiła, przecież to wiesz, prawda? To tylko zły, nic nieznaczący sen - uspokoiła mnie.
Przyciągnąłem ją do siebie i po prostu przytuliłem, jakbym już nigdy nie chciał jej wypuścić. Jakbym mógł ją ochronić po prostu trzymając ją w ramionach, które byłyby jak wieża, jak mury otaczające zamek przed całym złem, które jest na zewnątrz. Miałem wrażenie, że wtedy, w tych konkretnych minutach, kiedy po prostu byliśmy ze sobą, byliśmy nieskończeni.
Siedzieliśmy nie odzywając się przez dłuższą chwilę, chcąc po prostu nacieszyć się tym momentem, kiedy ciszę przerwał dźwięk dzwoniącego telefonu. Nacisnąłem zieloną słuchawkę i przyłożyłem komórkę do ucha.
-Harry? - zapytałem.
-Niall, mam złe... - zaczął, ale chyba nie chciał mi mówić tego w ten sposób, bo po chwili zmienił ton i powiedział - Oni wiedzą, gdzie jesteście. Namierzyli was, musicie uciekać jak najszybciej albo się poddać. Podobno ktoś ich anonimowo poinformował o waszej lokalizacji.
-Jake - warknąłem.
-Horan... - zaczął jeszcze - żałuję, że nie mogę ci już pomóc. Naprawdę, żałuję.
Rozłączył się i uważałem, że to była cholernie dobra decyzja, obawiałem się, że rozmowa z Harrym stanowiła dla mnie za duże wyzwanie pod względem emocjonalnym. Odwróciłem się do Meg i spojrzałem wzrokiem, który mógł znaczyć tylko jedno. Znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia, po raz kolejny. Jednak tym razem mogliśmy z tego nie wybrnąć.




-Harry mówi, że policja już tu jedzie - powiedział gorączkowo Niall, rozłączając się z Harrym, chodząc w tę i z powrotem po pokoju, co chwilę gwałtownie zawracając.
Jego chodzenie doprowadzało mnie do szału, chciałam coś zrobić, ale za żadne skarby nie mogłam się skupić.
-Musimy jechać - powiedział i odwrócił się z zamiarem wyjścia, kiedy przypomniałam mu o czymś bardzo istotnym.
-Nie mamy czym jechać, Niall.
Spojrzał na mnie przestraszonym wzrokiem, kiedy uświadomił sobie, że mam rację. Jake przebił opony w naszym pick-upie, a dodatkowo krył się gdzieś za drzewami, co pewien czas oddając w naszą stronę kolejne strzały, które rozbijały okna od strony drzwi wejściowych.
W salonie na razie byliśmy bezpieczni, ale wiedziałam, że nie mogę myśleć o tym, że potrwa to wiecznie. Za każdym razem, kiedy myślałam, że już nie musimy się martwić, to życie przypominało mi, iż jest zupełnie na odwrót i robiło to w dość brutalny sposób.
-Nie możemy tu zostać, policja będzie tu za jakieś trzy minuty - ponaglił mnie Niall - Zabierz swoje rzeczy, tylko uważaj, żeby nie stawać przy oknach od strony wejścia.
Bez słowa ruszyłam w stronę, gdzie leżały nasze rzeczy i szybkim ruchem zabrałam je z podłogi. Przebiegłam z powrotem do salonu, gdzie Niall upychał koce do jednej torby. Jeśli mielibyśmy uciekać, to mogły być one nam bardzo przydatne.
Schyliłam się, by zasunąć suwak jednej z toreb, którą rzuciłam na ziemię, kiedy coś obok przykuło moją uwagę. Na panelach zaczęły tańczyć kolorowe światełka, głównie czerwone i niebieskie.
Podniosłam się powoli i stanęłam za zasłoną, delikatnie wychylając się, by zobaczyć to, co podejrzewałam, kiedy tylko spostrzegłam dziwne odblaski.
Na skraju polany stały już dwa radiowozy, a za nimi jechały kolejne dwa. Zauważyłam, jak między drzewami biegnie jeden z policjantów uzbrojonych tak, jak siły specjalne lub ktoś w tym rodzaju, nie znałam się na tym tak dobrze, ale wiedziałam, że teren został otoczony.
-Meg, czemu tak stoisz, musimy iść! - krzyknął Niall, ale w tej samej chwili zobaczył to, co widziałam ja i popatrzył na mnie tak, że nie musiał wyrażać już nic słowami.
Wiedzieliśmy, co to wszystko oznacza.
-Jest za późno, Niall - powiedziałam, spoglądając na niego, po czym odwróciłam się ponownie w stronę okna i szepnęłam - Za późno...
Jak zwykle, kiedy tylko wznosiliśmy się w górę, za chwilę boleśnie stamtąd spadaliśmy.
Obawiałam się jednak, że tym razem spadliśmy tak mocno, że mieliśmy się już nie podnieść.
Może najgorzej nie mają ci, którzy upadają z wysoka. Może to ludzie znajdujący się na samym dnie są w gorszej sytuacji.
Oni nie mają gdzie upaść.
Nie mają już nic do stracenia.









_____________________________________

Nie wyszedł taki strasznie długi, ale myślę, że jest wystarczający.
Za kilka dni możecie spodziewać się epilogu, chcę Wam dać jeszcze tę chwilę niepewności, oczekiwania na to, co ma się wydarzyć. Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie.


sobota, 9 listopada 2013

Rozdział 33

-Niall, przestań - wymamrotałam, naciągając ciepły koc na moje ramiona, okrywając się nim całkowicie.
Czułam, jak coś dotyka moich pleców i już miałam odkręcić się, żeby powiedzieć Niallowi, że chcę jeszcze spać i ma dać mi spokój, kiedy nagle coś z moich pleców weszło na moją głowę i zeskoczyło na ziemię.
-Ugh, kot  - mruknęłam, kiedy zwierzątko zaczęło miauczeć mi nad uchem, sprawiając, że powoli rozbudzałam się głębokiego snu, na który w końcu, od dłuższego czasu mogłam sobie pozwolić. Przekręciłam się na bok i jęknęłam, bo mimo tego, że spałam na dwóch warstwach kołder, które znaleźliśmy wczoraj, to plecy nieco mnie bolały, bo zamiast położyć się wczoraj na kanapie, oboje z Niallem zasnęliśmy na podłodze.
Nie miałam ochoty otwierać oczu, bo tak długo, jak trzymałam je zamknięte, tak długo mogłam wyobrażać sobie, że wszystko na zewnątrz jest w porządku. Oczywiście w porządku nie było, było okropnie.
Jedyne co mogło mi pomóc, to myślenie o tym, jak mogłoby być, gdyby rzeczy nie spieprzyły się tak bardzo.
Niektórzy ludzie mówią, że lepiej nie marzyć, bo potem rzeczywistość potrafi nas boleśnie rozczarować i sprawić, że będziemy nią zawiedzeni.
Może coś w tym jest, może faktycznie nie powinnam rozmyślać o rzeczach, które nigdy się nie wydarzą i wszystkich okolicznościach, przez które przeszłość potoczyła się właśnie w ten, a nie inny sposób.
Czasami jednak takie marzenia to jedyny powód, by próbować mimo wszystko żyć dalej.
Jęknęłam i przekręciłam się na plecy. Nie miałam ochoty wstawać i zmierzyć się z tym, co mnie czekało. Nic już nie było przewidywalne i nawet, jeśli jakiejś części mnie się to podobało, to ta racjonalna strona ciągle przypominała mi, że powinnam zachować zdrowy rozsądek, a przynajmniej spróbować to zrobić.
Podniosłam powieki i zaczęłam wpatrywać się w jasny sufit, nieco już zszarzały. W rogu było kilka pajęczyn, najwidoczniej dom był pusty już od dłuższego czasu.
-Niall?  - odezwałam się cicho, nie chcąc mącić cichej atmosfery poranka.
Po tym, jak nie usłyszałam żadnej odpowiedzi, ponownie wypowiedziałam jego imię, ale nie przyniosło to innego skutku.
Dotknęłam ręką miejsca obok mnie, gdzie powinien leżeć Niall, a przynajmniej gdzie był, kiedy oboje zasypialiśmy. Gdy moja dłoń nie wyczuła ciepłego ciała chłopaka odwróciłam się i zorientowałam, że Nialla nie ma tam, gdzie spodziewałam się go zobaczyć.
-Niall! - krzyknęłam zdecydowanie głośniej, licząc na jakąś odpowiedź, ale jedyne, co usłyszałam, to niosące się po pustym pomieszczeniu echo.
Wyszłam spod koca i stanęłam na zimnej posadzce. Zadrżałam, a na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka.
Podeszłam do kanapy, gdzie leżała zostawiona przez Nialla bluza, którą pospiesznie naciągnęłam na siebie, bo było mi cholernie zimno.
Potarłam dłońmi o ramiona, po czym rozejrzałam się, zastanawiając się, gdzie mógł pójść chłopak i gdzie mam go szukać. W tym samym momencie kot otarł się o moją łydkę, przypominając mi o swojej obecności. Wciąż głośno miauczał, widocznie upominając się o jedzenie. Ja też byłam głodna, nawet bardzo, co chwilę burczało mi w brzuchu, żołądek sam dopominał się kolejnej dawki kalorii.
Włożyłam buty na moje gołe stopy, po czym schyliłam się i podniosłam kota z podłogi, ostrożnie przytulając go do siebie.
-I co my z tobą zrobimy malutki..  - szepnęłam, a on tylko miauknął, jakby chciał mi powiedzieć, żebym go nie puszczała.
Skierowałam się do wyjścia na korytarz, ale nie zastałam tam Nialla, więc postanowiłam sprawdzić resztę domu na parterze, a kiedy upewniłam się, że tam również nie ma chłopaka, weszłam na górę po skrzypiących schodach.
Weszłam do pierwszego pokoju po prawej, jednak nic tam nie było. To samo było za każdym razem, gdy otwierałam kolejne drzwi do pomieszczeń.
Zeszłam na dół, otworzyłam drzwi wejściowe i uderzyło we mnie świeże, rześkie leśne powietrze, które głęboko wciągnęłam do płuc. Zdecydowanym krokiem zaczęłam poruszać się w stronę, gdzie zostawiliśmy wczoraj samochód. Pomyślałam, że to jest prawdopodobnie miejsce, gdzie w końcu znajdę Nialla. Po kilku minutach marszu zobaczyłam nasze auto. Drzwi od strony kierowcy były otwarte. Bingo.
Kiedy podeszłam bliżej, zobaczyłam, że Niall siedzi w środku i na kierownicy ma rozłożoną jakąś gazetę, czy coś w tym stylu.
Po cichu przeszłam obok szlabanu i wsiadłam do samochodu, zajmując miejsce pasażera z przodu.
-Meg? - zapytał zdziwiony - Co ty tu robisz?
-Mogłabym ci zadać do samo pytanie - odpowiedziałam, zjeżdżając niżej na fotelu.
-Co on tu robi? - Niall wskazał na kota, który siedział na moich kolanach i zajmował się gryzieniem mojego kciuka.
-Nie mogłam go tam zostawić - odparłam, wzruszając ramionami, po czym zwróciłam uwagę na to, co studiował tak zawzięcie Niall - Co to?
-Oh, znalazłem w schowku mapę - odpowiedział.
-Myślisz o tym, żeby jechać dalej? - zapytałam, sama nie wiedząc co mam o tym myśleć, bo w końcu poczułam, że może zostaniemy tu na dłużej, tak długo, jak pozwolą nam na to okoliczności.
-Nie wiem, ale musimy mieć jakiś plan awaryjny - wyjaśnił Niall.
-Ok.
Niall starannie złożył mapę i siegnął ręką do schowka, otwierając go i chowając mapę do środka. Jednocześnie zacisnął na czymś dłoń i wyjął ze środka coś, czego nie spodziewałam się zobaczyć.
-Skąd to masz? - zapytałam, patrząc się na to, co trzymał w ręce.
-Nie wiedziałem, że tu jest, znalazłem to dzisiaj, gdzie przeglądałem rzeczy w tym schowku - powiedział - Chcę, żebyś go miała, na wszelki wypadek.
-Ostatnim razem nie skończyło się to najlepiej - zauważyłam - Co, jeśli znowu...
-Jeśli znowu znajdziesz się w niebezpieczeństwie? - przerwał mi chłopak - Masz się nie wahać, masz zrobić to samo.
Pokiwałam głową, ale wciąż nie byłam przekonana do pomysłu posiadania broni na stałe.
-Weź ją - Niall wyciągnął dłoń z pistoletem w moją stronę, a ja odruchowo przejęłam ją od niego.
-Bez magazynku? - zauważyłam.
-Magazynek trzymaj może na razie oddzielnie, na wypadek gdyby...
-Mnie poniosło - dokończyłam.
Niall skinął głową.
-Tak, mniej więcej o to mi chodziło, ale chcę, żebyś była bezpieczna, miała coś, czym będziesz mogła się obronić - powiedział przekonująco.
-OK, ale na razie weź ją ode mnie, nawet nie mam gdzie tego schować  - odparłam, po czym dodałam - Niall, jest jeszcze jedna sprawa.
-Hmm? - mruknął pytająco.
-Mamy coś do jedzenia? - zapytałam - Jestem cholernie głodna.
-Oh, jasne - powiedział - Ale jest jeden problem...
Uniosłam brew w pytającym geście.
-Potrzebna nam woda, bo ze stacji zgarnąłem większość zupek chińskich.
-Potrzebny nam gaz, żeby gdzieś tę wodę zagotować - zauważyłam.
Niall bez słowa wysiadł z samochodu i podszedł do niego od tyłu, odkrywając plandekę, którą była zakryta tylna platforma pick-up'a.
-Wow - powiedziałam tylko  - Harry nieźle nas zabezpieczył.
Było tam kilka butli z gazem, jedną z nich Niall od razu wyjął i postawił na ziemi.
-Wracajmy do tego domu i zobaczmy, co da się z tym zrobić - rzekł Niall i zaciągnął płachtę tak, jak leżała wcześniej, po czym podniósł butlę, wcześniej podając mi kluczyki.
Trzymałam teraz kotka jedną ręką, drugą natomiast wzięłam pistolet i włożyłam magazynek do kieszeni bluzy, a samą broń wcisnęłam za spodnie i trzasnęłam drzwiczkami, po czym zamknęłam samochód naciskając guzik przy kluczykach. Usłyszałam odgłos blokady i ruszyłam za Niallem, który szedł już przede mną w stronę domu, niosąc butlę z gazem i torbę z jedzeniem, które udało mu się zabrać ze stacji.Kiedy weszliśmy do środka Niall poszedł do salonu, gdzie rozłożyliśmy nasze wszystkie rzeczy, decydując, że lepiej będzie jeśli wszystko złożymy w jednym miejscu, na wypadek, gdybyśmy musieli szybko stąd uciekać. Takie myślenie było teraz częścią naszego życia, ciągle rozważaliśmy możliwe przypadki, żeby zapobiec ewentualnym katastrofom.
Wypuściłam w międzyczasie kota z ramion i kierowana intuicją poszłam w miejsce, gdzie wcześniej zauważyłam łazienkę.
Weszłam do środka i rozejrzałam się w niewielkim pomieszczeniu, które o dziwo nie było jakoś strasznie zapuszczone, chociaż w rogu zauważyłam kilka pajęczyn. Podeszłam do umywalki i odkręciłam kran, nie mając wielkich nadziei, bo byłam pewna, że nic się nie stanie.
Myliłam się. Kiedy przekręciłam kurek z kranu zaczęła wypływać woda, a co więcej - ciepła woda. Oznaczało to, że gdzieś w domu musi być piec, który by ją ogrzewał.
-Niall! - krzyknęłam.
-Próbuję coś zrobić z tym gazem! - odkrzyknął, najwyraźniej wciąż męcząc się z przygotowaniem nam jakiegokolwiek jedzenia.
Wróciłam do salonu i stanęłam w progu, spoglądając na Nialla, który podniósł wzrok i spojrzał na mnie.
-Coś się stało? - zapytał, przerywając regulowanie czegoś w butli.
-Próbowałeś wczoraj zapalać tutaj światło? - spytałam.
-Nie - odparł - Nie przyszło mi to na myśl, z góry stwierdziłem, że to niemożliwe, poza tym, byłem zbyt zmęczony, żeby myśleć racjonalnie.
Sięgnęłam ręką do kontaktu i nacisnęłam go, sprawiając, że w pokoju zrobiło się jaśniej, bo ku naszemu zdziwieniu, elektryczność działała.
-Woda? - zapytał Niall i nie musiał dodawać innych słów, wiedziałam, o co mu chodzi i tylko przytaknęłam.
Chłopak podniósł się i ruszył do pomieszczenia, które musiało być pierwotnie kuchnią, bo stała tam starszego typu kuchenka. Podeszliśmy do niej, a Niall zapalił jeden z palników, który momentalnie zapłonął niebieskawym płomieniem. Zgasiliśmy go i spojrzeliśmy na siebie.
-Nie jest dobrze - powiedziałam.
-Nie, nie jest - potwierdził Niall.
Możecie zastanawiać się, czemu nie cieszyliśmy się z naszego odkrycia. Wyjaśnienie było dość oczywiste, jeśli dokładniej o tym pomyśleć. Otóż, jeśli w domu był gaz, woda i elektryczność, znaczyło to, że są one regularnie opłacane.
-Nic już nie rozumiem - powiedziałam.
-Dom z jednej strony jest opuszczony, a z drugiej ktoś regularnie płaci rachunki? To nie ma sensu - stwierdził Niall.
-Korzystajmy, póki możemy, ale najpierw coś zjedzmy, a skoro możemy skorzystać ze zwykłej kuchenki, to powinniśmy to wykorzystać - postanowiłam.
Przynajmniej na najbliższy czas postanowiliśmy nie próbować zrozumieć całej sytuacji, ale spróbować z niej skorzystać, tak po prostu.
Po kilkunastu minutach siedzieliśmy z Niallem na podłodze w salonie z miskami, trzymając zupkami chińskimi w rękach i jedząc je zachłannie. Kotu przypadł kawałek jakiejś szynki, którą również mieliśmy w naszych ubogich zapasach.
-Oh, o wiele lepiej - westchnęłam, odkładając po chwili puste naczynie na bok. Najedzona czułam się bardziej świadoma, jakkolwiek się to objawiało, po prostu myślałam racjonalniej.
Resztę dnia spędziliśmy na bezcelowym błąkaniu się po domu i odkrywaniem jego zakątków, próbowaliśmy też trochę ogarnąć inne pomieszczenia, bo były one w dość opłakanym stanie, a my mieliśmy i tak za dużo wolnego czasu. Ani się obejrzeliśmy, a na dworze zapadał już zmrok, więc wróciliśmy do salonu i zjedliśmy jakieś batoniki proteinowe, które nie dały nam wiele, ale zawsze było to coś.
O dziwo, byłam zmęczona, mimo iż nie zrobiłam wcale tak dużo, jednak doprowadzanie domu do chociażby znikomego stanu użytkowego może było nieco bezcelowe, ale jednocześnie trochę męczące. Nawet bardziej niż trochę.
Postanowiłam skorzystać z możliwości wzięcia prysznica w ciepłej wodzie i poszłam do łazienki. Umyłam się i wytarłam ręcznikiem w ekspresowym tempie, bo mimo wszystko, było dość zimno i naciągnęłam na siebie koszulkę i legginsy, po czym wróciłam do pokoju i siadłam obok Nialla, który bez słowa objął mnie ramieniem. Od razu zrobiło mi się cieplej, chociaż ciągle jeszcze trochę drżałam.
W kominku paliło się drewno, które Niall musiał przynieść, kiedy brałam prysznic.
-Powinniśmy zgasić niektóre światła, zbyt dużo ryzykujemy, jeśli ktoś zobaczy jasne punkty w środku lasu, nie możemy zwracać na siebie uwagi - powiedział, po czym podniósł się i poszedł do drugiego pomieszczenia, w którym paliły się światła.
Zostałam w salonie okryta kocem i czekałam aż Niall wróci, jednak w pewnym momencie usłyszałam zgłuszony trzask i wszystkie światła zgasły, prawdopodobnie jedna iskra w starej instalacji wysadziła bezpieczniki.
Wstałam gwałtownie z podłogi i zaczęłam wołać Nialla, ale mi nie odpowiadał.
-Kurwa - mruknęłam nerwowo pod nosem i ruszyłam w stronę, w którą wcześniej poszedł chłopak.
Szłam powoli po omacku, wyciągając przed siebie ręce i wodząc dłońmi po ścianach. Zatrzymałam się przed drzwiami wejściowymi, bo tam nikłe światło księżycowe przedostawało się przez niewielkie okienko.
-Niall?! - zawołałam znowu, ale nagle ktoś chwycił mnie od tyłu i zakrył moje usta dużą dłonią.
Próbowałam się szarpać, jednak nic z tego nie wyszło. Po chwili zostałam obrócona i w jednej chwili przyciśnięta do drewnianych drzwi.
Silna ręka puściła mnie i nikłe strużki rzuciły światło na twarz osoby, która mnie przytrzymywała.
-Idiota - powiedziałam.
-Bałaś się chociaż trochę? - zamruczał Niall przybliżając się do mnie, tak, że czułam jego oddech na moim policzku.
-Nie - odparłam, chociaż tak naprawdę bałam się wtedy kurewsko, bo kilka dni temu to samo stało się w lesie, kiedy dopadł mnie Jake, więc miałam pewnego rodzaju traumę.
-Bałaś się - stwierdził Niall - Czuję to w twoim głosie. Drży w taki specyficzny sposób...
Teraz drżał nie tylko mój głos, ale całe moje ciało, bo chłopak zaczął wodzić ręką po moim ramieniu.
-Masz coś mojego na sobie - zauważył, pokazując na bluzę, którą miałam na sobie i delikatnie zsunął ją z moich barków, a ona opadła na podłogę.
Widziałam jego oczy, mój wzrok powoli przyzwyczajał się do wszechobecnej ciemności, poza tym żółte płomienie z kominka bardzo nam pomagały.
-Hmm...widzę, że nie tylko bluza jest moja - dodał i wsunął rękę między koszulkę, którą miałam na sobie, a moje nagie plecy.
Zaczął sunąć swoją dłonią coraz wyżej, ale wyswobodziłam się z jego objęcia i szybkim krokiem zaczęłam się oddalać w ciemności.
-Będziesz musiał mnie najpierw złapać - szepnęłam i po kilkunastu sekundach stałam już w salonie.
Niall jednak był tak samo szybki i również poruszał się w ciemności całkiem nieźle.
Stanął za mną i przyciągnął mnie do siebie od tyłu. Przechyliłam głowę, zapewniając mu dostęp do mojej szyi, na której zaczął zostawiać szereg pocałunków. Po chwili obróciłam się i stałam przodem do niego, wsuwając ręce pod jego koszulkę i pozbawiając go jej w dość szybkim tempie.
Nie obchodziło mnie, że jest zimno, bo od kominka biło miłe gorąco ogrzewające powietrze, a ciało Nialla zamiast pokryć się gęsią skórką tak jak moje, było ciepłe. Poczułam jego rękę na moich plecach, sunącą w górę mojego kręgosłupa i podciągającą koszulkę coraz wyżej, w końcu zręcznie przekładając ją przez moją głowę i zrzucając ją na dół.
Niall zniżył się i usiadł na ziemi, pociągając mnie za sobą, tak, że usiadłam na nim okrakiem. Ujęłam jego twarz w dłonie i przyciągnęłam nasze usta, po chwili wsuwając też mój język między wargi Nialla, dodając pocałunkowi namiętności. Jęknęłam, kiedy poczułam dłoń Nialla ściskającą delikatnie moją pierś i palce drażniące mój sutek.
Dobrze znał moje słabości i najwidoczniej zaczął perfidnie je wykorzystywać.
Nawet się nie obejrzałam, a oboje zostaliśmy również bez dolnych części ubrań. Nie przestając całować Nialla, zaczęłam przesuwać ręką po jego penisie, sprawiając, że z ust Nialla wydobył się gardłowy jęk. Czułam jak jego członek unosi się, a chłopak w szybkim tempie zakłada na niego prezerwatywę, która leżała gdzieś obok. Wolałam nie wnikać, dlaczego nosił ją cały czas w spodniach. Niall odchylił się do tyłu, a ja podniosłam biodra i moment później opadłam z powrotem na podbrzusze Nialla, sprawiając, że część jego ciała znalazła się we mnie.
Powoli zaczęłam podnosić się i opadać w regularnym tempie, co chwilę wodząc dłonią po rozpalonym torsie chłopaka, do czasu, gdy Niall szybkim i zdecydowanym ruchem zmienił naszą pozycję tak, że teraz znalazłam się pod nim. Kontynuował pulsujące ruchy, które sama rozpoczęłam i chciałam to robić przez całą noc, nie chciałam przestawać ani tego przerywać.
Po jakimś czasie, gdy Niall stopniowo zaczął przyspieszać swoje ruchy przeniosłam moje dłonie na jego pośladki i bezwiednie, mocno je ścisnęłam. Chłopak zaskoczony mruknął mi w szyję, powodując, że moja skóra zadrżała.
Powoli czułam, że zbliżamy się do momentu kiedy...
-Niall - jęknęłam.
-Ja też - szepnął, a ja wiedziałam dobrze, o co mu chodzi.
Wszedł we mnie o wiele mocniej niż wcześniej sprawiając, że ten cholernie przyjemny impuls rozszedł się w środku mnie, powodując, że wypchnęłam w górę biodra.
Niall jęknął i stopniowo zmniejszył częstotliwość swoich ruchów, po chwili zupełnie je stabilizując i przerywając.
Wysunął się spomiędzy moich ud, a ja mimo wszystko czułam jakby jego część znajdowała się we mnie, bo czułam to pulsujące miejsce wewnątrz.
Opadłam na plecy i przygryzłam wargę.
-Mogłabym to robić w kółko - szepnęłam.
Niall roześmiał się, a echo jego śmiechu poniosło się po pomieszczeniu. Tak strasznie kochałam ten dźwięk, wypełniał mnie całą uczuciem radości i w sumie mogłabym go czasami porównywać do orgazmu, bo doświadczał tyle samo satysfakcji i radości.
-Uwielbiam jak się śmiejesz - powiedziałam.
-Śmieję się, ale to nie znaczy, że zawsze jestem szczęśliwy. To znaczy, akurat w tej chwili jestem ogromnie szczęśliwy, ale jednak...
Przerwałam mu, składając na jego ustach pocałunek, po czym zbliżyłam swoje wargi do klatki piersiowej Nialla i zostawiłam na niej kilka pocałunków w przypadkowych miejscach, w końcu kładąc moją głowę na jego tors.
-Nie masz czasami wrażenia, że może tak po prostu musiało być? Że my po prostu nie możemy być szczęśliwi, bo tak zostało z góry ustalone?  - powiedział Niall.
-Nie możemy być szczęśliwi? - zapytałam, przekręcając się na bok i podpierając głowę.
-Mhm - mruknął.
-Więc dlaczego teraz czuję się najszczęśliwsza na świecie?
Niall spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem.
Złączyłam moją dłoń z dłonią Nialla, unosząc je wyżej i splatając nasze palce. W takich momentach jak ten, zawsze miałam wrażenie, że przeskakiwały między nami iskry.
-Nie mamy gdzie mieszkać, musimy uciekać, nie mamy pewnej przyszłości...Niczego nie mamy - zauważył.
-Mam ciebie. Niczego więcej nie potrzebuję  - powiedziałam.
Może faktycznie wcale nie powinnyśmy dążyć do spełnienia naszych marzeń.
Może to właśnie brak możliwości ich spełnienia sprawia, że są one tak wyjątkowe i niepowtarzalne.
Jednak to wcale nie znaczy, że nie powinniśmy marzyć.
Często to marzenia są jedynym powodem, by po raz kolejny otworzyć rano oczy.










_____________________________

Przyznam się Wam, że nie przepadam za pisaniem scen +18, bo wychodzą mi one bardzo średnio, ale chciałam jakoś wynagrodzić Wam dwutygodniowy okres oczekiwania na rozdział. :)

niedziela, 27 października 2013

Rozdział 32

Uwielbiałem tak po prostu jechać. Fakt, że nadal uciekaliśmy i obawa przed tym, co przyniosą nam kolejne dni, ginęła chociaż na chwilę pośród otaczających nas z obu stron gęstych drzew.
Im dalej jechaliśmy, tym większe poczucie bezpieczeństwa miałem, a właściwie mieliśmy. Chociaż z drugiej strony wiedziałem, że policja nie odpuści, nie kiedy zginął człowiek. A jeśli policja nie miała odpuścić, to tym bardziej Jake działający na zlecenie Trevora.
Meg niespokojnie poruszyła się na siedzeniu obok i przekręciła się bardziej w stronę okna, kładąc swój policzek na ramieniu. Przyciszyłem radio, z którego na szczęście wydobywały się raczej spokojne dźwięki, ale wolałem nie ryzykować tego, że dziewczyna się obudzi. Oprócz tego, że chciałem, żeby się wyspała miałem w tym trochę egoistyczny podtekst.
Jeśli po drodze nie mieliśmy znaleźć żadnego miejsca, by się zatrzymać, to potem ona będzie musiała prowadzić, bo ja najzwyczajniej w świecie mogłem nie dać rady. Już teraz oczy same mi się zamykały, a nie mogłem ryzykować spowodowania wypadku.
Co chwilę patrzyłem raz po raz w lusterka boczne i za każdym razem byłem gotowy zauważyć w nich migające światła radiowozu, jednak jak do tej pory jedyne co widziałem, to światła wyprzedzających mnie co jakiś czas samochodów lub zupełną ciemność. Byłem przygotowany na najgorsze, a za każdym razem jedyne co odczuwałem, to ulga. Wcale mnie to nie cieszyło, bo zawsze kiedy myśleliśmy, że wszystko się ułoży, to rzeczy zaczynały się pieprzyć. Wolałem, kiedy znajdowaliśmy się w tych gorszych sytuacjach, bo wtedy prawie na pewno odbijaliśmy się od dna i zmierzaliśmy w jedyną możliwą stronę, czyli w górę.
Kiedy byliśmy na górze, to bardzo łatwo mogliśmy stamtąd znów spaść.
Pokręcona logika, tak wiem, ale musiałem czymś zajmować myśli, żeby nie zasnąć.
Nagle mój wzrok przykuła migająca na czerwono dioda na tablicy rozdzielczej.
-Fuck - powiedziałem cicho i wzrokiem poszukałem jakiegoś zjazdu na pobocze.
Po chwili wolniejszej i uważniejszej jazdy delikatnie skręciłem w prawo i wjechałem na drogę prowadzącą w głąb lasu, tak by jadące po głównej drodze samochody nie mogły nas zobaczyć. Zgasiłem silnik i wyszedłem z samochodu, nie zamykając drzwi, żeby trzaśnięciem nie obudzić Meg.
Podniosłem płachtę nakrywającą tylną platformę pick-up'a i zajrzałem pod nią, świecąc wyświetlaczem telefonu.
Sięgnąłem po kanister z benzyną, a raczej jej resztką, która tam została. Świetnie zdawałem sobie sprawę z tego, że nie wystarczy nam jej na długo i teraz wiedziałem, że może trochę głupie było z mojej strony ciągłe odsuwanie tej myśli.
Musiałem się poważnie zastanowić, co zrobić. Nie wiedziałem, czy jesteśmy już na tyle daleko od domu, by można było spokojnie podjechać na stację benzynową, gdzie nikt by nas nie rozpoznał. Nie wiedziałem, czy mogę tak ryzykować, chociaż z drugiej strony, gdyśmy nie zdobyli benzyny nie będziemy mieli szans na dalszą ucieczkę samochodem, a nie bardzo uśmiechało mi się chodzenie kilometrów po lasach bez żadnego jedzenia, a tym bardziej bez odpowiedniego wyposażenia.
Podniosłem ręce do góry i przeczesałem dłońmi włosy, czując się, jakbym chciał je wyrwać ze złości. Czegokolwiek bym nie zrobił, wyszłoby na złe. Nienawidziłem takich momentów, bo czułem się tak cholernie bezsilny i bezużyteczny.
Szarpnąłem kanister, odkręciłem zakrętkę i wlałem do baku resztę paliwa, która nam została. Oceniłem, że starczy nam to mniej więcej na  godzinę, może dwie jazdy. Niedobrze, bardzo niedobrze.
Musiałem znaleźć gdzieś stację benzynową i zaryzykować mimo wszystko, a oprócz tego, musiałem ją znaleźć dość szybko, żeby wykorzystać to, że jest noc.
Wrzuciłem pusty kanister z tyłu i zakryłem wszystko czarną plandeką. Odruchowo obejrzałem się dookoła, bo ciągle miałem wrażenie, że jesteśmy obserwowani, chociaż pewnie była to po prostu moja paranoja. Tak czy inaczej, ostrożności nigdy za wiele, a już szczególnie w naszej sytuacji.
Wsiadłem z powrotem do samochodu i zamknąłem drzwi. Uderzyłem dłońmi o kierownicę, a głową o zagłówek. Byłem tak cholernie bezsilny. Zamknąłem oczy i miałem ochotę pójść spać, żeby chociaż na chwilę zapomnieć o wszystkim, co mnie otaczało.
-Co się dzieje? - zapytała Meg.
Nawet nie zauważyłem, że się obudziła, byłem tak zdenerwowany. Bałem się, że powiem jej coś chamskiego. Zawsze tak robiłem, bo nie kontrolowałem swoich emocji.
-Mamy problem. Dość duży problem. Więcej niż duży, ogromny... - mówiłem, jakbym był szalony, powtarzałem te same słowa, wiedząc, że to i tak nic nie zmieni.
-Do rzeczy - powiedziała stanowczo Meg przekręcając się bokiem i patrząc na mnie jakimś surowym wzrokiem.
-Kończy nam się paliwo - wyjaśniłem.
-Możemy przecież pojechać na stację - zaproponowała.
-Nie sądzisz, że to trochę za duże ryzyko? - zapytałem.
-Nie mamy innego wyjścia, większym ryzykiem będzie stanięcie w środku lasu bez możliwości jechania dalej.
W głębi duszy wiedziałem, że miała rację, ale z drugiej strony nie chciałem, żeby nas złapali.
Odpaliłem silnik i wyjechałem z powrotem na główną drogę.
-Mam pomysł - dodała, a ja podświadomie wiedziałem, że było to coś, co zawierało w sobie narażanie Meg na niebezpieczeństwo. Zawsze to robiła, nawet jeśli nie była tego świadoma. A po raz pierwszy naraziła się wtedy, gdy mnie spotkała na tym cholernym wzgórzu.
-Hmm? - spojrzałem na nią pytająco.
-Zatrzymujemy się przy najbliższej stacji, tankujemy, płacimy, kupujemy coś do jedzenia i odjeżdżamy. To proste - powiedziała.
-A co jeśli ktoś nas rozpozna, zawiadomi gliny i zamiast hot dogów i benzyny dostaniemy dożywocie?
Meg przewróciła oczami, chyba zaczynałem robić się przewrażliwionym idiotą, ale nie potrafiłem inaczej, szczególnie po tym, co stało się kilka godzin wcześniej.
-Nikt nas nie rozpozna, jesteśmy daleko, poza tym to jakieś zadupie, myślisz, że ludzie zwracają uwagę na wiadomości z innego rejonu? Wątpię, nawet jeśli chodzi o tak ważne przestępstwa.
Pomyślałem, że gdybym mieszkał w takich małych miasteczkach rozrzuconych przy drodze to zwracałbym na to uwagę, ale nie miałem ochoty na dyskusje z Meg, tym bardziej, że dostrzegłem przed nami migający neon z napisem GAS i strzałką w lewo.
Spojrzałem na Meg, a ona tylko skinęła głową, dając mi znak, że musimy to zrobić.
Po chwili zaparkowałem samochód przy jednym ze stanowisk, a kiedy wysiadłem, na głowę naciągnąłem kaptur, tak że rzucał cień na moją twarz.
Meg wysiadła po drugiej stronie i rozejrzała się wokół. Dostrzegła coś i zaczęła iść w stronę stacji.
-Meg, co ty robisz? - zapytałem zdziwiony, nie wiedząc dokąd kieruje się dziewczyna.
Dziewczyna podniosła jeden kącik ust w górę i zgiętym kciukiem wskazała mi miejsce, gdzie zmierzała.
-Oh, jasne - odparłem, kiedy zobaczyłem białe drzwi prowadzące do toalety na tyłach stacji, po czym rzuciłem jej kluczyki i dodałem- Zatankuję i kupię jakieś potrzebne rzeczy, jak skończysz, wróć do samochodu i zablokuj drzwi od środka.
-OK - opowiedziała tylko i poszła we wcześniej obraną stronę.
Wyjąłem kilka banknotów z torby schowanej pod plandeką, zatankowałem szybko i zatrzasnąłem drzwi, by uruchomić blokadę. Kiedy stanąłem przed wejściem do budynku wziąłem głęboki oddech i pchnąłem przezroczyste drzwi, wchodząc do środka.
Kątem oka spojrzałem na kasjera, ale był chyba strasznie zmęczony, a do tego znudzony, bo nawet nie zwrócił na mnie uwagi. W środku nie było nikogo oprócz niego, ale nie miałem pewności, czy nagle nie wejdzie tu ktoś, kto mnie rozpozna, a co gorsza jakiś policjant na nocnej służbie patrolujący okolicę. A byłem pewny, że nasze twarze porozwieszane są już na tablicach korkowych policyjnych posterunków w całym kraju.
Zacząłem chodzić  pomiędzy regałami, zgarniając po drodze wszystko, co było nam potrzebne. Trochę jedzenia, jakieś zapalniczki, małą paczkę, której zawartości na pewno się domyślacie...
Podszedłem po kilkunastu minutach do kasy, rzucając na ladę wszystko, co wziąłem plus jeszcze kwitek z ceną benzyny.
Pracownik stacji rzucił na niego oko i zaczął po kolei nabijać wszystko na rachunek.
-To wszystko? - powiedział mechanicznie.
-Tak - odparłem, chcąc po prostu jak najszybciej stamtąd wyjść.
Spakowałem wszystko do jednej siatki i czekałem, aż kasjer wyda mi resztę od kwoty, którą dałem.
W międzyczasie na ekranie małego telewizora wiszącego za chłopakiem zobaczyłem, że zaczynają się nocne wiadomości na kanale informacyjnym. Wlepiłem wzrok w ekran i z przerażeniem spojrzałem na sprzedawcę wyciągającego drobne z kasy. Modliłem się, żeby tylko się nie odwrócił i nie zobaczył dwóch twarzy, z których jedna była moja, a na dole widniał czerwony podpis 'morderstwo'.
W końcu złapałem za ramiona siatki i schowałem resztę do tylnej kieszeni spodni i miałem już wyjść, kiedy...
-Ej ty! - usłyszałem głos chłopaka i powoli odwróciłem się, gotowy przypaść do niego i w razie konieczności uderzyć go tak, by stracił przytomność. Wiem, byłem okrutny, ale także strasznie zdesperowany i to nakazywał mi zdrowy rozsądek, chociaż w tej sytuacji trudno było nazwać go zdrowym.
-Zapomniałeś zapalniczki - spojrzałem na mały przedmiot, który trzymał w dłoni.
-Dziękuję - odparłem i wziąłem ją od niego.
W tej samej chwili chłopak rzucił okiem na telewizor i popatrzył się na mnie, jakby zaczynał coś kojarzyć. Otworzył bezwiednie usta i złapał za telefon, jednak ja byłem szybszy.
Upuściłem torbę na podłogę i doskoczyłem do niego, chwytając go przez ladę za szyję.
-Nie widziałeś mnie tutaj, jasne? - zapytałem zaciskając zęby.
Kasjer pokiwał szybko głową, po czym go puściłem i wyrwałem z ręki telefon, który rzuciłem na ziemię i podeptałem, by nie mógł zrobić z niego użytku.
Kopnąłem drzwi i wyszedłem na zewnątrz.




Naciągnęłam z powrotem na siebie spodnie i westchnęłam z ulgą. Wiedziałam, że za kilka dni powinnam spodziewać się okresu i na pewno nie będą to świetne dni, szczególnie, gdy połowę czasu spędzaliśmy w drodze.
Podeszłam do lustra i spojrzałam na swoją zmęczoną twarz. Była jakaś bardziej zszarzała i bez wyrazu, jakby uciekły z niej wszelkie ślady jakichkolwiek emocji.
Potarłam zamknięte powieki oczu i odkręciłam kran, z którego zaczęła lecieć letnia woda. Przemyłam twarz i osuszyłam ją ręcznikiem papierowym. Jak tak dalej pójdzie, to moja skóra będzie przypominać skórę nosorożca, ugh.
Wyszłam z łazienki, ale zanim skierowałam się z powrotem do samochodu podeszłam do wiszącego na ścianie budynku telefonu.
Był na monety, wykonany w dość starym stylu albo po prostu stary.
Pomyślałam, że może...Nie, odgoniłam od siebie tę możliwość, ale myśl wróciła jak bumerang i wyjęłam z kieszeni jakieś drobne, po kolei wrzucając je w odpowiednie miejsce.
Podniosłam słuchawkę i zatrzymałam wyciągnięty palec wskazujący nad przyciskami z cyframi.
Nie mogłam, po prostu nie mogłam zadzwonić do ojca. Obawiałam się, że mnie znienawidził, chociaż prawdopodobnie była to tylko moja paranoja.
Wybrałam zupełnie inny numer i zaczęłam wsłuchiwać w kolejne sygnały.
-Tak? - odezwał się po drugiej stronie znany mi głos.
-To ja - powiedziałam zachrypniętym głosem, bo jakby coś ścisnęło mi gardło - Meg.
-Meg! - Martha prawie krzyknęła - Gdzie jesteś?
-Właściwie to sama nie wiem, ale dość daleko - rozejrzałam się, widząc niewiele poza latarniami i ciemnością.
-Czy on...czy on coś ci zrobił? - zapytała niepewnie, mając na myśli Nialla.
-Nie - zaprzeczyłam stanowczo - On jest jedynym powodem, dla którego jeszcze żyję.
Oparłam się o ścianę, przyciskając mocniej słuchawkę do ucha.
-Naprawdę go...to znaczy, ten Peter... - słyszałam, jak trudno jest jej to z siebie wydusić.
-Tak, naprawdę - powiedziałam - Historia jednak nie jest tak jednoznaczna i prosta jak myślisz.
-Kiedyś tak dobrze cię znałam... - zaczęła Martha.
-Przepraszam - szepnęłam.
-Nie nienawidzisz mnie? - zapytałam.
-Nie wiem jak było naprawdę, wiem też, że nie mogę cię w żaden sposób oceniać. Jeśli nadal jesteś tą samą Meg, którą znałam kiedyś albo przynajmniej jakąś częścią tej Meg, to wiem, że zrobiłaś to, bo było konieczne i nie miałaś wyjścia. Nie jesteś morderczynią, tyle wiem.
Zauważyłam, że drzwi wejściowe do budynku nieznacznie się otworzyły, jednak znowu wróciły na swoje miejsce. Niall pewnie po coś wrócił.
-Muszę kończyć - powiedziałam.
-Dzwoniłaś do ojca? Wiem, że odchodzi od zmysłów - Martha potwierdziła moje przypuszczenia.
-Nie, nie chciałam. Na razie to zbyt trudne.
Niall wypadł na zewnątrz i spostrzegł mnie przy telefonie.
-Meg! - krzyknął - Spadamy!
-Co się... - Martha nie dokończyła zdania, bo rzuciłam słuchawkę i podbiegłam do Nialla.
Chłopak złapał mnie za ramię i pociągnął w stronę samochodu. Wyrwałam rękę i potarłam ramię.
-Niall, to boli - powiedziałam.
-Wsiadaj, nie mamy czasu - ponaglił mnie, a ja widziałam, jak bardzo był zdenerwowany. Chociaż nie, zdenerwowany to złe słowo. Niall był najzwyczajniej w świecie wkurwiony.
Rzuciłam mu kluczyki i weszłam do środka, zapinając szybko pas. Odwróciłam głowę w stronę okna, starając się ukryć łzy, które napłynęły mi do oczu.
-Z kim rozmawiałaś? - zapytał Niall.
-Z Marthą - odparłam cicho drżącym głosem.
Przez chwilę siedzieliśmy w całkowitej ciszy przerywanej tylko co jakiś czas dźwiękiem przejeżdżających obok samochodów.
-Przepraszam - powiedział w końcu Niall - Trochę mnie poniosło.
-Coś się stało, tam, na stacji? - zapytałam, mając złe przeczucia.
-Nic szczególnego, a przynajmniej nic nadzwyczajnego. Pokazywali nas w serwisie informacyjnym, nie pierwszy i nie ostatni raz zresztą.
-Ten kto tam był cię poznał, prawda? - wiedziałam, że odpowiedź może być tylko jedna.
-Mhm - przytaknął Niall.
Odkręciłam głowę w stronę okna patrząc na pobocze. Po chwili przeniosłam wzrok na lusterko boczne i otworzyłam szerzej oczy.
-Kurwa, skręcaj, jedź, kurwa nie wiem! - słowa wychodziły z moich ust jak jeden wielki bełkot.
Niall też spojrzał w lusterko i wydobył z siebie podobną wiązankę słów. On jednak ogarnął się szybciej niż ja i zaczął szukać jakiegoś rozwiązania.
Policja nie jechała na sygnale, nie miała też migoczącej diody na dachu, ale mimo to było to ogromne ryzyko, bo nie mieliśmy pojęcia, czy wiedzą jakim samochodem się poruszamy. Mógł być to zwykły patrol, ale nasze serca biły w przyśpieszonym rytmie, a w naszych żyłach buzowała adrenalina.
Niall skorzystał z okazji, że od głównej drogi odchodziła o wiele węższa i nieutwardzana, prowadząca w głąb lasu dróżka, więc skręcił i wjechał w nią, zostawiając radiowóz i resztę samochodów za sobą.
-Jedź dalej, bo jeśli teraz staniemy to może to być podejrzane, nawet jeśli oni już pojechali - powiedziałam, mając przeczucie, że ta droga doprowadzi nas gdzieś do bezpiecznego miejsca.
Po chwili podróży w głąb lasu musieliśmy się zatrzymać, bo dotarliśmy do zagradzającego nam drogę szlabanu.
Spojrzałam na Nialla, a on tylko wzruszył ramionami i wyszedł z samochodu, a po chwili ja zrobiłam to samo.
Niall zamknął samochód, przeszedł przez szlaban i podał mi rękę, chociaż poradziłabym sobie świetnie sama. Dróżka była zaścielona opadłymi z drzew liśćmi, więc w pewnym sensie szło się po niej jak po dość miękkim dywanie.
W końcu doszliśmy na skraj polany. Nie była zwykła, po drugiej stronie dostrzegłam niewielkie jezioro. Właściwie, to polana była posesją.
Posesją, na środku której stał ogromny dom i z całą pewnością musiał mieć co najmniej sto lat. Żadne światła nie były zapalone, co w jakiś sposób pozwalało mi sądzić, że w środku nikogo nie ma, jednak po chwili dotarło do mnie, że byłam w błędzie, bo przecież większość osób w środku nocy po prostu najzwyczajniej w świecie śpi.
-Wracajmy - powiedziałam do Nialla i odwróciłam się, gotowa wrócić do samochodu i odjechać stąd jak najszybciej.
-Nie ma mowy - Niall był wpatrzony w wielki dom, który mógł w sobie kryć o wiele więcej złego niż dobrego - Zostajemy tutaj na noc.
-Czy ty oszalałeś?! - nie wierzyłam, że naprawdę bierze to pod uwagę.
-Meg, jeśli w środku nikogo nie ma to w końcu mamy miejsce by się zatrzymać, może nawet na dłuższy czas. Z tego co widzę, to dom jest opuszczony, bądź od wielu dni stoi tu wystawiony na sprzedaż, ale jak widać nie ma chętnych.
-Postradałeś zmysły, serio - skrzyżowałam dłonie na przedramionach
Niall podszedł do mnie i spojrzał mi prosto w oczy.
-Sprawdźmy to tylko, jeśli się myliłem to wrócimy i odjedziemy, OK? - zrezygnowana pokiwałam twierdząco głową, bo wiedziałam, że i tak postawi na swoim.
Podbiegliśmy do domu i na początku obeszliśmy go dookoła, zaglądając przez okna, ale nie mogliśmy wiele zobaczyć. Po chwili staliśmy przed drzwiami wejściowymi, które notabene wyglądały na naprawdę stare i miały nawet złotą kołatkę.
Niall nacisnął klamkę, ale tak jak podejrzewaliśmy, drzwi były zamknięte.
Sięgnęłam dłonią to kołatki i zastukałam trzy razy w stare drewno. Niall spojrzał się na mnie zdziwiony.
-No co? - powiedziałam - Jeśli nikt nam nie otworzy to nikogo tam nie ma...raczej.
Chłopak pokręcił głową i nie czekając na nic wybił okno, a raczej okienko obok drzwi i otworzył je tak, że mogłam spokojnie przez nie wejść do środka. Spojrzał na mnie dość jednoznacznie, a ja tylko pokręciłam głową.
-Nie ma mowy. Nie wejdę do środka jakiegoś starego domu w środku lasu.
Popatrzyłam znów na niego i wiedziałam, że raczej nie mam innego wyjścia. Przecisnęłam się przez wąski otwór i weszłam do środka. We wnętrzu było zupełnie ciemno i z trudem dotarłam do drzwi i szybko otworzyłam je od środka, wpuszczając Nialla, który wyjął swój telefon i włączył diodę, szumnie nazywaną latarką.
W środku było pełno pajęczyn i kurzu, co uświadczyło nas w przekonaniu, że nikt od dawna tutaj nie mieszkał. Zastanawiało mnie tylko, jakim cudem taki dom ocalał w środku gęstego lasu, nieodkryty przez miejskich wandali czy bezdomnych.
-Zostań tutaj, pójdę po nasze rzeczy i zaraz wrócę - powiedział Niall i odwrócił się by wyjść.
-Ty tak na serio? - zapytałam głośnym tonem - Mam zostać sama w tym cholernie pustym, wielkim domu?!
-Meg, tu nikogo nie ma, wrócę za trzy minuty. Masz mój telefon, możesz rozejrzeć się tutaj, tylko się nie zgub - podał mi swój telefon i poszedł w stronę samochodu.
W tej chwili przypomniały mi się wszystkie horrory, które oglądałam w życiu i ostanie na co miałam ochotę, to wchodzić w głąb tego domu i, jak to określił Niall, rozejrzeć się tutaj.
Poświeciłam latarką, obracając się powoli wokół własnej osi i zauważyłam, że stoję w holu, a na przeciwko mnie są schody prowadzące na górę. Kierowana ciekawością, poszłam w kierunku, który wydawał mi się miejscem, gdzie znajdę salon, a przynajmniej przestrzeń, w której można by go urządzić.
Nie pomyliłam się, po chwili znalazłam się w pomieszczeniu, które musiało dawniej być salonem, bo zauważyłam dosyć duży kominek i starą kanapę nakrytą jakąś płachtą. Postanowiłam zaczekać na Nialla, zanim cokolwiek będę tutaj ruszać.
Gdy tak stałam i próbowałam dostrzec coś ciekawego we wnętrzu, kątem oka zobaczyłam świece stojące na kominku w srebrnym świeczniku. Pomyślałam, że bardzo nam się przydadzą, więc podeszłam i wyciągnęłam po nie dłoń. W tym samym momencie coś otarło mi się o nogę, krzyknęłam głośno, a mój głos poniósł się po ogromnym wnętrzu.
Miałam już wybiec na zewnątrz, kiedy usłyszałam ciche miauczenie dobiegające z dołu. Poświeciłam diodą z telefonu i zobaczyłam, że na podłodze stoi mały kotek i wpatruje się we mnie zielonymi oczami.
-Hej, malutki - powiedziałam i kucnęłam obok niego. On wspiął się łapkami na moje uda, a ja pogłaskałam go, po czym wzięłam na ręce, wychodząc z domu na zewnątrz. Siadłam na werandzie i czekałam na Nialla, nie wypuszczając zwierzątka z rąk.
Kotek mruczał, kiedy drapałam go za uszami i wcale nie zamierzał uciekać. Musiał być oswojony i porzucony przez kogoś.
Po kilku minutach zobaczyłam zmierzającego w moją stronę Nialla.
-Co to? - zapytał, kiedy podszedł bliżej i zobaczył kotka leżącego na moich udach.
-Nie widzisz? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Oh, nieważne - odparł i wszedł do środka, stawiając nasze torby na okurzonej posadzce.
-Masz zapalniczkę? Widziałam w salonie świecznik.
Niall skinął głową i poszedł w stronę, którą mu pokazałam. Po chwili dostrzegłam nikłe światło i poszłam w tamtą stronę.
-Trzymaj - Niall podał mi jedną świecę - Musimy sprawdzić, co jest na górze.
Położyłam kotka na ziemi, a on zwinął się i posłusznie postanowił na nas poczekać. Po przeszukaniu góry domu upewniliśmy się, że nikogo tam nie ma, ale znaleźliśmy kilka koców i jakieś poduszki, co naprawdę nam się przydało.
Ku mojemu szczęściu po drodze zgarnęliśmy też jakąś starą miotłę ze składzika, więc mogłam zamieść w salonie, chociaż kurz i tak wzniósł się w górę, a jego drobinki krążyły po wielkim pomieszczeniu. Niall w tym samym czasie poszedł po drewno, które widzieliśmy na tyłach domu i wrzucił je do kominka, podpalając i dodatkowo oświetlając i ogrzewając całe pomieszczenie.
-Wciąż nie wierzę, że to robimy. Powiedzmy, że nie do końca tak wyobrażałam sobie moje życie w wieku dziewiętnastu lat.
-Nie masz jeszcze dziewiętnastu lat - poprawił mnie Niall.
-Oj dobra, prawie dziewiętnaście - zbagatelizowałam to.
Leżałam pod kocem przy palącym się ogniu i patrzyłam na Nialla opartego o kanapę, którą przysunęliśmy bliżej kominka.
Chłopak trzymał na kolanach gitarę, bo ją również znaleźliśmy na górze w którymś z pokoi i co chwilę szarpał struny, dostrajając ją.
Przypomniało mi się, że kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy również grał. Wspomnienie tego letniego poranka wywołało znane mi ciepłe uczucie w klatce piersiowej.
-I drive all night to keep her warm and time is frozen - zanucił Niall, a ja nie sądziłam, że ma taki piękny głos. To znaczy, czasami zdarzało mu się coś zanucić, ale teraz, pośród tych pustych ścian, jego głos brzmiał jakby wydobywał się ze strun głosowych anioła. Naprawdę, nie przesadzałam.
-Nigdy nie słyszałam tej piosenki - powiedziałam.
-Nie mogłaś jej słyszeć, bo dopiero co ją wymyśliłem.
Chłopak odłożył instrument na bok i ułożył się obok mnie, obejmując mnie ramieniem i mocno przytulając. Podniósł się jeszcze na chwilę i zdjął swoją koszulkę.
Odwróciłam się w jego stronę.
-Zwariowałeś? - zapytałam - Będzie ci zimno.
-Przy tobie nigdy nie będzie mi zimno.
-Idiota - mruknęłam.
Niall znów przysunął się bliżej i niemalże mogłam czuć jego ciało przez dzielący nas materiał mojej bluzy.
Zaczął powoli całować moją szyję, raz po raz mocniej ściskając punkty na niej, jednak nie robił tego na tyle mocno, żeby zostawić na mojej skórze ciemnoróżowe ślady.
-Coś mówiłaś? - zapytał, nie przestając muskać mojej skóry
-Nie masz już takiej wielkiej ochoty, by zrobić mi malinkę? - zapytałam.
-Nie mam po co. Nie muszę już nikomu udowadniać, że jesteś moja. Wystarczy mi, że sam to wiem.
Objął mnie, a ja przycisnęłam jego ramię do mojej klatki piersiowej i nie zamierzałam go puścić. Nigdy.
Znowu poczułam to paradoksalne uczucie, które wywoływało we mnie sprzeczne uczucia. Z każdej strony otaczało nas niebezpieczeństwo, a ja czułam się bezpiecznie. Nieważne, gdzie byłam, ważne, że tuż obok był Niall, który stawał się pewnego rodzaju barierą ochronną odgradzającą mnie od wszystkiego, co złe.
Jest tak, jakby wszystko, co wcześniej ceniłam i kochałam w życiu, teraz już nic dla mnie nie znaczyło, liczyły się tylko pojedyncze chwile.
Na karku czułam ciepły i równy oddech Nialla, kiedy oboje cholernie zmęczeni powoli zasypialiśmy. Ostatnio sen był moją jedyną odskocznią od wszystkich problemów.
Kiedy śpisz, nie musisz nic musieć.
Wystarczy po prostu zamknąć oczy.











niedziela, 20 października 2013

Rozdział 31

Leżałam pośród miękkiej pościeli, słuchając, jak w pomieszczeniu obok leci strumieniem woda z prysznica. Zamknęłam jeszcze na chwilę oczy, wyobrażając sobie, jak pojedyncze krople wody spływają po nagim torsie Nialla, delikatnie rozluźniając jego mięśnie.
Kąciki moich ust uniosły się na samą myśl, szczególnie po tym, co stało się wcześniej. Byłam szczęśliwa, chociaż wiedziałam, że to uczucie nie potrwa długo. Przyzwyczaiłam się, że jak dobrze by nie było, to zawsze wszystko prędzej czy później się spieprzy.
Nie miałabym nic przeciwko, by tak zaczynać każdy dzień. Szkoda tylko, że nie mogliśmy być we własnym domu, leżeć w łóżku, które sami wybraliśmy, pośród pościeli, która pachnie naszym ulubionym zapachem. Dałabym wiele za to, żeby moje życie mogło wyglądać normalnie.
Ostatnimi dniami coraz częściej rozważałam to, co mogłoby się wydarzyć, gdybym nie spotkała Nialla.
Ciągle nie potrafiłam uświadomić sobie, jak bardzo zmieniło się moje życie w tak krótkim czasie i kiedy to wszystko się wydarzyło. Ktoś mógłby powiedzieć, że Niall zniszczył moje życie, ale to nieprawda. Oczywiście, stało się ono o wiele trudniejsze niż wcześniej, ale jeszcze nigdy nie czułam, że jest tak pełne. Może to właśnie tej trudności potrzebowałam, żeby je dopełnić.
Wróciłam do wyobrażania sobie wody spływającej po ciele Nialla, bo było to o wiele milsze zajęcie niż rozmyślanie nad moją przeszłością, teraźniejszością i przyszłością.
Moje myśli jednak szybko uciekły w zupełnie innym kierunku i znów zobaczyłam tamten wieczór, siebie łapiącą za broń i oddającą strzał...
Ugh. Wyglądało na to, że chyba nigdy nie uwolnię się od tego wspomnienia. Widocznie to musiała być moja kara i wcale na to nie narzekałam. Taka jest kolej rzeczy, zrobiłam coś okropnego, zrobiłam najstraszniejszą rzecz, jaką można zrobić w stosunku do drugiego człowieka, więc moje poczucie sumienia zamierzało mnie wykończyć psychicznie. Miałam jednak nadzieję, że dam radę to jakoś wyciszyć.
Podobno czas leczy rany. Jeśli to prawda, to pozostawało mi tylko czekać.
Przekręciłam się na bok z zamiarem wyjścia z łóżka, ale zupełnie nie miałam siły. Nic mnie jakoś szczególnie nie bolało, bo przecież nie był to mój pierwszy raz, ale czułam się trochę nieswojo i byłam po prostu zmęczona.
Najchętniej zostałabym tutaj cały dzień, chociaż pewnie i tak nie wyszłabym z motelu, bo najzwyczajniej w świecie nie było gdzie pójść. Czasami tylko wychodziliśmy z Niallem późnym wieczorem pochodzić po lesie, bo mogliśmy wyjść niezauważenie przez okno, a las był poprzecinany szlakami, więc nie było mowy o zgubieniu się.
Zwlokłam się powoli z łóżka i otworzyłam okno, by wpuścić do środka świeże powietrze.
Poruszałam głową w obie strony, żeby rozprostować zesztywniały kark. Niall wciąż był w łazience, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Okazało się, że to jak zwykle nasze śniadanie i jak zwykle poleciłam zostawić je przed drzwiami.
Odczekałam kilka minut, aż kroki pracownicy się oddaliły i otworzyłam drzwi widząc na wycieraczce tacę z jedzeniem.
Poniosłam ją i ostrożnie przeniosłam do środka, stawiając ją na stoliku między dwoma fotelami.
Miałam już zacząć jeść, kiedy pod jednym talerzem zauważyłam białą kopertę.
Zdziwiona odłożyłam bułkę z powrotem do koszyczka na pieczywo i delikatnie wyciągnęłam kopertę, otwierając ją pospiesznie.
Opadłam na fotel i zaczęłam czytać to, co znalazłam we wnętrzu koperty.
W środku była krótka notka o tym, że jeśli nie zapłacimy kosztów pobytu za ten tydzień i zaliczki za następny, nie możemy dłużej tu zostać. Co więcej był też dopisek, iż jest to drugie powiadomienie i obsługa motelu nie chciałaby być zmuszona, by przekazywać trzecie.
Zawsze to Niall zabierał tacę ze śniadaniem, więc musiał wiedzieć o pierwszym ponagleniu i zupełnie to przede mną zataić.
-Coś się stało kocie? - zapytał chłopak, wchodząc do pokoju, widziałam, że był naprawdę w dobrym humorze, co ostatnio nie zdarzało się dosyć często.
Miał na sobie tylko luźne szare spodenki dresowe, które opinały mu się na biodrach...Potrząsnęłam głową i przeniosłam wzrok na jego twarz, byłam na niego wściekła, a widok Nialla stojącego przede mną w samych spodenkach i jeszcze wilgotnym torsem naprawdę mi nie pomagał.
-Wiedziałeś o tym, prawda? - podniosłam do góry dłoń, w której ściskałam notkę od obsługi motelu - Niall, powinniśmy razem coś wymyślić, przecież musi być jakiś sposób na zdobycie pieniędzy...
-Już to załatwiłem - powiedział, przerywając mi.
-Załatwiłeś? Jak to załatwiłeś? - nie miałam pojęcia co mam przez to rozumieć.
Wstałam z fotela i podeszłam do Nialla.
-Niall, odpowiedz mi - poprosiłam, chociaż brzmiało to bardziej jak rozkaz.
-To nie jest takie proste...
-Myślę, że to jest bardzo proste - nie zamierzałam się tak łatwo poddać.
Niall westchnął, wciągnął bluzę przez głowę i otworzył drzwi z zamiarem wyjścia z pokoju.
-Zaraz wracam - powiedział.
Nie miałam pojęcia co zrobił, ale czułam, że to nie przyniesie nam niczego dobrego.
Po chwili wrócił niosąc w ręku torbę. Położył ją na łóżku i otworzył, rozsuwając powoli suwak, w międzyczasie jeszcze spoglądając na mnie z niepokojem.
Skrzyżowałam ręce i zacisnęłam usta bo dobrze wiedziałam, co jest w środku, a kiedy Niall pokazał mi zawartość torby, moje przypuszczenia tylko się potwierdziły.
-Skąd masz te pieniądze? - zapytałam, wiedząc, że raczej ich nie zarobił.
-Naprawdę chcesz znać odpowiedź? - odpowiedział mi pytaniem na pytanie, nawet nie zdając sobie sprawy jak mnie to zirytowało.
-Nie wiem czy chcę, nie wiem, czy mi się ona spodoba, ale muszę.
-Pojechałem wczoraj na stację benzynową...Był tam taki młody chłopak, chyba pracował dopiero trzeci dzień z kolei, nie pamiętam...Wyciągnąłem pistolet...
-Słucham?! - prawie krzyknęłam.
-Spokojnie, był nienaładowany.
-Nie obchodzi mnie to - odparłam - Sam fakt, że wziąłeś ze sobą broń mnie przeraża.
-Mamy pieniądze - powiedział stanowczo, patrząc się prosto na mnie.
Miałam ochotę mu przywalić w twarz.
-Równie dobrze mogliśmy uciec z motelu nie płacąc, wyszłoby na to samo.
Prawda była taka, że czegokolwiek byśmy nie zrobili, byłoby źle. Myślę, że Niall też o tym wiedział i wszystko zaczynało mu się już mieszać w głowie, dlatego zrobił to, co uznał za najbardziej odpowiednie, jednak to go nie usprawiedliwiało i nadal byłam na niego wściekła.
-Muszę się przejść - powiedziałam, zakładając na siebie pospiesznie bluzę i wkładając trampki.
-Gdzie ty... - Niall nie zdążył dokończyć, bo zatrzasnęłam za sobą drzwi.
-Nie idź za mną - rzuciłam jeszcze na odchodne.
Ruszyłam szybko w stronę lasu za motelem, nakładając na głowę kaptur i wkładając ręce do kieszeni.
Szłam po dróżce, po której zwykle spacerowaliśmy z Niallem. Tym razem wydawała mi się jakaś taka bardziej jałowa, a drzewa wokół blade i jakby zupełnie martwe. Wiatr przeganiał liście po ziemi, sprawiając, że co chwilę obijały się o moje nogi.
W końcu po kilku minutach szybkiego marszu zatrzymałam się i podniosłam głowę do góry. Widok koron drzew i chmur na niebie naprawdę mnie wyciszył i w jakiś sposób uspokoił.
Wciągnęłam głęboko powietrze i miałam już wrócić, kiedy jakaś silna ręka złapała mnie za ramię i szarpnęła mocno, przyciągając do siebie.
-Miło mi cię poznać, Meg - usłyszałam za sobą głos osoby, która trzymała mnie mocno i chyba nie zamierzała puścić.




Wiedziałem, że zrobiłem źle, nie mówiąc Meg o tym, że ukradłem pieniądze ze stacji benzynowej i ponagleniu otrzymanym od kierownictwa motelu, ale kiedy chciałem jej o tym powiedzieć, sprawy potoczyły się tak szybko...Samo wspomnienie dzisiejszego poranka sprawiło, że mimo wszystko się uśmiechnąłem.
Wyciągnąłem jeden plik pieniędzy i odliczyłem odpowiednią kwotę. Zamknąłem drzwi pokoju na klucz i skierowałem się w stronę recepcji. Wchodząc do środka zauważyłem, że o dziwo nie ma tam nikogo. Popularność motelu naprawdę była nam na rękę, im mniej osób się tu kręciło, tym lepiej.
Nie chciałem ryzykować dzwonienia dzwonkiem i wezwania jakiejś osoby, która przejęłaby ode mnie pieniądze, więc tylko sięgnąłem ręką do półki po prawej stronie i włożyłem plik pieniędzy do przegródki z numerem naszego pokoju. Byłem pewien, że domyślą się o co chodzi. Przynajmniej w taki sposób mogłem udawać, że jestem przykładnym obywatelem załatwiającym swoje sprawy do końca.
Miałem wrócić do środka i poczekać w pokoju na Meg, kiedy złość już jej przejdzie, ale coś tknęło mnie, że może jednak warto by było za nią pójść i przeprosić. Tak naprawdę to cholernie się o nią bałem i gdybym mógł, to nie wypuszczałbym jej na zewnątrz, bo miałem wrażenie, że gdziekolwiek by nie poszła, czekało tam na nią tylko i wyłącznie niebezpieczeństwo.
Pomyślałem, że zapewne obrała tę samą trasę, którą chodziliśmy praktycznie codziennie wieczorami podczas pobytu tutaj i ruszyłem, wchodząc coraz dalej w las.
To, co zobaczyłem kilka chwil później, sprawiło, że poczułem, jakby na chwilę stanęło mi serce.




-Kim jesteś? - zapytałam, chociaż miałam wrażenie, że dobrze znam odpowiedź.
-Nie domyślasz się? - nie widziałam jego twarzy, ale wiedziałam, że pojawił się na niej złośliwy uśmiech.
-Jake - syknęłam.
-No i w ten sposób przebrnęliśmy przez tą jakże niezręczną część poznawania się - powiedział.
-Nie mam zamiaru cię poznawać - odparłam i dodałam stanowczo - Puść mnie.
-Oh kotku, wydaje mi się, że nie masz zbytnio wyboru - nienawidziłam go z minuty na minutę coraz bardziej.
-Skoro chcesz mnie zabić, to czemu nie zrobiłeś tego do tej pory? - zapytałam.
-Kto powiedział, że chcę cię zabić? - był zdziwiony, chociaż wydawało mi się, że każda jego wypowiedź nasączona jest sarkazmem wypływającym z jego okropnych ust.
-Zabrałeś nam wszystko, czego jeszcze chcesz? - próbowałam grać na zwłokę, nie miałam pojęcia co planuje ten psychopata.
-Chcę się tylko z wami pobawić - powiedział cicho, przybliżając swoją twarz do mojego policzka.
Był okropny, chciało mi się wymiotować, kiedy czułam jego dotyk na mojej skórze.
Próbowałam się wyrwać, ale to sprawiło jedynie, że przytrzymywał mnie jeszcze mocniej.
-Nie uciekniesz teraz - warknął.
Starałam się krzyknąć, ale on zakrył mi usta dłonią, drugą zaciskając mocniej na mojej szyi.
-Niczego nie próbuj, bo wystarczy jeden ruch i jestem gotów skręcić ci kark - po tych słowach jeszcze mocniej ścisnął moją szyję, sprawiając, że coraz trudniej było mi oddychać.
Nagle usłyszałam, jak ktoś szybko podchodzi nas od tyłu i uderza Jake'a w głowę.
Jego uścisk rozluźnił się w tym samym momencie, a on sam opadł bezwładnie na ziemię.
Niall stał za mną trzymając w ręce sporą gałąź, którą przed chwilą obezwładnił Jake'a.
-Niall! - krzyknęłam ze łzami w oczach, rzucając się na niego, a on złapał mnie mocno i przytulił, jakby nigdy już nie chciał mnie wypuścić.
-Meg, szybko - powiedział i wyciągnął dłoń w moją stronę, ciągnąc mnie za sobą z powrotem do motelu. W krótkim czasie znaleźliśmy się z powrotem w naszym pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Oboje oddychaliśmy ciężko i trudno nam było łapać kolejne oddechy.
Spojrzałam na Nialla, szukając w jego oczach jakiegoś planu, tego, co zamierzaliśmy zrobić teraz.
-Zostawiłem pieniądze w recepcji - powiedział szybko Niall - Musimy zebrać szybko wszystkie nasze rzeczy.
Bez słowa rzuciłam się do łazienki, zgarniając nasze kosmetyczki, wszystkie luźne buteleczki i szczoteczki do zębów, które stał tam osobno. Wrzuciłam wszystko do dwóch torebek i zasunęłam ich suwaki, wychodząc z łazienki. Niall w tym samym czasie wyciągał ubrania, które postanowiliśmy powiesić w szafie. Rzuciłam kosmetyczki obok naszych toreb i rzuciłam się, by pozbierać pojedyncze ciuchy, które leżały na podłodze. Były tam chociażby moje spodnie i koszulka Nialla, którą rano tak łatwo zdjęłam z jego torsu.
Niall wcisnął wszystko do naszych toreb i rozejrzał się po pokoju. Ja zrobiłam to samo, sprawdzając ostatni raz łazienkę i zaglądając pod łóżko, skąd wyjęłam jeszcze ładowarkę do telefonu.
Miałam już podnieść jedną z toreb, kiedy Niall złapał mnie za rękę.
Zamknął moje dłonie w swoich i spojrzał na mnie swoimi błękitnymi tęczówkami. Do moich oczu napływały łzy, ale starałam się ze wszelkich sił to kontrolować.
-Nie możemy tu zostać - szepnął.
-Wiem - odparłam smutno.
-Przepraszam, to moja wina, gdybym cię nie zdenerwował... -spuścił wzrok, a ja widziałam, że był zły na siebie, chociaż ja już nie miałam mu nic do zarzucenia. Może to wszystko wyszło na dobre, dzięki temu wiedzieliśmy, że Jake podąża za nami i jest w pobliżu.
Uniosłam brodę Nialla i uśmiechnęłam się, próbując jakoś dodać mu otuchy, ale tak naprawdę dodać też otuchy samej sobie.
-Damy sobie radę - powiedziałam pewnie - Zawsze dajemy radę.
-Nie musiałabyś tego robić, gdyby nie ja. Spieprzyłem ci życie. Byłabyś szczęśliwsza beze mnie - Niall odwrócił wzrok, jakby nie mógł spojrzeć w moje oczy, bo widział tam swoje odbicie, a nie mógł patrzeć się właśnie na nie.
-Spójrz na mnie - poprosiłam.
Posłusznie z powrotem wbił we mnie wzrok. Jego oczy idealnie mnie uspokajały i naprawdę miałam wrażenie, że damy radę.
-Nie byłabym szczęśliwsza. Może wydawałoby mi się, że to szczęście, ale byłoby to tylko złudzeniem - zaczęłam - Bez ciebie nie byłabym szczęśliwsza. Niall, bez ciebie w ogóle by mnie nie było, rozumiesz?
Pokręcił głową.
-Nigdy cię nie zrozumiem - powiedział.
-Nie musisz - odparłam.
-Gdybym był na twoim miejscu czułbym do siebie wstręt po tym wszystkim, co zrobiłem w stosunku do ciebie - znowu popadał w stan, kiedy chciał przepraszać mnie za wszystko, co się wydarzyło.
-Nie wybieramy uczuć, które nami kierują. A mną kieruje uczucie, które jest cholernie silne i nie zamierzam w żaden sposób się go pozbywać, bo teraz to jedyna rzecz, która trzyma mnie przy życiu i dzięki której chcę ruszyć dalej. Myślę, że tam w głębi - dotknęłam jego piersi - Czujesz to samo i nie możesz się przed tym bronić. Pamiętasz, co mi kiedyś powiedziałeś? Boisz się zakochać. Teraz to nie ja się przed tym bronię. Odrzucasz to uczucie, bo masz wrażenie, że mnie nim niszczysz. Nie niszczysz mnie, wręcz przeciwnie. Niall, ty mnie ratujesz. Każdego dnia, w każdej minucie, w każdej sekundzie.
Przyciągnęłam go pewnie, ale delikatnie za kark i złączyłam nasze usta w pocałunku, który chłopak odwzajemnił natychmiast. Jego miękkie wargi wpasowujące się idealnie w moje, moment, w którym zapominałam o wszystkim, co nas otacza.
-Chodźmy - powiedziałam.
Chłopak podniósł dwie torby, ja wzięłam w dłoń pasek trzeciej. Niall obejrzał się za siebie i rzucił na łóżko klucz do pokoju.
-Obyś miał szczęśliwszych lokatorów w przyszłości - powiedział i zamknął za nami drzwi, a ja poczułam się, jakbyśmy zamykali nie drzwi, a kolejny rozdział naszego życia.
Podeszliśmy do samochodu i oboje wsiedliśmy pospiesznie do środka.
Niall spojrzał na mnie, a ja tylko skinęłam głową, nie wiedząc właściwie dlaczego wykonałam właśnie taki gest.
Chłopak nacisnął pedał gazu i wyjechał na drogę, zostawiając motel w tyle.
Znowu uciekaliśmy i szczerze mówiąc, to nie przejmowałam się tym. Nieważne, gdzie i jak daleko mieliśmy zajechać, byłam z osobą, która znaczyła dla mnie więcej niż ktokolwiek inny. Spojrzałam na Nialla, który swoimi dłońmi obejmował mocno kierownicę i obejrzałam się za siebie, odsuwając przegrodę dzielącą kabinę pick-up'a od drugiej części samochodu. Wsunęłam najpierw głowę i tułów, a potem przytrzymując się rękoma wyszłam na tylną platformę i stanęłam opierając się rękoma o dach auta. Powoli rozłożyłam ręce i zamknęłam oczy rozkoszując się podmuchami wiatru, które rozbijały się o moje ciało, kiedy mknęliśmy ciemną drogą gdzieś, gdzie miało być nam lepiej.
-Meg, złaź stamtąd! - krzyknął Niall.
Nie odpowiedziałam mu, bo jego głos dochodził do mnie jak zza ściany zrobionej z grubego szkła.
-Meg, ja nie żartuję! - powtórzył, ale w jego głosie wyczuwałam raczej rozbawienie, a nie złość.
Uśmiechnęłam się szeroko i otworzyłam oczy, ciągle trzymając moje ramiona rozłożone.
W życiu rzadko kiedy dostajemy to, czego najbardziej pragniemy. Czasem jednak więcej szczęścia i satysfakcji dają nam rzeczy, których nie oczekiwaliśmy. Te zaskakujące chwile, które nadają naszemu życiu rytm.
Mogliśmy zrobić wszystko. Mogliśmy nie zrobić nic.
Zależało to tylko od nas.













__________________________________
Mam małą nadzieję, że zarówno nowy rozdział jak i nowy wygląd bloga Wam się spodobał.
Korzystając z okazji, jeśli macie Instagramy i chcecie zobaczyć jak wygląda osoba, która pisze Hungera (uprzedzam, możecie mieć koszmary, serio), to zapraszam do obserwowania mnie: megically