poniedziałek, 30 września 2013



Muszę to napisać, bo już od dawna miałam taki zamiar. 

Na pewno wiele z was zastanawia się, dlaczego komentarze są tak ważne dla autorów fanfictions. 
Otóż wyobraźcie sobie, że zamiast wyjścia z przyjaciółmi, obejrzenia serialu czy chociażby nauczenia się na sprawdzian siedziałam w niedzielę, pisząc przez kilka godzin rozdział, starając się, by był jak najlepszy. 

Informuję o rozdziałach ponad 160 osób, blog obserwuje ponad 280, a komentarzy jest coraz mniej. Uwierzcie mi, to naprawdę nie jest miłe uczucie, bo ja mam wrażenie, że piszę beznadziejnie i po prostu nie chcecie tego czytać. 
 Nie mam zamiaru robić czegoś w stylu 50 komentarzy = next, bo według mnie jest to trochę żałosne, ale zaczynam rozumieć osoby, które tak piszą. 

Tak więc dziękuję osobom, które poświęcają dodatkową minutę po przeczytaniu rozdziału i komentują, nawet nie macie pojęcia ile to dla mnie znaczy.

Nie martwcie się, niedługo już was nie będę męczyć, bo za kilka rozdziałów Hunger się skończy :)

+Jeśli was informuję to potwierdźcie, że nadal chcecie być informowane wpisując swój username w komentarzu :)

niedziela, 29 września 2013

Rozdział 29

Strzał. 
Otworzyłam oczy, ciągle słysząc ostry dźwięk przetaczający się po mojej głowie niczym piłka odbijająca się w środku mojej czaszki.
W tym samym czasie moje ciało przeszedł dreszcz i cała aż wzdrygnęłam. Poczułam jak Niall mocniej mnie obejmuje, ale chyba zrobił to zupełnie nieświadomie, bo nadal spał. Co chwilę ciepłe powietrze wydychane z jego płuc dochodziło do mojego karku powodując to cholernie miłe uczucie, które sprawiało, że moje serce jakby topniało i rozpływało się w środku.
Spojrzałam w bok, bo przez ramię Nialla oplatające mnie miałam zbyt małe pole widzenia.
Obok szafy leżały nasze torby, które Niall tam wczoraj zostawił. Zauważyłam, że są trzy i trochę mnie to zdziwiło. Ja wzięłam jedną, a wydawało mi się, że chłopak wyraził się jasno o ilości bagażu na jaką możemy sobie pozwolić. Wziął dwie torby jednocześnie zabraniając mi spakować czegokolwiek co byłby mi zupełnie zbędne. To zupełnie do niego niepodobne, mogłam wiele powiedzieć o Niallu, ale na pewno nie był hipokrytą.
Może to Harry dał mu coś razem z samochodem albo były tam jakieś ważne rzeczy, których naprawdę nie mogliśmy zostawić. Sama nie wiem, wtedy wydawało mi się, że mogło być to dosłownie wszystko, a tak naprawdę nic chyba nie było w stanie mnie już zaskoczyć.
Próbowałam się ruszyć, ale jedynym skutkiem był tylko mocniejszy uścisk Nialla. Wiedziałam, że raczej nie oswobodzę się dopóki chłopak się nie obudzi, ale pomyślałam, że spróbuję czegoś innego. Najdelikatniej jak mogłam przekręciłam się tak, że teraz miałam twarz Nialla tuż przed moimi oczami. Pomyślałam, że wygląda naprawdę słodko, ale nigdy nie miałam zamiaru wypowiedzieć tego na głos. Sądzę, że ostatnią rzeczą, którą Niall chciałby o sobie usłyszeć to to, że jest słodki. Zresztą wiedziałam, że obraz przed moimi oczami naprawdę mógł być bardzo mylący. Powiedzieć o nim, że jest słodki, to jak powiedzieć to samo o papryczce chilli.
Z rzęs Nialla spokojnie spoczywających na jego policzkach przeniosłam wzrok na jego miękkie usta. Były lekko rozwarte, jakby tylko czekały aż...
Oh pieprzyć to. 
Przysunęłam się jeszcze bliżej i idealnie wpasowałam moje wargi w usta Nialla, dodatkowo muskając jego dolną wargę moim językiem. O dziwo chłopak to odwzajemnił, jednak nadal nie otworzył oczu. Kiedy w końcu przestałam go całować i podniosłam powieki, odsuwając swoją twarz od ust Nialla.
-Dzień dobry - powiedział.
-Przepraszam - szepnęłam.
-Nie ma za co - odparł - Jeśli o mnie chodzi, to jest to o wiele lepszy sposób budzenia niż ostry dźwięk mojego budzika. To znaczy, nie powiem, żeby ten sposób nie był w jakimś znaczeniu ostry...
-Oh zamknij się - jęknęłam i przekręciłam na plecy.
Na suficie tańczyły promienie słońca, które jakimś cudem zdołały przedostać się przez szparę pomiędzy roletą a parapetem. Na szczęście Niall wczoraj nie zasłonił jej do końca. Nie wiem dlaczego, ale czułam się jakbym grała w jakimś serialu. Niestety, w rzeczywistości byłoby to raczej CSI niż jakikolwiek serial młodzieżowy o tym, jak cudowne jest życie.
-Która godzina? - mruknął tonem tak bardzo seksownym, że w tej jednej chwili zapomniałam, że w ogóle znam się na zegarku.
-Nie mam pojęcia - jakimś cudem udało mi się wydobyć z siebie pojedyncze dźwięki.
W tej samej chwili usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Nie wiem dlaczego, ale przed oczami przeskoczyło mi kilka kadrów, które zawierały między innymi policjantów, kajdanki i mnie za kratami więzienia o zaostrzonym rygorze.
Spojrzałam na Nialla, ale on był tak samo zaskoczony jak ja. Oczywiście żadne z nas nie pomyślało o czymś najbardziej oczywistym. Chociaż trudno byłoby tego od nas wymagać, po wszystkim co się wczoraj wydarzyło.
Niall dotknął palcem wskazującym moich ust, dając mi znać, żebym się nie odzywała. Jakbym sama dobrze nie była tego świadoma. Czasami miałam wrażenie, że traktował mnie jak jakąś idiotkę czy małe dziecko.
-Obsługa Pines Resorts, państwa śniadanie jest gotowe, mogę wejść? - usłyszeliśmy zza drzwi głos kobiety, prawdopodobnie w średnim wieku.
Niall przekręcił oczami i westchnął głośno. Ja poczułam taką samą ulgę, naprawdę. Jakby ktoś zabrał z mojej klatki piersiowej dziesięciokilogramowy worek z ziemniakami.
Z ziemniakami?... Pokręciłam głową, nie wierzę, że ze wszystkich rzeczy właśnie to przyszło mi jako pierwsze do głowy.
Boże, chyba naprawdę musiałam być głodna, a nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy.
-Proszę postawić przed drzwiami - krzyknął Niall.
-Ależ oczywiście - nie widziałam twarzy tej kobiety, ale mogłabym przysiąc, że pojawił się tam złośliwy uśmiech, w jej głowie na pewno wyświetliły obrazy nas...chyba nie musiałam tego kończyć, wiadomo co sobie pomyślała.
Poczekaliśmy, aż jej kroki trochę się oddaliły, a Niall wstał i podszedł do drzwi.
Kiedy chłopak wyszedł spod kołdry o mało z moich ust nie wydobył się zduszony jęk.
Niby leżał obok mnie przez całą noc, ale dopiero teraz dotarło do mnie, że leżał obok mnie w samych bokserkach.
Mój wzrok najpierw zatrzymał się na jego ramionach i barkach, które poruszały się w takim...kocim stylu, kiedy szedł po nasze śniadanie. Po chwili zjechałam wzrokiem niżej i nieświadomie przygryzłam wargę. Ugh, zacisnęłam powieki i wyszłam spod kołdry, żeby otworzyć okno. Wydawało mi się, że jakimś cudem temperatura wewnątrz skoczyła do co najmniej sześćdziesięciu stopni.
Stanęłam przy otwartym oknie i wpuściłam do środka chłodne powietrze, a delikatny wiatr wpadający do środka poruszał moje rozpuszczone włosy.
Niall w tym samym czasie otworzył drzwi i schylił się, by podnieść z ziemi tacę ze śniadaniem.
Nie patrz się tam nie patrz się tam nie patrz się tam. Kurwa.
-Meg, wszystko ok? - zapytał, kiedy spojrzał na mnie. Jezu, naprawdę musiałam tak dziwnie wyglądać...
-Uhm, tak, jasne - odparłam, po czym dodałam - Niall, mógłbyś...mógłbyś coś na siebie założyć?
Tak bardzo chciałam nie czuć fali gorąca napływającej do moich policzków, a czerwień stała się chyba jeszcze bardziej intensywna, kiedy usłyszałam śmiech Nialla.
Cholera, już dawno nie słyszałam, żeby się tak śmiał. Mimo całej tej niezręcznej sytuacji coś do mnie dotarło. Może to właśnie był sposób, żeby sobie poradzić z całym tym gównem. Może jedynym wyjściem było po prostu żyć, jakby nic się nie wydarzyło. Oczywiście, niezupełnie normalnie, ale przynajmniej spróbować udawać, że nie musimy się za wszystko obwiniać.
Niall postawił tacę na stoliku między dwoma fotelami stojącymi pod ścianą i podszedł do mnie, oplatając swoje ręce wokół mojej talii, po chwili zjeżdżając na biodra.
Jego usta znalazły się się obok mojego prawego ucha, poczułam ciepłe powietrze na mojej szyi.
-Oczekujesz ode mnie ubrania się, kiedy sama stoisz przede mną ubrana w samą koszulkę i majtki? - szepnął - To bardzo, bardzo nie fair.
Sposób, w jaki wypowiedział 'bardzo' przypominał mi mruczącego kota. Wcale mi to nie pomagało.
-Niall, jestem głodna - zmieniłam temat i podeszłam do stolika.
Na tacy leżały cztery bułeczki, jakiś ser, jajka, dzbanek z herbatą i dwa kubki. Nie wiem jak oni to zrobili, ale bułki były jeszcze ciepłe. Poczułam, jak burczy mi w brzuchu.
-Jedz - powiedział Niall, a sam poszedł w stronę łazienki.
-Ty nie chcesz? - zapytałam zdziwiona.
-Później - odparł tylko i zniknął za drzwiami łazienki, a po chwili usłyszałam dźwięk wody pod prysznicem.
Zjadłam dwie bułki i jajko i z jednej strony nie byłam jeszcze najedzona do końca, bo nie jadłam od bardzo dawna, ale z drugiej czułam, że już nic nie będę w stanie przełknąć.
Podeszłam do szafy i pochyliłam się, żeby wyjąć sobie jakieś ciuchy i w jednym momencie mój wzrok spoczął na torbie, o której myślałam rano.
Rzuciłam jeansy i koszulkę na podłogę i wzięłam torbę, po chwili siadając na łóżku i kładąc ją sobie na kolanach.
Była wypchana, ale jednocześnie naprawdę lekka jak na swoją objętość. Jakby były w niej same papiery.
Przez myśl przemknęło mi, że nie powinnam grzebać w rzeczach Nialla, ale pomyślałam, że sytuacja, w której się znajdujemy i tak jest dość wyjątkowa i może chociaż trochę mnie usprawiedliwia.
Powoli rozsunęłam zamek torby i w tym samym momencie gwałtownie wstałam, rozsypując zawartość na podłogę.
Rzuciłam się, by włożyć wszystko z powrotem tam, gdzie się znajdowało, ale niestety, Niall stał już za mną.
-Pomóc ci? - powiedział tonem, który nie wróżył nic dobrego.
Odwróciłam się i zobaczyłam jego zaciśnięte usta. Patrząc na nie mogłabym powiedzieć, że jest zły, ale gdy spojrzałam mu w oczu dostrzegłam jakiegoś rodzaju rozczarowanie.
-Nie sądziłem, że jesteś typem osoby grzebiącej chłopakowi w torbie - warknął.
W tamtej chwili zrobiło mi się tak cholernie głupio.
Stałam z otwartymi ustami nie wiedząc co właściwie mam mu odpowiedzieć, jak zareagować na to, co przed chwilą zobaczyłam. Przecież tam musiało być kilkanaście tysięcy. W gotówce.
Niall rzucił się i ze złością wciskał kolejne zwitki banknotów do torby, po czym zasunął suwak i cisnął ją w kąt. Oddychał ciężko, nie wiem czemu, ale przypominało mi to sytuację, kiedy wyrzucił mnie kiedyś ze swojego domu. Wydawało mi się, że to wydarzenie było oddalone o jakieś miliony lat, kiedy w rzeczywistości minął niecały miesiąc. Akurat do tego wspomnienia nie lubiłam wracać.
Podeszłam do Nialla i położyłam dłoń na jego ramieniu. Automatycznie ją strząsnął i odwrócił głowę w drugą stronę.
-Przepraszam, ok?! - krzyknęłam.
Niall spojrzał na mnie zdziwiony, chyba nie spodziewał się aż tak ostrej reakcji.
-Nie powinnaś tego zobaczyć... - zaczął i ruszył w moją stronę.
Postawiłam krok w tył.
-Ale zobaczyłam. Więc może byłbyś tak miły i wytłumaczył mi co tu się do kurwy dzieje?
Skrzyżowałam ramiona, kładąc dłonie na wysokości łokci i czekałam na odpowiedź.
Niall siadł na łóżku i wyciągnął do mnie rękę, dając mi znać, bym usiadła obok niego.
Spojrzałam na niego i pokręciłam tylko głową.
-Skąd ukradłeś te pieniądze? - zapytałam bezpośrednio.
-Nie ukradłem ich - odparł - Należały do mojej rodziny.
Uniosłam jedną brew w geście zdziwienia. Niall spuścił wzrok.
-Nie tylko ty nie masz jednego z rodziców - powiedział - Z tą różnicą, że ja nie mam obydwojga.
Wciągnęłam ciężko powietrze. Tego za żadne skarby bym się nie spodziewała. To znaczy, Niall nigdy nie opowiadał o swojej rodzinie, ale zawsze myślałam o nich raczej jak o osobach, które po prostu gdzieś odeszły, ale nie odeszły.
Usiadłam bezsilnie obok Nialla i położyłam ponownie dłoń na jego ramieniu. Tym razem jej nie odrzucił.
-Przepraszam - szepnęłam. Boże, jak ja zawsze wszystko potrafiłam zepsuć.
-Przepraszasz mnie za to, że nie powiedziałem ci prawdy? - zapytał, patrząc na mnie - Chyba naprawdę mam cholerne szczęście. Rodzice zostawili mi spadek, zdobyłem go, kiedy oni...
-Chcesz o tym... - nie skończyłam pytania, bo Niall szybko mi przerwał.
-Nie - powiedział stanowczo i wstał, kierując się w stronę tacy z jedzeniem, które jeszcze na niej zostało.
Kiedy Niall jadł swoją część śniadania, ja bez słowa wzięłam swoje ciuchy, które wcześniej rzuciłam na podłogę i poszłam do łazienki. Byłam ciekawa jak długo jeszcze tu zostaniemy. Na razie nie mogłam narzekać, mogłoby być o wiele gorzej.
Wyszłam spod prysznica i usłyszałam Nialla, najwyraźniej rozmawiającego z kimś przez telefon.
Gdy weszłam do pokoju faktycznie zobaczyłam, że trzyma przy uchu komórkę.
-Styles, może ty uważasz mnie za boga, ale naprawdę jestem tylko człowiekiem i muszę coś jeść - powiedział, poirytowany i rozbawiony równocześnie.
Uśmiechnęłam się. Dzięki temu, że Niall zachowywał się w taki sposób, mogłam chociaż udawać, że cała sytuacja nie wyżera mnie od środka jakby ktoś wlał w moje gardło kwas. Ugh, wzdrygnęłam się na samo porównanie.
-Tak jasne, nie wiem jak, ale jakoś tam dotrzemy. Dobrze, że to dość blisko - odpowiedział Harry'emu i rozłączył się. Zauważyłam, że w międzyczasie w końcu nałożył coś na siebie i przestał rozpraszać mnie za każdym razem, gdy się na niego spojrzałam.
-Jesteś gotowa? - zapytał.
-Na co? - odpowiedziałam zdziwiona.
-Na bycie kimś zupełnie innym - powiedział tajemniczo i wstał, biorąc mnie za rękę.


Wyjechanie z motelu wcale nie było łatwe, ale jakimś cudem udało nam się przedostać niezauważonym do samochodu. Wcześniej zamknęliśmy dokładnie pokój, sprawdzając wcześniej, czy okno też na pewno jest zamknięte.
Niall jechał pewnie, ale z drugiej strony był trochę poddenerwowany. Mieliśmy pewność, że gliny raczej nie wiedzą, jakim samochodem się poruszamy, zresztą drogi w okolicy były zupełnie puste, jakby ludzie zapomnieli całkowicie o tej części kraju. Nie ukrywam, że cholernie mnie to cieszyło.
Niall jak zwykle nie raczył powiedzieć mi, gdzie jedziemy, stało się to już chyba naszą tradycją. Zdziwiłabym się, gdyby chociaż raz poinformował mnie o celu podróży przed tym, jak wsiądę do samochodu.
Po pewnym czasie Niall w końcu skręcił i wjechał na podjazd pod jakimś budynkiem. Był niski, parterowy i na pewno nie zachęcał, by do niego wejść. Wyglądał jak zapomniane przez ludzi studio tatuażu, w którym możesz łatwo zarazić się żółtaczką czy jakimś innym gównem.
-Co my tu właściwie... - zaczęłam, ale palec Nialla w szybkim tempie znalazł się na moich ustach.
-Cii, zaraz się dowiesz.
-Ugh - mruknęłam.
Wysiedliśmy i rozejrzeliśmy się po okolicy. Otaczały nas wysokie drzewa iglaste, krajobraz zupełnie jak otoczenie Pines Resorts.
Niall wziął mnie za rękę i poprowadził w stronę tajemniczego budynku.
Kiedy tylko weszliśmy do środka uderzył we mnie słodki zapach palonej fajki. Znałam go z dzieciństwa, ojciec kiedyś zwykł ją palić, ale rzucił, bo mamie strasznie to przeszkadzało. Ja osobiście nie miałam nic przeciwko temu zapachowi, nie był tak duszący jak papierosy.
Całe pomieszczenie było zadymione, a jego właściciel raczej nie był zaprzyjaźniony z czynnością taką jak sprzątanie.
Weszliśmy dalej, do niewielkiego pokoju, z wielkim biurkiem, za którym siedział właściciel fajki, z której unosił się dym wypełniający całe pomieszczenie.
-Kogo my tu mamy - powiedział zachrypniętym głosem.
Na moje oko miał ponad pięćdziesiąt lat, a przynajmniej na tyle wyglądał. Szpakowate włosy podkreślały jego dojrzałość, a wąsy nadawały charakteru.
-Witam panie Smugglers - odpowiedział Niall.
-Domyślam się, co cię do mnie sprowadza Horan - nie miałam pojęcia, że facet zna Nialla - Mógłbyś być tak miły i przedstawić mi swoją...hmm...przyjaciółkę?
-To jest Meg - przedstawił mnie Niall, kiedy Smugglers wwiercał we mnie swój przenikliwy wzrok.
-Miło mi pana poznać - wyjąkałam.
-Nie musisz się mnie obawiać - zapewnił mnie - Jestem naprawdę niegroźny, szczególnie jeśli chodzi o Nialla i jego przyjaciół.
Zaciągnął się ponownie tytoniem z fajki i wypuścił kilka obrączek z dymu. Robi wrażenie.
-Harry dzwonił do mnie dziś rano. Ten człowiek chyba nigdy nie śpi. Tak czy inaczej, mam to co chciałeś Horan - zwrócił się do Nialla, a on tylko pokiwał głową i wyciągnął z kieszeni zwitek banknotów.
Smugglers wziął pieniądze do ręki i przeliczył dokładnie, a kiedy najwyraźniej kwota się zgadzała, schował ją do szuflady, jednocześnie wyjmując stamtąd kilka książeczek.
Rozłożył je na stole i spojrzał na mnie.
Nie wiedziałam co mam zrobić, więc po prosu podeszłam do biurka.
-Wybierz sobie nową osobowość złotko - powiedział - Oczywiście potem będziecie musieli jeszcze dostarczyć swoje zdjęcie, ale zacznijmy od nazwisk i imion.
Książeczki były tak naprawdę zbiórką dokumentów. Prawo jazdy i paszport.
Wskazałam palcem na trzecią od lewej. Smugglers zachęcił mnie kiwnięciem głowy, bym wzięła ją w ręce i zajrzała do środka.
Rose Diamandis przeczytałam. Cóż za poetycka tożsamość.
Podałam dokumenty Smugglersowi, który odłożył książeczkę na bok. Po chwili na moim miejscu stanął Niall i wykonał to samo co ja, również podając mężczyźnie swoje dokumenty. Zauważyłam, że wybrał losowo nazwisko Lucas Hood.
-Macie teraz swoje zdjęcia? - zapytał.
-Nie, Harry zadzwonił dziś rano i nie uprzedził mnie, ale dostarczymy je jak najszybciej.
Byłam ciekawa w jaki sposób ma zamiar to zrobić, bo chyba nie idąc do fotografa.
-Mam inny pomysł - zaproponował Smugglers - Mogę wam je zrobić teraz. W ten sposób odbierzecie swoje nowe tożsamości już za dwa dni.
Mężczyzna wstał i podszedł do drzwi po swojej prawej stronie.
-Zapraszam, kto pierwszy? - zapytał.
Oboje z Niallem po kolei wchodziliśmy do jego zminiaturyzowanego studia fotograficznego.
Po kilkunastu minutach byliśmy już na zewnątrz, po tym jak wyszliśmy z...właściwie nie wiem jak określić miejsce, w którym byliśmy, po czym wsiedliśmy z powrotem do samochodu.


Weszliśmy do motelowego pokoju tak jakbyśmy wchodzili do własnego domu.
Chociaż nie, to było cholernie złe porównanie. Zresztą każde wspomnienie domu wywoływało we mnie gwałtowny skurcz serca i ściśnięte gardło.
Nie wiem dlaczego, ale jazda i wizyta u Smugglersa naprawdę mnie zmęczyła. A może po prostu nadal odczuwałam zmęczenie poprzedniego dnia. Ściągnęłam sweter i rzuciłam się na łóżko, w tym samym czasie Niall opadł na fotel i włączył telewizor.
Nie wiem dlaczego, ale miałam wtedy przeczucie, że to nie przyniesie nic dobrego.
Trafiliśmy akurat na koniec jakiegoś filmu i zaczynające się wiadomości. Kurwa, jakby nic innego nie mogło być w telewizji. Można by pomyśleć, że jedyne co transmitowali, to serwisy informacyjne.
Po chwili zobaczyłam twarz osoby, której nie spodziewałabym się tam zobaczyć w najśmielszych snach.
-Co ma pan do powiedzenia? - zapytała reporterka. 
-Obecnie ja i moja rodzina nie jesteśmy w stanie mówić wiele, aczkolwiek winni powinni zostać jak najszybciej ujęci i ja postaram się, żeby tak się stało. Nawet, jeśli będę musiał pomścić brata w inny sposób - przełknęłam z trudem ślinę. 
-Trevor Rogers i jego rodzina są teraz w żałobie po morderstwie Petera...
Niall wyłączył telewizor i spojrzał na mnie.
-Wiedziałeś, że on był jego bratem? - zapytałam.
-Nie miałem pojęcia! Nie wiem, może był jego przyszywanym bratem, jego rodzice się rozwiedli, kiedy był mały, więc może...
-Więc to dlatego mu pomagał - przerwałam. Nagle wszystko zaczęło się układać w dość logiczną całość, jednak w żadnym stopniu mi się nie podobała.
Niall wstał i zaczął krążyć po pokoju, kiedy po chwili zatrzymał się i wlepił wzrok w miejsce, gdzie leżały poprzednio nasze rzeczy.
Spojrzałam w tamtą stronę, ale na pierwszy rzut oka nie zauważyłam niczego dziwnego.
-Niall, wszystko ok? - zapytałam.
-Meg, przekładałaś gdzieś naszą torbę z pieniędzmi? - spojrzał na mnie, a ja tylko pokręciłam głową.
Faktycznie, nie było jej tam, gdzie ją zostawiliśmy.
Zaczęłam rozglądać się po pokoju, zajrzałam pod łóżko, bo pomyślałam, że może przerzucając rzeczy wpadła właśnie tam, ale nigdzie jej nie było.
-Kurwa mać - powiedział głośno Niall.
-Tutaj coś jest - skinęłam na niego, by podszedł do parapetu.
Okno było otwarte, a na parapecie leżała kartka papieru przyciśnięta kamieniem.
Powoli wyjęłam ją stamtąd i rozłożyłam.

Policja was nie znajdzie, już ja o to zadbam. 
Będzie o wiele gorzej.

                                                         J


-J? - zapytałam - Niall, kto to jest J?
-Nie sądziłem, że wrócił...
-Niall do kurwy, powiesz mi kto wrócił?! - prawie krzyknęłam.
-Trevor to pizda, tak naprawdę jest cholernym tchórzem, ale tak się składa, że swojego czasu przyjaźnił się z kolesiem, który nie owija w bawełnę, co więcej wisi Trevorowi za coś przysługę, chociaż nie mam pojęcia za co i obawiam się, że Trevor właśnie wykorzystuje możliwość też przysługi - wytłumaczył mi, po czym dodał ciszej - Jake.
Przeszedł mnie dreszcz przez sposób, w jaki wypowiedział jego imię. Niall się go bał. Po raz pierwszy to nie ktoś bał się jego, a on był przerażony.
-Co takiego zrobił? Obrabował bank? - próbowałam jakoś ocieplić atmosferę.
-Chodziły słuchy, że kogoś zabił, ale nie jestem pewien czy to nie są pogłoski.
W tamtym momencie serce zamarło mi w piersi, a oczy, którymi wpatrywałam się w Nialla skamieniały i zbladły.
Niall przytrzymał mnie w odpowiednim momencie, bo byłam gotowa upaść na podłogę. Oboje usiedliśmy na łóżku, chłopak objął mnie ramieniem.
-Dlaczego on po prostu nie poczekał na nas tutaj i nas nie... - nie potrafiłam dokończyć tego, co miałam na myśli.
-Och, Jake jest typem osoby, która lubi się bawić.
-Tak jak kot bawi się myszą, dopóki w końcu jej nie zabije - podsumowałam.
Świetnie, po prostu świetnie. Okazało się, że byliśmy nie tylko na celowniku policji, ale też psychicznego faceta, który na dodatek zabrał nam pieniądze.
To takie ironiczne, jak kilka przypadkowych wydarzeń może odmienić twoje życie.
Kilka wydarzeń wywołało lawinę i wciągało nas coraz głębiej i głębiej...
Obawiałam się tylko, że niedługo zacznie brakować mi powietrza.









____________________________
Jeśli komentujecie, to naprawdę bardzo dziękuję, nawet nie wiecie, jak szeroko się uśmiecham, gdy czytam wszystkie wasze komentarze xx


niedziela, 22 września 2013

Rozdział 28

W głowie cały czas słyszałem syreny samochodów policyjnych, jednak w rzeczywistości nikt nas nie gonił. Tak przynajmniej mi się wydawało.
Wiedziałem, że glinom trochę zajmie poskładanie wszystkich faktów, ale wolałem nie ryzykować zostawania w mieście. Gdybym był sam, to bym to zrobił, ale teraz miałem za dużo do stracenia. Mieliśmy za dużo do stracenia.
Spojrzałem na Meg, która siedziała odkręcona twarzą do okna. Nie musiałem widzieć jej oczu, żeby mieć świadomość, że są w nich łzy. Najgorsze było to, że osobą odpowiedzialną za to wszystko byłem ja sam. Nieważne, kto pociągnął za spust, ale ważne dlaczego.
Szczerze mówiąc, zupełnie jej nie rozumiałem. Na jej miejscu pozwoliłbym sobie umrzeć. Pozwoliłbym, aby Peter wbił we mnie nóż, bo nie zasługiwałem na to, żeby móc żyć. Nie po tym, co zrobiłem, co nadal robiłem. Meg poświęcała dla mnie wszystko, a ja wciąż nie rozumiałem dlaczego i nie miałem pojęcia jak się jej odwdzięczę. Chociaż chyba nawet nie mogłem, bo nie było takiej rzeczy, którą mógłbym dać jej w zamian.
Całe życie byłem tak samotny, mimo że otaczali mnie ludzie. Jednak nigdzie nie czułem się tak, jak teraz. Nawet jeśli wszystko się zawaliło i tak miałem obok siebie osobę, która sprawiła, że po raz pierwszy w życiu zacząłem coś czuć. Zacząłem przejmować się rzeczami, które zwykle były dla mnie zupełnie obojętne, nie dbałem o nic.
Moimi zasadami życiowymi było zawsze nieprzejmowanie się niczym, wolałem nie przywiązywać się do ludzi. Zawsze kiedy myślałem, że mogę komuś zaufać, on odchodził i znów zostawałem sam.
Harry nigdy mnie nie zostawił, ale widziałem, że nie jest mu łatwo. Nie pokazywał tego po sobie, ale gdyby mógł, pewnie już dawno uciekłby gdzieś, gdzie nie musiałby mi pomagać. A robił to, bo po prostu w głębi duszy był naprawdę dobrym człowiekiem.
Może ja też w głębi byłem dobry. Może w przeszłości zachowywałem się jak dupek, bo w ten sposób nie pozwalałem innym zobaczyć moich słabości, nie dopuszczałem do siebie ludzi, bo bałem się, że w ten sposób łatwiej będzie mnie skrzywdzić, sam nie wiem.
Nie mogłem być słaby, to nie wchodziło w grę.
Gdybym poddał się teraz, zniszczyłbym nie tylko siebie, ale też dziewczynę, która siedziała obok mnie i wszystkimi swoimi siłami powstrzymywała łzy, które cisnęły się jej do oczu.
Otworzyłem usta, by coś powiedzieć, ale nie mogłem wykrztusić z siebie żadnego słowa, a przynajmniej żadnego odpowiedniego słowa.
Nienawidziłem takiej bezsilności, czułem, jakby rozsadzała mnie od środka
Westchnąłem głęboko i chyba zbyt głośno, bo Meg odwróciła głowę i spojrzała na mnie.
Nasze oczy spotkały się w jednym punkcie i nie musieliśmy nic mówić. Nasze spojrzenia wyrażały wszystko, co chcielibyśmy powiedzieć.
Meg otworzyła jednak usta, ale nie zdążyła nic powiedzieć, bo w mojej kieszeni odezwał się dzwonek telefonu.
Dziewczyna znów odwróciła głowę w stronę szyby, a ja odebrałem połączenie.
-Tak, słucham? - zapytałem.
-To ja - usłyszałem głos Stylesa.
Odetchnąłem z ulgą, chociaż w sumie nie wiem dlaczego. Przecież nie spodziewałem się, że zadzwoni do mnie policja.
Niall, ocknij się pomyślałem. Nie wiedziałem tylko, czy potrafię.
-Gdzie jesteście? - byłem ciekawy, czy zostali u Harry'ego, czy przenieśli się gdzieś, tak jak my. Wprawdzie ich raczej o nic nie oskarżą, ale mieli kilka rzeczy z przeszłości na sumieniu, które na pewno nie grałyby na ich korzyść i Harry dobrze o tym wiedział.
-Na razie jesteśmy u mnie, wątpię, że powiążą nas z tą sprawą, chyba że... - urwał.
-Tak? Chyba że? - czekałem na wyjaśnienie.
-Chyba że Trevor złoży zeznania - powiedział Styles.
Nie miałem pojęcia jak mam na to zareagować. To wszystko miało być zupełnie inaczej. To my mieliśmy składać zeznania w sprawie Trevora, a nie on w naszej.
-Nie mamy też pewności, że nikt z klubu Black Rose nas nie widział, nie jestem też stuprocentowo pewny, czy nie mają tam tak ustawionych kamer, że wszystko się nagrało - wyjaśnił Harry.
-Kurwa - rzuciłem bezwiednie przekleństwo, ale po chwili coś do mnie dotarło - Styles, czy to co zrobiła Meg nie podchodziłoby pod obronę własną?
-Teoretycznie... - powiedział Harry, a ja dobrze wiedziałem, co ma na myśli.
Rzeczywistość była dosyć jasna, uważano mnie za groźnego przestępcę. Peter w świetle prawa był tylko zwykłym nastolatkiem. Nie musiałem być Einsteinem, żeby wiedzieć, po czyjej stronie stanąłby sąd i ława przysięgłych.
-James się odzywał? - zapytałem.
-Tak, mówił, że na razie zabrali ciało Petera, zabezpieczyli teren, standardowa akcja - kontynuował Harry - Wspominał też, że jeśli nawet znajdą odciski palców, to raczej ich nie powiążą, bo musiałyby być w ogólnokrajowej albo lokalnej bazie danych.
-Cudownie - nie mogłem w to uwierzyć - Przecież odcisków palców Meg na pewno nie ma w tych bazach.
W tej samej chwili dziewczyna odwróciła się i spojrzała na mnie przerażona.
Zmarszczyłem brwi, nie wiedząc o co jej chodzi. Nie odpowiedziała nic, wciąż wpatrując się we mnie z przerażeniem.
-Zadzwonię później, ok? - zapytałem Harry'ego, a on tylko przytaknął.
-Możesz zjechać na chwilę na pobocze? - spytała Meg, a ja bez słowa zjechałem nie tylko na pobocze, ale na boczną drogę.
Kiedy zatrzymałem samochód, Meg w końcu się odezwała.
-Jeśli chodzi o te odciski palców... - zaczęła, ale jej przerwałem.
-Nie musisz się martwić, Harry twierdzi, że skoro nie ma ich w bazie danych to jest ryzyko tylko tego, że ktoś to widział bądź nagrało się na taśmy kamer klubu.
-Właśnie w tym problem Niall. Moje odciski są w bazie danych - powiedziała, a ja spojrzałem na nią zaskoczony.
-Jak to? - zapytałem zdziwiony.
-Chyba właśnie przyszła odpowiednia pora, żeby opowiedzieć ci o starej Meg - spuściła głowę i wzięła głęboki oddech.
Przekręciłem się tak, że siedziałem bokiem.
-Wiem, że powinniśmy jechać... - powiedziała.
-Słucham.
-Pewnie domyśliłeś się, że wszystko zaczęło się po tym, jak zginęła moja mama - zaczęła, a ja przytaknąłem, bo faktycznie tak podejrzewałem, akurat nietrudno było się tego domyślić - Nie potrafiłam sobie z tym poradzić, więc robiłam wszystko, co jak mi się wtedy wydawało, poprawiało mi życie. Tak naprawdę jedyne co robiłam, to pieprzyłam je coraz bardziej z dnia na dzień.
-Przechodziłem przez to - wtrąciłem, a ona tylko pokiwała głową.
-Po jakimś czasie liczyły się dla mnie tylko imprezy, zabawa. Teraz wiem, co próbowałam robić. Próbowałam na siłę zagłuszyć to, co było we mnie. Wszystkie emocje, które skumulowały się w środku przygasiłam niczym płomienie ogniska. Nie zgasiłam ich jednak do końca, co postanowiło się później obrócić przeciwko mnie. Widzisz, kiedy gasisz ognisko, czasami wystarczy, że pod spodem zostanie trochę żaru, a potem... - jej głos się nieznacznie załamał, jednak ja to wyczułem - Potem wystarczy tylko niewielka iskra, by wszystko podsycić na nowo. Zamiast uporać się z bólem po stracie matki, ja rozpaliłam go na nowo. Tylko, że tym razem powrócił on ze zdwojoną siłą.
Zamknąłem jej dłoń w moich i poczułem, jak drżą jej ręce. Widziałem, że nie jest jej łatwo, więc po prostu pozwoliłem jej kontynuować i wyrzucić z siebie wszystko, co miała mi do powiedzenia.
-Miałam wtedy bodajże szesnaście lat, prawie siedemnaście, od śmierci mamy minęło kilka miesięcy i ojciec zdążył się z tym już jakoś pogodzić, teraz kiedy patrzę na to z perspektywy czasu, mam wrażenie, że mama chciałaby, żeby tak ułożył sobie życie. On chyba podświadomie też to czuł i niedługo potem zaczął spotykać się z Alison. Ashton też poszedł dalej, tylko ja nie potrafiłam. Nie dość, że zamieniałam swoje życie w piekło, to zaczęłam też zamieniać w piekło ich życia. Do tej pory czuję się okropnie, jak o tym myślę. Nie wiem, może dorosłam, a może po prostu zobaczyłam jaką byłam idiotką.
Nie byłaś idiotką pomyślałem i powiedziałem - Po prostu zbyt dużo na ciebie spadło.
-Możliwe, ale to nie może mnie usprawiedliwiać - zaprzeczyła - Zachowywałam się jak najgorsza suka. Alison nie chciała dla nas źle, wręcz przeciwnie, robiła wszystko subtelnie i tak, żebyśmy nawet nie pomyśleli, że próbuje zastąpić nam matkę.
Nie chciałem jej pośpieszać, ale miałem nadzieję, że zostało już jej niewiele historii do opowiedzenia.
-Związałam się z chłopakiem, jego imię nic nie wnosi do mojej historii, więc je pominę, bo wolałabym nawet o nim nie myśleć, na samo wspomnienie robi mi się niedobrze.
-Skrzywdził cię? - zapytałem, gotów znaleźć skurwiela na końcu świata, jeśli to zrobił.
-Jedyną osobą, która mnie wtedy krzywdziła, byłam ja sama. On po prostu to wykorzystał.
-Czy wy...? - zapytałem, przypominając sobie coś, o czym kiedyś zażartowałem, a teraz wszystko ułożyło się w logiczną całość.
Meg spojrzała na mnie takim wzrokiem, który wyjaśniał mi wszystko.
-Tak czy inaczej, zaczęłam pić i to prawie codziennie, zawalałam szkołę, czasami zdarzało mi się też coś ćpać, chociaż sporadycznie. Nie byłam aż tak zaślepiona, na szczęście zostało we mnie jeszcze coś, jakaś odrobina zdrowego rozsądku.
Całe szczęście, była mądrzejsza ode mnie.
-Niestety, nie dostrzegłam tego od razu. Któregoś wieczoru byliśmy już trochę pijani - zatrzymała się na chwilę, jakby samo wspomnienie tego momentu sprawiało jej ból, a ja nie wątpiłem, że to możliwe - Ktoś z naszej grupki rzucił myśl, żeby napaść na sklep całodobowy. Byliśmy głupi, wszyscy stwierdziliśmy, że to zajebisty pomysł, że warto się zabawić. Wtedy nie miałam nic przeciwko, przecież na niczym mi nie zależało.
-I? - czekałem, aż mi opowie do końca.
-Można się chyba domyślić. Grupka nastolatków, wybijająca szyby, uruchamiająca alarm...Złapali nas i zawieźli na komisariat. Chyba dopiero wtedy, kiedy tam siedziałam, uświadomiłam sobie, jaką idiotką byłam. Dopiero gdy miałam zostać za wszystko ukarana. Całe szczęście ojciec załagodził jakoś sytuację z policją, przepisał mnie do innej szkoły, a ja sama zaczęłam powracać do normalności. Z chłopakiem nigdy więcej się nie widziałam, teraz już prawie nie pamiętam jak wyglądał, ale na samo wspomnienie...Ojciec nie by zadowolony, chyba nawet rozczarowany moją postawą, ale Alison stanęła po mojej stronie, za co cały czas jej dziękuję. Chyba to pozwoliło mi traktować ją tak, jak to było do dzisiaj. To wszystko brzmi dość banalnie, ale wszystkie te wydarzenia w jakiś sposób mnie ukształtowały - potrząsnęła głową, przechodząc do tego, co najważniejsze - Tak, moje odciski palców są w bazie danych. Możesz jechać dalej Niall, nie możemy wrócić i pogodziłam się już z tym.
Wiedziałem, że tak naprawdę wcale się nie pogodziła z całą tą sytuacją, ale tylko pokiwałem głową i wcisnąłem pedał gazu. Nie wróciłem jednak na autostradę, wybierając zamiast tego poboczne drogi.




Wyrzucenie wszystkiego z siebie naprawdę mi pomogło, chociaż z drugiej strony wspominanie tamtych czasów nie wpływało na mnie najlepiej. Próbowałam myśleć o czymś innym, ale kiedy zamykałam oczy w głowie słyszałam strzał, a potem przed oczami pojawiał się obraz upadającego na ziemię Petera. Miałam wrażenie, że chyba już do końca życia nie zasnę, bo po prostu nie będę w stanie.
Niall jechał teraz cały czas bocznymi drogami, z dwóch stron otaczały nas gęste drzewa.
Było pusto i ciemno, czyli zupełnie jak w środku mnie.
Czułam, że robiło się zimno, ale mój sweter był w torbie z tyłu pod plandeką, więc po prostu objęłam się ramionami i zaczęłam pocierać, żeby jakoś się rozgrzać. Niall chyba to zauważył.
-Musimy się gdzieś zatrzymać - powiedział tylko.
-Mhm - mruknęłam. Lato coraz bardziej ustępowało miejsca jesieni, nie dało się ukryć. Wieczory były momentami lodowate, a po dzisiejszej nocy odczuwałam to kilka razy bardziej intensywnie.
Z daleka zobaczyłam jakiś migający znak, jakby strzałkę. Po chwili, gdy podjechaliśmy bliżej, zobaczyłam, że to znak wskazujący kierunek do motelu. Niall też to zauważył, bo szybko skręcił i zaparkował przed niewielkim budynkiem.
Neon świecił nad wejściem, zapraszając do zatrzymania się w motelu. Powiedzmy, że nie wyglądał on na pięciogwiazdkowy hotel, ale nie mieliśmy możliwości na wybrzydzanie. I tak cud, że coś znaleźliśmy i było to wystarczająco daleko.
Spojrzałam na Nialla i skinęłam porozumiewawczo głową, po czym wysiadłam z samochodu.
Pines Resorts przeczytałam szyld nad wejściem. Budynek był parterowy, a wejścia do pokojów ciągnęły się wzdłuż.
Niall zamknął samochód, założył kaptur na głowę i wziął spod plandeki nasze torby. Nie mieliśmy wiele bagażu, co okazało się dość praktyczne.
Szybkim krokiem przeszliśmy przez podwórko i weszliśmy do środka recepcji. Nikogo nie zastaliśmy, co było dosyć oczywiste, biorąc pod uwagę fakt, że był niemalże środek nocy.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu, które było urządzone dość normalnie, ani nowocześnie, ani strasznie retro. Po prostu tak...zwyczajnie.
Zniecierpliwiona zadzwoniłam dzwonkiem stojącym na blacie przedzielającym recepcję.
Z zaplecza po krótkiej chwili wyjrzał mężczyzna, na szczęście na jego twarzy pojawił się uśmiech. Gdyby mnie ktoś obudził, na pewno nie wyglądałabym na taką uradowaną. Pomyślałam, że pewnie jest już do tego przyzwyczajony.
-Słucham państwa? - zapytał profesjonalnie.
-Chcielibyśmy wynająć pokój - powiedziałam pewnie.
-Na ile?
-Jeszcze nie jesteśmy pewni, to zależy od różnych okoliczności, na razie na kilka dni - wyjaśniłam.
-Są państwo tylko we dwójkę? - upewnił się, a ja potwierdziłam.
-Rachunek wystawiany jest pod koniec pobytu, prawda? - zapytałam.
-Tak, koszt zależy od tego ile państwo tu zostaną - znowu obdarzył nas tym serdecznym uśmiechem, o dziwo wyglądał na naprawdę szczery.
Odwrócił się i wybierał coś z gablotki wiszącej po jego prawej stronie. Po chwili zamknął drzwiczki szafki i podał mi klucz.
-Pokój numer 13, zarząd Pines Resorts życzy państwu miłego pobytu - powiedział i zniknął za drzwiami zaplecza. Niall otworzył drzwi i wyszliśmy przed recepcję, idąc wzdłuż kolejnych drzwi, mijając kolejne numery obok nich.
Dziesięć...jedenaście...dwanaście...
-Trzynaście - powiedział Niall - To tutaj.
Przekręciłam klucz w zamku i weszłam do środka.
Pokój był dość przestronny, z dużym łóżkiem na środku. i szafkami po obu stronach.
Na przeciwko łóżka wisiał telewizor plazmowy, jakiego nie spodziewałabym się, kiedy zobaczyłam motel z zewnątrz. Nie był wielki, ale myślałam raczej o jakimś pudle, a nie takim sprzęcie. Niall rzucił nasze torby obok szafy, zamknął drzwi od środka na klucz, po czym podszedł do łóżka i opadł na nie bez życia. Był zmęczony, tak samo jak ja. Chociaż nie miałam pojęcia jak dzisiaj zasnę.
-Pójdę wziąć prysznic - powiedziałam, wybierając jakąś koszulkę z tych, które pospiesznie spakowałam. Wyjęłam też kosmetyczkę i ruszyłam do łazienki, która zaskoczyła mnie podobnie jak telewizor, bo była zadbana, czysta i dość nowoczesna.
Szybko obmyłam zmęczone ciało i wciągnęłam na siebie koszulkę. Nie miałam żadnych spodni, więc musiały mi wystarczyć same majtki.
Wróciłam do pokoju i rzuciłam się na łóżko, szybko znikając pod puchową kołdrą.
Niall stał obok szafy, grzebiąc w swojej torbie i po chwili oznajmił mi, że teraz on idzie się umyć. Kiedy zniknął za drzwiami łazienki, sięgnęłam do szuflady jednej z nocnych szafek, jednak była ona pusta. Sprawdziłam szafkę po drugiej stronie i wyciągnęłam stamtąd pilot od telewizora.
Włączyłam go i chwilę przeskakiwałam po kanałach szukając tego, co mnie interesowało. W końcu przestałam naciskać guzik.
-Około godziny jedenastej trzydzieści znaleziono ciało młodego mężczyzny, policja jeszcze nie podała jego tożsamości, dla pewności musi go jeszcze zidentyfikować rodzina... - coś ukuło mnie w środku, kiedy tylko usłyszałam słowo rodzina - Policja nie podaje też jeszcze informacji dotyczących podejrzanych, jednak będziemy państwa informować na bieżąco. Z miejsca wydarzeń mówiła dla państwa...
Wyłączyłam telewizor i odłożyłam pilot na szafkę, jednocześnie gasząc lampkę, która na niej stała. Przekręciłam się na bok i dokładnie owinęłam kołdrą. Moja broda zaczęła mimowolnie drżeć i wiedziałam, że dłużej nie mogę tego powstrzymywać. Łzy pociekły mi po policzkach z bezsilności.
Przycisnęłam róg kołdry do ust, żeby nie było słychać szlochu, który się z nich wydobył.
Po chwili dźwięk lecącej wody, dobiegający uprzednio z łazienki, urwał się, co oznaczało, że Niall zaraz wejdzie do pokoju. Otarłam szybko twarz, żeby pozbyć się spływających po niej łez.
Przymknęłam oczy. Byłam tak cholernie zmęczona, jednak nie potrafiłam zasnąć. Usłyszałam, jak chłopak zasłania rolety okna.
Poczułam, że materac obok mnie opada, a po chwili poczułam, jak ciepłe ciało Nialla przybliża się do mnie. W jednym momencie chłopak objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie, jednocześnie kładąc swój podbródek na moim barku. Poczułam jego ciepłe wargi na moim policzku i przekręciłam się tak, by leżeć przodem do niego. Pogładziłam go po policzku i mocno pocałowałam.
Złączyliśmy nasze lewe dłonie, zaplatając swoje palce. Poczułam, jakby przeskoczyły po nich elektryczne iskierki.
-Boję się zamknąć oczy - wyszeptałam - Boję się, że nie będę potrafiła poradzić sobie z tym, co zrobiłam.
-Cii - powiedział Niall i pocałował mnie w czoło, jak jakieś małe dziecko - Nie powstrzymuj łez, czasami jedynym sposobem na pozbycie się tego, co jest w środku, jest uwolnienie tego raz na zawsze.
Po tych słowach puściłam wszystkie hamulce i kolejne krople wypływały spod moich powiek tworząc jakiś cholerny wodospad. Chłopak co chwilę przejeżdżał palcami po moich policzkach, ocierając kolejne łzy.
Drżałam w ramionach Nialla, który obejmował mnie tak, bym przypadkiem się nie rozpadła, przynajmniej tak to odczuwałam.
Wiecie co było w tym wszystkim najdziwniejsze?
Leżeliśmy w łóżku, w jednym z pokoi jakiegoś zapomnianego przez świat motelu,  ja zostawiłam dziś w tyle całe moje życie, tymczasem czułam, jakbym znajdowała się w najbezpieczniejszym miejscu na Ziemi. Jakby wszystko, co złe, zostało na zewnątrz i ramiona Nialla były pewnego rodzaju tarczą, która nie pozwoli temu złu przedostać się do mnie.
Tarczą, która bez względu na wszystko będzie potrafiła mnie ochronić. Ochronić przed całym złem, które było tam, za tymi drewnianymi drzwiami.
Dzięki Niallowi nie rozpadłam się na kawałki, a co więcej czułam się silniejsza jak nigdy dotąd.



______________________________

Coraz częściej mam wrażenie, że was zawodzę tymi rozdziałami, ale może to tylko moja własna paranoja, sama nie wiem.
A tak na marginesie, co sądzicie o nowym nagłówku?


niedziela, 15 września 2013

Rozdział 27: Początek końca

Odebranie ludzkiego życia nie jest czymś, co można łatwo cofnąć, tak jak melodię, kiedy naciskamy przycisk i przewijamy. Nie można cofnąć czasu, nawet jeśli bardzo byśmy tego chcieli.
Zamykałam oczy, ale za każdym razem, gdy moje górne powieki łączyły się z dolnymi, a rzęsy muskały policzki, widziałam upadającą na ziemię sylwetkę Petera.
Peter jest czyimś synem...Był, poprawiłam to słowo w mojej głowie.
Widziałam jego blade oczy, które patrząc ostatni raz na świat, który go otaczał, traciły swój charakterystyczny błysk i stawały się zupełnie matowe.
Widziałam powiększającą się plamę krwi na jego koszulce, widziałam pojedyncze, ciemnoczerwone krople skapujące powoli na ziemię i wsiąkające w nią, jakby dając znak naturze, że zginął tu człowiek.
Najgorsze było to, że gdy otwierałam oczy, to wszystko się materializowało i stawało bardziej realne.
Nie mogłam zamknąć oczu. Nie mogłam ich też otworzyć. Znalazłam się w potrzasku, cała sytuacja wykańczała mnie psychicznie, a nie minęło nawet kilka minut. Bałam się myśleć, tak bardzo chciałam, żeby to wszystko okazało się tylko koszmarem, ale wcale nie mogłam się obudzić. Powietrze wokół mnie stało się jakieś jakby cięższe.
Kilka tygodni temu przerażał mnie fakt, że całowałam się z mordercą.
Okazało się, że moje przypuszczenia były całkowicie bezpodstawne, wszystko, co sądziłam o Niallu było kłamstwem, kiedy tylko lepiej go poznałam.
Kilka tygodni temu bałam się Nialla jako najgorszego kryminalisty, który na pewno namiesza mi w życiu.
Owszem, chłopak obrócił moje życie do góry nogami, zmienił je całkowicie i może gdyby...Nie, w tej sytuacji nie było żadnego gdyby. Stało się co się stało. Teraz to on mógł pomyśleć o tym, o czym ja pomyślałam wtedy. Teraz to on całował się z mordercą.
Bałam się Nialla, a życie pokazało, że jedyną osobą, której powinnam się bać, byłam ja sama. Bez względu na to, kim byłam, zabiłam człowieka. I nic nie mogło mnie usprawiedliwić.
Człowiek nigdy do końca nie wie, do czego jest zdolny, dopóki nie zostanie postawiony w sytuacji bez wyjścia. W moim przypadku okazało się, że byłam zdolna do morderstwa.
Miałam ogień, ale zamiast podpalić wszystko inne, podpaliłam samą siebie.




Nie mogłem uwierzyć w to, co przed chwilą się tu stało. Wszystko biegło tak szybko, a jednocześnie jak w zwolnionym tempie. Co za ironia.
To nie miało tak być. W ciągu kilku sekund spieprzyło się coś, co planowaliśmy od dobrych kilku tygodni. Widocznie życie naprawdę lubi nas zaskakiwać, ale jak się okazało, nie zawsze są to dobre niespodzianki. Spodziewałem się najgorszego, owszem, ale nawet w moich licznych koszmarach nie przypuszczałem, że osoba, którą chciałem chronić, będzie musiała zamiast tego ochronić mnie.
Brzmiało to obco, jeszcze nikomu nigdy nie zależało na mnie na tyle, że byłby w stanie zrobić coś takiego.
Patrząc, jak Meg opada na kolana i kryje twarz w dłoniach, widząc potok łez spływających po jej trupio bladych policzkach, czułem jakby to moja pierś została właśnie przebita kulą. Jakby to moje własne serce rozrywano na kawałki.
Zawiodłem wszystkich, a najbardziej bolało mnie to, że zawiodłem samego siebie. Chciałem wszystko naprawić, a jedyne co udało mi się zrobić, to znowu spieprzyć wszystko, a na dodatek jeszcze pogorszyć sytuację, którą mieliśmy wcześniej.
Byłem pierdolonym idiotą i sprawiłem, że Meg będzie musiała żyć z poczuciem winy, które powinno należeć do mnie i tylko do mnie.
Nie miałem pojęcia, co robić, a człowiek, który zawsze był moim kręgosłupem moralnym stał kilka metrów dalej, będąc w głębokim szoku. Skoro Harry'ego sparaliżowało, to oznaczało, że było naprawdę kurewsko źle.
Wiedziałem jedynie, że mamy niewiele czasu, aż usłyszymy syreny policyjne zmierzające w naszą stronę.
-Meg - powiedziałem głośno, ale ona nawet na mnie nie spojrzała, jakby słowa, które wypowiadałem, zupełnie do niej nie docierały.
Zobaczyłem, jak zza rogu jednego z magazynów wyjeżdża nasz samochód.
Cliff szybko wykręcił go tak, że był ustawiony do nas bagażnikiem i jednocześnie gotowy do wyjazdu.
Dzięki bogu, ktoś jednak zachował tutaj zdrowy rozum. Chociaż Cliffowi na pewno było łatwiej, bo do końca nie wiedział, co tu się stało, pewnie tylko usłyszał strzał, kiedy obchodził okolicę.
-Niall, Harry, szybko - krzyknął do nas.
Harry w końcu się ocknął, potrząsnął głową i podbiegł do samochodu, w błyskawicznym tempie znikając w jego środku.
-Meg - powtórzyłem, ale nie otrzymałem żadnej odpowiedzi.
Podszedłem do niej i przykucnąłem. Złapałem jej przedramiona i sprawiłem, by je opuściła, odsłaniając swoją twarz. Kiedy podniosła w końcu powieki i spojrzała prosto w moje oczy, coś jakby we mnie pękło.
Oczy Meg były zapuchnięte, a białka przekrwione, jakby płakała godzinami. W tym przypadku, to nie czas się liczył, a intensywność, z jaką kolejne krople wypływały z jej oczu.
-Musimy iść - szepnąłem do niej, próbując się nie załamać, gdy patrzyłem na jej wilgotne oczy.
Zaczęła kręcić głową, próbując zabrać ręce, które jednak mocno trzymałem.
-Meg - powiedziałem stanowczo, chcąc wyrwać ją z tego odrętwienia.
Wiedziałem, że będzie trudno, ale musiałem próbować, bo był to jedyny sposób, by jakoś pomóc jej w tym, przez co teraz przechodziła.
Najbardziej bolesne jest to, że chcemy pomóc osobie, na której cholernie nam zależy, ale czasami po prostu nie jesteśmy w stanie.
Sytuacja, w której się znaleźliśmy była ciężka i właśnie dlatego najgorszą rzeczą, którą mogliśmy zrobić, było poddanie się. Musiałem być silny, jeśli nie dla siebie, to dla niej.
-Weź głęboki oddech - szepnąłem zdecydowanie, nie przerywając kontaktu wzrokowego.
Posłusznie wciągnęła powietrze. Niemal widziałem, jak bije serce w jej klatce piersiowej, a przynajmniej w jakiś sposób to czułem. Jakby niewidzialne fale wytwarzane przez bijące serce Meg rozbijały się, docierając do mojego ciała.
-Policz do trzech - poprosiłem i poczekałem, aż Meg powoli zacznie się uspokajać i spróbuje poukładać sobie wszystko w głowie.
Kiedy wzięła trzeci głęboki oddech i spojrzała na mnie, widziałem, że jest to nieco inny wzrok niż jeszcze kilka sekund temu. Cholernie mnie to ucieszyło.
Meg spojrzała na mnie, jakby czekając, bym powiedział jej, co robić dalej.
-Chodź ze mną - pociągnąłem ją delikatnie, ale pewnie za sobą, sprawiając, by podniosła się z ziemi i poszła za mną.
-Szybciej - poganiał nas Cliff.
Podbiegliśmy do auta i wsiedliśmy, a raczej rzuciliśmy się na tylne siedzenie.
Odjechaliśmy stamtąd tak szybko, jak tylko się dało, kątem oka zauważyłem, jak ktoś wybiega z Black Rose.
Może się wydawać, że zostawienie tam Petera było cholernie nieludzkie, ale działaliśmy pod wpływem emocji, zresztą zrobienie czegoś takiego nie wchodziło w grę.
Zrobienie tego, oznaczałoby dla nas koniec wszystkiego, a na to nie mogliśmy sobie pozwolić.
Meg siedziała prawie przyciśnięta do drzwi samochodu od wewnątrz, jej wzrok wbity był w widok za szybą. Wiele i tak nie mogła zobaczyć, bo na dworze było ciemno, a w tej okolicy tylko gdzieniegdzie paliły się latarnie, na dodatek większość z nich ledwie się już tliło.
-Gdzie jedziemy? - zapytałem.
-Na razie do mnie - odparł Harry - Nie mamy innego wyjścia.
Spojrzałem na Meg, ale ona tępo patrzyła się w szybę samochodu.
Po chwili coś sobie uświadomiłem.
-Kurwa - powiedziałem głośno.
Harry odkręcił się, Cliff mruknął coś pod nosem, a ze strony Meg nie otrzymałem żadnej reakcji.
-Pistolet.
-Przecież mieliśmy... - zaczął Harry i spojrzał na Meg panicznym wzrokiem i powtórzył przekleństwo, które wcześniej sam wypowiedziałem.
-Musimy wrócić - powiedziałem.
-Horan, oszalałeś, prawda? - zapytał zdenerwowany Cliff. Chociaż zdenerwowany było naprawdę łagodnym określeniem.
-Odciski palców Meg, musimy wrócić, Cliff, zawracaj - bełkotałem bez sensu, zbyt dużo chciałem powiedzieć i przez to z moich ust wydobywał się pomieszany potok słów.
-Niall, musimy jechać dalej - powiedział Harry - Jeśli wrócimy na miejsce, to już po nas. Znając życie, gliny już tu jadą.
-On ma rację - aż podskoczyłem na dźwięk zachrypniętego głosu Meg.
Teraz patrzyła już prosto na mnie i ten wzrok powodował, że na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka.
-Nie będziecie ryzykować dla mnie - dodała.
-Ty dla mnie ryzykowałaś - wyszeptałem, ale wiedziałem, że nie zmieni zdania i w głębi duszy tak naprawdę zgadzałem się z Harrym.
-Powinnam sama się zgłosić na policję - powiedziała Meg, a ja nie wierzyłem w to, co słyszę.
-Wykluczone - uprzedził mnie Cliff, ale nie odwrócił się, bo był zbyt zajęty uważaniem na to, byśmy nie wypadli z drogi albo dodatkowo spowodowali wypadek.
W tym samym czasie Harry wybrał numer i przyłożył telefon do ucha.
-James? - zapytał osobę po drugiej stronie.
Ach tak, James...Kolejna znajomość Harry'ego, która naprawdę się przydawała. James pracował w policji, ale był kimś w rodzaju wtyki.
Chwilę tylko przytakiwał, po czym rozłączył się i odkręcił do nas.
-Miałem rację. Policja już jest na miejscu - powiedział Harry.
Kątem oka zobaczyłem, jak Meg się wzdrygnęła, słysząc te słowa. Złapałem ją za rękę, by chociaż w jakiś sposób pokazać jej, że nie jest w tym wszystkim sama.
-Musimy uciec - powiedziała.
Spojrzeliśmy się na nią z Harrym, oboje byliśmy zdziwieni tym, co przed chwilą usłyszeliśmy.
-Niall, nie mamy innego wyjścia - spojrzała na mnie - Przynajmniej ja go nie mam.
Wszystko działo się tak szybko, że nie mieliśmy nawet chwili na logiczne przemyślenie sytuacji.
-Moich rodziców nie ma, Ashton też raczej jeszcze nie wrócił. Cliff, musisz jechać pod mój dom.
Wytłumaczyła mu, gdzie ma skręcić i po chwili byliśmy już pod jej domem.
-Pomóż jej zebrać wszystko, czego potrzebuje, za jakieś dwadzieścia minut podstawimy wam tutaj samochód. Przyjedziemy z Cliffem dwoma różnymi samochodami i jeden wam zostawimy - powiedział Harry.
-Skąd weźmiesz dla nas samochód? - zapytałem go zdziwiony.
-Tym będę martwił się ja - odpowiedział tylko, niczego mi nie wyjaśniając.
Wolałem nie pytać więcej, bo wiedziałem, że Harry i tak nic więcej mi nie powie. Miał swoje sposoby na załatwianie różnych spraw, a ja nigdy w nie nie wnikałem, nie będąc pewnym, czy chcę znać odpowiedzi na moje pytania.
-Niall, idę do środka - powiedziała Meg i wysiadła z samochodu, kierując się w stronę domu.
-OK, zaraz przyjdę - odparłem.
Patrzyłem jak dziewczyna otwiera drzwi i pospiesznie wchodzi do środka, kiedy z zamyślenia wyrwał mnie głos Stylesa.
-Poradzicie sobie? - zapytał.
Spojrzałem na niego, praktycznie nie wiedząc, co mam mu odpowiedzieć. Nasza przyszłość była jedną wielką niewiadomą, zmieniającą się w każdej kolejnej sekundzie.
-Nie wiem. Harry, musisz coś dla mnie zrobić - powiedziałem - W moim mieszkaniu jest trochę pieniędzy. Będą mi one potrzebne teraz bardziej niż kiedykolwiek. Trzeci schodek, wystarczy podważyć deskę. Poza tym, w mojej sypialni stoi walizka z rzeczami, które muszę zabrać. Spakowałem to na wszelki wypadek, nigdy nie sądziłem, że naprawdę się przyda.
Harry przytaknął.
-Postaram się je znaleźć i wsadzić do bagażnika samochodu, który wam dam. Macie dwadzieścia minut - poinformował mnie, po czym dodał jeszcze - Powodzenia.
Stałem na podjeździe, patrząc jak odjeżdżają i ostatni raz rozejrzałem się dookoła, żeby upewnić się, że nikt nas nie śledził.
Wbiegłem do domu Meg, zatrzaskując za sobą drzwi.
Usłyszałem, że dziewczyna jest na górze i wyciąga coś z szuflad.
Wszedłem do jej pokoju, zastając tam jeden wielki bałagan i chaos. Meg wyciągnęła dużą torbę podróżną i próbowała upychać do niej niemal wszystkie swoje ubrania.
-Meg, mamy mało czasu, nie możesz wziąć tego wszystkiego.
Dziewczyna przestała się siłować z niedopinającą się torbą i bezsilnie opadła na łóżko. W rękach bezwiednie miętosiła jedną ze swoich bluzek.
-Nie wiem, czy potrafię to zrobić - powiedziała łamiącym się głosem.
Podszedłem i przykucnąłem, łapiąc ją za nadgarstki.
-Pomyśl o tym, co naprawdę będzie ci potrzebne - wyjaśniłem i wstałem, rozglądając się po porozrzucanych ubraniach.
Chwyciłem kilka koszulek Meg, dwie pary spodni, bluzę i sweter, po czym je jej podałem, a ona mechanicznie złożyła je i schowała do torby.
Sama wstała i spakowała bieliznę, poszła też do łazienki i wróciła z kosmetyczką, którą też włożyła do torby.
Po wrzuceniu kilku innych potrzebnych rzeczy, zasunęła suwak i postawiła bagaż na podłodze.
-To chyba wszystko - powiedziała, a ja byłem zdziwiony, jak szybko potrafiła przejść do bycia silną. A przynajmniej udawać, że taka się czuje.




Nie byłam ani trochę silna, ale chciałam zachować pozory. Jeśli zaczęłam wmawiać to sobie, to po pewnym czasie mogło stać się to niemal prawdziwe i to właśnie mnie motywowało.
Oprócz spakowania tych kilkunastu najważniejszych rzeczy była jeszcze jedna rzecz, którą musiałam zrobić.
Wyjęłam kartkę papieru i wzięłam do ręki długopis.
Nie mogłam tak po prostu odejść, mój ojciec i Alison na to nie zasługiwali. Nawet mój brat.
Poczułam, jakby ktoś położył mi kilkutonowy obciążnik na klatce piersiowej.
Ujęłam długopis w dłoń i tusz zaczął przelewać się na kartkę, układając się w kolejne słowa.

Przepraszam, że muszę to wszystko zostawić, że muszę zostawić was. Chciałabym, żeby mogło być inaczej, ale to nie do końca zależy ode mnie. Nie wiecie pewnie, dlaczego muszę odejść, ale jeśli włączycie jutro telewizor i obejrzycie serwis informacyjny, to wszystko będzie dla was jasne. 
Nie znienawidźcie mnie, oni przedstawią wam historię, która wydaje się być dosyć przejrzysta, ale w rzeczywistości ma ona drugie dno. Mam nadzieję, że kiedyś będę miała szansę, by wrócić i wszystko wam wyjaśnić, a wtedy będziecie w stanie na mnie spojrzeć i mnie wysłuchać. 
Będzie wam trudno zrozumieć całą tę sytuację, ale pamiętajcie, nie wszystko jest takie proste i oczywiste, na jakie wygląda. 
Kocham was. Przepraszam. 
Meg

Złożyłam kartkę i napisałam na górze Alison i Greg, po czym po chwili namysłu dodałam tam jeszcze imię brata. Położyłam ją na wierzchu łóżka, tak by była na widoku.
Po policzku spłynęło mi kilka łez, które jednak zdążyłam szybko otrzeć wierzchem dłoni.
Miałam wrażenie, że nigdy więcej nie będę w stanie się uśmiechnąć albo chociaż pomyśleć pozytywnie o życiu. Ludzie mówią, że czas leczy rany, ale pewnych rzeczy po prostu nie da się zapomnieć.
Obawiałam się, że nie będę w stanie żyć z tak wielkim poczuciem winy, które w każdej kolejnej sekundzie zabierało coraz większą część mnie.
-Damy radę - powiedział Niall, podchodząc bliżej - Wierzysz mi, prawda?
Nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć, bo ani trochę w to nie wierzyłam.
-Wierzę, że musimy być razem, by jakoś to przetrwać - powiedziałam.
Spojrzałam w niebieskie tęczówki i poczułam, że jest jedna rzecz, którą muszę zrobić.
Złączyłam nasze usta i miałam wrażenie, że kiedy przestanę całować Nialla, wszystko wokół gotowe jest się rozpaść. A przede wszystkim rozpadnę się ja sama.
Podniosłam powieki, napotykając wzrok Nialla. Jemu ten pocałunek też był potrzebny. Musieliśmy poczuć, że mamy siebie, bez względu na to, co będzie się działo.
-Meg, to wszystko moja wina - wyszeptał Niall z takim bólem w oczach, że coś aż ukuło mnie w środku. Oboje byliśmy rozdarci, ale jedynym sposobem, by się nie rozpaść, było zostanie razem. Tylko w taki sposób mogliśmy żyć dalej.
-Nie, możesz mówić co chcesz, możesz zapewniać mnie, że nic nie zrobiłam, ale to nieprawda! - krzyknęłam, trzęsąc się i wyszeptałam jeszcze - Nie, Niall, to ja pociągnęłam za spust, a nie ty. To tylko i wyłącznie moja wina. Moja pieprzona wina.
Chłopak złapał mnie i mocno objął ramionami, tak, bym nie mogła się w żaden sposób wyrwać.
-Chciałbym ci powiedzieć, że wszystko będzie dobrze - zaczął.
-Nic nie będzie dobrze i oboje dobrze o tym wiemy - przerwałam, odsuwając się od niego, by móc mu spojrzeć prosto w oczy.
-Masz już wszystko? - zapytał i odkręcił się, ale wiedziałam, że to dlatego, bym nie mogła w jego oczach zobaczyć tego, czego bał się najbardziej - słabości.
-Jedziesz ze mną, prawda? - upewniłam się.
-Nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej - powiedział zdziwiony.
-W takim razie mam już wszystko - odpowiedziałam.
Powoli zamknęłam drzwi swojego pokoju i zaczęłam schodzić za Niallem po schodach. Ostatni raz rozejrzałam się po domu, w którym się wychowywałam.
Zatrzaskując drzwi, zostawiłam w nim cząstkę mnie. Prawdopodobnie nie było mi dane kiedykolwiek tu wrócić i to bolało mnie najbardziej.
Na podjeździe czekał już na nas samochód, o dziwo do złudzenia przypominał mojego pick-up'a, był jednak nowszy i miał przyciemniane szyby. Nie miałam pojęcia, jakim cudem Harry'emu udało się go załatwić, ale to nie był w tej chwili mój największy problem.
Niall wrzucił moją torbę pod plandekę z tyłu. Pod nią była już jakaś torba, domyśliłam się, że były to rzeczy Nialla i kilka kanistrów z benzyną. Z wystarczającą ilością, żebyśmy mogli dojechać tak daleko, by móc zatankować gdzieś, gdzie ludzie od razu nas nie rozpoznają.
-Jedźmy - powiedziałam, wsiadając za nim do samochodu.
-Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? - zapytał Niall, patrząc się na mnie.
-Chyba nie mam wyjścia - odparłam.
Odjechaliśmy z podjazdu ruszając gdzieś, gdzie moglibyśmy być bezpieczni.
-Niall, gdzie jedziemy? - zapytałam odruchowo.
-Nie mam pojęcia - odparł.
Zostawiłam w tyle wszystko, co kiedykolwiek było dla mnie ważne, wszystko, co miało jakąś wartość. Teraz ważne było tylko to, by jechać jak najdalej od miejsca, gdzie pozbawiłam życia człowieka, ruszając w stronę innego miejsca, które mogłoby być dla nas bezpiecznym azylem.
Obawiałam się jednak, że takie miejsce mogło wcale nie istnieć...













________________________________________

Dziękuję za każdą opinię, naprawdę są one bardzo ważne.
Pamiętajcie, że was strasznie kocham i gdyby nie wy, to Hunger nie byłby taki, jaki jest teraz.
xx

niedziela, 8 września 2013

Rozdział 26: Ogień

Czasami dochodzimy do takiego momentu w życiu, że nie potrafimy poradzić sobie z tym, co dosłownie rozsadza nas od środka. Tego dnia, tego wieczoru, to był właśnie jeden z takich momentów.
Kiedy nie możemy poradzić sobie z uczuciami, to jedyne, co tak naprawdę możemy i chcemy zrobić, to zupełnie je wyłączyć.
Nie zawsze udaje nam się to zrobić, ale jeśli sobie z tym poradzimy, to wszystko inne wyda nam się banalnie proste.
Patrząc na własne odbicie  uświadomiłam sobie, że to własnie jest coś, co muszę zrobić. W jednej chwili spojrzałam w lustro i zobaczyłam, jak moje oczy nabierają...właściwie trudno było mi to określić. Źrenice jakby skamieniały, tęczówki stały się matowe. Czułam się silniejsza, odważniejsza i za nic w świecie nie miałam zamiaru się wycofać.
Nie byłam tą samą Meg, którą byłam wczoraj, którą byłam jeszcze kilka godzin temu. Mogło to wydawać się niemożliwe, ale naprawdę tak się czułam.
Za moimi plecami stał Niall, przyglądając mi się uważnie. Nie wiem, czy zauważył we mnie jakąkolwiek zmianę, ale uśmiechał się. O dziwo, moje kąciki ust też były uniesione do góry.
Zastanawiałam się, jak w ogóle mogliśmy się uśmiechać, wiedząc, co nas czeka. Z drugiej strony, nie mieliśmy już nic do stracenia, co o wiele ułatwiało nam sprawę.
Pojawienie się Nialla w moim życiu obróciło je do góry nogami, sprawiło, że wszystko, co do tej pory było dla mnie ważne, przestało się liczyć. Chłopak, który stał za mną był chodzącym problemem. Cholera, on był całym zbiorowiskiem problemów. Jednak za żadne skarby nie chciałabym cofnąć czasu. Każde kolejne wydarzenia ciągnęły za sobą łańcuch kłopotów, ale to popychało nas do tego, by stawić im czoła. I za każdym razem, kiedy musieliśmy im podołać, stawaliśmy się silniejsi.
Może właśnie dlatego stałam przed lustrem i patrzyłam na siebie, widząc osobę, która jest gotowa dosłownie na wszystko. Najważniejsze było to, że spoglądając na Nialla, widziałam tę samą determinację w jego oczach.
Odkręciłam się, przybliżając się do niego i obejmując go za szyję.
Przyciągnęłam go do siebie i złączyłam nasze usta, jakby nic poza nimi nie istniało.
-Jesteś gotowa? - zapytał mnie, łapiąc oddech.
Nie odpowiedziałam, jedynie przytaknęłam głową i ponownie go pocałowałam.
-A to za co? - spytał.
-Mam wrażenie, że jak cię całuję, to wszystko będzie dobrze... - szepnęłam.
Niall uśmiechnął się, ale po chwili spuścił wzrok i przygryzł wargę.
-Wiesz, że to wszystko...to może się nie... - nie skończył, bo przyłożyłam palec do jego ust, zatrzymując go tym samym przed tym, co mógłby powiedzieć.
Sama doskonale wiedziałam o ryzyku, ale wolałam myśleć o dzisiejszym wieczorze jak o czymś, co ma się nam udać, a nie z góry zakładać, że będzie to porażka.
-Meg, włóż tę kartę - Niall podał mi telefon i sim, która leżała na moim biurku.
Obróciłam telefon w dłoniach i już miałam włożyć kartę do środka, kiedy Niall mnie zatrzymał.
-Napisz najpierw do Petera, upewnij się, że przyjdzie - powiedział.
-OK - odparłam, wystukując szybko krótką wiadomość.

Do: Peter
Dzisiejszy wieczór aktualny?

Po krótkiej chwili otrzymałam odpowiedź.

Od: Peter
Jasne. Do zobaczenia.

Pokazałam wyświetlacz Niallowi, a on tylko pokiwał twierdząco głową i wziął ode mnie telefon i sam zmienił sim na tę, z której miałam od tej pory korzystać.
-Meg? - spojrzałam na niego. Coś w jego oczach zaczęło przeważać nad odwagą, którą widziałam tam wcześniej. Niall zaczynał się wahać i to wahanie w jego oczach zupełnie mi się nie podobało i naprawdę nie pomagało. Nie teraz.
-Tak? - nie wiedziałam, co chodzi mu po głowie.
-Jeśli cokolwiek się dziś wydarzy, jeśli coś pójdzie nie tak - głos mu się załamywał, ale wziął się w garść i dokończył silnym tonem - Jeżeli gliny o cokolwiek będą cię wypytywać, jeśli w ogóle powiążą cię z tą sprawą...Nigdy mnie nie poznałaś. Nie wiesz kim jest Niall James Horan. Jeśli pokażą ci zdjęcie, od razu zaprzeczysz, że kogoś takiego widziałaś w tej okolicy, a tym bardziej, że mnie poznałaś. Rozumiesz?
Przełknęłam ślinę, moja klatka piersiowa unosiła się i opadała w szybkim tempie, kiedy mózg przetwarzał instrukcje przekazywane przez Nialla.
Nie sądziłam, że kiedykolwiek mogłabym o nim zapomnieć, że mogłabym usunąć go z pamięci. Wiedziałam, że prędzej rzuciłabym wszystko, niż pozwoliła mu tak po prostu odejść. Nieważne, czy z mojego życia, czy tylko z mojej głowy. Po prostu bym nie mogła.
Nie chciałam go jednak denerwować jeszcze bardziej, bo widziałam, że w środku musiały się w nim gotować emocje, więc po prostu się zgodziłam i przytaknęłam.
-Poradzisz sobie - powiedział pewnie.
-Mam taką nadzieję - odparłam.
Poparzyłam w okno, zapadał już zmierzch i czasu było coraz mniej, z każdym tyknięciem wskazówek zegara, czas przybliżał nas do momentu, z którego nie miało już być odwrotu.
-Więc jak chcecie to wszystko rozegrać? - zapytałam, bo tak naprawdę niewiele wiedziałam.
-Jak ci kiedyś już wspominaliśmy, musisz w jakiś sposób upić Petera, a przynajmniej sprawić, że chociaż na moment ci zaufa. Nie musimy niczego zmieniać, oni nadal myślą, że my... - spojrzał na mnie wzrokiem, po którym nie musiał kończyć swojego zdania. Wiedziałam, o który moment mu chodzi, o moment, w którym myślałam, że złamię się na zawsze. I nie będę potrafiła się podnieść.
-O dwudziestej trzeciej mam stamtąd wyjść, tak? - upewniłam się, a on tylko skinął głową.
-Dasz radę - zapewnił mnie Niall.
-Myślisz, że będę w stanie go... - nie chciałam wypowiadać tego słowa, wydawało mi się tak bardzo idiotyczne.
-Uwieść - dokończył za mnie Niall - Nie bój się tego słowa. W tej chwili chciałbym tu zostać i robić zupełnie inne rzeczy...
Westchnęłam teatralnie, przewracając oczami. Jak mógł myśleć o takich rzeczach w tej chwili. Z drugiej strony, wiedziałam, że to pewnie jakiś sposób na rozładowanie emocji.
Spojrzałam na zegarek, została jeszcze chwila czasu, ale zanim mieliśmy tam dojechać...
-Niall, zawieziesz mnie tam, czy mam jechać sama? - zapytałam.
-Lepiej będzie jak pojedziesz tam swoim samochodem, bo potem nie będziesz miała jak wrócić. Nie możesz ryzykować i wracać z nami.
-Oh, ok, rozumiem - odparłam, stwierdzając, że ma to sens.
-Wiesz, jak dojechać do tego klubu? - zapytał Niall.
-Tak, sprawdziłam to online - musiałam się jakoś przygotować, mimo wszystko.
-Będę jechał za tobą tak długo, jak się da, ale ostatnie kilometry musisz pokonać sama, żeby nikt nie zorientował się, kto za tobą jedzie - powiedział.
Spojrzałam jeszcze raz w lustro i poczułam się strasznie dziwnie, przez to, w co byłam ubrana. Zazwyczaj nie nosiłam sukienek, a już na pewno nie takich.
Potrząsnęłam głową i złapałam kurtkę wiszącą na wieszaku.
-Możemy iść - powiedziałam do Nialla, otwierając drzwi i schodząc na dół, kiedy Niall podążył za mną.
Poczekałam aż wyjdzie i zamknęłam dokładnie drzwi na klucz. Miałam nadzieję, że Ashton ma swój, a jeśli nie, to najwyżej będzie siedział pod drzwiami, mało mnie to obchodziło.
-Nie jedź za mną, może tak będzie bezpieczniej - powiedziałam.
-Nie ma mowy - zaprzeczył od razu Niall.
Pokręciłam tylko głową i wsiadłam do samochodu, odpalając silnik.
Wcisnęłam pedał gazu, przypominając sobie drogę, która prowadziła do klubu.
Spojrzałam w lusterko, Niall ruszył tuż za mną. W momencie, kiedy odjechaliśmy z podjazdu, zostawiliśmy wszystko w tyle.
Czy byłam na to przygotowana, wyposażona? Tak.
Czy byłam na to gotowa psychicznie? Za cholerę nie.
W tym właśnie był problem, nie potrafiłam sobie wyobrazić mnie samej i sytuacji w jakiej przyjdzie mi się znaleźć. Wiedziałam tylko, że nie mogę nikogo zawieść, a przede wszystkim - nie mogę zawieść siebie.

Niall skręcił trochę wcześniej, zostawiając mnie samą. Podejrzewałam, że pojechał jeszcze do Harry'ego, zabrać wszystko, co potrzebowali. Nawet w myślach trudno było mi wypowiedzieć słowa broń, czy pistolet.
Dojechałam na miejsce i wysiadłam z samochodu, trzaskając drzwiami. Rozejrzałam się, klub był otoczony starymi magazynami, wyglądającymi raczej mało zachęcająco. Ktoś najwidoczniej postanowił zrobić z jednego z nich użytek i tak właśnie powstał lokal, przed którym stałam. Niebieski neon migał mi przed oczami, informując o tym, że jestem na właściwym miejscu.
-Black Rose - szepnęłam.
A więc to tutaj wszystko miało się rozegrać. Przeszły mnie dreszcze na samą myśl.
Wyjęłam z torebki telefon, podświetlając wyświetlacz i spoglądając na godzinę.
Do godziny, o której umówiłam się z Peterem zostało jeszcze kilkanaście minut. Stwierdziłam, że bez sensu będzie czekać na niego na zewnątrz, szczególnie, że zrobiło się zimniej, a ja nie miałam na sobie rajstop.
Popchnęłam drzwi i weszłam do średnio zatłoczonego lokalu. Był to typowy bar, na całej sali porozstawiane były losowo stoliki, jednak ja podeszłam do barowej lady i usiadłam na wysokim stołku.
Czekając, aż barman podejdzie i zapyta mnie o zamówienie, dokładnie przyjrzałam się wnętrzu. Ściany były ciemne, podświetlone czerwonymi lampami. Musiałam przyznać, że klimat był cudowny, może nawet trochę niepokojący. Chociaż, może po prostu byłam nieco przewrażliwiona.
-Co podać? - spytał mnie mężczyzna stojący za barem.
Zdziwiłam się, że nie zapytał mnie o wiek, nie mogłam jeszcze pić alkoholu, przynajmniej nie legalnie.
-Whisky z colą - powiedziałam bez wahania, próbując zabrzmieć pewnie, ale on uniósł w zdziwieniu brew, a wiedziałam, co to oznacza i co ma na myśli, więc dodałam tylko - Colę.
Odkręcił się, nalewając napój i postawił go przede mną, przechodząc za róg, do kolejnego klienta.
Sięgnęłam po słomkę i pociągnęłam łyk. Pomyślałam, iż to w sumie lepiej, że nie będę pić nic z procentami, co pomoże mi zachować trzeźwy umysł.
-Cześć - o mało nie zakrztusiłam się colą, którą właśnie przełykałam.
Podskoczyłam i obejrzałam się za siebie, odkręcając się na stołku barowym.
-Witaj Peter - powiedziałam, tak spokojnym tonem, jakim tylko potrafiłam.
-Mogę się dosiąść? - zapytał, wskazując na miejsce obok mnie.
-Jasne - odparłam.
-Co pijesz? - spytał, wskazując na moją szklankę. Zwykła cola, którą zaserwował mi barman nie różniła się zbytnio od drinku, którym mogła być.
-Whisky z colą - odparłam, a kłamstwo z łatwością przeszło mi przez usta. Uśmiechnęłam się dodatkowo, na potwierdzenie moich słów.
Peter skinął na barmana, który znowu do nas podszedł i obrzucił mnie dziwnym spojrzeniem, które zupełnie zignorowałam.
Proszę, tylko nie powiedz, że chcesz to samo co ja, proszę, tylko...
-Whisky z colą poproszę - powiedział, a ja odetchnęłam z ulgą, jednocześnie marszcząc brwi, kiedy patrzyłam jak barman podaje Peterowi z uśmiechem drinka. Byliśmy w tym samym wieku, ale jego wieku nie zakwestionował, to było nie fair.
Peter wypił łyk, potem kolejny...Patrzyłam spokojnie, jak kolejne dawki płynu przepływały przez jego gardło. Tak, właśnie o to mi chodziło.
-Więc co jest z tobą i z Niallem? - zapytał Peter, a ja widziałam, że już powoli się 'rozluźniał'.
-Nic nie ma. Jedna wielka pomyłka - odparłam, kiedy Peter zamawiał już drugiego drinka.
Klub powoli zapełniał się coraz bardziej, chociaż wiele osób też wychodziło.
Barman spojrzał pytająco na moją pustą szklankę.
-Dla mnie to samo, co wcześniej - powiedziałam tak, by Peter nie zorientował się, że jedyną osobą, która pije alkohol, jest on sam.
Wyjęłam ze szklanki słomkę, a barman odkręcił się i nalał mi coli. Zrobił to tak, że Peter nie widział, iż nie dolał mi ani kropli whisky.
Podziękowałam, kiedy postawił znowu szklankę przede mną i odszedł.
Rozmowa z Peterem doskonale się kleiła, wychodziło mi nawet bycie zabawną. Po chwili zrobiło mi się gorąco, więc zdjęłam kurtkę, kładąc ją na ladzie.
-Ładnie wyglądasz - powiedział chłopak.
-Dziękuję - odpowiedziałam pewnie, jednak nieco się zaczerwieniłam, dziękując za światło w klubie, które nie pozwalało zobaczyć Peterowi czerwieni na moich policzkach.
Dyskretnie zerknęłam na zegar wiszący na ścianie. Nawet nie sądziłam, że jesteśmy tu już tak długo, bo aż kilkadziesiąt minut. Czas leciał szybko, kiedy przybliżał mnie do wydarzeń, które jak najbardziej chciałam oddalić.
Peter z drinka na drink stawał się coraz bardziej rozkojarzony, więc postanowiłam to wykorzystać i powiedziałam mu, że idę do toalety.
Kiedy tylko zamknęłam za sobą drzwi i weszłam do jednej z kabin, upewniając się, że nie ma tu nikogo poza mną, wybrałam numer Nialla.
-Meg? - usłyszałam jego zaniepokojony głos - Coś się stało?
-Nie - zaprzeczyłam od razu cicho, nasłuchując, czy ktoś przypadkiem nie wszedł do łazienki - Po prostu zastanawiałam się, jak długo jeszcze...
-Za kilka minut będziemy na miejscu. Obok magazynu numer 311, to nieco za Black Rose, trafisz tam łatwo, z daleka widać numer - wyjaśnił Niall.
-Ok - odparłam i się rozłączyłam.
Wciągnęłam powietrze, maksymalnie wypełniając nim płuca i wyszłam z toalety.
Z daleka widziałam, jak Peter przechyla kolejną szklankę. Nawet nie musiałam się starać, chłopak sam się upijał.
-Hej, może już dość? - zapytałam, podchodząc do niego.
-Mhm - mruknął tylko.
Zarzuciłam na siebie kurtkę i chwyciłam Petera za ramię, zmuszając go do zejścia ze stołka. Początkowo się opierał, ale po chwili stanął obok mnie, rzucając jeszcze na ladę banknot.
Zachwiał się, ale zdążyłam zareagować.
-Wyjdźmy na zewnątrz, świeże powietrze dobrze ci zrobi - powiedziałam do chłopaka, który tylko bezmyślnie ruszył za mną.
Kiedy popchnęłam ciężkie drzwi i wyszliśmy przed lokal, uderzyło we mnie rześkie, wieczorne powietrze.
-Przejdźmy się - zaproponowałam, chociaż lepiej pasowałoby tu stwierdzenie, że ja będę szła, a Peter ciągnął się za mną.
Rozejrzałam się i ruszyłam na tyły klubu. Kiedy wyszliśmy zza rogu, w oczy rzucił mi się numer, o którym mówił Niall. Faktycznie, był całkiem dobrze widoczny.
Kiedy podeszliśmy bliżej, zobaczyłam trzy postacie, stojące w cieniu przed magazynem.
Peter chyba nie zorientował się, co się dzieje. Ruszyłam jeszcze do przodu, kiedy na przeciw wyszedł mi Niall. Miał jakiś niepokój w oczach, wcale mi się to nie spodobało.



-Kto to był? - zapytał Harry, kiedy skończyłem rozmawiać z Meg przez telefon.
-Meg - odparłem, chowając telefon do kieszeni. Na rękach miałem czarne rękawiczki, Cliff i Harry nałożyli identyczne - Dojeżdżamy już, prawda?
Harry tylko mruknął potwierdzająco i skręcił w ciemny zaułek, parkując nasz samochód za magazynem 311. Wszyscy wysiedliśmy i odetchnęliśmy świeżym powietrzem. Z oddali dochodziły do nas pulsujące dźwięki muzyki klubowej.
Wyszliśmy przed magazyn, chowając się w cieniu. W pobliżu nie było nikogo, ale po chwili zobaczyłem dwie zbliżające się w naszą stronę osoby.
Meg i Peter byli coraz bliżej, dziewczyna chyba nas dostrzegła, ale chłopak zdecydowanie za dużo dziś wypił. Postanowiłem wyjść im na przeciw.
-Co się dzieje? - wybełkotał Peter, chyba zauważając, że do nich podszedłem.
-Meg, uciekaj stąd - powiedziałem stanowczo, patrząc jej prosto w oczy, zupełnie ignorując Petera.
Dziewczyna spojrzała na mnie, jakby chciała mi się sprzeciwić, ale zrezygnowała i po prostu odeszła z powrotem w stronę klubu. Pomyślałem, że pewnie nie chciała sobie wyobrażać tego, co za chwilę się tu wydarzy, zresztą ja sam wolałem na razie tego przedwcześnie nie analizować.
Pociągnąłem ostro Petera za ramię i podprowadziłem pod magazyn. Puściłem go, a on upadł na ziemię, co chyba nieco go otrzeźwiło. Obejrzałem się za siebie, Cliffa nie było pod magazynem, więc zapewne poszedł go okrążyć, żeby upewnić się, że nikogo tam nie ma.
Harry tylko skinął głową.
Wyciągnąłem pistolet z tyłu spodni i skierowałem go w stronę Petera.
Popatrzył na mnie wzrokiem, który nie pozwolił mi wykonać kolejnego kroku. Cholera, dlaczego on musiał patrzyć na mnie takim wzrokiem.
-Horan... - wyszeptał chłopak, a ja widziałem jak łzy napływają mu do oczu.
Nie potrafiłem. Kurwa, po prostu nie potrafiłem tego zrobić. Opuściłem broń i spuściłem głowę, uciskając sobie nos na wysokości zatok i przymknąłem oczy.
Wcześniej miałem wrażenie, że w jakiś sposób byłem przygotowany na to, co miałem dziś zrobić, ale w praktyce okazało się to o wiele trudniejsze.
Usłyszałem coś i kiedy otworzyłem oczy, Peter stał tuż obok. Popchnął mnie, wytrącając mi broń z ręki i rzucił się na mnie. Dosłownie. Miałem wrażenie, że jest bardziej pijany, ale chyba adrenalina zmieszana z alkoholem zrobiła swoje.
Z przerażeniem zauważyłem, co trzymał w ręku.




Schowałam się za którymś z pobliskich magazynów, za nic w świecie nie miałam zamiaru wracać do domu. Z bezpiecznej odległości obserwowałam co dzieje się kilkaset metrów ode mnie.
Widziałam, jak Peter coś szepcze do Nialla, po których to słowach chłopak spuścił głowę.
Widziałam, jak podnosi się z ziemi i z zadziwiającą szybkością rzuca się na Nialla.
Widziałam, jak w jego dłoni błysnęło coś, co mogło być tylko jednym. Ostrzem noża.
Widziałam, jak z ręki Nialla wypada broń.
Wszystko toczyło się tak szybko, że w ogóle nie myślałam racjonalnie. Chwilę później Peter powalił Nialla na ziemię, chyba jedynie dlatego, że wziął go z zaskoczenia.
Popatrzyłam na Harry'ego, który stał zupełnie skamieniały, jakby nie mógł się ruszyć.
Tymczasem Niall odpychał od siebie ręce Petera jak tylko mógł najdalej, ale było to dość trudne, biorąc pod uwagę fakt, że ten siedział na nim okrakiem i w żaden sposób nie pozwalał mu się podnieść.
Bez namysłu zaczęłam biec w ich stronę, chociaż jedną osobą, która mnie zauważyła, był Harry. Nie sądziłam, że to on będzie osobą, którą sparaliżuje strach.
Rzuciłam się, by podnieść pistolet, który upuścił Niall.
Nie myślałam racjonalnie, ja w ogóle nie myślałam. Adrenalina sprawia, że człowiek robi przeróżne rzeczy.
Spojrzałam na siłujących się Petera z Niallem i dostrzegłam, jak ręce Horana zsunęły się, dopuszczając nóż coraz bliżej jego klatki piersiowej.
Ostrze za moment miało przebić jego skórę, mięśnie, miało dojść do serca Nialla.
Tak się jednak nie stało.
Nie stało się to, bo w tym samym momencie wyważyłam pistolet w ręce i nacisnęłam spust.
Ręce zaczęły mi drżeć i upuściłam broń na ziemię, sama też upadając na kolana.
Klatka piersiowa zaczęła spazmatycznie wznosić się i opadać, kiedy patrzyłam jak ciało Petera upada obok Nialla. Jego pierś uniosła się po raz ostatni, z ust wyrwał się ostatni oddech. Przez ciało chłopaka przeszły jeszcze dreszcze i po chwili znieruchomiał. Widziałam, jak...jak uchodzi z niego życie.
Plama na koszulce Petera powiększała się z każdą sekundą, a w końcu obok zaczęła tworzyć się kałuża krwi.
Spojrzałam na Nialla, który patrzył na mnie przerażonym wzrokiem.
Popatrzyłam na Harry'ego, który podbiegł, jak tylko wyrwał się z szoku.
Schowałam twarz w dłoniach, a łzy zaczęły strumieniami przepływać między palcami, po moich policzkach.
Wtedy dotarło do mnie, co właśnie się stało. Wciąż nie mogłam w to uwierzyć. Chciałabym się obudzić, przekonać się, że to tylko koszmar.
Niestety, była to rzeczywistość.
I w tej rzeczywistości, właśnie zabiłam człowieka.











_______________________________________

Dziękuję za wszystkie poprzednie komentarze, jesteście cudowni.