niedziela, 27 października 2013

Rozdział 32

Uwielbiałem tak po prostu jechać. Fakt, że nadal uciekaliśmy i obawa przed tym, co przyniosą nam kolejne dni, ginęła chociaż na chwilę pośród otaczających nas z obu stron gęstych drzew.
Im dalej jechaliśmy, tym większe poczucie bezpieczeństwa miałem, a właściwie mieliśmy. Chociaż z drugiej strony wiedziałem, że policja nie odpuści, nie kiedy zginął człowiek. A jeśli policja nie miała odpuścić, to tym bardziej Jake działający na zlecenie Trevora.
Meg niespokojnie poruszyła się na siedzeniu obok i przekręciła się bardziej w stronę okna, kładąc swój policzek na ramieniu. Przyciszyłem radio, z którego na szczęście wydobywały się raczej spokojne dźwięki, ale wolałem nie ryzykować tego, że dziewczyna się obudzi. Oprócz tego, że chciałem, żeby się wyspała miałem w tym trochę egoistyczny podtekst.
Jeśli po drodze nie mieliśmy znaleźć żadnego miejsca, by się zatrzymać, to potem ona będzie musiała prowadzić, bo ja najzwyczajniej w świecie mogłem nie dać rady. Już teraz oczy same mi się zamykały, a nie mogłem ryzykować spowodowania wypadku.
Co chwilę patrzyłem raz po raz w lusterka boczne i za każdym razem byłem gotowy zauważyć w nich migające światła radiowozu, jednak jak do tej pory jedyne co widziałem, to światła wyprzedzających mnie co jakiś czas samochodów lub zupełną ciemność. Byłem przygotowany na najgorsze, a za każdym razem jedyne co odczuwałem, to ulga. Wcale mnie to nie cieszyło, bo zawsze kiedy myśleliśmy, że wszystko się ułoży, to rzeczy zaczynały się pieprzyć. Wolałem, kiedy znajdowaliśmy się w tych gorszych sytuacjach, bo wtedy prawie na pewno odbijaliśmy się od dna i zmierzaliśmy w jedyną możliwą stronę, czyli w górę.
Kiedy byliśmy na górze, to bardzo łatwo mogliśmy stamtąd znów spaść.
Pokręcona logika, tak wiem, ale musiałem czymś zajmować myśli, żeby nie zasnąć.
Nagle mój wzrok przykuła migająca na czerwono dioda na tablicy rozdzielczej.
-Fuck - powiedziałem cicho i wzrokiem poszukałem jakiegoś zjazdu na pobocze.
Po chwili wolniejszej i uważniejszej jazdy delikatnie skręciłem w prawo i wjechałem na drogę prowadzącą w głąb lasu, tak by jadące po głównej drodze samochody nie mogły nas zobaczyć. Zgasiłem silnik i wyszedłem z samochodu, nie zamykając drzwi, żeby trzaśnięciem nie obudzić Meg.
Podniosłem płachtę nakrywającą tylną platformę pick-up'a i zajrzałem pod nią, świecąc wyświetlaczem telefonu.
Sięgnąłem po kanister z benzyną, a raczej jej resztką, która tam została. Świetnie zdawałem sobie sprawę z tego, że nie wystarczy nam jej na długo i teraz wiedziałem, że może trochę głupie było z mojej strony ciągłe odsuwanie tej myśli.
Musiałem się poważnie zastanowić, co zrobić. Nie wiedziałem, czy jesteśmy już na tyle daleko od domu, by można było spokojnie podjechać na stację benzynową, gdzie nikt by nas nie rozpoznał. Nie wiedziałem, czy mogę tak ryzykować, chociaż z drugiej strony, gdyśmy nie zdobyli benzyny nie będziemy mieli szans na dalszą ucieczkę samochodem, a nie bardzo uśmiechało mi się chodzenie kilometrów po lasach bez żadnego jedzenia, a tym bardziej bez odpowiedniego wyposażenia.
Podniosłem ręce do góry i przeczesałem dłońmi włosy, czując się, jakbym chciał je wyrwać ze złości. Czegokolwiek bym nie zrobił, wyszłoby na złe. Nienawidziłem takich momentów, bo czułem się tak cholernie bezsilny i bezużyteczny.
Szarpnąłem kanister, odkręciłem zakrętkę i wlałem do baku resztę paliwa, która nam została. Oceniłem, że starczy nam to mniej więcej na  godzinę, może dwie jazdy. Niedobrze, bardzo niedobrze.
Musiałem znaleźć gdzieś stację benzynową i zaryzykować mimo wszystko, a oprócz tego, musiałem ją znaleźć dość szybko, żeby wykorzystać to, że jest noc.
Wrzuciłem pusty kanister z tyłu i zakryłem wszystko czarną plandeką. Odruchowo obejrzałem się dookoła, bo ciągle miałem wrażenie, że jesteśmy obserwowani, chociaż pewnie była to po prostu moja paranoja. Tak czy inaczej, ostrożności nigdy za wiele, a już szczególnie w naszej sytuacji.
Wsiadłem z powrotem do samochodu i zamknąłem drzwi. Uderzyłem dłońmi o kierownicę, a głową o zagłówek. Byłem tak cholernie bezsilny. Zamknąłem oczy i miałem ochotę pójść spać, żeby chociaż na chwilę zapomnieć o wszystkim, co mnie otaczało.
-Co się dzieje? - zapytała Meg.
Nawet nie zauważyłem, że się obudziła, byłem tak zdenerwowany. Bałem się, że powiem jej coś chamskiego. Zawsze tak robiłem, bo nie kontrolowałem swoich emocji.
-Mamy problem. Dość duży problem. Więcej niż duży, ogromny... - mówiłem, jakbym był szalony, powtarzałem te same słowa, wiedząc, że to i tak nic nie zmieni.
-Do rzeczy - powiedziała stanowczo Meg przekręcając się bokiem i patrząc na mnie jakimś surowym wzrokiem.
-Kończy nam się paliwo - wyjaśniłem.
-Możemy przecież pojechać na stację - zaproponowała.
-Nie sądzisz, że to trochę za duże ryzyko? - zapytałem.
-Nie mamy innego wyjścia, większym ryzykiem będzie stanięcie w środku lasu bez możliwości jechania dalej.
W głębi duszy wiedziałem, że miała rację, ale z drugiej strony nie chciałem, żeby nas złapali.
Odpaliłem silnik i wyjechałem z powrotem na główną drogę.
-Mam pomysł - dodała, a ja podświadomie wiedziałem, że było to coś, co zawierało w sobie narażanie Meg na niebezpieczeństwo. Zawsze to robiła, nawet jeśli nie była tego świadoma. A po raz pierwszy naraziła się wtedy, gdy mnie spotkała na tym cholernym wzgórzu.
-Hmm? - spojrzałem na nią pytająco.
-Zatrzymujemy się przy najbliższej stacji, tankujemy, płacimy, kupujemy coś do jedzenia i odjeżdżamy. To proste - powiedziała.
-A co jeśli ktoś nas rozpozna, zawiadomi gliny i zamiast hot dogów i benzyny dostaniemy dożywocie?
Meg przewróciła oczami, chyba zaczynałem robić się przewrażliwionym idiotą, ale nie potrafiłem inaczej, szczególnie po tym, co stało się kilka godzin wcześniej.
-Nikt nas nie rozpozna, jesteśmy daleko, poza tym to jakieś zadupie, myślisz, że ludzie zwracają uwagę na wiadomości z innego rejonu? Wątpię, nawet jeśli chodzi o tak ważne przestępstwa.
Pomyślałem, że gdybym mieszkał w takich małych miasteczkach rozrzuconych przy drodze to zwracałbym na to uwagę, ale nie miałem ochoty na dyskusje z Meg, tym bardziej, że dostrzegłem przed nami migający neon z napisem GAS i strzałką w lewo.
Spojrzałem na Meg, a ona tylko skinęła głową, dając mi znak, że musimy to zrobić.
Po chwili zaparkowałem samochód przy jednym ze stanowisk, a kiedy wysiadłem, na głowę naciągnąłem kaptur, tak że rzucał cień na moją twarz.
Meg wysiadła po drugiej stronie i rozejrzała się wokół. Dostrzegła coś i zaczęła iść w stronę stacji.
-Meg, co ty robisz? - zapytałem zdziwiony, nie wiedząc dokąd kieruje się dziewczyna.
Dziewczyna podniosła jeden kącik ust w górę i zgiętym kciukiem wskazała mi miejsce, gdzie zmierzała.
-Oh, jasne - odparłem, kiedy zobaczyłem białe drzwi prowadzące do toalety na tyłach stacji, po czym rzuciłem jej kluczyki i dodałem- Zatankuję i kupię jakieś potrzebne rzeczy, jak skończysz, wróć do samochodu i zablokuj drzwi od środka.
-OK - opowiedziała tylko i poszła we wcześniej obraną stronę.
Wyjąłem kilka banknotów z torby schowanej pod plandeką, zatankowałem szybko i zatrzasnąłem drzwi, by uruchomić blokadę. Kiedy stanąłem przed wejściem do budynku wziąłem głęboki oddech i pchnąłem przezroczyste drzwi, wchodząc do środka.
Kątem oka spojrzałem na kasjera, ale był chyba strasznie zmęczony, a do tego znudzony, bo nawet nie zwrócił na mnie uwagi. W środku nie było nikogo oprócz niego, ale nie miałem pewności, czy nagle nie wejdzie tu ktoś, kto mnie rozpozna, a co gorsza jakiś policjant na nocnej służbie patrolujący okolicę. A byłem pewny, że nasze twarze porozwieszane są już na tablicach korkowych policyjnych posterunków w całym kraju.
Zacząłem chodzić  pomiędzy regałami, zgarniając po drodze wszystko, co było nam potrzebne. Trochę jedzenia, jakieś zapalniczki, małą paczkę, której zawartości na pewno się domyślacie...
Podszedłem po kilkunastu minutach do kasy, rzucając na ladę wszystko, co wziąłem plus jeszcze kwitek z ceną benzyny.
Pracownik stacji rzucił na niego oko i zaczął po kolei nabijać wszystko na rachunek.
-To wszystko? - powiedział mechanicznie.
-Tak - odparłem, chcąc po prostu jak najszybciej stamtąd wyjść.
Spakowałem wszystko do jednej siatki i czekałem, aż kasjer wyda mi resztę od kwoty, którą dałem.
W międzyczasie na ekranie małego telewizora wiszącego za chłopakiem zobaczyłem, że zaczynają się nocne wiadomości na kanale informacyjnym. Wlepiłem wzrok w ekran i z przerażeniem spojrzałem na sprzedawcę wyciągającego drobne z kasy. Modliłem się, żeby tylko się nie odwrócił i nie zobaczył dwóch twarzy, z których jedna była moja, a na dole widniał czerwony podpis 'morderstwo'.
W końcu złapałem za ramiona siatki i schowałem resztę do tylnej kieszeni spodni i miałem już wyjść, kiedy...
-Ej ty! - usłyszałem głos chłopaka i powoli odwróciłem się, gotowy przypaść do niego i w razie konieczności uderzyć go tak, by stracił przytomność. Wiem, byłem okrutny, ale także strasznie zdesperowany i to nakazywał mi zdrowy rozsądek, chociaż w tej sytuacji trudno było nazwać go zdrowym.
-Zapomniałeś zapalniczki - spojrzałem na mały przedmiot, który trzymał w dłoni.
-Dziękuję - odparłem i wziąłem ją od niego.
W tej samej chwili chłopak rzucił okiem na telewizor i popatrzył się na mnie, jakby zaczynał coś kojarzyć. Otworzył bezwiednie usta i złapał za telefon, jednak ja byłem szybszy.
Upuściłem torbę na podłogę i doskoczyłem do niego, chwytając go przez ladę za szyję.
-Nie widziałeś mnie tutaj, jasne? - zapytałem zaciskając zęby.
Kasjer pokiwał szybko głową, po czym go puściłem i wyrwałem z ręki telefon, który rzuciłem na ziemię i podeptałem, by nie mógł zrobić z niego użytku.
Kopnąłem drzwi i wyszedłem na zewnątrz.




Naciągnęłam z powrotem na siebie spodnie i westchnęłam z ulgą. Wiedziałam, że za kilka dni powinnam spodziewać się okresu i na pewno nie będą to świetne dni, szczególnie, gdy połowę czasu spędzaliśmy w drodze.
Podeszłam do lustra i spojrzałam na swoją zmęczoną twarz. Była jakaś bardziej zszarzała i bez wyrazu, jakby uciekły z niej wszelkie ślady jakichkolwiek emocji.
Potarłam zamknięte powieki oczu i odkręciłam kran, z którego zaczęła lecieć letnia woda. Przemyłam twarz i osuszyłam ją ręcznikiem papierowym. Jak tak dalej pójdzie, to moja skóra będzie przypominać skórę nosorożca, ugh.
Wyszłam z łazienki, ale zanim skierowałam się z powrotem do samochodu podeszłam do wiszącego na ścianie budynku telefonu.
Był na monety, wykonany w dość starym stylu albo po prostu stary.
Pomyślałam, że może...Nie, odgoniłam od siebie tę możliwość, ale myśl wróciła jak bumerang i wyjęłam z kieszeni jakieś drobne, po kolei wrzucając je w odpowiednie miejsce.
Podniosłam słuchawkę i zatrzymałam wyciągnięty palec wskazujący nad przyciskami z cyframi.
Nie mogłam, po prostu nie mogłam zadzwonić do ojca. Obawiałam się, że mnie znienawidził, chociaż prawdopodobnie była to tylko moja paranoja.
Wybrałam zupełnie inny numer i zaczęłam wsłuchiwać w kolejne sygnały.
-Tak? - odezwał się po drugiej stronie znany mi głos.
-To ja - powiedziałam zachrypniętym głosem, bo jakby coś ścisnęło mi gardło - Meg.
-Meg! - Martha prawie krzyknęła - Gdzie jesteś?
-Właściwie to sama nie wiem, ale dość daleko - rozejrzałam się, widząc niewiele poza latarniami i ciemnością.
-Czy on...czy on coś ci zrobił? - zapytała niepewnie, mając na myśli Nialla.
-Nie - zaprzeczyłam stanowczo - On jest jedynym powodem, dla którego jeszcze żyję.
Oparłam się o ścianę, przyciskając mocniej słuchawkę do ucha.
-Naprawdę go...to znaczy, ten Peter... - słyszałam, jak trudno jest jej to z siebie wydusić.
-Tak, naprawdę - powiedziałam - Historia jednak nie jest tak jednoznaczna i prosta jak myślisz.
-Kiedyś tak dobrze cię znałam... - zaczęła Martha.
-Przepraszam - szepnęłam.
-Nie nienawidzisz mnie? - zapytałam.
-Nie wiem jak było naprawdę, wiem też, że nie mogę cię w żaden sposób oceniać. Jeśli nadal jesteś tą samą Meg, którą znałam kiedyś albo przynajmniej jakąś częścią tej Meg, to wiem, że zrobiłaś to, bo było konieczne i nie miałaś wyjścia. Nie jesteś morderczynią, tyle wiem.
Zauważyłam, że drzwi wejściowe do budynku nieznacznie się otworzyły, jednak znowu wróciły na swoje miejsce. Niall pewnie po coś wrócił.
-Muszę kończyć - powiedziałam.
-Dzwoniłaś do ojca? Wiem, że odchodzi od zmysłów - Martha potwierdziła moje przypuszczenia.
-Nie, nie chciałam. Na razie to zbyt trudne.
Niall wypadł na zewnątrz i spostrzegł mnie przy telefonie.
-Meg! - krzyknął - Spadamy!
-Co się... - Martha nie dokończyła zdania, bo rzuciłam słuchawkę i podbiegłam do Nialla.
Chłopak złapał mnie za ramię i pociągnął w stronę samochodu. Wyrwałam rękę i potarłam ramię.
-Niall, to boli - powiedziałam.
-Wsiadaj, nie mamy czasu - ponaglił mnie, a ja widziałam, jak bardzo był zdenerwowany. Chociaż nie, zdenerwowany to złe słowo. Niall był najzwyczajniej w świecie wkurwiony.
Rzuciłam mu kluczyki i weszłam do środka, zapinając szybko pas. Odwróciłam głowę w stronę okna, starając się ukryć łzy, które napłynęły mi do oczu.
-Z kim rozmawiałaś? - zapytał Niall.
-Z Marthą - odparłam cicho drżącym głosem.
Przez chwilę siedzieliśmy w całkowitej ciszy przerywanej tylko co jakiś czas dźwiękiem przejeżdżających obok samochodów.
-Przepraszam - powiedział w końcu Niall - Trochę mnie poniosło.
-Coś się stało, tam, na stacji? - zapytałam, mając złe przeczucia.
-Nic szczególnego, a przynajmniej nic nadzwyczajnego. Pokazywali nas w serwisie informacyjnym, nie pierwszy i nie ostatni raz zresztą.
-Ten kto tam był cię poznał, prawda? - wiedziałam, że odpowiedź może być tylko jedna.
-Mhm - przytaknął Niall.
Odkręciłam głowę w stronę okna patrząc na pobocze. Po chwili przeniosłam wzrok na lusterko boczne i otworzyłam szerzej oczy.
-Kurwa, skręcaj, jedź, kurwa nie wiem! - słowa wychodziły z moich ust jak jeden wielki bełkot.
Niall też spojrzał w lusterko i wydobył z siebie podobną wiązankę słów. On jednak ogarnął się szybciej niż ja i zaczął szukać jakiegoś rozwiązania.
Policja nie jechała na sygnale, nie miała też migoczącej diody na dachu, ale mimo to było to ogromne ryzyko, bo nie mieliśmy pojęcia, czy wiedzą jakim samochodem się poruszamy. Mógł być to zwykły patrol, ale nasze serca biły w przyśpieszonym rytmie, a w naszych żyłach buzowała adrenalina.
Niall skorzystał z okazji, że od głównej drogi odchodziła o wiele węższa i nieutwardzana, prowadząca w głąb lasu dróżka, więc skręcił i wjechał w nią, zostawiając radiowóz i resztę samochodów za sobą.
-Jedź dalej, bo jeśli teraz staniemy to może to być podejrzane, nawet jeśli oni już pojechali - powiedziałam, mając przeczucie, że ta droga doprowadzi nas gdzieś do bezpiecznego miejsca.
Po chwili podróży w głąb lasu musieliśmy się zatrzymać, bo dotarliśmy do zagradzającego nam drogę szlabanu.
Spojrzałam na Nialla, a on tylko wzruszył ramionami i wyszedł z samochodu, a po chwili ja zrobiłam to samo.
Niall zamknął samochód, przeszedł przez szlaban i podał mi rękę, chociaż poradziłabym sobie świetnie sama. Dróżka była zaścielona opadłymi z drzew liśćmi, więc w pewnym sensie szło się po niej jak po dość miękkim dywanie.
W końcu doszliśmy na skraj polany. Nie była zwykła, po drugiej stronie dostrzegłam niewielkie jezioro. Właściwie, to polana była posesją.
Posesją, na środku której stał ogromny dom i z całą pewnością musiał mieć co najmniej sto lat. Żadne światła nie były zapalone, co w jakiś sposób pozwalało mi sądzić, że w środku nikogo nie ma, jednak po chwili dotarło do mnie, że byłam w błędzie, bo przecież większość osób w środku nocy po prostu najzwyczajniej w świecie śpi.
-Wracajmy - powiedziałam do Nialla i odwróciłam się, gotowa wrócić do samochodu i odjechać stąd jak najszybciej.
-Nie ma mowy - Niall był wpatrzony w wielki dom, który mógł w sobie kryć o wiele więcej złego niż dobrego - Zostajemy tutaj na noc.
-Czy ty oszalałeś?! - nie wierzyłam, że naprawdę bierze to pod uwagę.
-Meg, jeśli w środku nikogo nie ma to w końcu mamy miejsce by się zatrzymać, może nawet na dłuższy czas. Z tego co widzę, to dom jest opuszczony, bądź od wielu dni stoi tu wystawiony na sprzedaż, ale jak widać nie ma chętnych.
-Postradałeś zmysły, serio - skrzyżowałam dłonie na przedramionach
Niall podszedł do mnie i spojrzał mi prosto w oczy.
-Sprawdźmy to tylko, jeśli się myliłem to wrócimy i odjedziemy, OK? - zrezygnowana pokiwałam twierdząco głową, bo wiedziałam, że i tak postawi na swoim.
Podbiegliśmy do domu i na początku obeszliśmy go dookoła, zaglądając przez okna, ale nie mogliśmy wiele zobaczyć. Po chwili staliśmy przed drzwiami wejściowymi, które notabene wyglądały na naprawdę stare i miały nawet złotą kołatkę.
Niall nacisnął klamkę, ale tak jak podejrzewaliśmy, drzwi były zamknięte.
Sięgnęłam dłonią to kołatki i zastukałam trzy razy w stare drewno. Niall spojrzał się na mnie zdziwiony.
-No co? - powiedziałam - Jeśli nikt nam nie otworzy to nikogo tam nie ma...raczej.
Chłopak pokręcił głową i nie czekając na nic wybił okno, a raczej okienko obok drzwi i otworzył je tak, że mogłam spokojnie przez nie wejść do środka. Spojrzał na mnie dość jednoznacznie, a ja tylko pokręciłam głową.
-Nie ma mowy. Nie wejdę do środka jakiegoś starego domu w środku lasu.
Popatrzyłam znów na niego i wiedziałam, że raczej nie mam innego wyjścia. Przecisnęłam się przez wąski otwór i weszłam do środka. We wnętrzu było zupełnie ciemno i z trudem dotarłam do drzwi i szybko otworzyłam je od środka, wpuszczając Nialla, który wyjął swój telefon i włączył diodę, szumnie nazywaną latarką.
W środku było pełno pajęczyn i kurzu, co uświadczyło nas w przekonaniu, że nikt od dawna tutaj nie mieszkał. Zastanawiało mnie tylko, jakim cudem taki dom ocalał w środku gęstego lasu, nieodkryty przez miejskich wandali czy bezdomnych.
-Zostań tutaj, pójdę po nasze rzeczy i zaraz wrócę - powiedział Niall i odwrócił się by wyjść.
-Ty tak na serio? - zapytałam głośnym tonem - Mam zostać sama w tym cholernie pustym, wielkim domu?!
-Meg, tu nikogo nie ma, wrócę za trzy minuty. Masz mój telefon, możesz rozejrzeć się tutaj, tylko się nie zgub - podał mi swój telefon i poszedł w stronę samochodu.
W tej chwili przypomniały mi się wszystkie horrory, które oglądałam w życiu i ostanie na co miałam ochotę, to wchodzić w głąb tego domu i, jak to określił Niall, rozejrzeć się tutaj.
Poświeciłam latarką, obracając się powoli wokół własnej osi i zauważyłam, że stoję w holu, a na przeciwko mnie są schody prowadzące na górę. Kierowana ciekawością, poszłam w kierunku, który wydawał mi się miejscem, gdzie znajdę salon, a przynajmniej przestrzeń, w której można by go urządzić.
Nie pomyliłam się, po chwili znalazłam się w pomieszczeniu, które musiało dawniej być salonem, bo zauważyłam dosyć duży kominek i starą kanapę nakrytą jakąś płachtą. Postanowiłam zaczekać na Nialla, zanim cokolwiek będę tutaj ruszać.
Gdy tak stałam i próbowałam dostrzec coś ciekawego we wnętrzu, kątem oka zobaczyłam świece stojące na kominku w srebrnym świeczniku. Pomyślałam, że bardzo nam się przydadzą, więc podeszłam i wyciągnęłam po nie dłoń. W tym samym momencie coś otarło mi się o nogę, krzyknęłam głośno, a mój głos poniósł się po ogromnym wnętrzu.
Miałam już wybiec na zewnątrz, kiedy usłyszałam ciche miauczenie dobiegające z dołu. Poświeciłam diodą z telefonu i zobaczyłam, że na podłodze stoi mały kotek i wpatruje się we mnie zielonymi oczami.
-Hej, malutki - powiedziałam i kucnęłam obok niego. On wspiął się łapkami na moje uda, a ja pogłaskałam go, po czym wzięłam na ręce, wychodząc z domu na zewnątrz. Siadłam na werandzie i czekałam na Nialla, nie wypuszczając zwierzątka z rąk.
Kotek mruczał, kiedy drapałam go za uszami i wcale nie zamierzał uciekać. Musiał być oswojony i porzucony przez kogoś.
Po kilku minutach zobaczyłam zmierzającego w moją stronę Nialla.
-Co to? - zapytał, kiedy podszedł bliżej i zobaczył kotka leżącego na moich udach.
-Nie widzisz? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
-Oh, nieważne - odparł i wszedł do środka, stawiając nasze torby na okurzonej posadzce.
-Masz zapalniczkę? Widziałam w salonie świecznik.
Niall skinął głową i poszedł w stronę, którą mu pokazałam. Po chwili dostrzegłam nikłe światło i poszłam w tamtą stronę.
-Trzymaj - Niall podał mi jedną świecę - Musimy sprawdzić, co jest na górze.
Położyłam kotka na ziemi, a on zwinął się i posłusznie postanowił na nas poczekać. Po przeszukaniu góry domu upewniliśmy się, że nikogo tam nie ma, ale znaleźliśmy kilka koców i jakieś poduszki, co naprawdę nam się przydało.
Ku mojemu szczęściu po drodze zgarnęliśmy też jakąś starą miotłę ze składzika, więc mogłam zamieść w salonie, chociaż kurz i tak wzniósł się w górę, a jego drobinki krążyły po wielkim pomieszczeniu. Niall w tym samym czasie poszedł po drewno, które widzieliśmy na tyłach domu i wrzucił je do kominka, podpalając i dodatkowo oświetlając i ogrzewając całe pomieszczenie.
-Wciąż nie wierzę, że to robimy. Powiedzmy, że nie do końca tak wyobrażałam sobie moje życie w wieku dziewiętnastu lat.
-Nie masz jeszcze dziewiętnastu lat - poprawił mnie Niall.
-Oj dobra, prawie dziewiętnaście - zbagatelizowałam to.
Leżałam pod kocem przy palącym się ogniu i patrzyłam na Nialla opartego o kanapę, którą przysunęliśmy bliżej kominka.
Chłopak trzymał na kolanach gitarę, bo ją również znaleźliśmy na górze w którymś z pokoi i co chwilę szarpał struny, dostrajając ją.
Przypomniało mi się, że kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy również grał. Wspomnienie tego letniego poranka wywołało znane mi ciepłe uczucie w klatce piersiowej.
-I drive all night to keep her warm and time is frozen - zanucił Niall, a ja nie sądziłam, że ma taki piękny głos. To znaczy, czasami zdarzało mu się coś zanucić, ale teraz, pośród tych pustych ścian, jego głos brzmiał jakby wydobywał się ze strun głosowych anioła. Naprawdę, nie przesadzałam.
-Nigdy nie słyszałam tej piosenki - powiedziałam.
-Nie mogłaś jej słyszeć, bo dopiero co ją wymyśliłem.
Chłopak odłożył instrument na bok i ułożył się obok mnie, obejmując mnie ramieniem i mocno przytulając. Podniósł się jeszcze na chwilę i zdjął swoją koszulkę.
Odwróciłam się w jego stronę.
-Zwariowałeś? - zapytałam - Będzie ci zimno.
-Przy tobie nigdy nie będzie mi zimno.
-Idiota - mruknęłam.
Niall znów przysunął się bliżej i niemalże mogłam czuć jego ciało przez dzielący nas materiał mojej bluzy.
Zaczął powoli całować moją szyję, raz po raz mocniej ściskając punkty na niej, jednak nie robił tego na tyle mocno, żeby zostawić na mojej skórze ciemnoróżowe ślady.
-Coś mówiłaś? - zapytał, nie przestając muskać mojej skóry
-Nie masz już takiej wielkiej ochoty, by zrobić mi malinkę? - zapytałam.
-Nie mam po co. Nie muszę już nikomu udowadniać, że jesteś moja. Wystarczy mi, że sam to wiem.
Objął mnie, a ja przycisnęłam jego ramię do mojej klatki piersiowej i nie zamierzałam go puścić. Nigdy.
Znowu poczułam to paradoksalne uczucie, które wywoływało we mnie sprzeczne uczucia. Z każdej strony otaczało nas niebezpieczeństwo, a ja czułam się bezpiecznie. Nieważne, gdzie byłam, ważne, że tuż obok był Niall, który stawał się pewnego rodzaju barierą ochronną odgradzającą mnie od wszystkiego, co złe.
Jest tak, jakby wszystko, co wcześniej ceniłam i kochałam w życiu, teraz już nic dla mnie nie znaczyło, liczyły się tylko pojedyncze chwile.
Na karku czułam ciepły i równy oddech Nialla, kiedy oboje cholernie zmęczeni powoli zasypialiśmy. Ostatnio sen był moją jedyną odskocznią od wszystkich problemów.
Kiedy śpisz, nie musisz nic musieć.
Wystarczy po prostu zamknąć oczy.











niedziela, 20 października 2013

Rozdział 31

Leżałam pośród miękkiej pościeli, słuchając, jak w pomieszczeniu obok leci strumieniem woda z prysznica. Zamknęłam jeszcze na chwilę oczy, wyobrażając sobie, jak pojedyncze krople wody spływają po nagim torsie Nialla, delikatnie rozluźniając jego mięśnie.
Kąciki moich ust uniosły się na samą myśl, szczególnie po tym, co stało się wcześniej. Byłam szczęśliwa, chociaż wiedziałam, że to uczucie nie potrwa długo. Przyzwyczaiłam się, że jak dobrze by nie było, to zawsze wszystko prędzej czy później się spieprzy.
Nie miałabym nic przeciwko, by tak zaczynać każdy dzień. Szkoda tylko, że nie mogliśmy być we własnym domu, leżeć w łóżku, które sami wybraliśmy, pośród pościeli, która pachnie naszym ulubionym zapachem. Dałabym wiele za to, żeby moje życie mogło wyglądać normalnie.
Ostatnimi dniami coraz częściej rozważałam to, co mogłoby się wydarzyć, gdybym nie spotkała Nialla.
Ciągle nie potrafiłam uświadomić sobie, jak bardzo zmieniło się moje życie w tak krótkim czasie i kiedy to wszystko się wydarzyło. Ktoś mógłby powiedzieć, że Niall zniszczył moje życie, ale to nieprawda. Oczywiście, stało się ono o wiele trudniejsze niż wcześniej, ale jeszcze nigdy nie czułam, że jest tak pełne. Może to właśnie tej trudności potrzebowałam, żeby je dopełnić.
Wróciłam do wyobrażania sobie wody spływającej po ciele Nialla, bo było to o wiele milsze zajęcie niż rozmyślanie nad moją przeszłością, teraźniejszością i przyszłością.
Moje myśli jednak szybko uciekły w zupełnie innym kierunku i znów zobaczyłam tamten wieczór, siebie łapiącą za broń i oddającą strzał...
Ugh. Wyglądało na to, że chyba nigdy nie uwolnię się od tego wspomnienia. Widocznie to musiała być moja kara i wcale na to nie narzekałam. Taka jest kolej rzeczy, zrobiłam coś okropnego, zrobiłam najstraszniejszą rzecz, jaką można zrobić w stosunku do drugiego człowieka, więc moje poczucie sumienia zamierzało mnie wykończyć psychicznie. Miałam jednak nadzieję, że dam radę to jakoś wyciszyć.
Podobno czas leczy rany. Jeśli to prawda, to pozostawało mi tylko czekać.
Przekręciłam się na bok z zamiarem wyjścia z łóżka, ale zupełnie nie miałam siły. Nic mnie jakoś szczególnie nie bolało, bo przecież nie był to mój pierwszy raz, ale czułam się trochę nieswojo i byłam po prostu zmęczona.
Najchętniej zostałabym tutaj cały dzień, chociaż pewnie i tak nie wyszłabym z motelu, bo najzwyczajniej w świecie nie było gdzie pójść. Czasami tylko wychodziliśmy z Niallem późnym wieczorem pochodzić po lesie, bo mogliśmy wyjść niezauważenie przez okno, a las był poprzecinany szlakami, więc nie było mowy o zgubieniu się.
Zwlokłam się powoli z łóżka i otworzyłam okno, by wpuścić do środka świeże powietrze.
Poruszałam głową w obie strony, żeby rozprostować zesztywniały kark. Niall wciąż był w łazience, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Okazało się, że to jak zwykle nasze śniadanie i jak zwykle poleciłam zostawić je przed drzwiami.
Odczekałam kilka minut, aż kroki pracownicy się oddaliły i otworzyłam drzwi widząc na wycieraczce tacę z jedzeniem.
Poniosłam ją i ostrożnie przeniosłam do środka, stawiając ją na stoliku między dwoma fotelami.
Miałam już zacząć jeść, kiedy pod jednym talerzem zauważyłam białą kopertę.
Zdziwiona odłożyłam bułkę z powrotem do koszyczka na pieczywo i delikatnie wyciągnęłam kopertę, otwierając ją pospiesznie.
Opadłam na fotel i zaczęłam czytać to, co znalazłam we wnętrzu koperty.
W środku była krótka notka o tym, że jeśli nie zapłacimy kosztów pobytu za ten tydzień i zaliczki za następny, nie możemy dłużej tu zostać. Co więcej był też dopisek, iż jest to drugie powiadomienie i obsługa motelu nie chciałaby być zmuszona, by przekazywać trzecie.
Zawsze to Niall zabierał tacę ze śniadaniem, więc musiał wiedzieć o pierwszym ponagleniu i zupełnie to przede mną zataić.
-Coś się stało kocie? - zapytał chłopak, wchodząc do pokoju, widziałam, że był naprawdę w dobrym humorze, co ostatnio nie zdarzało się dosyć często.
Miał na sobie tylko luźne szare spodenki dresowe, które opinały mu się na biodrach...Potrząsnęłam głową i przeniosłam wzrok na jego twarz, byłam na niego wściekła, a widok Nialla stojącego przede mną w samych spodenkach i jeszcze wilgotnym torsem naprawdę mi nie pomagał.
-Wiedziałeś o tym, prawda? - podniosłam do góry dłoń, w której ściskałam notkę od obsługi motelu - Niall, powinniśmy razem coś wymyślić, przecież musi być jakiś sposób na zdobycie pieniędzy...
-Już to załatwiłem - powiedział, przerywając mi.
-Załatwiłeś? Jak to załatwiłeś? - nie miałam pojęcia co mam przez to rozumieć.
Wstałam z fotela i podeszłam do Nialla.
-Niall, odpowiedz mi - poprosiłam, chociaż brzmiało to bardziej jak rozkaz.
-To nie jest takie proste...
-Myślę, że to jest bardzo proste - nie zamierzałam się tak łatwo poddać.
Niall westchnął, wciągnął bluzę przez głowę i otworzył drzwi z zamiarem wyjścia z pokoju.
-Zaraz wracam - powiedział.
Nie miałam pojęcia co zrobił, ale czułam, że to nie przyniesie nam niczego dobrego.
Po chwili wrócił niosąc w ręku torbę. Położył ją na łóżku i otworzył, rozsuwając powoli suwak, w międzyczasie jeszcze spoglądając na mnie z niepokojem.
Skrzyżowałam ręce i zacisnęłam usta bo dobrze wiedziałam, co jest w środku, a kiedy Niall pokazał mi zawartość torby, moje przypuszczenia tylko się potwierdziły.
-Skąd masz te pieniądze? - zapytałam, wiedząc, że raczej ich nie zarobił.
-Naprawdę chcesz znać odpowiedź? - odpowiedział mi pytaniem na pytanie, nawet nie zdając sobie sprawy jak mnie to zirytowało.
-Nie wiem czy chcę, nie wiem, czy mi się ona spodoba, ale muszę.
-Pojechałem wczoraj na stację benzynową...Był tam taki młody chłopak, chyba pracował dopiero trzeci dzień z kolei, nie pamiętam...Wyciągnąłem pistolet...
-Słucham?! - prawie krzyknęłam.
-Spokojnie, był nienaładowany.
-Nie obchodzi mnie to - odparłam - Sam fakt, że wziąłeś ze sobą broń mnie przeraża.
-Mamy pieniądze - powiedział stanowczo, patrząc się prosto na mnie.
Miałam ochotę mu przywalić w twarz.
-Równie dobrze mogliśmy uciec z motelu nie płacąc, wyszłoby na to samo.
Prawda była taka, że czegokolwiek byśmy nie zrobili, byłoby źle. Myślę, że Niall też o tym wiedział i wszystko zaczynało mu się już mieszać w głowie, dlatego zrobił to, co uznał za najbardziej odpowiednie, jednak to go nie usprawiedliwiało i nadal byłam na niego wściekła.
-Muszę się przejść - powiedziałam, zakładając na siebie pospiesznie bluzę i wkładając trampki.
-Gdzie ty... - Niall nie zdążył dokończyć, bo zatrzasnęłam za sobą drzwi.
-Nie idź za mną - rzuciłam jeszcze na odchodne.
Ruszyłam szybko w stronę lasu za motelem, nakładając na głowę kaptur i wkładając ręce do kieszeni.
Szłam po dróżce, po której zwykle spacerowaliśmy z Niallem. Tym razem wydawała mi się jakaś taka bardziej jałowa, a drzewa wokół blade i jakby zupełnie martwe. Wiatr przeganiał liście po ziemi, sprawiając, że co chwilę obijały się o moje nogi.
W końcu po kilku minutach szybkiego marszu zatrzymałam się i podniosłam głowę do góry. Widok koron drzew i chmur na niebie naprawdę mnie wyciszył i w jakiś sposób uspokoił.
Wciągnęłam głęboko powietrze i miałam już wrócić, kiedy jakaś silna ręka złapała mnie za ramię i szarpnęła mocno, przyciągając do siebie.
-Miło mi cię poznać, Meg - usłyszałam za sobą głos osoby, która trzymała mnie mocno i chyba nie zamierzała puścić.




Wiedziałem, że zrobiłem źle, nie mówiąc Meg o tym, że ukradłem pieniądze ze stacji benzynowej i ponagleniu otrzymanym od kierownictwa motelu, ale kiedy chciałem jej o tym powiedzieć, sprawy potoczyły się tak szybko...Samo wspomnienie dzisiejszego poranka sprawiło, że mimo wszystko się uśmiechnąłem.
Wyciągnąłem jeden plik pieniędzy i odliczyłem odpowiednią kwotę. Zamknąłem drzwi pokoju na klucz i skierowałem się w stronę recepcji. Wchodząc do środka zauważyłem, że o dziwo nie ma tam nikogo. Popularność motelu naprawdę była nam na rękę, im mniej osób się tu kręciło, tym lepiej.
Nie chciałem ryzykować dzwonienia dzwonkiem i wezwania jakiejś osoby, która przejęłaby ode mnie pieniądze, więc tylko sięgnąłem ręką do półki po prawej stronie i włożyłem plik pieniędzy do przegródki z numerem naszego pokoju. Byłem pewien, że domyślą się o co chodzi. Przynajmniej w taki sposób mogłem udawać, że jestem przykładnym obywatelem załatwiającym swoje sprawy do końca.
Miałem wrócić do środka i poczekać w pokoju na Meg, kiedy złość już jej przejdzie, ale coś tknęło mnie, że może jednak warto by było za nią pójść i przeprosić. Tak naprawdę to cholernie się o nią bałem i gdybym mógł, to nie wypuszczałbym jej na zewnątrz, bo miałem wrażenie, że gdziekolwiek by nie poszła, czekało tam na nią tylko i wyłącznie niebezpieczeństwo.
Pomyślałem, że zapewne obrała tę samą trasę, którą chodziliśmy praktycznie codziennie wieczorami podczas pobytu tutaj i ruszyłem, wchodząc coraz dalej w las.
To, co zobaczyłem kilka chwil później, sprawiło, że poczułem, jakby na chwilę stanęło mi serce.




-Kim jesteś? - zapytałam, chociaż miałam wrażenie, że dobrze znam odpowiedź.
-Nie domyślasz się? - nie widziałam jego twarzy, ale wiedziałam, że pojawił się na niej złośliwy uśmiech.
-Jake - syknęłam.
-No i w ten sposób przebrnęliśmy przez tą jakże niezręczną część poznawania się - powiedział.
-Nie mam zamiaru cię poznawać - odparłam i dodałam stanowczo - Puść mnie.
-Oh kotku, wydaje mi się, że nie masz zbytnio wyboru - nienawidziłam go z minuty na minutę coraz bardziej.
-Skoro chcesz mnie zabić, to czemu nie zrobiłeś tego do tej pory? - zapytałam.
-Kto powiedział, że chcę cię zabić? - był zdziwiony, chociaż wydawało mi się, że każda jego wypowiedź nasączona jest sarkazmem wypływającym z jego okropnych ust.
-Zabrałeś nam wszystko, czego jeszcze chcesz? - próbowałam grać na zwłokę, nie miałam pojęcia co planuje ten psychopata.
-Chcę się tylko z wami pobawić - powiedział cicho, przybliżając swoją twarz do mojego policzka.
Był okropny, chciało mi się wymiotować, kiedy czułam jego dotyk na mojej skórze.
Próbowałam się wyrwać, ale to sprawiło jedynie, że przytrzymywał mnie jeszcze mocniej.
-Nie uciekniesz teraz - warknął.
Starałam się krzyknąć, ale on zakrył mi usta dłonią, drugą zaciskając mocniej na mojej szyi.
-Niczego nie próbuj, bo wystarczy jeden ruch i jestem gotów skręcić ci kark - po tych słowach jeszcze mocniej ścisnął moją szyję, sprawiając, że coraz trudniej było mi oddychać.
Nagle usłyszałam, jak ktoś szybko podchodzi nas od tyłu i uderza Jake'a w głowę.
Jego uścisk rozluźnił się w tym samym momencie, a on sam opadł bezwładnie na ziemię.
Niall stał za mną trzymając w ręce sporą gałąź, którą przed chwilą obezwładnił Jake'a.
-Niall! - krzyknęłam ze łzami w oczach, rzucając się na niego, a on złapał mnie mocno i przytulił, jakby nigdy już nie chciał mnie wypuścić.
-Meg, szybko - powiedział i wyciągnął dłoń w moją stronę, ciągnąc mnie za sobą z powrotem do motelu. W krótkim czasie znaleźliśmy się z powrotem w naszym pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Oboje oddychaliśmy ciężko i trudno nam było łapać kolejne oddechy.
Spojrzałam na Nialla, szukając w jego oczach jakiegoś planu, tego, co zamierzaliśmy zrobić teraz.
-Zostawiłem pieniądze w recepcji - powiedział szybko Niall - Musimy zebrać szybko wszystkie nasze rzeczy.
Bez słowa rzuciłam się do łazienki, zgarniając nasze kosmetyczki, wszystkie luźne buteleczki i szczoteczki do zębów, które stał tam osobno. Wrzuciłam wszystko do dwóch torebek i zasunęłam ich suwaki, wychodząc z łazienki. Niall w tym samym czasie wyciągał ubrania, które postanowiliśmy powiesić w szafie. Rzuciłam kosmetyczki obok naszych toreb i rzuciłam się, by pozbierać pojedyncze ciuchy, które leżały na podłodze. Były tam chociażby moje spodnie i koszulka Nialla, którą rano tak łatwo zdjęłam z jego torsu.
Niall wcisnął wszystko do naszych toreb i rozejrzał się po pokoju. Ja zrobiłam to samo, sprawdzając ostatni raz łazienkę i zaglądając pod łóżko, skąd wyjęłam jeszcze ładowarkę do telefonu.
Miałam już podnieść jedną z toreb, kiedy Niall złapał mnie za rękę.
Zamknął moje dłonie w swoich i spojrzał na mnie swoimi błękitnymi tęczówkami. Do moich oczu napływały łzy, ale starałam się ze wszelkich sił to kontrolować.
-Nie możemy tu zostać - szepnął.
-Wiem - odparłam smutno.
-Przepraszam, to moja wina, gdybym cię nie zdenerwował... -spuścił wzrok, a ja widziałam, że był zły na siebie, chociaż ja już nie miałam mu nic do zarzucenia. Może to wszystko wyszło na dobre, dzięki temu wiedzieliśmy, że Jake podąża za nami i jest w pobliżu.
Uniosłam brodę Nialla i uśmiechnęłam się, próbując jakoś dodać mu otuchy, ale tak naprawdę dodać też otuchy samej sobie.
-Damy sobie radę - powiedziałam pewnie - Zawsze dajemy radę.
-Nie musiałabyś tego robić, gdyby nie ja. Spieprzyłem ci życie. Byłabyś szczęśliwsza beze mnie - Niall odwrócił wzrok, jakby nie mógł spojrzeć w moje oczy, bo widział tam swoje odbicie, a nie mógł patrzeć się właśnie na nie.
-Spójrz na mnie - poprosiłam.
Posłusznie z powrotem wbił we mnie wzrok. Jego oczy idealnie mnie uspokajały i naprawdę miałam wrażenie, że damy radę.
-Nie byłabym szczęśliwsza. Może wydawałoby mi się, że to szczęście, ale byłoby to tylko złudzeniem - zaczęłam - Bez ciebie nie byłabym szczęśliwsza. Niall, bez ciebie w ogóle by mnie nie było, rozumiesz?
Pokręcił głową.
-Nigdy cię nie zrozumiem - powiedział.
-Nie musisz - odparłam.
-Gdybym był na twoim miejscu czułbym do siebie wstręt po tym wszystkim, co zrobiłem w stosunku do ciebie - znowu popadał w stan, kiedy chciał przepraszać mnie za wszystko, co się wydarzyło.
-Nie wybieramy uczuć, które nami kierują. A mną kieruje uczucie, które jest cholernie silne i nie zamierzam w żaden sposób się go pozbywać, bo teraz to jedyna rzecz, która trzyma mnie przy życiu i dzięki której chcę ruszyć dalej. Myślę, że tam w głębi - dotknęłam jego piersi - Czujesz to samo i nie możesz się przed tym bronić. Pamiętasz, co mi kiedyś powiedziałeś? Boisz się zakochać. Teraz to nie ja się przed tym bronię. Odrzucasz to uczucie, bo masz wrażenie, że mnie nim niszczysz. Nie niszczysz mnie, wręcz przeciwnie. Niall, ty mnie ratujesz. Każdego dnia, w każdej minucie, w każdej sekundzie.
Przyciągnęłam go pewnie, ale delikatnie za kark i złączyłam nasze usta w pocałunku, który chłopak odwzajemnił natychmiast. Jego miękkie wargi wpasowujące się idealnie w moje, moment, w którym zapominałam o wszystkim, co nas otacza.
-Chodźmy - powiedziałam.
Chłopak podniósł dwie torby, ja wzięłam w dłoń pasek trzeciej. Niall obejrzał się za siebie i rzucił na łóżko klucz do pokoju.
-Obyś miał szczęśliwszych lokatorów w przyszłości - powiedział i zamknął za nami drzwi, a ja poczułam się, jakbyśmy zamykali nie drzwi, a kolejny rozdział naszego życia.
Podeszliśmy do samochodu i oboje wsiedliśmy pospiesznie do środka.
Niall spojrzał na mnie, a ja tylko skinęłam głową, nie wiedząc właściwie dlaczego wykonałam właśnie taki gest.
Chłopak nacisnął pedał gazu i wyjechał na drogę, zostawiając motel w tyle.
Znowu uciekaliśmy i szczerze mówiąc, to nie przejmowałam się tym. Nieważne, gdzie i jak daleko mieliśmy zajechać, byłam z osobą, która znaczyła dla mnie więcej niż ktokolwiek inny. Spojrzałam na Nialla, który swoimi dłońmi obejmował mocno kierownicę i obejrzałam się za siebie, odsuwając przegrodę dzielącą kabinę pick-up'a od drugiej części samochodu. Wsunęłam najpierw głowę i tułów, a potem przytrzymując się rękoma wyszłam na tylną platformę i stanęłam opierając się rękoma o dach auta. Powoli rozłożyłam ręce i zamknęłam oczy rozkoszując się podmuchami wiatru, które rozbijały się o moje ciało, kiedy mknęliśmy ciemną drogą gdzieś, gdzie miało być nam lepiej.
-Meg, złaź stamtąd! - krzyknął Niall.
Nie odpowiedziałam mu, bo jego głos dochodził do mnie jak zza ściany zrobionej z grubego szkła.
-Meg, ja nie żartuję! - powtórzył, ale w jego głosie wyczuwałam raczej rozbawienie, a nie złość.
Uśmiechnęłam się szeroko i otworzyłam oczy, ciągle trzymając moje ramiona rozłożone.
W życiu rzadko kiedy dostajemy to, czego najbardziej pragniemy. Czasem jednak więcej szczęścia i satysfakcji dają nam rzeczy, których nie oczekiwaliśmy. Te zaskakujące chwile, które nadają naszemu życiu rytm.
Mogliśmy zrobić wszystko. Mogliśmy nie zrobić nic.
Zależało to tylko od nas.













__________________________________
Mam małą nadzieję, że zarówno nowy rozdział jak i nowy wygląd bloga Wam się spodobał.
Korzystając z okazji, jeśli macie Instagramy i chcecie zobaczyć jak wygląda osoba, która pisze Hungera (uprzedzam, możecie mieć koszmary, serio), to zapraszam do obserwowania mnie: megically

sobota, 12 października 2013

Rozdział 30

Czułem się okropnie z tym, że muszę zostawić Meg samą w pokoju motelowym, ale musiałem coś zrobić i to nie mogło czekać ani dnia dłużej. Kiedy wychodziłem, było jeszcze ciemno, a słońce nawet nie wychylało się zza horyzontu.
Dziewczyna poszła wczoraj wcześniej spać, zresztą ja usnąłem tuż po niej, bo samo patrzenie na nią jak śpi sprawiało, że stawałem się senny.
Może po prostu dobrze wiedziałem, że kiedy zamknę oczy, to i tak ją spotkam. We śnie.
Wychodząc z pokoju obejrzałem się przez ramię i spojrzałem na Meg. Przyciskała kawałek kołdry do policzka, leżąc na boku. Zawsze spała w takiej samej pozycji, prawie nigdy nie kręciła się w nocy.
Może to też trochę przez to, że ostatnio zazwyczaj otaczałem ją moim ramieniem. Któregoś ranka powiedziała mi, że jeśli nadal będę ją ściskał tak mocno, to w końcu ją niechcący uduszę.
Uśmiechnąłem się. Nie chciałem jej udusić, po prostu bałem się, że ktoś byłby w stanie przyjść w nocy i mi ją zabrać. Meg była jedynym, co miałem i nie chciałem jej stracić. Co więcej nie chciałem, by ona straciła mnie, bo to znaczyłoby, że stanie się zupełnie bezbronna. No, może nie aż tak bezbronna, jak ja to sobie wyobrażałem, ale jednak. Wiedziałem, że w głębi jest naprawdę twardą osobą, chociaż często było to dla niej trudne do utrzymania.
Wczoraj była jedna z takich chwil.

Jak zwykle włączyliśmy telewizor, tylko po to, żeby upewnić się, że znowu mówią o nas w wiadomościach lokalnych. Oboje mieliśmy nadzieję, że właściciele motelu nie oglądają tych serwisów, ale tak czy inaczej, staraliśmy się, żeby nas nie widywali.
-Znowu rozpoczynamy wiadomościami w sprawie zabójstwa Petera Rogersa. Ostatnio wypowiadał się w naszym studio brat ofiary, natomiast dziś gościmy ojca podejrzanej o zabójstwo Meg C., prawdopodobnie współpracującej z groźnym kryminalistą Niallem H.
-Znowu to samo pierdolenie - powiedziałem, kiedy przez oczami pojawiła się ta sama blondynka co zawsze. Dziennikarka działała mi na nerwy na każdym razem, kiedy pojawiała się na ekranie.
Spojrzałem na Meg, ale ona wpatrywała się w telewizor z szokiem i strachem w oczach. Nie miałem pojęcia, czemu aż tak ją to przejęło, bo przecież słuchaliśmy tego praktycznie codziennie, ale po chwili coś do mnie dotarło. Ojcem...
Kurwa.
Obok dziennikarki siedział ojciec Meg i przez kilka minut mówił o tym, że jego córka na pewno jest niewinna, że to wszystko na pewno jego wina, a jeszcze bardziej to wina tego strasznego kryminalisty, który ją do tego zmusił. Może mówił prawdę, może faktycznie byłem taki. Mówił też, że bardzo by chciał, aby jego córka wróciła do domu, bo na pewno wszystko się ułoży.
Wyłączyłem telewizor, kiedy Meg wstała z fotela i opadła na łóżko, okrywając się kołdrą i płacząc w poduszkę
Widziałem, ile bólu jej to sprawia. Położyłem się obok, żeby chociaż trochę jej pomóc, albo przynajmniej pokazać jej, że nie pozwolę, żeby się rozpadła.
-Niall... - wyszeptała.
-Cii - odpowiedziałem, gładząc ją po włosach i całując w głowę.
-Wiesz co jest najgorsze? Że kiedy cię tak nazwał, to poczułam taką...złość.
-Przestań - przerwałem jej - Nie myśl o tym, po prostu spróbuj zasnąć.
Kiedy zasypialiśmy, czułem jak drżała w moich ramionach, ale za nic w świecie nie mogłem jej pokazać, że najchętniej sam puściłbym wszystkie hamulce. Jeśli było coś, czego nie mogłem teraz robić to poczuć się słabym.

Meg o tym nie wiedziała, ale wczoraj na tacy razem ze śniadaniem została nam dostarczona kartka z informacją o tym, że w ciągu dwóch dni musimy wpłacić należną kwotę, jeśli nadal chcemy korzystać z usług motelu.
Chcąc zapewnić nam jakiegoś rodzaju azyl chociażby na kilka kolejnych dni musiałem jakoś zdobyć pieniądze, bo wszystko, co mieliśmy, zabrał mi Jake.
Jechałem do celu mijając może dosłownie dwa, trzy samochody po drodze. O tak, czasami miałem pieprzone szczęście.
Zatrzymałem się na parkingu stacji benzynowej praktycznie w środku lasu. Wyciągnąłem ze schowka zapasową broń, którą nosiłem na wszelki wypadek. Sprawdziłem magazynek i stwierdziłem, że jest ok.
Naciągnąłem na głowę kaptur, a na twarz założyłem kominiarkę.
Rozejrzałem się po okolicy, na moje szczęście nie było tu ani żywej duszy. Tak jak w przypadku motelu wydawało mi się, że to miejsce rządzi się własnymi prawami, jakby ludzie zupełnie o nim zapomnieli.
Nie ukrywam, było mi to naprawdę na rękę.
Wysiadłem z samochodu i skierowałem się w stronę budynku stacji.
Pchnąłem ciężkie drzwi i wszedłem do środka. Rozejrzałem się. Wnętrze nie różniło się zbytnio od innych przydrożnych stacji benzynowych, ale tutaj było o wiele spokojniej i miałem wrażenie, że to nie tylko dlatego, że jest tak wcześnie rano.
Podszedłem agresywnie do lady, najwidoczniej wyrywając kasjera z głębokiej drzemki.
-Co to kurwa?! - krzyknął przestraszony.
-Spokojnie - powiedziałem, próbując brzmieć inaczej niż w rzeczywistości - Po prostu daj mi pieniądze, które masz w kasie, a nic się nie stanie.
-To mój trzeci dzień w tej pracy... - zaczął.
To trwało zbyt długo, nie chciałem tego przeciągać. Wyciągnąłem pistolet i wycelowałem go w stronę młodego chłopaka.
-Myślę, że twoje życie jest cenniejsze od tej pracy - powiedziałem przekonująco.
Poderwał się do góry i uniósł ręce.
-OK! OK! Dam ci pieniądze - powiedział, a ja miałem wrażenie, że zaraz się rozpłacze - Jest ich dużo, mieli odebrać zysk za cały tydzień dopiero dzisiaj...
Rzuciłem mu na ladę torbę, którą wziąłem ze sobą i czekałem, aż powoli zapełnia się banknotami. Faktycznie, było ich dość sporo, ale i tak kasa, którą ukradł mi Jake, była o wiele większa.
-To wszystko co mam - powiedział, pakując ostatnie pieniądze.
-Dziękuję... - spojrzałem na jego plakietkę - Dziękuję Ian. Nie do zobaczenia.
Złapałem jeszcze kilka rzeczy, kiedy wychodziłem i schowałem je do torby z pieniędzmi.
Odjechałem szybko, żeby chłopak nie zdążył spisać numeru rejestracyjnego, który pewnie i tak, znając Harry'ego, był fałszywy, ale wolałem nie ryzykować.
Chłopaka prawdopodobnie wyrzucą z pracy, a nawet mogą obciążyć go kosztami.
Szczerze? Nie obchodziło mnie to. To był jedyny sposób, byśmy mogli przetrwać z Meg. Wszystko inne było dla mnie tylko czymś podrzędnym, mniej ważnym. Nawet, jeśli rujnowałem komuś życie.
Zatrzymałem się w połowie drogi i wziąłem w ręce broń.
Sprawdziłem magazynek. Był taki sam jak przed wejściem na stację. Zupełnie pusty.
Położyłem torbę na kolanach i zacząłem przeliczać pieniądze, które właśnie ukradłem...Dostałem od Iana, to brzmiało lepiej.
W torbie było kilka tysięcy, ale to nie był wielki majątek, jednak starczyło nam, by opłacić motel i ewentualnie mieć środki, by jechać dalej.
Uśmiechnąłem się i odjechałem, aby załatwić drugą ważną rzecz.
Po kilkunastu minutach zaparkowałem przed obskurnym budynkiem, gdzie byliśmy kilka dni temu z Meg.
Jak zwykle w środku trudno było oddychać przez wypełniający pomieszczenie dym.
-Smugglers! - krzyknąłem.
-Tutaj jestem! - usłyszałem głos z drugiego pokoju.
Wszedłem do pokoju, nazywając go umownie biurem Smugglersa i uścisnąłem mu dłoń.
Ten bez jakiegokolwiek wyrazu twarzy wyjął z szuflady dwie książeczki i wręczył mi je.
Pierwszą był dokument dla Meg, a drugą - mój. Musiałem się przyzwyczaić do bycia Lucasem Hoodem.
-Płaciłeś z góry, więc jesteśmy kwita - powiedział Smugglers.
Przytaknąłem.
-Horan, pamiętaj, jeśli ktoś cię spyta, nie znasz mnie, nie widziałeś mnie i dla ciebie w ogóle nie istnieję. No...chyba, że ktoś chce kupić fałszywki, wtedy możesz go do mnie skierować.
Znów przytaknąłem, chcąc tylko jak najszybciej wydostać się z zadymionego pomieszczenia.
-Uważaj na nią - zatrzymał mnie jeszcze przed wyjściem. Podobne słowa wypowiedział kiedyś Harry. Nic innego poza uważaniem na nią nie robię pomyślałem.
-Żegnaj Smugglers - rzuciłem na odchodne i wyszedłem, wsiadając ostatni już raz do samochodu i powoli wracając do motelu.
Spojrzałem na zegarek i miałem nadzieję, że Meg jeszcze głęboko śpi i wrócę, zanim zdąży się zorientować, że mnie nie ma.
Wcisnąłem mocniej pedał gazu, pilnując jednak, żeby nie zwrócić na siebie ewentualnej uwagi.



Obudziłam się z uśmiechem na twarzy, wiedząc, że kiedy się przekręcę, to Niall będzie leżał obok mnie. Byliśmy w tym samym motelu już od kilku dni. Zastanawiał mnie fakt, że właściciele jeszcze nie skojarzyli naszych twarzy z tymi portretami pamięciowymi i zdjęciami, które pokazywali w telewizji. Możliwe, że to dlatego, iż tak naprawdę jeszcze nie spotkaliśmy się z nimi twarzą w twarz w świetle dziennym, a może po prostu nie oglądali telewizji. Wiedziałam, że moment konfrontacji musi kiedyś nadejść, ale chciałam odsunąć tę myśl jak najdalej od siebie.
Otworzyłam oczy, spodziewając się, że zobaczę przed sobą twarz Nialla, jednak jedyne co zobaczyłam to puste miejsce obok mnie. Było jeszcze ciemno, właściwie nie wiem czemu obudziłam się tak wcześnie, może dlatego, że niewiele robiłam ostatnimi dniami, a dodatkowo wczoraj bardzo wcześnie zasnęłam.
Odrzuciłam kołdrę i wstałam z łóżka. Sprawdziłam łazienkę, ale chłopaka tak też nie było. Wyjrzałam przez okno i odkryłam, że na parkingu nie było naszego samochodu. Co do kurwy?...
Przeszło mi przez myśl, że może Niall miał tego wszystkiego dość i po prostu mnie zostawił. Wczoraj tak cholernie się rozkleiłam, nie chciałam, żeby widział mnie w takim stanie.
Co wieczór kładłam się z nadzieją, że kiedy się obudzę będę po prostu pozbawiona wszystkich uczuć. Wiedziałam, że pozbyłabym się tym złych, ale też tych dobrych, jednak w żadnym stopniu mi to nie przeszkadzało.
Nie chciałam już czuć. Nie w taki bolesny sposób.
Tak czy inaczej fakt, że nie wiedziałam, gdzie jest Niall doprowadzał mnie do szaleństwa.
Do głowy przychodziły mi same czarne scenariusze. Między innymi myślałam o tym, że odszedł, że mnie zostawił, że już nigdy go nie zobaczę...
Ugh, odgoniłam od siebie wszystkie te myśli i pomyślałam, że najlepszym sposobem na uspokojenie się, będzie wzięcie prysznica. Faktycznie, kropelki wody spływające po moim ciele naprawdę ukoiły nerwy.
Wyszłam z łazienki w tym samym momencie, w którym Niall wszedł do pokoju. Ledwo zdążył zamknąć drzwi, kiedy rzuciłam się w jego stronę.
Najpierw mocno zarzuciłam na niego ramiona i przyciągnęłam do siebie, ale po chwili odsunęłam się i uderzyłam otwartą dłonią w jego pierś.
-Gdzieś ty był?! - prawie krzyknęłam.
-Załatwiałem pewne sprawy... - odpowiedział niezrozumiale. Wcale mnie to nie obchodziło.
-Myślisz, że możesz tak po prostu sobie znikać, a ja tego nie zauważę? - wciąż miałam podniesiony ton głosu.
-Meg...
-Nie, nie Meg! Myślałam, że odszedłeś, rozumiesz?! - nie wiedziałam, dlaczego mam ochotę to wszystko wykrzyczeć.
-Powinienem zostawić ci jakąś kartkę, żebyś wiedziała...Nie sądziłem, że wstaniesz tak wcześnie nad ranem - wyjaśnił.
-Powinieneś. Obudziłam się, bo chyba wyczułam, że mi czegoś brakuje. Że brakuje mi kogoś obok - dokończyłam.
Niall przybliżył się do mnie i przybliżył usta do mojego ucha. Jego ciało drżało jeszcze od porannego zimnego powietrza, ale oddech miał ciepły i od razu poczułam go na mojej szyi.
-Brakowało ci mnie? - wyszeptał.
-Cholernie - odparłam.
Odsunęłam się, żeby spojrzeć mu w oczy. Uśmiechnęłam się w tym samym momencie, kiedy jego kąciki ust również podniosły się do góry. Poczułam, że jest tylko jedna rzecz, którą mam ochotę teraz zrobić.
Stanowczo, ale z wyczuciem zaczęłam napierać na jego ciało, aż poczułam, że dotknął plecami drzwi.
Złączyłam mocno nasze wargi, jakbym miała już nigdy nie przestać go całować. Jakby całowanie Nialla w tamtej chwili było celem mojego życia. Boże, co się ze mną działo.
Dotknęłam jego zziębniętego policzka i po minucie miejsce po mojej dłoni było już ciepłe.
-Jesteś zimny - szepnęłam.
-Naprawdę? - zapytał zdziwiony - Bo czuję, jakby jakieś gorąco rozsadzało mnie od środka.
Kiedy wypowiedział te słowa przekręcił mnie tak, że teraz ja stałam plecami oparta o drewniane drzwi. Ręka Nialla znajdowała się tuż nad moją głową, a twarz naprzeciwko mojej.
Oblizał usta, a ja miałam wrażenie, że za chwilę po prostu upadnę na ziemię.
Bezwiednie sięgnęłam palcami do suwaka jego bluzy i rozsunęłam go powoli, ale zdecydowanie.
Po chwili bluza leżała już na ziemi, a ja mogłam podziwiać nagie ramiona Nialla w wyciętej koszulce bez rękawów.
Cholera, dlaczego on musiał być tak onieśmielający?
Pomyślałam, że właśnie w tym momencie wszystko może przestać się liczyć.
Przyciągnęłam go ponownie do siebie i wsunęłam język między jego wargi, a on odwzajemnił mój gest. Nie wiem kiedy zaczęliśmy kierować się coraz bliżej łóżka, ale po chwili leżałam już na miękkiej pościeli, a Niall znajdował się nade mną, raz po raz łącząc namiętnie nasze usta.
Uniosłam dół koszulki Nialla, wsuwając pod nią dłoń i dotykając jego brzucha, po czym pociągnęłam materiał do góry, pomagając mu się go zupełnie pozbyć.
Teraz przyszła kolej na mnie, Niall objął mnie od tyłu, kładąc ręce na moich nagich plecach po tym, jak wsunął je pod materiał mojej koszulki. Za moment ona też znalazła się na podłodze.
Zostałam w samym staniku i majtkach.
Przekręciliśmy się tak, że teraz ja byłam nad nim. Zaczęłam zostawiać na jego klatce piersiowej krótkie pocałunki, przechodząc coraz niżej i niżej, aż w końcu podniosłam się i odpięłam pasek w jego spodniach.
Niall uniósł się na łokciach i spojrzał na mnie pytająco.
Podniosłam jeden kącik ust do góry i powoli rozpięłam jego rozporek.
Teraz, kiedy spodnie Nialla zostały przeze mnie odrzucone na podłogę, byliśmy w takiej samej sytuacji. Oboje zostaliśmy w bieliźnie, ale na pewno to ja czułam się bardziej niekomfortowo.
Chłopak chyba zauważył jak niepewna się stałam, bo sam zdecydował się przejąć inicjatywę.
Wyciągnął dłoń i powoli zsunął najpierw jedno ramiączko mojego stanika, a potem drugie. Potem sięgnął ręką z tyłu moich pleców i rozpiął zapięcie.
Poczułam się tak niezręcznie, jak chyba nigdy w życiu.
-Przestań się rumienić - powiedział Niall uśmiechając się szeroko.
-Przestań się tak we mnie wpatrywać - odpowiedziałam.
Znowu zmienił pozycję i znalazłam się pod nim. Przesunął palcami po mojej klatce piersiowej, po czym zaczął zostawiać na niej coraz więcej pocałunków. Z mojego gardła wyrwał się urywany jęk, kiedy przesunął językiem po moim sutku.
-Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? - zapytał szeptem.
Przygryzłam wargę i tylko przytaknęłam.
Niall przyjął to jako zgodę i zaczął całować moją szyję, a ja odchylałam ją bezwiednie zapewniając mu jeszcze lepszy dostęp. Kilka razy mruknął w taki sposób, że miałam wrażenie, że zaraz się rozpłynę.
W moim brzuchu nie było żadnych pieprzonych motyli. Tam było całe dzikie stado zwierząt, które były gotowe wyrwać się stamtąd i rozerwać mnie na strzępy.
Niall wsunął rękę między materiał moich majtek a skórę, powoli zsuwając je z mojego ciała coraz niżej. Byłam wdzięczna za to, że w międzyczasie okryliśmy się kołdrą, bo wydawało mi się to chociaż trochę mniej niezręczne.
Zjechałam dłonią po brzuchu Nialla dochodząc coraz niżej, kiedy w końcu poczułam twardniejącą część ciała tuż pod cienkim materiałem jego bokserek, których po chwili już tam nie było.
Niall sięgnął ręką w dół, wyjmując z kieszeni swoich spodni niewielką paczuszkę i rozwinął jej zawartość.
-Skąd wiedziałeś, że... - spojrzałam się na niego, ale szeroki uśmiech wystarczył mi za wszystkie inne odpowiedzi.
Niall zręcznie nałożył prezerwatywę i spojrzał się na mnie.
Przyciągnęłam jego głowę za kark i pocałowałam namiętnie, a w tym samym momencie on powoli wszedł się we mnie, powodując, że bezwiednie wypchnęłam w górę moje biodra, a z mojego gardła wydobył się jęk, który został stłumiony przez kolejny pocałunek.
Poczułam, jakby iskry przeskoczyły między naszymi ciałami, kiedy część Nialla znalazła się we mnie.
Chłopak zaczął w równym tempie pulsującym ruchem wchodzić we mnie, a ja po prostu nie potrafiłam kontrolować jęków, które raz po raz wydobywały się z moich ust.
Miałam wrażenie, że Niall wchodził we mnie coraz głębiej, ale wcale nie czułam bólu. Jedyne, co czułam to cholerne pożądanie, które ogarniało całą mnie.
Niall zaczął wsuwać się i wysuwać w coraz szybszym tempie, a ja po prostu dostosowywałam się do jego ruchów, próbując z nim jak najlepiej współgrać.
Przesunęłam dłońmi po jego napiętych barkach i umięśnionych plecach zjeżdżając coraz niżej, aż w końcu ścisnęłam pośladki Nialla tak, że w końcu to z jego ust wydobył się głośny jęk.
-Meg...ja chyba...
Poczułam to w tamtej chwili. Niall wszedł we mnie mocniej niż wcześniej sprawiając, że w końcu oboje doszliśmy, chociaż równie dobrze mogliśmy to robić przez cały dzień.
Prawie krzyknęłam, ale stłumiłam to, po prostu rozkoszując się ciepłem rozpływającym się wewnątrz mnie i jakby eksplodującym jednocześnie. Niall powoli wysunął się ze mnie i pozbył się zużytej prezerwatywy.
Przez chwilę po prostu leżeliśmy obok siebie rozkoszując się tym, co się przed chwilą wydarzyło i oboje oddychaliśmy ciężko.
Naciągnęłam swoje majtki, Niall zrobił to samo ze swoimi bokserkami, i przekręciłam się podpierając się ręką.
-To było... - zaczął Niall.
-O tak - powiedziałam po prostu.
Pocałowałam jego nagi tors, po czym zaczęłam całować jego szyję, w pewnym momencie mocniej ściskając punkt na jego skórze.
Odsunęłam się i spojrzałam na niego zadowolona.
-Czy ty właśnie...Czy ty właśnie zrobiłaś mi malinkę? - zapytał rozbawiony - Bo to cholernie miłe uczucie i jeśli o mnie chodzi to naprawdę nie mam nic przeciwko...
Roześmiał się głośno, a ja poczułam, że powietrze wokół zadrżało, kiedy z jego gardła wydobył się śmiech.
Wsunęłam nogę między nogi Nialla, przysuwając się bardzo blisko.
Położyłam głowę na jego piersi, a on zaczął gładzić swoim długim palcem moje nagie ramię.
Spojrzałam w stronę okna i zobaczyłam przedostające się powoli do środka promienie słoneczne i pomyślałam, że to chyba jeden z lepszych dni w moim życiu.
Miałam ochotę zostać tutaj do końca życia, ale wiedziałam, że nie mogę.
Czasami uczucie nie jest w stanie utrzymać całego naszego życia w odpowiednim rytmie.
W naszym przypadku cokolwiek, co nas łączyło sprawiało, że nadal potrafiliśmy brać kolejne oddechy, nie zatrzymywać bicia naszego serca, mimo wszystkiego, co się do tej pory wydarzyło. Kiedy patrzyłam w oczy Nialla wiedziałam, że cokolwiek się nie wydarzy, mogę na niego liczyć. I miałam nadzieję, że on miał taką samą świadomość, bo mógł liczyć na mnie.
Miłość. W końcu potrafiłam nazwać uczucie, które łączyło mnie i Nialla.
Chciałam zatracić się w tym uczuciu jak najbardziej, nawet intensywniej kiedy władzę nade mną przejmowało pożądanie.
Nieważne, co się wydarzyło. Nieważne, co się wydarzy. Liczyło się tu i teraz i zamierzałam żyć z dnia na dzień, czekając na to, co przyniosą mi kolejne dni. A mogły przynieść cokolwiek i oboje z Niallem dobrze o tym wiedzieliśmy. Jutro mogliśmy siedzieć w tym samym pokoju, ale równie dobrze moglibyśmy uciekać albo skakać z klifu. Mogło się wydarzyć dosłownie  w s z y s t k o.
Czasami miłość nie wystarcza, kiedy drogi zaczynają się coraz bardziej plątać.
Czasami jednak miłość to jedyne uczucie, które pozwala nam brać kolejny oddech.
Wdech. Wydech. Niall.














________________________________________________

Dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnim postem, naprawdę dały mi ogromną motywację i jeszcze raz dziękuję.
A tak BTW, zobaczcie, co dziś przesłała mi jedna z kochanych osób: KLIK