sobota, 30 listopada 2013

Rozdział 34
Dzień, który zmienił wszystko

Obudziłam się, nie mając świadomości, że dzień, który właśnie się zaczynał miał znaczyć o wiele więcej niż wszystkie, które przeżyłam do tej pory.
Dzisiaj wszystko miało się nieodwracalnie zmienić i nie było nic, co mogło mnie przed tym ochronić. Co mogło nas przed tym ochronić dodałam w myślach, spoglądając na Nialla, który spał obok mnie z rozchylonymi wargami przez które co chwilę uciekały kolejne płytkie oddechy. 
Był to jeden z momentów, które za wszelką cenę chciałam zatrzymać w czasie. Tak bardzo żałowałam, że mogę zamknąć nas w szklanej kuli, takiej, jaką ludzie kupują w czasie świąt, którą można postrząsać i sprawiać, że w środku pada śnieg. Tylko u nas nie miało padać, wręcz przeciwnie, chciałabym stworzyć przestrzeń, która ochroniłaby nas przed całym złem, które otaczało nas z każdej strony. Jak nieprzepuszczalna kopuła, odporna na kule, bomby, ale też na wszelkie złe emocje, który mogły nam w jakikolwiek zaszkodzić i zepsuć panującą tam atmosferę. 
Niall przekręcił się gwałtownie i wyrwał mnie z moich rozmyślań. Potrząsnął głową i zakrył twarz ręką, wtulając się głębiej w poduszkę. 
Tak często chciałam móc zajrzeć do jego głowy, żeby wiedzieć o czym myśli, co sądzi. Mimo wszystko, wciąż był dla mnie zagadką i miałam wrażenie, że nigdy nie będę miała możliwości poznać go do końca. Prawdopodobnie śnił mu się jakiś koszmar, ale nie wiedziałam tego na pewno.
Uważałam, że koszmary nie powinny śnić się ludziom, którzy przeżywają je na jawie. Przynajmniej we śnie powinniśmy móc odpocząć od rzeczywistości, która tak cholernie przytłacza nas każdego kolejnego dnia. Niallowi należał się sen, dobry sen, dzięki któremu mógłby przez kilka godzin odpocząć od tego, z czym zmagaliśmy się w ostatnich dniach. Przekręciłam się na bok i podparłam głowę, wpatrując się w Nialla. Jego ciało spokojnie wznosiło się i opadało, kiedy brał kolejne oddechy. W końcu zauważyłam kropelki potu na jego skórze, co było dość dziwne, bo w pomieszczeniu panował chłód, ale stwierdziłam, że to musi mieć związek z tym, co właśnie działo się pod powiekami Nialla, z obrazami, które zostały wyświetlone mu w trakcie snu.
Chłopak zaczął wiercić się intensywniej, aż w końcu poderwał się, otwierając gwałtownie oczy i pochylił się do przodu, opierając dłoń tuż obok mojego brzucha.
-Wszystko w porządku? - zapytałam, podnosząc się i obejmując jego ramię moją ręką.
-Uhm, po prostu zły sen - odparł Niall, kciukiem i palcem wskazującym pocierając swoje zamknięte powieki, jakby chciał pozbyć się resztek tego, co przed chwilą zobaczył.
-Hmm? - mruknęłam, unosząc jedną brew.
Wiedziałam, że przyśniło mu się coś złego i nie wydawało mi się, żeby szybko miał o tym zapomnieć.
-Naprawdę, nic takiego - próbował zbagatelizować całą sytuację i już odkrywał swoją część kołdry, by wyjść z naszego prowizorycznego łóżka, kiedy pociągnęłam go za rękę i sprawiłam, by z powrotem na mnie spojrzał.
Ujęłam jego twarz w obie dłonie i popatrzyłam w jego niebieskie oczy. Próbowałam spojrzeć w nie tak głęboko, żeby aż przeniknąć do środka głowy Nialla, za wszelką cenę chciałam dowiedzieć się, o czym tak bardzo nie chce mi powiedzieć.
W jego tęczówkach było coś, co mnie zaniepokoiło. Były jak morze, które w jednej chwili z lazurowego koloru zamienia się w szarość, kiedy sztorm uderza gwałtownie, wywołując wysokie fale. To wszystko widziałam w jego oczach, cały chaos, wszystkie myśli kłębiące się w jego głowie były odzwierciedlane przez dwoje błękitnych oczu.
-Powiedz mi - poprosiłam, chociaż ton mojego głosu przypominał raczej żądanie.
-Śniła mi się...powódź, powódź i dużo ptaków, a wiesz, że ich nie lubię - wiedziałam, że to wymyślił, ale mimo wszystko nie drążyłam już dalej tematu.
-Wiesz, że możesz powiedzieć mi wszystko, zawsze? - wyjaśniłam.
-Wiem. Czasami po prostu pewnych rzeczy lepiej nie wiedzieć, przynajmniej ty będziesz spać tej nocy spokojnie.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak bardzo się mylił. I jednocześnie, jak bardzo miał rację.
Po tym, jak wypowiedział te słowa spojrzał na mnie, ale nie tak, jak zwykł się na mnie patrzeć każdego dnia. Tym razem zobaczyłam coś, co mnie zaniepokoiło, a z drugiej strony...cholernie zaintrygowało. Wyglądał, jakby był w stanie ochronić mnie przez kulą, zasłaniając mnie swoim ciałem, albo skoczyć w ogień, by mnie z niego wyciągnąć. W jego oczach widziałam determinację, determinację warunkowaną tym, żeby mnie chronić. Zaczynałam naprawdę bać się tego, co Niall zobaczył w swoim śnie. Zazwyczaj nie wierzyłam w takie bzdury, ale po tym, co wydarzyło się ostatnio, wszystkie moje przekonania i zasady, którymi się do tej pory kierowałam, poszły się najzwyczajniej w świecie jebać.
-Jestem tutaj, okej? Gdybyś chciał jednak... - zaczęłam, ale Niall szybko mi przerwał.
-Wiem.
Zaczął gryźć paznokieć środkowego palca, jak zawsze, kiedy był zdenerwowany. Wiedziałam, że próbował się od tego odzwyczaić, ale to już było w nim, złe przyzwyczajenie, którego za nic w świecie nie można się pozbyć. Każdy z nas ma coś takiego w sobie, część, którą odpychamy wszelkimi siłami, ale ona i tak do nas wraca.
W tej chwili coś zaczęło poruszać się pod kołdrą między nami. Niall spojrzał na przemieszczający się mały obiekt i po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech, kiedy zobaczył głowę kotka wystająca spod płachty materiału.
-Nazwałaś go jakoś? - zapytał, a ja wiedziałam, że próbuje wykorzystać ten moment, by zmienić temat.
-Nie, nie jestem w tym dobra - odparłam krótko, biorąc puszystą miauczącą kulkę na ręce.
Chłopak popatrzył się na kotka wzrokiem, który był mi zupełnie obcy. Jakby patrzył na niego, ale widział zupełnie coś innego, coś z przeszłości, jakąś scenę zapisaną w jego głowie. Po chwili kazało się, że miałam rację.
-Matka lubiła koty - powiedział rozmarzonym głosem, po chwili jednak otrząsając się z zamyślenia.
Zdałam sobie z czegoś sprawę i postanowiłam spróbować coś od niego wyciągnąć.
-Nie sądzisz, że to chyba odpowiedni czas, żeby mi opowiedzieć o twoich rodzicach? - zapytałam.
-Nie ma o czym mówić - odparł, ale ja nie zamierzałam się poddawać.
Wypuściłam kota z rąk i jedną dłonią dotknęłam policzka Nialla, sprawiając, by znów na mnie spojrzał.
-Meg... - szepnął błagalnie - To długa historia.
-Jak każda - powiedziałam - Ale jeśli coś, co mamy, to jest to czas.
Oh, cóż za paradoks. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak mało go mamy.
-Opowiedz mi - poprosiłam, chwytając go za rękę i gładząc kciukiem zewnętrzną stronę jego dłoni.
-Nie wiem dlaczego tak bardzo ci na tym zależy, ale OK - wiedziałam, że wygrałam.
-Miałem normalną rodzinę, w sumie byłem trochę rozpieszczony. Nie doceniałem tego, co miałem, teraz z perspektywy czasu widzę, jak głupi byłem - zaczął Niall, patrząc się na mnie, jakby się czegoś bał.
-Nie mam zamiaru cię oceniać, sam wiesz, że nie byłam jakimś przykładem i też robiłam głupie rzeczy - zapewniłam go.
-Miałem wszystko. Pieniądze, popularność, wtedy mogłem zrobić wiele i mogło mi to ujść na sucho z powodu mojego pochodzenia. Rodzice byli szanowani, bo miasto było małe, a oni mieli pieniądze. Fundowali wiele rzeczy, co dało mi pewnego rodzaju nietykalność. Szukałem jednak innych możliwości, żeby w jakiś sposób żyć inaczej niż oni. Za wszelką cenę poszukiwałem jakichś uczuć, czyli jedynej rzeczy, jakiej nie mogli mi kupić. I znalazłem uczucia, jednak okazało się, że skręciłem nie w tę ścieżkę, w którą powinienem. Wkroczyłem w świat, gdzie wyznacznikiem tego, jak fajny jesteś było to, ile piw wypijasz na jednej imprezie i ilu rodzajów narkotyków już spróbowałeś. Zacząłem się w to wkręcać, miałem pieniądze, więc niedługo potem zacząłem dealować. Tak poznałem Trevora, ale nie o tym...Rodzice się dowiedzieli, miasto, w którym mieszkałem nie było duże, ale małe na tyle, że łatwo było zdobywać informacje o tym, co się dzieje.
-Co zrobili? - nie sądziłam, że przeszłość Nialla tak wyglądała.
-To, co każdy by zrobił - powiedział z cynicznym uśmiechem - Dali mi szlaban. Tylko dla mnie to nie była żadna kara, a oni o tym wiedzieli, dlatego zrobili coś jeszcze. Odcięli mnie od kasy. O tak, to uderzyło we mnie o wiele bardziej. Zrobiłem wtedy cholernie dużo rzeczy, których teraz żałuję. Byłem zwykłym gówniarzem, który nie potrafił docenić tego, co ma. Pewnego razu wstałem rano i ich nie było, tak po prostu. Zostawili mi pewną sumę pieniędzy i notkę, w której pisali krótko, że jadą do jakiegoś sanatorium na drugim końcu kraju.
Przerwał, a ja widziałam, że trudno mu jest o tym mówić. Teraz żałowałam, że tak bardzo naciskałam, by mi to opowiedział.
-Jeśli nie chcesz... - szepnęłam.
-Wszystko w porządku - zapewnił mnie i kontynuował - Po południu ktoś zapukał do naszych drzwi. Otworzyłem i zobaczyłem przede mną policjanta. Byłem pewny, że mnie namierzyli i mimo zdolności karty płatniczej moich rodziców, jednak mnie zamkną.
Widziałam, jak przywołuje w myślach tamte wydarzenia.
-Powiedział mi, że moi rodzice zginęli w wypadku i potrzebują mnie, bym zidentyfikował... - głos mu się załamał, a ja po prostu przyciągnęłam go do siebie i mocno przytuliłam.
Nawet kiedy wcześniej było ciężko, nigdy nie widziałam go w takim stanie. W sumie nawet nie chodziło o to, co widziałam, ale co czułam. Jakby wszystko wokół nagle zrobiło się zimniejsze.
-Nigdy się z nimi nie pożegnałem. Nawet, jeśli nie łączyła mnie z nimi jakaś szczególnie uczuciowa więź, to wiedziałem, że im na mnie zależało. A ja tak po prostu wszystko spieprzyłem. Nie wiedzieli, co było przyczyną wypadku. Oficjalnie samochód wpadł w poślizg, ale pogoda była idealna, a ojciec nie był pijany, to wiedziałem na pewno. Czasami myślałem, że oni to zaplanowali, specjalnie wjechali w to drzewo, bo nie chcieli już żyć z kimś takim jak ja.
-Przestań - powiedziałam stanowczo.
-To cała historia - szepnął Niall, odchrząkając, jakby pozbywał się właśnie wspomnień, które przed chwilą przytoczył, chowając je znów gdzieś głęboko, by powoli móc o nich zapomnieć.
Niall wstał z podłogi i naciągnął na siebie bluzę, która została wczoraj rzucona na kanapę.
Wiedziałam, że temat był skończony, a Niall w ten sposób radził sobie jakoś z tym wszystkim, po prostu starając się zapomnieć. Wcale mu się nie dziwiłam.
Chłopak nagle znieruchomiał i spojrzał na mnie przestraszony, przykładając palec wskazujący do swoich ust, dając mi tym samym do zrozumienia, że mam być cicho.
Po chwili usłyszałam skrzypienie desek na werandzie i jakieś dwa męskie głosy.
Rzuciliśmy się z Niallem do drzwi, które najprawdopodobniej prowadziły do piwnicy. Weszliśmy na pierwszy schodek prowadzący w dół i zamknęliśmy za sobą drzwi.
Oboje oddychaliśmy głośno, ale próbowaliśmy to ustabilizować.
-Nienawidzę poranków - usłyszałam pierwszy głos, na szczęście mówili tak głośno, że wszystko wyraźnie z Niallem słyszeliśmy.
-Nie rozumiem po chuja kazali nam to sprawdzać - powiedział drugi.
-Paul, spójrz na to - teraz wiedziałam, jak nazywał się jeden z mężczyzn.
-Kurwa, ktoś tu sobie urządził noclegownię, myślisz, że powinniśmy to zgłosić, Gareth? - poznałam imię drugiego.
Spojrzałam na Nialla, który był tak samo zszokowany jak ja, ale za wszelką cenę staraliśmy się tego po sobie nie okazywać. Ostatnie, co mogliśmy zrobić, to wpaść w panikę.
-Nie, nie ma sensu, ten ktoś pewnie już się wyniósł, zresztą, za mało nam płacą - powiedział Gareth.
-Zapisz, że wszystko jest okej, a to zużycie ciepłej wody to tylko jakaś awaria albo pomyłka w zakładzie. Waćpanowi Hillowi powinno to wystarczyć, nigdy nie rozumiałem, po co mu ten dom, skoro i tak nikt tu nie mieszka.
Powoli ich głosy cichły, a kroki oddalały się. Kiedy usłyszeliśmy przekręcany w zamku klucz, powoli wyszliśmy z ukrycia.
-Co oni...? - zaczęłam.
-Nie mam pojęcia, podejrzewam, że dom stał nieużywany, ale nadal ma doprowadzoną ciepłą wodę, prąd i gaz. Pewnie właściciel dostał rachunek i się zdziwił, więc przysłał kogoś, by to sprawdził. Na szczęście trafili się jacyś mało obowiązkowi, możemy dziękować losowi - pomyślałam, że to całkiem logiczne wytłumaczenie całej tej sytuacji.
Rozejrzałam się po holu, wcześniej nie zauważyłam wiszącego tam na ścianie zegara. O dziwo, chodził i byłam prawie pewna, że pokazuje dobrą godzinę. Straciłam poczucie czasu, ale nie aż tak.
Nie jadłam nic od...zaburczało mi w brzuchu na samą myśl o jedzeniu. Niall zareagował od razu, podchodząc do torby, w której wcześniej jeszcze coś było, ale teraz okazało się, że jest całkowicie pusta.
-Musimy gdzieś jechać, przecież nie umrzemy z głodu - powiedział chłopak, a ja wiedziałam, że ma rację. Nie miałam tylko pojęcia w jaki sposób ma zamiar to zrobić.
-Widziałam taki mały pub, kiedy tu jechaliśmy, mignął mi neon - przypomniałam sobie nagle.
-Ubieraj się, musimy zaryzykować i mieć nadzieję, że tutaj ludzie są zbyt zajęci oglądaniem dzikich zwierząt w lasach, by włączyć telewizor.
Wiedziałam, że to mało prawdopodobne, ale jednak nie mieliśmy innego wyjścia.
Postanowiliśmy oboje, że skoro i tak właściciel pomyśli, że to jakaś awaria, to nie musieliśmy przestawać korzystać z ciepłej wody. Umycie się i ubranie zajęło mi dosłownie kilkanaście minut, bo pospieszało mnie denerwujące burczenie w brzuchu.
Wyminęłam się z Niallem w drzwiach łazienki, a przynajmniej pomieszczenia, które mogliśmy nazwać łazienką. Luksusów to tu nie było. Myłam jeszcze zęby, kiedy chłopak zniknął za drzwiami.
Po kilkunastu minutach oboje byliśmy już gotowi i wyszliśmy ostrożnie z domu, wcześniej chowając nasze rzeczy na pierwszych schodach prowadzących do piwnicy. W ten sposób nikt nie zorientowałby się, że ktokolwiek był w środku. Bez słowa zmierzaliśmy w stronę samochodu ukrytego pośród drzew. Byliśmy zmęczeni psychicznie i fizycznie, więc nie zauważyliśmy wtedy, że nie tylko my znajdowaliśmy się w pobliżu domu.



Widziałem, jak patrzy przez szybę samochodu, jakby chciała tam gdzie zobaczyć nagle wejście do innego, lepszego świata. Tak strasznie chciałbym móc jej to zapewnić, móc wysłać nas do miejsca, gdzie będziemy bezpieczni. Tymczasem zmierzaliśmy do miejsca, które nie było ani stuprocentowo bezpieczne, ani sprawdzone, jednak nie mieliśmy wyjścia.
-To tam? - upewniłem się, wskazując na migający czerwony neon.
-Mhm - przytaknęła Meg.
Skręciłem i wjechałem na piaszczysty podjazd. Bar był niewielki, otoczony z trzech stron drzewami iglastymi. Wnętrze nie zapowiadało się jakoś strasznie ciekawie, ale miałem nadzieję, że uda nam się tam niezauważenie coś zjeść i szybko się wydostać.
Wysiedliśmy z samochodu i po chwili przekraczaliśmy już próg drzwi wejściowych do lokalu. O dziwo, w środku było całkiem dużo ludzi jak na tak oddalony od jakiegokolwiek centrum miejsca.
Wnętrze było urządzone w klasycznym, barowym stylu. Zwykłe stoliki, przedzielane szerokimi siedzeniami.
Usiedliśmy przy jednym ze stolików, po czym podałem Meg kartę, którą beznamiętnie zaczęła przeglądać.
-Co dla państwa? - zapytała miło młoda kelnerka, która niespodziewanie podeszła, by nas obsłużyć.
-Poprosimy... - zacząłem i spojrzałem się pytająco na Meg.
-Hamburgery, dwa hamburgery. I duże frytki z sałatką do każdego - odpowiedziała, odkładając prowizoryczną kartę menu na bok.
Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Każdy był zajęty swoimi sprawami, co uznałem za dobry znak. Siedzieliśmy w ciszy czekając na nasze zamówienie, w tym czasie widziałem zmęczoną twarz Meg i miałem wrażenie, że nie chodzi tu tylko o to, że się nie wyspała. Ona była zmęczona całą tą sytuacją, a ja nie mogłem zrobić nic, by jej pomóc.
Po chwili zauważyłem, jak młoda dziewczyna zbliża się do nas z dwoma talerzami, które postawiła przed nami i życzyła smacznego.
Popatrzyłem na Meg i w tym samym czasie zaczęliśmy łapczywie chwytać kolejne kęsy hamburgerów. Nie zdawałem sobie wcześniej sprawy z tego, jak bardzo byłem głodny. Kończyliśmy już dojadać pojedyncze frytki, które zostały na naszych talerzach, kiedy usłyszałem urywki programu, który wyświetlany był w telewizorze nad barem.
-...wciąż poszukuje dwojga podejrzanych o morderstwo...mogą stanowić zagrożenie i przebywać w okolicy...
Spojrzałem na Meg, dając jej delikatnie do zrozumienia, że chyba powinniśmy jak najszybciej stąd wyjść. To jednak nie okazało się takie proste, jak myśleliśmy.
Podeszła do nas z uśmiechem kelnerka, która stanęła przed nami i zaczęła wypisywać rachunek.
-To okropne, co się stało, tacy ludzie nie powinni być wciąż na wolności - zaczęła komentować to, co przed chwilą usłyszeliśmy.
Odwróciła się i spojrzała na ekran, na którym właśnie wyświetlano po prawej stronie miniatury naszych zdjęć. Popatrzyła ponownie na nas i jej usta otworzyły się szeroko.
Notatnik wypadł jej z rąk, a długopis potoczył się po podłodze.
-Łapcie ich! - krzyknęła, zwracając na nas uwagę wszystkich, którzy przebywali w barze.
Bez zastanowienia wstałem od stołu, ale kelnerka zagrodziła drogę Meg. Dziewczyna zareagowała impulsywnie i mocno odepchnęła od siebie pracownicę baru, która zatoczyła się i zatoczyła się w stronę stolika z butelkami alkoholi, rozbijając je wszystkie.
Puściliśmy się biegiem do samochodu, po czym odpaliłem szybko silnik i odjechaliśmy z miejsca, które stało się początkiem końca.
Głośno oddychaliśmy, nie odzywając się ani słowem. Żadne z nas nie wiedziało, co można by powiedzieć, cała sytuacja mówiła sama za siebie.
Oboje wzdrygnęliśmy się, kiedy w mojej kieszeni odezwał się telefon. Zupełnie o nim zapomniałem.
Odebrałem połączenie i przyłożyłem go do ucha.
-Co wy odpierdalacie?! - odezwał się po drugiej stronie zdenerwowany głos Harry'ego. Tak cholernie za nim tęskniłem, za moim jedynym prawdziwym przyjacielem.
-Skąd wiesz, co się dzieje? - zapytałem zdziwiony.
-Media działają szybko - odparł.
-Kurwa - podsumowałem.
-Mieliście nie zwracać na siebie uwagi, a tymczasem robicie zamieszanie w barze? - słyszałem, jak rozczarowany jest.
-Styles, tak wyszło, przecież to nie zależało od nas. Mieliśmy umrzeć z głodu? - miałem wrażenie, że każde wyjście byłoby złe.
-Kontaktuję się z Jamesem - powiedział tylko - jeśli się dowiem czegoś konkretnego, to dam wam znać.
Rozłączyłem się z Harrym, kiedy zaparkowałem już samochód i oboje z Meg wysiedliśmy, zmierzając powoli z powrotem do domu. Musieliśmy podjąć decyzję o tym, co robimy dalej.
W połowie drogi zauważyłem, że ktoś idzie za nami. Gdy odwróciłem się i zobaczyłem kto to, warknąłem i miałem rzucić się, by mu coś zrobić, ale Meg mnie powstrzymała. Powoli zatrzymaliśmy się i poczekaliśmy, aż podejdzie bliżej.
-Kogo my tu mamy... - powiedział z cynicznym uśmiechem Jake.
-Jeśli nie chcesz mieć problemów, to wypierdalaj stąd i zapomnij o tym, że kiedykolwiek nas poznałeś - odparłem ostrym tonem.
Wszystko we mnie buzowało, miałem ochotę pobić go tak, że nie byłby w stanie już nigdy wstać.
-Horan, obawiam się, że jedynymi osobami, które będą mieć problemy, będziecie wy.
Nie wierzyłem, że może być tak bezczelny, nienawidziłem go za wszystko, co robił.
Zwrócił się w stronę Meg, patrząc na nią dziwnym wzrokiem.
-Szkoda tak ślicznej dziewczyny, ale jakoś nie dziwi mnie, że i to potrafiłeś spieprzyć Horan - powiedział i przeszedł blisko obok mnie, a ja ledwo powstrzymałem się, by się na niego nie rzucić.
-Macie czas do wieczora, chociaż podejrzewam, że nawet mniej. A i tak przy okazji, mam nadzieję, że macie zapasowe koła, bo wasze raczej do niczego już się nie nadają, po tym, jak przekułem opony - rzucił tylko i odszedł w głąb lasu, prawdopodobnie z zamiarem schowania się gdzieś, by poczekać na dalszy rozwój wydarzeń. Nie miałem pojęcia, co planuje i o co dokładnie chodziło w jego groźbach.
Objąłem Meg ramieniem i poprowadziłem do środka domu, zatrzaskując za nami drzwi.
Zacząłem krążyć po holu, mając świadomość, że nie możemy uciec, bo nie mamy zwyczajnie jak. Oczywiście, mogliśmy jakoś pozbyć się Jake'a, ale nie chciałem kolejnego problemu, zresztą to nie sprawiłoby, że inne sprawy same by się rozwiązały.
-Możemy uciekać bez żadnego pojazdu - zaczęła Meg, ale sama powiedziała to bez przekonania, więc tylko pokręciłem głową.
-Na razie zostaniemy tutaj, póki co jest bezpieczniej niż na zewnątrz.
Podszedłem do drzwi prowadzących do piwnicy i wyciągnąłem stamtąd rzeczy, które wcześniej tam zostawiliśmy. Rzuciłem je w salonie, żeby łatwiej było nam je wziąć, gdybyśmy mieli podjąć jakieś działania.
Próbowaliśmy rzucać kolejne pomysły, ale tak naprawdę nie mieliśmy żadnego planu i byliśmy tak zrezygnowani, by czegokolwiek próbować. Myślę, że byliśmy po prostu zmęczeni.
Na zewnątrz na niebie zaczęły zbierać się chmury i powoli się ściemniało.
Meg popatrzyła tęsknie w stronę okna i tylko westchnęła, opadając bezsilnie na kanapę.
Po chwili usiadłem obok niej i przekręciłem się bokiem, by móc patrzeć prosto na nią. Tak strasznie chciałem móc ją wyplątać z tego wszystkiego, wziąć całą winę na siebie, ale dobrze wiedziałem, że by mi na to nie pozwoliła.
-Przepraszam - szepnąłem, chwytając ją za dłoń.
-Przestań - powiedziała - Nie musisz mnie za nic przepraszać, nie jestem małym dzieckiem, które nie wiedziało, w co się pakuje.
-Jednak, gdyby nie ja... - zacząłem.
-Gdyby nie ty, to prawdopodobnie nigdy nie poznałabym tego, co to prawdziwa miłość. Gdyby nie ty, to nie przeżyłabym tylu cudownych chwil. Gdyby nie ty, nigdy nie mogłabym powiedzieć, że był taki moment, w którym czułam się w pełni szczęśliwa, rozumiesz? - próbowała się uśmiechnąć, ale za każdym razem kąciki jej ust mechanicznie opadały.
-Nie możesz wiedzieć tego na pewno - zaprzeczyłem.
-Nie muszę tego wiedzieć, wystarczy, że to czuję - odparła.
Objąłem ją ramieniem i przyciągnąłem do siebie. Pozostawało nam chyba tylko czekać. W głębi duszy liczyłem po cichu na to, że wszystko mogłoby się uspokoić, jakoś przycichnąć. Marzyłem o tym, żeby świat po prostu o nas zapomniał, żeby dał nam spokój. Wiedziałem, że to naiwne i głupie, ale mimo wszystko lubiłem wyobrażać sobie jak wyglądałoby nasze życie, gdyby nie to całe gówno, które nas otaczało ze wszystkich stron.
-Powiesz mi, co ci się dziś śniło? - zapytała Meg.
-Uhm...śniło mi się, że obudziłem się i poczułem taki chłód, ale był to typ chłodu spowodowany brakiem ciebie obok mnie. Odeszłaś, a ja nie wiedziałem, co mam robić - opowiedziałem.
-Nigdy bym tego nie zrobiła, przecież to wiesz, prawda? To tylko zły, nic nieznaczący sen - uspokoiła mnie.
Przyciągnąłem ją do siebie i po prostu przytuliłem, jakbym już nigdy nie chciał jej wypuścić. Jakbym mógł ją ochronić po prostu trzymając ją w ramionach, które byłyby jak wieża, jak mury otaczające zamek przed całym złem, które jest na zewnątrz. Miałem wrażenie, że wtedy, w tych konkretnych minutach, kiedy po prostu byliśmy ze sobą, byliśmy nieskończeni.
Siedzieliśmy nie odzywając się przez dłuższą chwilę, chcąc po prostu nacieszyć się tym momentem, kiedy ciszę przerwał dźwięk dzwoniącego telefonu. Nacisnąłem zieloną słuchawkę i przyłożyłem komórkę do ucha.
-Harry? - zapytałem.
-Niall, mam złe... - zaczął, ale chyba nie chciał mi mówić tego w ten sposób, bo po chwili zmienił ton i powiedział - Oni wiedzą, gdzie jesteście. Namierzyli was, musicie uciekać jak najszybciej albo się poddać. Podobno ktoś ich anonimowo poinformował o waszej lokalizacji.
-Jake - warknąłem.
-Horan... - zaczął jeszcze - żałuję, że nie mogę ci już pomóc. Naprawdę, żałuję.
Rozłączył się i uważałem, że to była cholernie dobra decyzja, obawiałem się, że rozmowa z Harrym stanowiła dla mnie za duże wyzwanie pod względem emocjonalnym. Odwróciłem się do Meg i spojrzałem wzrokiem, który mógł znaczyć tylko jedno. Znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia, po raz kolejny. Jednak tym razem mogliśmy z tego nie wybrnąć.




-Harry mówi, że policja już tu jedzie - powiedział gorączkowo Niall, rozłączając się z Harrym, chodząc w tę i z powrotem po pokoju, co chwilę gwałtownie zawracając.
Jego chodzenie doprowadzało mnie do szału, chciałam coś zrobić, ale za żadne skarby nie mogłam się skupić.
-Musimy jechać - powiedział i odwrócił się z zamiarem wyjścia, kiedy przypomniałam mu o czymś bardzo istotnym.
-Nie mamy czym jechać, Niall.
Spojrzał na mnie przestraszonym wzrokiem, kiedy uświadomił sobie, że mam rację. Jake przebił opony w naszym pick-upie, a dodatkowo krył się gdzieś za drzewami, co pewien czas oddając w naszą stronę kolejne strzały, które rozbijały okna od strony drzwi wejściowych.
W salonie na razie byliśmy bezpieczni, ale wiedziałam, że nie mogę myśleć o tym, że potrwa to wiecznie. Za każdym razem, kiedy myślałam, że już nie musimy się martwić, to życie przypominało mi, iż jest zupełnie na odwrót i robiło to w dość brutalny sposób.
-Nie możemy tu zostać, policja będzie tu za jakieś trzy minuty - ponaglił mnie Niall - Zabierz swoje rzeczy, tylko uważaj, żeby nie stawać przy oknach od strony wejścia.
Bez słowa ruszyłam w stronę, gdzie leżały nasze rzeczy i szybkim ruchem zabrałam je z podłogi. Przebiegłam z powrotem do salonu, gdzie Niall upychał koce do jednej torby. Jeśli mielibyśmy uciekać, to mogły być one nam bardzo przydatne.
Schyliłam się, by zasunąć suwak jednej z toreb, którą rzuciłam na ziemię, kiedy coś obok przykuło moją uwagę. Na panelach zaczęły tańczyć kolorowe światełka, głównie czerwone i niebieskie.
Podniosłam się powoli i stanęłam za zasłoną, delikatnie wychylając się, by zobaczyć to, co podejrzewałam, kiedy tylko spostrzegłam dziwne odblaski.
Na skraju polany stały już dwa radiowozy, a za nimi jechały kolejne dwa. Zauważyłam, jak między drzewami biegnie jeden z policjantów uzbrojonych tak, jak siły specjalne lub ktoś w tym rodzaju, nie znałam się na tym tak dobrze, ale wiedziałam, że teren został otoczony.
-Meg, czemu tak stoisz, musimy iść! - krzyknął Niall, ale w tej samej chwili zobaczył to, co widziałam ja i popatrzył na mnie tak, że nie musiał wyrażać już nic słowami.
Wiedzieliśmy, co to wszystko oznacza.
-Jest za późno, Niall - powiedziałam, spoglądając na niego, po czym odwróciłam się ponownie w stronę okna i szepnęłam - Za późno...
Jak zwykle, kiedy tylko wznosiliśmy się w górę, za chwilę boleśnie stamtąd spadaliśmy.
Obawiałam się jednak, że tym razem spadliśmy tak mocno, że mieliśmy się już nie podnieść.
Może najgorzej nie mają ci, którzy upadają z wysoka. Może to ludzie znajdujący się na samym dnie są w gorszej sytuacji.
Oni nie mają gdzie upaść.
Nie mają już nic do stracenia.









_____________________________________

Nie wyszedł taki strasznie długi, ale myślę, że jest wystarczający.
Za kilka dni możecie spodziewać się epilogu, chcę Wam dać jeszcze tę chwilę niepewności, oczekiwania na to, co ma się wydarzyć. Mam nadzieję, że się nie zawiedziecie.


sobota, 9 listopada 2013

Rozdział 33

-Niall, przestań - wymamrotałam, naciągając ciepły koc na moje ramiona, okrywając się nim całkowicie.
Czułam, jak coś dotyka moich pleców i już miałam odkręcić się, żeby powiedzieć Niallowi, że chcę jeszcze spać i ma dać mi spokój, kiedy nagle coś z moich pleców weszło na moją głowę i zeskoczyło na ziemię.
-Ugh, kot  - mruknęłam, kiedy zwierzątko zaczęło miauczeć mi nad uchem, sprawiając, że powoli rozbudzałam się głębokiego snu, na który w końcu, od dłuższego czasu mogłam sobie pozwolić. Przekręciłam się na bok i jęknęłam, bo mimo tego, że spałam na dwóch warstwach kołder, które znaleźliśmy wczoraj, to plecy nieco mnie bolały, bo zamiast położyć się wczoraj na kanapie, oboje z Niallem zasnęliśmy na podłodze.
Nie miałam ochoty otwierać oczu, bo tak długo, jak trzymałam je zamknięte, tak długo mogłam wyobrażać sobie, że wszystko na zewnątrz jest w porządku. Oczywiście w porządku nie było, było okropnie.
Jedyne co mogło mi pomóc, to myślenie o tym, jak mogłoby być, gdyby rzeczy nie spieprzyły się tak bardzo.
Niektórzy ludzie mówią, że lepiej nie marzyć, bo potem rzeczywistość potrafi nas boleśnie rozczarować i sprawić, że będziemy nią zawiedzeni.
Może coś w tym jest, może faktycznie nie powinnam rozmyślać o rzeczach, które nigdy się nie wydarzą i wszystkich okolicznościach, przez które przeszłość potoczyła się właśnie w ten, a nie inny sposób.
Czasami jednak takie marzenia to jedyny powód, by próbować mimo wszystko żyć dalej.
Jęknęłam i przekręciłam się na plecy. Nie miałam ochoty wstawać i zmierzyć się z tym, co mnie czekało. Nic już nie było przewidywalne i nawet, jeśli jakiejś części mnie się to podobało, to ta racjonalna strona ciągle przypominała mi, że powinnam zachować zdrowy rozsądek, a przynajmniej spróbować to zrobić.
Podniosłam powieki i zaczęłam wpatrywać się w jasny sufit, nieco już zszarzały. W rogu było kilka pajęczyn, najwidoczniej dom był pusty już od dłuższego czasu.
-Niall?  - odezwałam się cicho, nie chcąc mącić cichej atmosfery poranka.
Po tym, jak nie usłyszałam żadnej odpowiedzi, ponownie wypowiedziałam jego imię, ale nie przyniosło to innego skutku.
Dotknęłam ręką miejsca obok mnie, gdzie powinien leżeć Niall, a przynajmniej gdzie był, kiedy oboje zasypialiśmy. Gdy moja dłoń nie wyczuła ciepłego ciała chłopaka odwróciłam się i zorientowałam, że Nialla nie ma tam, gdzie spodziewałam się go zobaczyć.
-Niall! - krzyknęłam zdecydowanie głośniej, licząc na jakąś odpowiedź, ale jedyne, co usłyszałam, to niosące się po pustym pomieszczeniu echo.
Wyszłam spod koca i stanęłam na zimnej posadzce. Zadrżałam, a na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka.
Podeszłam do kanapy, gdzie leżała zostawiona przez Nialla bluza, którą pospiesznie naciągnęłam na siebie, bo było mi cholernie zimno.
Potarłam dłońmi o ramiona, po czym rozejrzałam się, zastanawiając się, gdzie mógł pójść chłopak i gdzie mam go szukać. W tym samym momencie kot otarł się o moją łydkę, przypominając mi o swojej obecności. Wciąż głośno miauczał, widocznie upominając się o jedzenie. Ja też byłam głodna, nawet bardzo, co chwilę burczało mi w brzuchu, żołądek sam dopominał się kolejnej dawki kalorii.
Włożyłam buty na moje gołe stopy, po czym schyliłam się i podniosłam kota z podłogi, ostrożnie przytulając go do siebie.
-I co my z tobą zrobimy malutki..  - szepnęłam, a on tylko miauknął, jakby chciał mi powiedzieć, żebym go nie puszczała.
Skierowałam się do wyjścia na korytarz, ale nie zastałam tam Nialla, więc postanowiłam sprawdzić resztę domu na parterze, a kiedy upewniłam się, że tam również nie ma chłopaka, weszłam na górę po skrzypiących schodach.
Weszłam do pierwszego pokoju po prawej, jednak nic tam nie było. To samo było za każdym razem, gdy otwierałam kolejne drzwi do pomieszczeń.
Zeszłam na dół, otworzyłam drzwi wejściowe i uderzyło we mnie świeże, rześkie leśne powietrze, które głęboko wciągnęłam do płuc. Zdecydowanym krokiem zaczęłam poruszać się w stronę, gdzie zostawiliśmy wczoraj samochód. Pomyślałam, że to jest prawdopodobnie miejsce, gdzie w końcu znajdę Nialla. Po kilku minutach marszu zobaczyłam nasze auto. Drzwi od strony kierowcy były otwarte. Bingo.
Kiedy podeszłam bliżej, zobaczyłam, że Niall siedzi w środku i na kierownicy ma rozłożoną jakąś gazetę, czy coś w tym stylu.
Po cichu przeszłam obok szlabanu i wsiadłam do samochodu, zajmując miejsce pasażera z przodu.
-Meg? - zapytał zdziwiony - Co ty tu robisz?
-Mogłabym ci zadać do samo pytanie - odpowiedziałam, zjeżdżając niżej na fotelu.
-Co on tu robi? - Niall wskazał na kota, który siedział na moich kolanach i zajmował się gryzieniem mojego kciuka.
-Nie mogłam go tam zostawić - odparłam, wzruszając ramionami, po czym zwróciłam uwagę na to, co studiował tak zawzięcie Niall - Co to?
-Oh, znalazłem w schowku mapę - odpowiedział.
-Myślisz o tym, żeby jechać dalej? - zapytałam, sama nie wiedząc co mam o tym myśleć, bo w końcu poczułam, że może zostaniemy tu na dłużej, tak długo, jak pozwolą nam na to okoliczności.
-Nie wiem, ale musimy mieć jakiś plan awaryjny - wyjaśnił Niall.
-Ok.
Niall starannie złożył mapę i siegnął ręką do schowka, otwierając go i chowając mapę do środka. Jednocześnie zacisnął na czymś dłoń i wyjął ze środka coś, czego nie spodziewałam się zobaczyć.
-Skąd to masz? - zapytałam, patrząc się na to, co trzymał w ręce.
-Nie wiedziałem, że tu jest, znalazłem to dzisiaj, gdzie przeglądałem rzeczy w tym schowku - powiedział - Chcę, żebyś go miała, na wszelki wypadek.
-Ostatnim razem nie skończyło się to najlepiej - zauważyłam - Co, jeśli znowu...
-Jeśli znowu znajdziesz się w niebezpieczeństwie? - przerwał mi chłopak - Masz się nie wahać, masz zrobić to samo.
Pokiwałam głową, ale wciąż nie byłam przekonana do pomysłu posiadania broni na stałe.
-Weź ją - Niall wyciągnął dłoń z pistoletem w moją stronę, a ja odruchowo przejęłam ją od niego.
-Bez magazynku? - zauważyłam.
-Magazynek trzymaj może na razie oddzielnie, na wypadek gdyby...
-Mnie poniosło - dokończyłam.
Niall skinął głową.
-Tak, mniej więcej o to mi chodziło, ale chcę, żebyś była bezpieczna, miała coś, czym będziesz mogła się obronić - powiedział przekonująco.
-OK, ale na razie weź ją ode mnie, nawet nie mam gdzie tego schować  - odparłam, po czym dodałam - Niall, jest jeszcze jedna sprawa.
-Hmm? - mruknął pytająco.
-Mamy coś do jedzenia? - zapytałam - Jestem cholernie głodna.
-Oh, jasne - powiedział - Ale jest jeden problem...
Uniosłam brew w pytającym geście.
-Potrzebna nam woda, bo ze stacji zgarnąłem większość zupek chińskich.
-Potrzebny nam gaz, żeby gdzieś tę wodę zagotować - zauważyłam.
Niall bez słowa wysiadł z samochodu i podszedł do niego od tyłu, odkrywając plandekę, którą była zakryta tylna platforma pick-up'a.
-Wow - powiedziałam tylko  - Harry nieźle nas zabezpieczył.
Było tam kilka butli z gazem, jedną z nich Niall od razu wyjął i postawił na ziemi.
-Wracajmy do tego domu i zobaczmy, co da się z tym zrobić - rzekł Niall i zaciągnął płachtę tak, jak leżała wcześniej, po czym podniósł butlę, wcześniej podając mi kluczyki.
Trzymałam teraz kotka jedną ręką, drugą natomiast wzięłam pistolet i włożyłam magazynek do kieszeni bluzy, a samą broń wcisnęłam za spodnie i trzasnęłam drzwiczkami, po czym zamknęłam samochód naciskając guzik przy kluczykach. Usłyszałam odgłos blokady i ruszyłam za Niallem, który szedł już przede mną w stronę domu, niosąc butlę z gazem i torbę z jedzeniem, które udało mu się zabrać ze stacji.Kiedy weszliśmy do środka Niall poszedł do salonu, gdzie rozłożyliśmy nasze wszystkie rzeczy, decydując, że lepiej będzie jeśli wszystko złożymy w jednym miejscu, na wypadek, gdybyśmy musieli szybko stąd uciekać. Takie myślenie było teraz częścią naszego życia, ciągle rozważaliśmy możliwe przypadki, żeby zapobiec ewentualnym katastrofom.
Wypuściłam w międzyczasie kota z ramion i kierowana intuicją poszłam w miejsce, gdzie wcześniej zauważyłam łazienkę.
Weszłam do środka i rozejrzałam się w niewielkim pomieszczeniu, które o dziwo nie było jakoś strasznie zapuszczone, chociaż w rogu zauważyłam kilka pajęczyn. Podeszłam do umywalki i odkręciłam kran, nie mając wielkich nadziei, bo byłam pewna, że nic się nie stanie.
Myliłam się. Kiedy przekręciłam kurek z kranu zaczęła wypływać woda, a co więcej - ciepła woda. Oznaczało to, że gdzieś w domu musi być piec, który by ją ogrzewał.
-Niall! - krzyknęłam.
-Próbuję coś zrobić z tym gazem! - odkrzyknął, najwyraźniej wciąż męcząc się z przygotowaniem nam jakiegokolwiek jedzenia.
Wróciłam do salonu i stanęłam w progu, spoglądając na Nialla, który podniósł wzrok i spojrzał na mnie.
-Coś się stało? - zapytał, przerywając regulowanie czegoś w butli.
-Próbowałeś wczoraj zapalać tutaj światło? - spytałam.
-Nie - odparł - Nie przyszło mi to na myśl, z góry stwierdziłem, że to niemożliwe, poza tym, byłem zbyt zmęczony, żeby myśleć racjonalnie.
Sięgnęłam ręką do kontaktu i nacisnęłam go, sprawiając, że w pokoju zrobiło się jaśniej, bo ku naszemu zdziwieniu, elektryczność działała.
-Woda? - zapytał Niall i nie musiał dodawać innych słów, wiedziałam, o co mu chodzi i tylko przytaknęłam.
Chłopak podniósł się i ruszył do pomieszczenia, które musiało być pierwotnie kuchnią, bo stała tam starszego typu kuchenka. Podeszliśmy do niej, a Niall zapalił jeden z palników, który momentalnie zapłonął niebieskawym płomieniem. Zgasiliśmy go i spojrzeliśmy na siebie.
-Nie jest dobrze - powiedziałam.
-Nie, nie jest - potwierdził Niall.
Możecie zastanawiać się, czemu nie cieszyliśmy się z naszego odkrycia. Wyjaśnienie było dość oczywiste, jeśli dokładniej o tym pomyśleć. Otóż, jeśli w domu był gaz, woda i elektryczność, znaczyło to, że są one regularnie opłacane.
-Nic już nie rozumiem - powiedziałam.
-Dom z jednej strony jest opuszczony, a z drugiej ktoś regularnie płaci rachunki? To nie ma sensu - stwierdził Niall.
-Korzystajmy, póki możemy, ale najpierw coś zjedzmy, a skoro możemy skorzystać ze zwykłej kuchenki, to powinniśmy to wykorzystać - postanowiłam.
Przynajmniej na najbliższy czas postanowiliśmy nie próbować zrozumieć całej sytuacji, ale spróbować z niej skorzystać, tak po prostu.
Po kilkunastu minutach siedzieliśmy z Niallem na podłodze w salonie z miskami, trzymając zupkami chińskimi w rękach i jedząc je zachłannie. Kotu przypadł kawałek jakiejś szynki, którą również mieliśmy w naszych ubogich zapasach.
-Oh, o wiele lepiej - westchnęłam, odkładając po chwili puste naczynie na bok. Najedzona czułam się bardziej świadoma, jakkolwiek się to objawiało, po prostu myślałam racjonalniej.
Resztę dnia spędziliśmy na bezcelowym błąkaniu się po domu i odkrywaniem jego zakątków, próbowaliśmy też trochę ogarnąć inne pomieszczenia, bo były one w dość opłakanym stanie, a my mieliśmy i tak za dużo wolnego czasu. Ani się obejrzeliśmy, a na dworze zapadał już zmrok, więc wróciliśmy do salonu i zjedliśmy jakieś batoniki proteinowe, które nie dały nam wiele, ale zawsze było to coś.
O dziwo, byłam zmęczona, mimo iż nie zrobiłam wcale tak dużo, jednak doprowadzanie domu do chociażby znikomego stanu użytkowego może było nieco bezcelowe, ale jednocześnie trochę męczące. Nawet bardziej niż trochę.
Postanowiłam skorzystać z możliwości wzięcia prysznica w ciepłej wodzie i poszłam do łazienki. Umyłam się i wytarłam ręcznikiem w ekspresowym tempie, bo mimo wszystko, było dość zimno i naciągnęłam na siebie koszulkę i legginsy, po czym wróciłam do pokoju i siadłam obok Nialla, który bez słowa objął mnie ramieniem. Od razu zrobiło mi się cieplej, chociaż ciągle jeszcze trochę drżałam.
W kominku paliło się drewno, które Niall musiał przynieść, kiedy brałam prysznic.
-Powinniśmy zgasić niektóre światła, zbyt dużo ryzykujemy, jeśli ktoś zobaczy jasne punkty w środku lasu, nie możemy zwracać na siebie uwagi - powiedział, po czym podniósł się i poszedł do drugiego pomieszczenia, w którym paliły się światła.
Zostałam w salonie okryta kocem i czekałam aż Niall wróci, jednak w pewnym momencie usłyszałam zgłuszony trzask i wszystkie światła zgasły, prawdopodobnie jedna iskra w starej instalacji wysadziła bezpieczniki.
Wstałam gwałtownie z podłogi i zaczęłam wołać Nialla, ale mi nie odpowiadał.
-Kurwa - mruknęłam nerwowo pod nosem i ruszyłam w stronę, w którą wcześniej poszedł chłopak.
Szłam powoli po omacku, wyciągając przed siebie ręce i wodząc dłońmi po ścianach. Zatrzymałam się przed drzwiami wejściowymi, bo tam nikłe światło księżycowe przedostawało się przez niewielkie okienko.
-Niall?! - zawołałam znowu, ale nagle ktoś chwycił mnie od tyłu i zakrył moje usta dużą dłonią.
Próbowałam się szarpać, jednak nic z tego nie wyszło. Po chwili zostałam obrócona i w jednej chwili przyciśnięta do drewnianych drzwi.
Silna ręka puściła mnie i nikłe strużki rzuciły światło na twarz osoby, która mnie przytrzymywała.
-Idiota - powiedziałam.
-Bałaś się chociaż trochę? - zamruczał Niall przybliżając się do mnie, tak, że czułam jego oddech na moim policzku.
-Nie - odparłam, chociaż tak naprawdę bałam się wtedy kurewsko, bo kilka dni temu to samo stało się w lesie, kiedy dopadł mnie Jake, więc miałam pewnego rodzaju traumę.
-Bałaś się - stwierdził Niall - Czuję to w twoim głosie. Drży w taki specyficzny sposób...
Teraz drżał nie tylko mój głos, ale całe moje ciało, bo chłopak zaczął wodzić ręką po moim ramieniu.
-Masz coś mojego na sobie - zauważył, pokazując na bluzę, którą miałam na sobie i delikatnie zsunął ją z moich barków, a ona opadła na podłogę.
Widziałam jego oczy, mój wzrok powoli przyzwyczajał się do wszechobecnej ciemności, poza tym żółte płomienie z kominka bardzo nam pomagały.
-Hmm...widzę, że nie tylko bluza jest moja - dodał i wsunął rękę między koszulkę, którą miałam na sobie, a moje nagie plecy.
Zaczął sunąć swoją dłonią coraz wyżej, ale wyswobodziłam się z jego objęcia i szybkim krokiem zaczęłam się oddalać w ciemności.
-Będziesz musiał mnie najpierw złapać - szepnęłam i po kilkunastu sekundach stałam już w salonie.
Niall jednak był tak samo szybki i również poruszał się w ciemności całkiem nieźle.
Stanął za mną i przyciągnął mnie do siebie od tyłu. Przechyliłam głowę, zapewniając mu dostęp do mojej szyi, na której zaczął zostawiać szereg pocałunków. Po chwili obróciłam się i stałam przodem do niego, wsuwając ręce pod jego koszulkę i pozbawiając go jej w dość szybkim tempie.
Nie obchodziło mnie, że jest zimno, bo od kominka biło miłe gorąco ogrzewające powietrze, a ciało Nialla zamiast pokryć się gęsią skórką tak jak moje, było ciepłe. Poczułam jego rękę na moich plecach, sunącą w górę mojego kręgosłupa i podciągającą koszulkę coraz wyżej, w końcu zręcznie przekładając ją przez moją głowę i zrzucając ją na dół.
Niall zniżył się i usiadł na ziemi, pociągając mnie za sobą, tak, że usiadłam na nim okrakiem. Ujęłam jego twarz w dłonie i przyciągnęłam nasze usta, po chwili wsuwając też mój język między wargi Nialla, dodając pocałunkowi namiętności. Jęknęłam, kiedy poczułam dłoń Nialla ściskającą delikatnie moją pierś i palce drażniące mój sutek.
Dobrze znał moje słabości i najwidoczniej zaczął perfidnie je wykorzystywać.
Nawet się nie obejrzałam, a oboje zostaliśmy również bez dolnych części ubrań. Nie przestając całować Nialla, zaczęłam przesuwać ręką po jego penisie, sprawiając, że z ust Nialla wydobył się gardłowy jęk. Czułam jak jego członek unosi się, a chłopak w szybkim tempie zakłada na niego prezerwatywę, która leżała gdzieś obok. Wolałam nie wnikać, dlaczego nosił ją cały czas w spodniach. Niall odchylił się do tyłu, a ja podniosłam biodra i moment później opadłam z powrotem na podbrzusze Nialla, sprawiając, że część jego ciała znalazła się we mnie.
Powoli zaczęłam podnosić się i opadać w regularnym tempie, co chwilę wodząc dłonią po rozpalonym torsie chłopaka, do czasu, gdy Niall szybkim i zdecydowanym ruchem zmienił naszą pozycję tak, że teraz znalazłam się pod nim. Kontynuował pulsujące ruchy, które sama rozpoczęłam i chciałam to robić przez całą noc, nie chciałam przestawać ani tego przerywać.
Po jakimś czasie, gdy Niall stopniowo zaczął przyspieszać swoje ruchy przeniosłam moje dłonie na jego pośladki i bezwiednie, mocno je ścisnęłam. Chłopak zaskoczony mruknął mi w szyję, powodując, że moja skóra zadrżała.
Powoli czułam, że zbliżamy się do momentu kiedy...
-Niall - jęknęłam.
-Ja też - szepnął, a ja wiedziałam dobrze, o co mu chodzi.
Wszedł we mnie o wiele mocniej niż wcześniej sprawiając, że ten cholernie przyjemny impuls rozszedł się w środku mnie, powodując, że wypchnęłam w górę biodra.
Niall jęknął i stopniowo zmniejszył częstotliwość swoich ruchów, po chwili zupełnie je stabilizując i przerywając.
Wysunął się spomiędzy moich ud, a ja mimo wszystko czułam jakby jego część znajdowała się we mnie, bo czułam to pulsujące miejsce wewnątrz.
Opadłam na plecy i przygryzłam wargę.
-Mogłabym to robić w kółko - szepnęłam.
Niall roześmiał się, a echo jego śmiechu poniosło się po pomieszczeniu. Tak strasznie kochałam ten dźwięk, wypełniał mnie całą uczuciem radości i w sumie mogłabym go czasami porównywać do orgazmu, bo doświadczał tyle samo satysfakcji i radości.
-Uwielbiam jak się śmiejesz - powiedziałam.
-Śmieję się, ale to nie znaczy, że zawsze jestem szczęśliwy. To znaczy, akurat w tej chwili jestem ogromnie szczęśliwy, ale jednak...
Przerwałam mu, składając na jego ustach pocałunek, po czym zbliżyłam swoje wargi do klatki piersiowej Nialla i zostawiłam na niej kilka pocałunków w przypadkowych miejscach, w końcu kładąc moją głowę na jego tors.
-Nie masz czasami wrażenia, że może tak po prostu musiało być? Że my po prostu nie możemy być szczęśliwi, bo tak zostało z góry ustalone?  - powiedział Niall.
-Nie możemy być szczęśliwi? - zapytałam, przekręcając się na bok i podpierając głowę.
-Mhm - mruknął.
-Więc dlaczego teraz czuję się najszczęśliwsza na świecie?
Niall spojrzał na mnie zdziwionym wzrokiem.
Złączyłam moją dłoń z dłonią Nialla, unosząc je wyżej i splatając nasze palce. W takich momentach jak ten, zawsze miałam wrażenie, że przeskakiwały między nami iskry.
-Nie mamy gdzie mieszkać, musimy uciekać, nie mamy pewnej przyszłości...Niczego nie mamy - zauważył.
-Mam ciebie. Niczego więcej nie potrzebuję  - powiedziałam.
Może faktycznie wcale nie powinnyśmy dążyć do spełnienia naszych marzeń.
Może to właśnie brak możliwości ich spełnienia sprawia, że są one tak wyjątkowe i niepowtarzalne.
Jednak to wcale nie znaczy, że nie powinniśmy marzyć.
Często to marzenia są jedynym powodem, by po raz kolejny otworzyć rano oczy.










_____________________________

Przyznam się Wam, że nie przepadam za pisaniem scen +18, bo wychodzą mi one bardzo średnio, ale chciałam jakoś wynagrodzić Wam dwutygodniowy okres oczekiwania na rozdział. :)