czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 25

Trzymałem ją mocno, wmawiając sobie, że jeśli na chwilę wypuszczę Meg z moich ramion, to ona gotowa jest rozpaść się niczym domek z kart pod wpływem podmuchu wiatru.
Prawdę mówiąc, podświadomie wiedziałem, że nie tylko Meg mogłaby się załamać, ale także ja sam. W jakiś sposób, gdy byliśmy razem, nic nie było w stanie nas zatrzymać.
W myślach odtworzyłem wydarzenia od momentu, gdy zorientowaliśmy się, że Meg weszła do mieszkania.

-Miałem nadzieję, że w końcu uda mi się z nią przespać - ciągnąłem podniesionym głosem, by na pewno dobiegło to do osoby, która powinna tego słuchać. 
Spojrzałem na Harry'ego, który uniósł kciuk w górę, dając mi znak, że właśnie o to nam chodzi. 
-Niestety, musiałem zadowolić się Lucy - wyszukałem w głowie przypadkowe imię - Wczoraj w nocy do niej pojechałem. 
Spojrzeliśmy z Harrym na pluskwę leżącą na stole. Migająca dioda informowała nas, że urządzenie odbiera, nagrywa i przekazuje gdzieś dalej wszystko, co mówię. 
Harry przykrył podsłuch małym, kwadratowym pojemniczkiem stworzonym z materiału, który nie przepuszczał dźwięku, a przynajmniej ograniczał go do minimum. Nie mogliśmy utopić albo wyrzucić pluskwy, bo to by spowodowało, że Trevor zacznie coś podejrzewać. 
Mieliśmy już z Harrym pogratulować sobie pomysłowości i wypić po jednym piwie, kiedy usłyszałem, że ktoś jest w przedpokoju. 
Spojrzałem na Stylesa ze zdziwieniem i przerażeniem, ale ten tylko bezradnie wzruszył ramionami i oboje ruszyliśmy w stronę, z której dobiegł nas odgłos, jakby ktoś płakał. 
Po chwili zobaczyłem coś, co w jednej sekundzie sprawiło, że moje serce tak zwolniło, że niemal przestało bić. 
Wystarczyło jedno spojrzenie załzawionych, pełnych bólu oczu, by uświadomić mi, co się właśnie dzieje. 
Meg wybiegła z mieszkania, a ja zszokowany stałem, wpatrując się w punkt, gdzie jeszcze chwilę temu była dziewczyna. 
-Idź za nią - ostry głos Harry'ego sprawił, że w jakiś sposób się ocknąłem i wybiegłem z budynku. 
Przyjaciel zdążył wcisnąć mi w rękę kluczyki. 
Meg już odjechała, zanim zdążyłem zobaczyć, dokąd pojechała, ale stwierdziłem, że gdziekolwiek by nie chciała się udać, to najpierw musiałaby wyjechać na główną drogę, więc odpaliłem silnik i pojechałem, kierując się jej śladem. Jechałem kilka minut, kiedy w końcu kątek oka zobaczyłem postać stojącą na szczycie klifu. Szybko skręciłem w bok, ryzykując wszystko. 
Meg z każdym kolejnym krokiem zbliżała się ku krawędzi i obawiałem się, że może nie myśleć w tej chwili trzeźwo. Liczyły się sekundy i niemal słyszałem w głowie tykające wskazówki zegara. 
Przerażała mnie myśl, że mogłem ją stracić w tak głupi sposób. Tak bardzo starałem się, by mi ufała i była bezpieczna, a w tamtym momencie zrobiłem coś zupełnie odwrotnego. Sprawiłem, że stała na krawędzi klifu, a ja byłem ostatnią osobą, której zechciałaby zaufać. 
Dlaczego jak zawsze musiałem wszystko spieprzyć...
Zaparkowałem samochód i wysiadłem, po czym szybko podbiegłem do dziewczyny i załapałem ją za rękę. W ostatniej chwili przeszło mi przez myśl, ale szybko odsunąłem od siebie taką możliwość. 
Zaczęła się szarpać, a ja za cel obrałem sobie, by nie wypuścić jej, dopóki się nie uspokoi i będę mógł jej wszystko wyjaśnić. 
Najważniejsze, że była bezpieczna. Na razie....

-Więc co dalej? - zapytała - Co robimy z planem?
-To zależy od ciebie, jeśli jesteś nadal w stanie tyle dla mnie zaryzykować...
-Jestem - przerwała, zanim cokolwiek zdążyłem dodać.
Nie pytałem dlaczego, bo byłem zaskoczony, że zamiast walnąć mnie pięścią w twarz, ona po prostu się zgodziła.
-Meg...- zacząłem, nie wiedząc jak delikatnie...a pieprzyć to - to już jutro.
Przymknęła powieki i pokiwała głową, dając mi znak, że zrozumiała.
-Dasz sobie radę? - zapytałem, unosząc jej podbródek w taki sposób, by spojrzała mi prosto w oczy.
-Chciałabym odpowiedzieć ci, że na pewno, ale nie potrafię. Postaram się zrobić wszystko jak najlepiej - wyszeptała.
-Wierzę w ciebie - powiedziałem i naprawdę tak czułem.
Ktoś, kto nie znał Meg, mógłby pomyśleć, że jesteśmy idiotami, czyniąc ją częścią tak ważnej operacji. Ja jednak poznałem ją na tyle, by wiedzieć, jak potrafi być silna.
Jeśli miałem w kogoś uwierzyć, to właśnie w dziewczynę, która stała przede mną.
-Jutro znajdę Petera i się z nim umówię - powiedziała tonem, który miał za zadanie przekonać mnie, że wszystko jest w porządku.
Wziąłem ją za rękę i podprowadziłem do samochodu.
-Niall, nie mogę z tobą jechać, muszę zaprowadzić pick-up'a do domu - powiedziała.
-Wsiądź na chwilę ze mną - poprosiłem, otwierając przed nią drzwi zapraszającym gestem.
Popatrzyła na mnie zmęczonym wzrokiem, ale posłusznie usiadła w fotelu pasażera.
Po chwili usiadłem obok i odkręciłem się przodem do niej.
-O której mam się z nim jutro spotkać? - spytała.
-Umów się z nim około dwudziestej drugiej - odparłem, przypominając sobie w głowie to, co zaplanowaliśmy.
-Jak długo muszę go... - widziałem, jak szuka odpowiednich słów - Jak długo muszę z nim tam siedzieć?
-Godzinę, może mniej, jeszcze nie jestem pewien - wyjaśniłem.
-Ugh - wiedziałem, że nie będzie zadowolona.
Sięgnąłem ręką do schowka, wyjmując stamtąd kartę do telefonu i podałem ją Meg.
-Włóż ją dopiero jutro, tuż przed samym wyjściem z domu. Jest nie do namierzenia, Styles ją przekonfigurował, my mamy takie same. Na karcie masz wgrane trzy numery. Do mnie, do Harry'ego i Cliffa. Jutro nie będą potrzebne ci żadne inne - po chwili dodałem jeszcze - Po wszystkim musisz zniszczyć kartę. Najlepiej podepcz ją i wrzuć to, co z niej zostanie do studzienki.
Spojrzałem na nią.
-Kocham cię - powiedziałem, ale po jej minie widziałem, że nie jest przekonana jak wtedy, gdy mówiłem to ostatnio.
Przytaknęła tylko i już miała wysiąść, kiedy jeszcze złapałem jej dłoń i przyciągnąłem do siebie.
Przycisnąłem do siebie nasze usta i pocałowałem ją tak namiętnie i delikatnie jednocześnie, jak tylko potrafiłem.
-Teraz mi wierzysz? - zapytałem, gdy rozłączyłem nasze wargi.
-Do jutra Niall - powiedziała, ale na jej twarzy w końcu pojawił się uśmiech.
Widziałem jeszcze, jak podchodzi do swojego samochodu i odjeżdża w stronę domu.
Jutro wszystko miało się dla mnie skończyć. I zacząć.




Obudziłam się rano z uśmiechem na ustach. Nie pamiętam, co mi się śniło, ale najwidoczniej było o wiele weselsze niż rzeczywistość, która na mnie czekała, kiedy tylko otworzyłam oczy.
Spojrzałam na zegarek, o dziwo było dopiero piąta trzydzieści, zazwyczaj o tej godzinie jeszcze spałam i każdy, kto by mnie obudził, mógłby przez przypadek dostać ode mnie w twarz, ewentualnie inną część ciała.
Możliwe, że to mój organizm wyczuwał emocje, które mną ostatnio rządziły, a może podświadomie obudziłam się tak wcześnie, bo nie byłam na sto procent przygotowana na to, co mnie czeka.
Wstałam i podeszłam do okna, wyglądając na zewnątrz. Rano zawsze było tak spokojnie, wszystko budziło się po nocy i wracało do dziennego rytmu.
W głowie układałam sobie wszystko, co miało się dzisiaj wydarzyć. Pomyślałam, że jedynym sposobem na to, żeby przeżyć dzisiejszy dzień to całkowite wyłączenie emocji. Wydawało się to cholernie proste, ale tylko w teorii, bo w praktyce było to jak próba zagłuszenia roju wściekłych os latających w środku mojej głowy.
Podeszłam do stolika i wzięłam w dłoń kartę do telefonu, którą wczoraj dał mi Niall. Dopiero teraz rozwinęłam ją z kartki, w którą ktoś ją zawinął. Odłożyłam kartkę i zaczęłam obracać ją między palcami. Wyglądała zwyczajnie, nie zauważyłam niczego szczególnego.
Położyłam kartę do małej szufladki, gdzie chowałam wszystko, czego za żadne skarby nie mogłam zgubić. Miałam wyrzucić karteczkę do śmieci, ale w ostatnim momencie zobaczyłam, że coś jest na niej napisane.
Black Rose przeczytałam, rozpoznając pismo Nialla. Pod spodem był też adres i liczba dwadzieścia trzy wzięta w kółko. Domyśliłam się, co oznaczają te rzeczy i odłożyłam kartkę na stolik.
Wiedziałam, że nie będę w stanie już zasnąć, więc poszłam do łazienki.
Po raz pierwszy od dłuższego okresu, czas spędzony pod prysznicem nie był mi potrzebny do rozbudzenia się, ale do uspokojenia i uporządkowania myśli.
Drżąc z zimna, pospiesznie owinęłam ciało szlafrokiem i podeszłam do lustra, by pomalować rzęsy. Mocniejszy makijaż miałam zamiar zrobić dopiero wieczorem. Po pociągnięciu rzęs tuszem i wysuszeniu włosów, wyszłam do pokoju. Jeśli dźwięk suszarki obudził Ashtona, to jakoś mnie to nie obchodziło. Nałożyłam najwygodniejsze jeansy, jakie miałam i zwykły, biały top. Jakoś niekoniecznie miałam ochotę stroić się do szkoły. Związałam włosy w kucyk i zeszłam na dół. Usłyszałam dźwięk lejącej się wody z łazienki na parterze i pomyślałam, że pewnie Alison bierze prysznic.
Otworzyłam lodówkę, chociaż wcale nie miałam ochoty, by cokolwiek jeść, jednak zdrowy rozsądek podpowiadał mi, że coś na śniadanie zjeść muszę. Zrobiłam sobie szybko kanapki z dżemem i kończyłam już drugą, gdy Alison weszła do kuchni.
-Wstałaś tak wcześnie? - zapytała zdziwiona - To do ciebie niepodobne.
-Nie mogłam spać - odparłam.
-Mhm - mruknęła i odwróciła się, chcąc wrócić do sypialni, zapewne po to, żeby się ubrać, jednak coś się jej przypomniało - Jedziemy dziś z twoim tatą zobaczyć dom, który zamierzamy kupić, możliwe, że wrócimy dopiero po północy. Zaopiekuj się bratem.
-Al, Ashton ma szesnaście lat, nie trzeba się nim opiekować - zauważyłam.
-Oh, wierz o co mi chodzi - odparła.
-Jasne, nie ma sprawy. Zmienię mu pieluchę, a potem wsadzę do chodzika, niech ma coś od życia - powiedziałam z sarkazmem.
Alison posłała mi szeroki uśmiech.
-Miłego dnia! - rzuciła zanim zniknęła za drzwiami sypialni.
-Na pewno będzie miły... - powiedziałam pod nosem.
Weszłam na górę, by wziąć plecak i kluczyki. Spojrzałam ostatni raz w lustro i po chwili namysłu rozpuściłam włosy. Chwyciłam kluczyki i po chwili siedziałam już w pick-up'ie. Nadal było dość wcześnie, ale i tak nie miałam w domu nic do roboty.
Zatrzymałam się na niemal pustym parkingu, jednak nie wysiadłam z samochodu.
Patrzyłam, jak z czasem miejsca parkingowe powoli zaczynają się zapełniać, a przed szkołą zbierają się grupki uczniów. Po chwili zobaczyłam osobę, której wypatrywałam już od dłuższego czasu.
Wysiadłam z samochodu, zatrzaskując za sobą drzwiczki.
-Peter! - zawołałam, by zwrócić na siebie jego uwagę.
Zatrzymał się i odwrócił, patrząc na mnie zdziwionym wzrokiem.
-Możemy pogadać? - zapytałam cicho, zaciskając rękę na pasku plecaka.
-Jasne - uśmiechnął się. O dziwo wyglądało to szczerze i przyjaźnie.
-Wiem, że może nie zaczęliśmy najlepiej...
-Ująłbym to inaczej - przerwał - Według mnie, zaczęliśmy dobrze, a skończyliśmy gorzej.
-Mhm - przytaknęłam.
Peter przybliżył się, niemal dotykając swoimi blond 'dopiero wstałem z łóżka' włosami do mojego czoła.
-Wiem, jak potraktował cię Niall - powiedział cicho - Przykro mi.
Przez chwilę nie wiedziałam, o czym mówi, ale po chwili zdałam sobie sprawę, że plan Nialla i Harry'ego skutkował. Trevor i Peter myśleli, że Niall naprawdę się ze mną rozstał. Wszystko układało się zbyt dobrze.
-To boli, ale próbuję sobie jakoś z tym radzić - próbowałam grać dalej, skoro Peter połknął haczyk.
-Trzymaj się Meg - powiedział i miał już odejść, ale go zatrzymałam.
-Nie chciałbyś gdzieś dzisiaj wyjść? - zaproponowałam - Wiesz, zabawić się, to naprawdę by mi pomogło.
Peter wydawał się zainteresowany moją propozycją.
-Jasne, chętnie - uśmiechnął się - O której i gdzie?
 Udałam, że się zastanawiam, chociaż miejsce i czas miałam już wybrane.
-Hmm...znam taki klub, nazywa się Black Rose - powiedziałam.
-Nie słyszałem o nim, chętnie tam pójdę - odparł.
-Widzimy się o dwudziestej drugiej? - spytałam - Adres prześlę ci smsem.
-Pasuje, do zobaczenia - pomachał do mnie, na co tylko podniosłam otwarta dłoń.
Odwróciłam się i odetchnęłam z ulgą. Idąc do budynku szkoły, zauważyłam wpatrującego się we mnie Erica, który jak zwykle siedział otoczony swoimi kolegami.
Zignorowałam go całkowicie i weszłam do środka.
Lekcje minęły mi zaskakująco szybko.
Czas potrafi być niesamowicie ironiczny. Gdy chcemy coś jak najbardziej opóźnić, on pędzi jak szalony, a kiedy zależy nam, by coś przyspieszyć, płynie leniwie niczym spokojny strumień.
Wsiadłam do pick-up'a i jeszcze zanim odjechałam, wyjęłam z plecaka telefon. Jedna nowa wiadomość.

Od: Niall
Mogę przyjechać?

Pomyślałam, że będę musiała jakoś pozbyć się Ashtona z domu. Wystukałam krótką wiadomość do brata, informując go, że może dziś być do późna u Mike'a, a kiedy otrzymałam od niego potwierdzenie, wysłałam odpowiedź do Nialla.

Do: Niall
OK.

Odjechałam z parkingu i jadąc dość intuicyjnie, niedługo potem wchodziłam już do domu. Na blacie w kuchni zastałam notkę:

Wrócimy późno, zamówcie sobie coś

Postanowiłam skorzystać z pieniędzy i zamówić sobie pizzę. W międzyczasie sprawdziłam, czy Ashtona na pewno nie ma w domu i tak rzeczywiście było.
Siadłam na kanapie w salonie i bezmyślnie zaczęłam oglądać jakiś serial. W pewnym momencie podskoczyłam na dźwięk dzwonka do drzwi i poszłam odebrać swoje zamówienie.
Zjadłam dwa kawałki pizzy, resztę zostawiając w lodówce, żeby Ashton mógł ją sobie odgrzać, jak już wróci.
Kręciłam się po domu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Próbowałam czytać, pisać wypracowanie na historię, słuchać muzyki...Wszystko na nic.
Wolałabym mieć już to wszystko za sobą, żebym w końcu mogła odetchnąć. Weszłam na górę, żeby się odświeżyć. Stanęłam przed lustrem w łazience i wyjęłam kosmetyki. Postanowiłam, że narysuję kreskę eyelinerem, a na powieki położę ciemny cień. Po kilkunastu minutach odsunęłam się, z daleka oglądając swoje dzieło. Byłam zadowolona z efektu.
W samych majtkach i staniku wyszłam z łazienki i serce podskoczyło mi do gardła, a z ust wydobył mi się zduszony krzyk, gdy tylko oczom ukazało się moje łóżko.
-Powinnaś zamykać drzwi - powiedział Niall, półleżąc na moim łóżku.
-Niall! - krzyknęłam - Przestraszyłeś mnie. Cholernie.
-Przepraszam - powiedział z miną niewinnego dziecka, ale wiedziałam, że wcale nie jest mu przykro.
-Co to jest? - zapytałam, zauważając torbę stojącą obok łóżka.
-Właśnie, to coś dla ciebie - powiedział, ale tego domyśliłam się już sama.
-Kupiłeś mi coś? - zapytałam.
-Uhm, nie ja, Harry. Powiedzmy, że nie byłbym mile widzianym gościem w centrum handlowym.
Podeszłam zaciekawiona i zajrzałam do torby, wyjmując ze środka czarną sukienkę.
-Żartujesz prawda? - sukienka była cholernie krótka, połyskująca, do tego miała...powiedzmy, że nie był to golf.
-Przymierz ją - poprosił.
Wciągnęłam sukienkę przez głowę, próbując dostać do suwaka na plecach. Niall przeszedł mi ochoczo z pomocą. Na jego dotyk moja skóra zareagowała tak jak zwykle, czyli pokryła się gęsią skórką.
Odgarnęłam włosy na bok i podeszłam do lustra, a Niall stanął za mną.
-Czuję się dziwnie - powiedziałam.
Było lepiej, niż przewidywałam. Przynajmniej nie wyglądałam jak dziwka. Pomyślałam, że Harry ma niezły gust, na ciele sukienka układała się naprawdę fajnie.
-Wyglądasz seksownie - powiedział Niall.
-O to nam chodzi, prawda? - zapytałam niepewnie, oblewając się rumieńcem.
-Jestem zazdrosny - dodał chłopak.
Popatrzyłam się na Nialla, po czym przeniosłam wzrok z powrotem na moje odbicie w tafli lustra.
Byłam nawet zadowolona z tego, jak wyglądam.
Mieliśmy ogień.
Teraz wystarczyło tylko wszystko podpalić.












_____________________________________

Nie zamierzam wyłudzać od was komentarzy, ale chciałabym tylko podziękować osobom, które jednak poświęcają te kilka sekund więcej, żeby dać mi znać, że przeczytały i im się podoba.
Naprawdę, nie wiecie jak wiele to dla mnie znaczy.
Bawcie się dobrze na This Is Us i do następnego rozdziału! xx

piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 24

Wciąż nie wierzyłam w te słowa. Nie potrafiłam oswoić się z myślą, że Niall powiedział mi, co do mnie czuje. Jeszcze nigdy nie usłyszałam dwóch tak wiele znaczących słów od drugiej osoby.
Oczywiście, rodzice mi to mówili, przyjaciele, ale nigdy, w niczyich ustach to nie brzmiało tak pięknie.
Tak prawdziwie i nierealnie jednocześnie.
Od wczoraj nie potrafiłam myśleć o czymkolwiek innym, w głowie ciągle słyszałam głos Nialla i za nic nie mogłam się go pozbyć. Nie mogłam...a może po prostu nie chciałam.
Wiem, że nie powinnam, ale ciągle zadawałam sobie pytanie, dlaczego to zrobił. Dlaczego powiedział mi o swoich uczuciach, w sumie bardzo wcześnie. Potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie, ale z drugiej strony bałam się, że nie będę w stanie kontrolować łez, które mogłyby wypłynąć mi z oczu.
Wiedziałam, że to wszystko nie mogło być łatwe, ale nie sądziłam, że będzie aż tak trudne.
Musieliśmy się zmierzyć z tym, co nadchodziło i nie było już odwrotu.
Przymknęłam powieki, przypominając sobie oddech Nialla wyczuwalny tuż przy moim uchu, kiedy mówił mi co do mnie czuje. Moja skóra delikatnie pokryła się gęsią skórką na samo wspomnienie jego dotyku.
Nienawidziłam, jaką kontrolę nade mną potrafiły przejąć zaledwie obrazy w mojej głowie.
Odkąd go poznałam miałam wrażenie, że zwariowałam. Od kiedy z nim byłam, byłam jakaś zagubiona, bardziej niż zwykle. Tylko wcale mi to nie przeszkadzało.
-Meg, więc może ty nas oświecisz wiedzą o podziale ludności w Ameryce Południowej.
-Hmm? - otworzyłam przymknięte powieki, widząc wpatrującą się we mnie panią Hood.
W jednym momencie dotarło do mnie, że fantazjowanie o wczorajszych wydarzeniach i zamartwianie się o przyszłe plany to nie było najlepsze zajęcie na lekcji geografii, której nienawidziłam, tak szczerze mówiąc.
-Ehm...więc...ludność w Południowej Ameryce jest...podzielona - do moich uszu doszedł jakiś rozbawiony głos z prawej strony sali, cichy chichot, ale próbowałam go ignorować.
-Chyba wiemy już więcej, niż trzeba - przerwała mi nauczycielka - Nie wysilaj się dłużej. Jeśli masz taki stosunek do mojego przedmiotu, to możesz w ogóle omijać te zajęcia.
-Ugh - powiedziałam pod nosem.
-Coś mówiłaś? - zapytała tonem, którego nienawidziłam.
-Nic, proszę pani - warknęłam.
Nienawidzę tej starej baby pomyślałam.
-Bardzo dobrze. Wróćmy zatem do omawiania tematu. Ameryka Południowa...
Nie zamierzałam jej słuchać, miałam o wiele trudniejsze rzeczy do przemyślenia i w tej chwili mało obchodził mnie południowy kontynent.
Odwróciłam głowę, wpatrując się w okno, po którym spływały leniwie krople deszczu. Znowu padało, miałam wrażenie, że nawet pogoda wyraża w jakiś sposób wszystkie moje odczucia.
Najchętniej wyszłabym z tej cholernej sali, byle z dala od tych wszystkich ludzi, którzy wydawali mi się w tym momencie mało znaczącymi osobami, mimo że chodziłam z nimi od długiego czasu na jedne zajęcia.
W myślach wyobraziłam sobie siebie wybiegającą na korytarz i wpadającą w ramiona Nialla.
Ramiona Nialla. Jedyne miejsce, w którym od pewnego czasu czułam się w pełni sobą.
Jedyne miejsce, w którym czułam się bezpieczna.
Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek na przerwę. Zgarnęłam swoje książki i w szybkim tempie wyszłam z klasy jako pierwsza.
Ruszyłam w stronę łazienki, bo przerwa była dłuższa, a ja nie zamierzałam natknąć się gdzieś na Petera.
-Meg - ktoś złapał mnie za rękę. Mina Marthy mówiła sama za siebie. Wiedziałam, że zauważyła, co się ostatnio ze mną dzieje. Wzięła mnie za rękę i pociągnęła do damskiej łazienki.
-Nawet nie pytaj, czy wszystko jest dobrze, bo nie mam na to odpowiedzi - mruknęłam.
-Co się dzieje? To przez tego chłopaka? - zapytała, a ja otworzyłam szerzej oczy.
-Nie - zaprzeczyłam krótko i w sumie skłamałam, ale nie miałam innego wyjścia. Ostatnio wiele z tego co mówiłam, było jednym, wielkim kłamstwem. Nie zauważyłam momentu, w którym przestałam być szczera z ludźmi, na których mi zależało.
Spojrzała na mnie pytająco, wiedziałam, że ani trochę w to nie uwierzyła.
-To zbyt skomplikowane. Nie mogę powiedzieć ci wszystkiego, a nie chcę kłamać - odparłam.
-Kiedyś było inaczej - zauważyła, w jej głosie wyczułam pewien wyrzut.
-Przepraszam - rzuciłam i wyszłam szybko z pomieszczenia, popychając ciężkie drzwi.
Ruszyłam zatłoczonym korytarzem do wyjścia i po chwili znalazłam się już w moim pick-up'ie.
Oparłam łokcie na kierownicy i schowałam twarz w dłoniach.
Wiedziałam, że muszę jechać. Gdziekolwiek, byleby tylko dalej od tego miejsca pełnego ludzi, którzy wydawali mi się tak beztroscy, tak...różni ode mnie, pełnej sekretów i zmartwień.
Wcisnęłam pedał gazu i odjechałam z parkingu.
Po kilkunastu minutach byłam już pod domem Nialla. Wysiadłam i podeszłam do drzwi.
Poczułam się strasznie dziwnie, bo nigdy nie pukałam do tych drzwi. Zawsze byliśmy tu razem.
Zapukałam. Zero reakcji. Spróbowałam ponownie, ale znów nic.
Odeszłam kilka kroków od domu, żeby zobaczyć, czy któreś z okien jest otwarte. Niall nigdy nie zostawiał otwartych okien, gdy gdzieś wychodził. Powiedział mi kiedyś, że środków ostrożności nigdy za wiele i doskonale wiedziałam, o co mu chodzi. Trevor byłby zdolny do wszystkiego, chociaż pewnie brakowałoby mu odwagi, by cokolwiek zrobić naprawdę. Jedynie dzięki temu mieliśmy nad nim jakąkolwiek przewagę.
Obeszłam dom naokoło, narażając się na zmoknięcie, chociaż na głowie miałam kaptur, ale jak się okazało bezcelowo, bo wszystkie okna były pozamykane, a dodatkowo zasłony były zaciągnięte.
Gdyby ktoś nie wiedział, kto tu mieszka, mógłby pomyśleć, że właściciel wybrał się na długie wakacje. Ja jednak miałam świadomość, że to niemożliwe. Stwierdziłam, że tutaj nic po mnie i jedynym miejscem, gdzie mogę spotkać Nialla, było mieszkanie Harry'ego.
Chciałam się jednak jeszcze upewnić, więc napisałam krótkiego SMS'a.

Do: Niall
Jesteś u Harry'ego?

Poczekałam chwilę, wsiadając w międzyczasie do samochodu i trzaskając drzwiczkami.
Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, ciągle nic.
Były dwa wyjścia, albo Niall był zajęty, albo w ogóle nie zauważył wiadomości.
Pomyślałam, że i tak nie mam innego wyjścia, nie zamierzałam wracać teraz do domu, od jakiegoś czasu nie czułam w ogóle ciepłej, domowej atmosfery. Chociaż...nie wiem czy od śmierci mamy kiedykolwiek ją tam czułam.
Telefon nie odzywał się przez całą drogę, gdy jechałam do mieszkania Harry'ego. Nie wiedziałam, co się dzieje i trochę zaczynało mnie to martwić.
Wiedziałam, że oboje z Niallem próbujemy wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Problem polegał na tym, że coraz częściej miałam wrażenie, że wiara wcale nie czyni cudów, a tylko sprawia, że bardziej żałujemy tego, co w ogóle się nie zdarzy lub zdarzy się źle, nie tak, jak to sobie wyobrażaliśmy wcześniej.
Skręciłam w zjazd i po chwili byłam pod starą kamienicą, na której dachu ostatnio leżałam z Niallem. Od tamtego czasu wiele się nie zmieniło, nadal nie mieliśmy pojęcia, jak sprawy się potoczą.
Wyszłam z samochodu, tym razem delikatnie zamykając drzwiczki. Nie wiem dlaczego, ale coś tknęło mnie, że powinnam być cicho.
Weszłam na klatkę schodową, szybko przechodząc tam z samochodu, bo mimo iż deszcz nie był już tam intensywny jak wcześniej, to nadal delikatnie mżyło.
Powoli kierowałam się na coraz to wyższe piętra, miękko stawiając nogi na kolejnych schodkach. Nie robiłam przy tym praktycznie żadnego hałasu.
Zatrzymałam się przed drzwiami prowadzącymi do mieszkania Harry'ego i moja ręka powędrowała do dzwonka zamontowanego po prawej stronie drzwi. Jednak po chwili zawahania wcale nie nacisnęłam dzwonka, ale klamkę i weszłam do środka. Miałam już krzyknąć coś w stylu 'hej' kiedy usłyszałam głos Nialla dochodzący najwyraźniej z salonu lub sypialni. Doszedł do mnie jakby środek zdania, które wypowiadał.
-...nie rozumiesz, nie zależy mi na niej - przywarłam do ściany, nie stawiając kolejnego kroku - Chciałem się zabawić, to jedyne co mi pozostało.
-Powiedziałeś jej, że ją kochasz? - tym razem był to głos Harry'ego.
-Taaaak - przeciągnął Niall - Miałem nadzieję, że może w końcu uda mi się z nią przespać. Niestety musiałem się zadowolić Lucy, wczoraj w nocy do niej pojechałem.
Nie wierzyłam w to co słyszę. Moja klatka piersiowa wznosiła się i opadała ciężko. Wszystko, co przed chwilą dotarło do moich uszu zupełnie nie łączyło się z tym, co stało się wczoraj.
Zaczęłam mimowolnie drżeć, jakby moje ciało miało za chwilę się rozpaść, ale coś jednak mnie przed tym powstrzymywało. Może był to szok, a może po prostu świadomość, że muszę być silna.
W głowie wyświetliły mi się wspomnienia związane z Niallem, przeleciały jak pojedyncze klatki starego filmu, a potem była już tylko pustka. Żałosne uczucie pustki, wypełniające powoli całą mnie od środka.
-Co z naszym planem? - zapytał Harry, a jego głos dobiegł do mnie jakby zza szyby.
-Zapomnij, sądzę, że ona w ogóle nie miała zamiaru nam pomóc. Zresztą, teraz to i tak już koniec - Niall mówił, jakby był zupełnie bez jakichkolwiek emocji.
Wszystko, co powiedział cholernie mnie zabolało, a z drugiej strony miałam wrażenie, że już niczego nie czuję.
Oparłam się o ścianę, a łzy zaczęły spływać mi po policzkach gęstym potokiem, jakbym przekroczyła jakąś barierę, która mnie przed tym powstrzymywała.
Z moich ust wydobył się pojedynczy szloch, ale szybko zacisnęłam usta i zakryłam sobie je dłonią.
Krótki dźwięk był jednak wystarczający, by przyciągnąć ich uwagę.
Kilka sekund później w korytarzu pojawił się Harry i spojrzał na mnie przerażony. Nie wiem dlaczego miał taką minę, przecież nic takiego się nie stało.
Nic takiego, przecież słowa Nialla po prostu rozerwały moje serce na małe kawałki, naprawdę niewielka rzecz.
Po chwili za Harrym w korytarzu stanął Niall i patrzył na mnie jedynie przez kilka milisekund, bo wybiegłam z mieszkania i szybko zbiegłam po schodach, oczywiście nie unikając kilku potknięć, bo niewiele widziałam przez załzawione oczy.
Wybiegłam na zewnątrz, gdzie uderzyło we mnie wilgotne powietrze, które od razu mnie otrzeźwiło. Otarłam oczy i w błyskawicznym tempie wsiadłam do pick up'a. Jeszcze nigdy nie odpalałam samochodu w takim pośpiechu.
Gdy odjeżdżałam spod kamienicy widziałam w lusterku, jak z budynku wybiega Niall, a za nim Harry.
Nie wiem w ogóle po co się fatygował, przecież mu na mnie nie zależy. Na samo wspomnienie tych słów, coś mocno ukuło mnie w brzuchu.
Nie mogłam uwierzyć, że po tym jak mu zaufałam, jak poświęciłam tyle, żeby móc mu pomóc...
Odgoniłam od siebie wszystkie te myśli, bo nie mogłam sobie pozwolić, by nie widzieć drogi przed sobą.
Nie wiedziałam gdzie jadę, ale chciałam odjechać stamtąd jak najdalej. Na niczym mi już nie zależało.
Popatrzyłam się na wybrzeże i gwałtownie skręciłam w lewo, wjeżdżając na kamienistą plażę. Wysiadłam i od razu przykucnęłam, bo zakręciło mi się w głowie. Za dużo myśli mieszało mi się na raz w głowie i jedyne o czym marzyłam, to się ich pozbyć.
Spojrzałam na klif w górze i przypomniał mi się mój dawny sen. Pokręciłam głową, ale jednocześnie zaczęłam wchodzić pod górę, by w końcu stanąć na samym szczycie klifu.
Widok, który się stamtąd rozciągał był cudowny i chociaż na chwilę odwrócił moją uwagę od wszystkiego innego.
Powoli stawiałam kolejne kroki, kierując się w kierunku końca klifu. W końcu stanęłam niemal na samej krawędzi. Spojrzałam w dół. Silne fale rozbijały się na twardych głazach pokrywających dno pod klifem. Kiedy fale nadchodziły od strony oceanu wydawało się, że są niemalże nie do pokonania, ale kiedy przychodziło co do czego, rozbijały się o twarde powierzchnie, tworząc pianę. Okazywały się zupełnie bezsilne w starciu z głazami.
Spojrzałam przed siebie na bezkresny ocean, niczym nie ograniczony i pomyślałam, że to wszystko nie ma sensu.
Czy mogłabym to wszystko w tej jednej chwili zakończyć? Mogłabym sprawić, że już nigdy nikt mnie nie zrani?
Skoro i tak wszystko się spieprzyło, to teoretycznie rzecz biorąc nie miałam nic do stracenia, bo wszystko, na czym mi zależało i tak już przepadło.
Wystawiłam jedną stopę za krawędź, chwiejąc się niebezpiecznie.
Mogłabym...?
-Nawet o tym nie myśl - dobiegł mnie głos zza moich pleców i silna ręka chwyciła mnie, po czym przyciągnęła do siebie.
Ramiona Nialla zamknęły mnie w sobie, a ja próbowałam z całych sił się z nich wyrwać. Szarpałam się, a on spokojnie znosił to, jak próbowałam opuścić jego uścisk.
-Puść mnie! - krzyknęłam, a echo poniosło mój głos, który zaraz zniknął wśród odgłosów rozbijających się fal.
-Nie zamierzam - powiedział, o dziwo spokojnie.
-Przecież i tak ci na mnie nie zależy - odparłam mu, patrząc z żalem w jego niebieskie oczy.
Puścił mnie, jakby na moją własną prośbę i pokręcił zrezygnowany głową, ukrywając twarz w dłoniach.
-Możesz iść już do Lucy, może poprawi ci humor - wysyczałam, wkładając w tę wypowiedź jak najwięcej jadu.
Ze łzami w oczach wyminęłam go i miałam już odejść, gdy chwycił mnie za rękę i znów obrócił tak, że stałam do niego przodem.
-Nie ma kogoś takiego jak Lucy - powiedział głośniej, przekrzykując fale.
-Nie musisz kłamać, wszystko słyszałam - odparłam, chcąc jak najszybciej się stąd wydostać, byle dalej od Nialla.
Widziałam, jak chłopak głęboko wciąga powietrze, najwyraźniej układając w głowie to, co miał mi powiedzieć. Problem w tym, że nie byłam pewna, czy w ogóle mam ochotę tego słuchać.
-Skoro nie Lucy, to widocznie ma inne imię - powiedziałam.
Stałam oddalona od Nialla od kilka kroków i mogłabym odbiec, ale coś trzymało mnie tutaj i nie pozwalało tak po prostu odejść.
-Wszystko, co powiedziałem było kłamstwem - jego głos zadrżał.
-Domyśliłam się tego - odparłam przez łzy, które za wszelką cenę próbowałam powstrzymać.
-Nie rozumiesz. Kłamałem dziś, kiedy weszłaś do mieszkania Harry'ego. Musiałem.
Tak, już nic nie rozumiałam. Wszystko było cholernie popieprzone i najwyraźniej zupełnie mnie przerastało.
Potrzebowałam konkretnych odpowiedzi. Teraz.
-Nie rozumiem, właśnie w tym problem - odparłam.
Niall westchnął i wyrzucił z siebie wszystko,
-Pamiętasz kartkę, którą przyniosłaś od Petera? - pokiwałam głową - Napisał, żebyśmy uważali na to, co mówimy. Na początku myśleliśmy z Harrym, że to zwykła pogróżka, jak zwykle, ale potem Styles wpadł na coś. I to coś okazało się prawdą.
Zrobiłam pytającą minę.
-Trevor założył podsłuch w mieszkaniu Harry'ego. Wiedzieli o planach, o wszystkim. Musiałem coś zrobić. Chciałem...chciałem cię chronić - ostatnie słowa niemal wyszeptał, podchodząc bliżej mnie - Jedynym sposobem było wprowadzenie Trevora w błąd, przekonanie, że nie jesteś dla mnie ważna, w innym wypadku zostałabyś w niebezpieczeństwie.
Wciąż przetwarzałam wszystkie informacje, które do mnie dotarły w tak krótkim czasie.
Geografia z panią Hood wydawała się teraz być tak banalnym zajęciem, że aż ironicznie zaśmiałam się w myślach.
-Skąd mam wiedzieć, że to prawda? - zawahałam się.
Niall podszedł i pogładził mnie ręką po policzku, świdrując mnie wzrokiem.
Cholerne niebieskie oczy.
-Nie mam już niczego oprócz ciebie. Na niczym oprócz ciebie mi nie zależy. Wiem, że popełniłem błąd, bo zamiast cię ochronić tak bardzo cię skrzywdziłem i nadal to robię.
-Niall, zagubiłam się - wyszeptałam.
Chłopak złapał mnie za dłoń.
-Czujesz, jak idealnie twoja dłoń wpasowuje się w moją? - szepnął.
-Mhm - mruknęłam. Jak zwykle poczułam iskierki przeskakujące między palcami.
-Popatrz mi się w oczy - poprosił, a ja podniosłam wzrok.
W porównaniu z oceanem, na który patrzyłam się wcześniej, oczy Nialla wydawały się być jeszcze głębsze, chociaż wiedziałam, że to niemożliwe.
Zobaczyłam w nich moje odbicie.
-Niall, czułam jakbym się rozpadała...
-Przepraszam - przerwał mi, a ja widziałam, że jemu też nie jest łatwo.
Złączył moje usta ze swoimi, najpierw delikatnie muskając moje wargi, idealne wpasowujące się w jego. Potem powoli wsunął swój język, sprawiając tym samym, że zupełnie się temu poddałam.
Kiedy w końcu się od siebie odsunęliśmy, wciąż czułam ciepły oddech Nialla na moim policzku.
-Wiem, że to o co cię poproszę będzie cholerne trudne, ale tylko tego teraz potrzebuję - zaczął, a ja stałam czekając, aż dokończy to co zaczął - Zaufaj mi, po prostu mi zaufaj.
Jeszcze kilkanaście minut temu nie sądziłam, że to byłoby możliwe.
Kiwnęłam głowa, mrugając szybko powiekami i przygryzając nerwowo wargę.
-Spójrz na mnie - ujął moją twarz w dłonie - Nie jestem perfekcyjny, nigdy nie byłem aniołem i nie będę, ale zrobię wszystko, byś chociaż na chwilę pomyślała, że jestem idealny dla ciebie. Tylko dla ciebie.
Przyciągnął mnie mocno do siebie, jakby bał się, że nagle się odwrócę i skoczę z klifu. Zamknięta w ramionach Nialla pomyślałam, że już nigdy nic nie miało być takie jak kiedyś. Pewnych rzeczy po prostu nie da się zmienić, nie można cofnąć czasu. Jeśli wcześniej wszystko zaczęło się pieprzyć, to nie było żadnego sposobu, byśmy mogli to teraz zatrzymać.
Kilka przypadkowych wydarzeń wywołało lawinę, która wciągała nas coraz głębiej i z każdym dniem bałam się, że nie będziemy w stanie się wydostać.










wtorek, 13 sierpnia 2013

Rozdział 23

Trzasnęłam drzwiami, wchodząc do domu. Było zbyt wcześnie, by kogokolwiek obudzić i zbyt późno, by mi na czymkolwiek zależało. Jeden kącik mojej wargi drgnął, gdy przypomniałam sobie dotyk Nialla, kiedy ściskał moją dłoń, gdy leżeliśmy obok siebie na dachu. Niestety, półuśmiech, który na kilka sekund pojawił się na mojej twarzy w tym samym tempie z niej zszedł, gdy usłyszałam głos ojca z drugiego pokoju.
-Meg! Chodź tutaj na moment - w jego tonie nie wyczuwałam wrogości, ale wiedziałam, że to nie będzie zwykła pogawędka. I na pewno w jego mniemaniu nie miała ona trwać momentu. W moim -wręcz przeciwnie.
Wzięłam głęboki oddech i skierowałam się do salonu.
Gdy weszłam, zobaczyłam, że obok ojca siedzi na kanapie Alison, a jej mina wskazywała na to, że najwyraźniej się czymś martwiła.
-Gdzie byłaś? - nie spodziewałam się takiego pytania na samym wstępie.
Powiedzenie prawdy oczywiście nie wchodziło w grę, więc musiałam zmyślić na poczekaniu coś, co chociaż w niewielkim stopniu mogłoby uchodzić za prawdę.
-Projekt, siedziałam u Marthy, jak zwykle - odparłam i od razu tego pożałowałam, bo to wymówka, której użyłam już kilka razy i nie wydawała się być ani trochę wiarygodna.
Nie mogłam jednak wymagać od siebie jakiejś racjonalnej odpowiedzi, bo od jakiegoś czasu w ogóle nie potrafiłam myśleć logicznie. W mojej głowie było zbyt wiele emocji, które zderzały się ze sobą jak ciepłe i zimne powietrze, tworząc tam jakiś pieprzony huragan.
-Myślałem, że robisz projekt z kimś innym... - ojciec chyba zaczynał coś podejrzewać, zresztą trzeba byłoby być idiotą, żeby nie zacząć czegoś podejrzewać.
-Greg, nieważne - przerwała Alison, nie chcąc by ojciec ciągnął temat.
Wiedziałam, że zrobiła to, chcąc uniknąć jednego z powodów do kłótni, których i tak już było dużo. Miałam też wrażenie, że Al czuła, iż cała ta sytuacja jest jej winą.
-Więc o co chodzi? - zapytałam.
-Meg, oddalasz się od nas. Już dawno tak nie było, wiem, że to może nasza wina... - zaczął tata.
-Tato, wszystko jest w porządku. Szkoła się zaczęła, mam trochę na głowie, wybacz, jeśli odniosłeś inne wrażenie, nie chciałam żeby tak wyszło - próbowałam jakoś się tłumaczyć, jednocześnie zmieniając temat.
-A co sądzisz o...przeprowadzce? - dobrze wiedział, że zaczął delikatny temat.
-Nie wiem co mam sądzić, przecież i tak zrobicie co zechcecie, prawda jest taka, że niewiele mamy z Ashtonem do gadania - odparłam, sama zdziwiona tym, co mówię.
Chciałam po prostu pójść do swojego pokoju, by chociaż na chwilę się wyciszyć.
-Idę do siebie, jeśli pozwolicie - i nie czekając na odpowiedź, odwróciłam się i skierowałam w stronę schodów na górę.
-Meg? - zatrzymał mnie jeszcze głos ojca - Wiesz, że chcemy jak najlepiej dla ciebie i Asha, prawda?
-Mhm - mruknęłam wymijająco i weszłam na górę.
Miałam już wejść do swojego pokoju, kiedy drzwi od pokoju brata otworzyły się i stanął w nich Ashton.
-Meg, mam taki pomysł, jeśli chodzi o uniemożliwienie im tej przeprowadzki - zaczął mówić, a raczej wyrzucać z siebie potok słów, które napływały mu do ust.
-Nie teraz Ashton - zbyłam go i trzasnęłam drzwiami, opierając się o nie, w środku mojego pokoju.
Słońce już zaszło, więc było prawie zupełnie ciemno, jedynie nikłe światło z ulicznych latarni, wpadało do środka, tworząc na suficie jasne smugi.
Zsunęłam się, ocierając plecami o twarde drewno za sobą i podwinęłam kolana pod klatkę piersiową, obejmując je ramionami. Byłam zagubiona jak jeszcze nigdy w życiu, a z drugiej strony wiedziałam, że mam Nialla i to było coś, co pozwalało mi ciągle iść do przodu.
Ukryłam twarz w dłoniach i poczułam, że mam mokre policzki. Łzy samoistnie wydostawały się spod moich powiek i nie potrafiłam tego kontrolować. Otarłam twarz i wstałam, próbując dojść do łóżka.
Położyłam się na miękkim materacu i spojrzałam w stronę otwartego okna. Firanka delikatnie powiewała, wpuszczając do środka rześkie, wieczorne powietrze.
Popatrzyłam na kalendarz wiszący nad biurkiem. Zostały trzy dni. Trzy dni, do momentu, kiedy wszystko może się spieprzyć. Jednak musieliśmy zaryzykować. Gdyby ktoś powiedział mi zaledwie trzy miesiące temu, że będę brać w czymś takim udział, pomyślałabym, że wziął jakieś tabletki albo...właśnie ich nie wziął. Wszystko było takie poplątane. Chodzenie do szkoły wydawało mi się tak irracjonalnym zajęciem, kiedy wokół mnie działy się takie rzeczy.
Przekręciłam się na plecy i wzrokiem śledziłam tańczące smugi na suficie. Pomyślałam, że jedyne co mi zostało, to mieć nadzieję. Chociaż, czy było warto?
Moje powieki stawały się coraz cięższe i w końcu usnęłam, wciąż mając w głowie obraz smug światła...




Siedziałem w samochodzie Harry'ego, który zaparkowałem po drugiej stronie budynku, a w ręce trzymałem adres, który dał mi rano Styles. Nie sądziłem, że to się uda, ale musiałem ryzykować. Cliff stał niedaleko, w środku sklepu, za szybą którego wszystko widział jak na dłoni.
Nie znałem dobrze tej okolicy, ale słyszałem o niej dziwne rzeczy, co w tej sytuacji układało się w całość.
Zobaczyłem, że drzwi od budynku otwierają się, więc odruchowo zjechałem niżej, zapadając się w fotelu. Nie myślałem logicznie, przecież samochód miał przyciemniane szyby.
Trevor wyszedł ze swojego mieszkania i wsiadł do samochodu, który stał zaparkowany w słońcu. Nie rozglądał się, więc miałem nadzieję, że nic nie przykuło szczególnie jego uwagi. Właściwie, to byłem prawie pewny, że nas nie zauważył.
Gdy tylko zobaczyłem, jak odjeżdża, wysiadłem z samochodu i pokazując Cliffowi dyskretnie zaciśniętą pięść z kciukiem w górze, przeszedłem przez ulicę i wszedłem do budynku. Popatrzyłem na kartkę i zapamiętałem numer, który był na niej napisany. Wchodziłem powoli, ale pewnie po schodach, patrząc na tabliczki wiszące na drzwiach lub obok ni. W końcu stanąłem na przedostatnim piętrze, przez czarnymi drzwiami z numerem 49. Rozejrzałem się, patrząc na wejścia do mieszkań obok, ale nie zanotowałem żadnego dźwięku, który mógłby potwierdzać obecność sąsiadów.
Wyjąłem wytrych z kieszeni kurtki, ale coś mnie tknęło i spojrzałem na wycieraczkę pod stopami. Pomyślałem, że warto spróbować. Uniosłem jeden róg, ale pod spodem niczego nie było. Jednak kiedy podnosiłem się, mój wzrok padł na doniczkę ze sztucznymi kwiatami obok drzwi. Coś błysnęło między gęstymi liśćmi z plastiku, odbijając promienie słoneczne wpadające przez okna na korytarzu.
Sięgnąłem po klucz i wyjąłem go spomiędzy sztucznych liści.
Pomyślałem, że Trevor jednak jest głupi, mimo iż próbuje wywrzeć na ludziach inne wrażenie.
Przekręciłem klucz i wszedłem do środka. Gdy naciskałem klamkę miałem już na sobie czarne rękawiczki. W przeciwieństwie do Trevora, my dbaliśmy o szczegóły.
W środku było ciemno, bo rolety zostały zasłonięte, by odciąć zupełnie dopływ światła. Mieszkanie było niewielkie, co w tej sytuacji mnie ucieszyło, bo miałem mniejsze pole manewru.
Rozejrzałem się i stwierdziłem, że najlepiej zacząć w sypialni. Otworzyłem kilka szuflad, pamiętając o tym, by odkładać rzeczy jak najbardziej podobnie do pierwotnego położenia.
Po sprawdzeniu ostatniej szuflady nadal nie znalazłem tego, czego szukałem. Czas uciekał, Trevor mógł wrócić w każdym momencie, a ja nie miałem nic.
Poszedłem do kuchni i mój wzrok padł na piekarnik, który wyglądał, jakby był nieużywany. Otworzyłem drzwiczki, ale jedyne, co zauważyłem to kilka patelni i garnków. Widocznie piekarnik służył chłopakowi za dodatkową szafkę. Znów podniosłem wzrok i rozejrzałem się po pomieszczeniu. To było jak szukanie igły w stogu siana. Zauważyłem jednak, że na ścianach nie wiszą żadne obrazy, nie było też żadnych zdjęć. Poza jednym.
Ze zdjęcia patrzyła na mnie dziewczyna, której nie wspominałem zbyt dobrze. Dotknąłem ramki, a ta delikatnie przechyliła się, informując mnie tym samym, że za nią jest pusta przestrzeń. Zdjąłem zdjęcie Vicky i moim oczom ukazała się niewielka wnęka w ścianie. Uśmiechnąłem się i wyjąłem stamtąd rzecz, po którą tutaj przyszedłem. Odwiesiłem ramkę ze zdjęciem na miejsce i już miałem wychodzić, gdy telefon w mojej kieszeni zaczął wibrować.
-Horan, spieprzaj stamtąd - ostrzegł mnie Cliff, a ja pospiesznie wypadłem z mieszkania, zamknąłem je i wrzuciłem klucz pomiędzy liście.
Słyszałem, jak na dole zamykają się drzwi, a odgłos kroków powoli zbliżał się do mnie.
Jak mogłem najciszej, wszedłem piętro wyżej, przylegając do ściany praktycznie w tym samym momencie, kiedy Trevor stanął przed drzwiami swojego mieszkania i wszedł do środka.
Kiedy tylko usłyszałem, jak się zatrzaskują, zbiegłem na dół, wypadając na zewnątrz i wchodząc pospiesznie do samochodu Harry'ego.
Cliff był już w środku, czekając na mnie.
-Nie widział cię? - zapytał.
-Wątpię. Wszedłem na górę, gdy usłyszałem, że wchodzi, a nie mógł widzieć jak zbiegam po schodach, bo w drzwiach nie ma wizjera.
-Miałeś cholerne szczęście, doceń to Horan - powiedział z ulgą Cliff, patrząc na to, co właśnie wyjmowałem pod kurtki.
-Kurwa - wymsknęło się Cliffowi.
-Tak, myślę, że to odpowiednia reakcja - powiedziałem - Tylko nie dotykaj.
Cliff nadstawił materiałową torebkę, a ja wrzuciłem do środka pistolet, który trzymałem wcześniej w dłoniach.
Broń Trevora. Broń, którą użyjemy przeciwko niemu samemu.
-Wiesz, że on prędzej czy później zauważy, że zniknęła? - zapytał Cliff, chociaż brzmiało to bardziej jak stwierdzenie oczywistego faktu.
-Miejmy nadzieję, że później - odparłem.




Siedziałam w szkolnej stołówce, mając przed sobą podręcznik od historii. Wszystkie daty zlewały się w jedną wielką masę, której za żadne skarby nie potrafiłam przyswoić. Zawaliłam szkołę już w pierwszych tygodniach, brawo Meg.
-Co tam? - z zamyślenia wyrwał mnie głos Marthy.
-Próbuję coś wkuć na tę klasówkę z historii - odparłam. Oczy same mi się zamykały, nie potrafiłam tego opanować.
-Jest przełożona na za tydzień - poinformowała mnie przyjaciółka, powodując, że ogarnęło mnie wyzwalające poczucie ulgi.
-Coś się stało? - zapytała, chyba zauważając, w jak marnym byłam stanie.
-Długa historia. Ojciec chce się przeprowadzić - powiedziałam tylko.
-Co?! - prawie krzyknęła, widziałam, że była w takim samym stanie jak ja, kiedy się o tym dowiedziałam - Co masz zamiar z tym zrobić?
-A co ja mogę zrobić? - byłam zupełnie załamana, ale miałam nadzieję, że nie było tego po mnie aż tak widać.
-Wymyślimy coś - odpowiedziała optymistycznie, ale zupełnie nie byłam tego pewna.
W tej samej chwili zobaczyłam jasne blond włosy, a potem mój wzrok spoczął na twarzy, którą wczoraj widziałam w odległości kilkunastu centymetrów.
-Ugh - mruknęłam tylko i wbiłam łyżkę w mój jogurt z takim rozpędem, że prawie przedziurawiłam dno.
-Eric? - zapytała Martha, rozglądając się po stołówce.
-Nie - odparłam. Tak bardzo chciałabym, żeby moim jedynym zmartwieniem był w tym momencie Eric.
Podniosłam nieopacznie wzrok, a Peter najwyraźniej to zauważył i pomachał do mnie z cwaniackim uśmiechem. Był zwykłym skurwysynem i zastanawiałam się, jak mogłam dać się nabrać na to, że może być dobrym człowiekiem.
Chociaż...w tej chwili definicja 'dobrego człowieka' wcale nie wydawała mi się taka jednoznaczna.
Nie odmachałam mu, ale tylko zebrałam swoje książki i powiedziałam przyjaciółce, że muszę się przejść.
-Może iść z tobą? - zapytała.
-Nie, dzięki, muszę iść do łazienki - odparłam wymijająco.
Wyszłam przez szerokie drzwi na korytarz, idąc w stronę jednej z pustych sal, w których dziś już nie odbywały się zajęcia.
Była to sala, gdzie kiedyś byłam z Niallem. Przeciągnęłam dłonią po stoliku, na którym kiedyś siedziałam, oplatając nogi o nogi Nialla.
Jak niewiele wtedy wiedziałam...Nie wiedziałam, że za jakiś czas wszystko zacznie się pieprzyć.
-Mogę ci w czymś pomóc? - wyrwał mnie z zamyślenia głos nauczycielki, która właśnie weszła do klasy.
-Ehm, nie, dziękuję, po prostu szukałam pana Danielsa - odparłam, wymyślając coś na poczekaniu, oblałam się rumieńcem i wyszłam z klasy.
Zamiast pod salę historyczną, skierowałam się na zewnątrz, wychodząc na szkolny parking. Obejrzałam się przez ramię i stwierdziłam, że została tylko jedna lekcja, a skoro klasówki miało nie być...
Podbiegłam do pick-up'a i wsiadłam do środka, zatrzaskując drzwi i rzucając plecak na tylne siedzenie.
Jakby na zawołanie, mój telefon wydobył z siebie krótki dźwięk oznajmiający przyjście nowej wiadomości.

Od: Niall
Jesteś teraz wolna?

Odpisałam, że tak i po chwili otrzymałam odpowiedź.

Od: Niall
Przyjedź do mnie.

Nie zastanawiając się ani chwili, odpaliłam silnik i odjechałam spod szkoły. Niedługo potem jechałam już autostradą i skręcałam w zjazd prowadzący do domu Nialla.
Wjechałam między drzewa i po chwili byłam już na jego podjeździe.
Nie zdążyłam zapukać do drzwi, bo otworzyły się i w progu stanął Niall, praktycznie wciągając mnie do środka. Jego dłonie jak zwykle były pewne, ale miały w sobie jakiegoś rodzaju delikatność, której bym się po nim nie spodziewała.
Przyciągnął mnie do siebie tak, jakby już nie chciał mnie nigdy wypuścić.
-Niall, coś się stało? - podniosłam wzrok, by spojrzeć w jego błękitne oczy.
Zobaczyłam w nich...właściwie, to nie byłam pewna, co zobaczyłam, ale wydawało mi się, że jego myśli są gdzieś daleko.
Pogłaskałam go po policzku, czując, jak jego skóra delikatnie drży pod wpływem mojego dotyku.
Kiedy przejechałam palcem po jego dolnej wardze, rozchylając ją, przymknął na dłuższą chwilę powieki, całkowicie poddając się temu uczuciu.
Zjechałam dłonią po jego ręce, od łokcia, aż po nadgarstek.
-Wciąż ją nosisz - powiedziałam, patrząc na czarną bransoletkę, którą dał mu Harry.
Niall złapał mój nadgarstek.
-Twoja też jest na miejscu - powiedział. Wyglądał, jakby był zmęczony, ale wiedziałam, że nie było to zmęczenie fizyczne, tylko psychiczne.
-Właściwie, to dlaczego ją nosisz? - zapytałam, bo wiedziałam, że kiedy Harry je nam dawał, jakoś nie był do tego przekonany.
-Pamiętasz, jak mi ją zawiązywałaś? - zapytał.
-Mhm - odparłam.
-Za każdym razem kiedy na nią patrzę, przypomina mi się twój dotyk.
Nawet nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć, więc po prostu złapałam obiema dłońmi jego twarz i przyciągnęłam do mojej.
Nasze usta zetknęły się, tworząc idealną całość, jakby ich przeznaczeniem było się spotkać.
Uwielbiałam, gdy mnie całował. Wtedy moje myśli odciągnięte były od rzeczy, których wolałam unikać.
-Zostań - szepnął.
-Nie wiem, czy mogę - odparłam cicho.
Oczy Nialla zaszkliły się, sprawiając tym samym, że poczułam ukłucie w klatce piersiowej.
-Ostatnio coraz bardziej boję się... - zaczął.
-Niall Horan się boi? To dla mnie nowość - powiedziałam, próbując zdobyć się na mizerny uśmiech.
Zaśmiał się cicho, a ja spojrzałam na niego, przygryzając odruchowo wargę.
-Ja też się boję - w jednej chwili spoważniałam.
-Boję się, że cię stracę - powiedzieliśmy jednocześnie, patrząc się na siebie.
Wciągnęłam powietrze, moja klatka piersiowa drżała i czułam słony płyn napływający do moich powiek.
Odwróciłam wzrok, który padł na zawiniątko leżące na komodzie stojącej obok mnie. Widziałam zarysowany kształt i dobrze wiedziałam, co się tam znajduje.
-Czy to.. - zaczęłam, patrząc się na Nialla.
Nic nie powiedział, tylko skinął głową w geście potwierdzenia.
Popatrzyłam na jego smutne oczy i znów złączyłam nasze usta. To był jedyny sposób, by odciągnąć nasze myśli od tego, co tak bardzo nas przerażało. Wargi Nialla były miękkie i ciepłe, dawały mi to, czego potrzebowałam.
Niall oparł swoje czoło o moje, wplatając palce w moje włosy. Czułam powietrze wydychane przez niego na moim policzku. Było w nim coś niespokojnego.
-Meg, ja... - widziałam, że chce powiedzieć coś ważnego i przypuszczałam, że wiem o co chodzi, ale widziałam też, jak bardzo go to męczy.
-Cii - próbowałam go zatrzymać, kładąc palec na jego ustach.
-Nie - przerwał mi - Meg, ja cię kocham.
Słowa, które wypowiedział, spowodowały, że miałam wrażenie, iż moje serce na chwilę przestało bić. Jakby wszystko nagle się zatrzymało.
Przytuliłam go mocno, zbliżając usta do jego ucha.
-Ja też cię kocham - wyszeptałam, po chwili znów składając na jego ustach kolejny pocałunek.
-Przetrwamy to, prawda? - zapytałam, oczekując czegoś z jego strony. Sama jednak nie wierzyłam w słowa, które wypowiadałam.
-Musimy mieć nadzieję - odparł, ale chyba sam nie był tego taki pewny.
Nadzieja to suka. Kiedy mamy wrażenie, że w końcu rzeczy zaczynają się układać, ona odbiera nam wszystko, na co tak naprawdę czekaliśmy.












__________________________________
Przepraszam, przepraszam, że musieliście tak długo czekać!
Przez dwa tygodnie nie mogłam się zabrać, by cokolwiek napisać, a dziś wena powróciła i dzięki temu jest rozdział.
Kocham Was i dziękuję, że czekacie. xx

czwartek, 1 sierpnia 2013

Rozdział 22

W jednej chwili stało się to, co zawsze działo się, gdy wargi Nialla spotykały się z moimi. Cały świat wokół nas się zatrzymał. Może brzmiało to żałośnie, ale tak właśnie się czułam.
Ciężkie krople deszczu spadały z nieba, rozbijając się o szyby i uderzając w parapet jakby w spowolnionym tempie.
Oddychałam ciężko, bo całą drogę do domu Nialla przejechałam rowerem z prędkością, o jaką sama siebie nigdy bym nie podejrzewała. Może napędzała mnie adrenalina, a może po prostu czułam determinację, by znaleźć się jak najdalej od domu, w którym czekały na mnie same złe informacje.
Nie wzięłam samochodu, bo po pierwsze kluczyki leżały gdzieś w kuchni, więc łączyłoby to się z konfrontacją z Alison lub tatą. Poza tym, pick-up za bardzo przypominał mi dom, a to o nim chciałam zapomnieć. Było to trochę lekkomyślne, ale trudno było mi myśleć racjonalnie.
Koszulka lepiła mi się do mokrego ciała, a po chwili przykleiła się też do torsu Nialla, kiedy przyciągnął mnie do siebie.
Chciałam, żeby coś zrobił, żeby pozwolił mi zapomnieć o wszystkim, co dziś usłyszałam ze strony ojca i Alison i z czym przyszło mi się zmierzyć w ostatnich i kolejnych dniach. Cała ta sytuacja wydawała się być jakimś pieprzonym koszmarem, tylko problemem był fakt, że po uszczypnięciu się, wcale nie miałam się obudzić.
Niall zawinął za ucho kosmyk moich mokrych włosów, odsłaniając tym samym mój policzek.
Spojrzałam się na niego, a jego oczy jak zwykle podziałały na mnie piorunująco, niczym dwa błękitne kryształy, które w sekundę mnie paraliżowały i hipnotyzowały.
Nienawidziłam tego uczucia, a jednocześnie je kochałam. Nie wiem nawet, czy odczuwanie czegoś takiego w ogóle jest możliwe.
Złapałam Nialla dłonią za kark od tyłu i przyciągnęłam do siebie. Wsunęłam język między jego wargi i poddałam się całkowicie uczuciu, które temu towarzyszyło. Niall ciągle stał przede mną, przyciśnięty do drzwi wejściowych.
Przyglądał mi się, jakby sprawdzał, czy to prawdziwa ja stoję naprzeciw jego.
Stwierdziłam, że nic już nie ma znaczenia. Chwyciłam dłoń Nialla i pociągnęłam go, dając mu tym samym do zrozumienia, że ma iść za mną. Był zaskoczony, ale posłusznie podążył tam, gdzie zmierzałam.
Powoli pokonywałam kolejne stopnie drewnianych schodów. Po wejściu na piętro skierowałam się do pokoju, w którym nocowałam, gdy po raz pierwszy znalazłam się w domu Nialla.
Poczekałam, aż chłopak przejdzie przez drzwi, po czym zamknęłam je, opierając się o nie. Niall stanął przede mną, z uśmiechem na twarzy. Chciał coś powiedzieć, ale uciszyłam go, przykładając mu palec do ust.
Wsunęłam rękę pod jego białą koszulkę, wyczuwając pod opuszkami palców naprężone mięśnie brzucha Nialla. Moja ręka wędrowała w górę, jednocześnie odkrywając coraz większą powierzchnię nagiego torsu chłopaka. W końcu Niall zaczął współgrać z moimi działaniami i pomógł mi rozebrać siebie z jego własnej koszulki. Musnęłam ustami miejsce pod jego prawym obojczykiem.
Niall objął mnie ręką, wplątując palce w moje włosy.
Moja dłonie teraz dla odmiany zaczęły zsuwać się niżej, aż poczułam brzeg jeansów Nialla, na linii bioder.
Próbowałam rozpiąć rozporek jego spodni, ale kiedy mocowałam się z guzikiem, Niall złapał moje nadgarstki i podniósł je oba na wysokość naszych klatek piersiowych.
-Meg, co ty robisz? - zapytał rozbawiony.
-Rozpinam ci rozporek - odparłam bezmyślnie.
-Cokolwiek się dziś wydarzyło, to nie sądzę, że seks jest z tego najlepszym wyjściem - powiedział Niall.
-Mhm, Niall Horan, mój mistrz moralności i właściwych zachowań - mruknęłam i przeszłam obok Nialla, siadając na jego łóżku.
-Meg, chciałbym chociaż raz uprawiać z kimś seks dlatego, że...coś czuję do tej drugiej osoby, a nie dlatego, by o czymś zapomnieć lub odwrócić swoją uwagę od innych rzeczy.
Ponownie przytaknęłam smętnie, bo w głębi ducha wiedziałam, że ma cholerną rację.
-Poza tym, to nie jest chyba sposób, w jaki chciałabyś stracić dziewictwo, prawda? - zapytał, a ja spojrzałam na niego, oblewając się rumieńcem, całkowicie zaskoczona jego bezpośredniością.
-Skąd ta pewność, że jestem jeszcze dziewicą? - wypaliłam z pewną urazą w głosie.
-Znam cię już trochę - odpowiedział, widocznie zadowolony z siebie.
-Znasz nową Meg, o starej nie masz pojęcia - szepnęłam.
-Chętnie poznam tę starą Meg - powiedział Niall, kładąc się obok mnie na łóżku, podpierając głowę łokciem.
Nie zawracał sobie głowy tym, by z powrotem założyć na siebie koszulkę, więc za każdym razem, gdy na niego spoglądałam, trochę trudniej mi się oddychało.
Ja sama przysunęłam się bliżej wezgłowia łóżka, podwijając kolana do klatki piersiowej i obejmując je ramionami.
-Nie chcę do tego wracać. Od ponad roku jestem taka, jaka chcę być i obawiam się, że wspominanie czegokolwiek raczej mi nie pomoże. Daj mi trochę czasu, a może kiedyś ci o tym opowiem. Nie tylko ty masz sekrety w przeszłości - wytłumaczyłam.
-W takim razie będę czekać - rzekł Niall - Mogę tylko zapytać, czy to ma jakiś związek ze śmiercią twojej mamy?
-Możliwe, chociaż to trochę głupie wytłumaczenie. Ma to raczej związek ze mną będącą skończoną suką dla otoczenia i samej siebie.
Niall tylko pokiwał głową.
-Przepraszam za dziś. Trochę mnie poniosło - powiedziałam, po czym zauważyłam - Niall, jestem mokra.
-Tak działa na ciebie widok mnie bez koszulki? - zapytał z uśmiechem.
-Nie...znaczy...ech, chodziło mi o to, że oboje jesteśmy przemoczeni i twoja pościel zaraz zawilgotnieje.
Po uwadze Nialla poczułam, jak moje policzki stają się czerwone, miałam tylko nadzieję, że chłopak tego nie zauważył, bo sądziłam, że dałoby mu to chorą satysfakcję.
-Mhm, rozbieraj się - powiedział, jednocześnie podnosząc się z łóżka i ściągając swoje jeansy, które rzucił na bok i zaczął szukać czegoś w komodzie, stojąc odwrócony do mnie tyłem.
Zdezorientowana, próbowałam spojrzeć gdzieś indziej, ale mój wzrok bezwiednie zatrzymał się na bokserkach Nialla.
-Gapisz się na mój tyłek - stwierdził, będąc wciąż odwrócony do mnie tyłem.
Wyciągnął z szuflady ręcznik i mi go rzucił. Tuż po tym, obok ręcznika spadła rzucona mi koszulka.
-Możesz iść do łazienki się przeb... - zaczął Niall, ale nie dokończył, bo już zdjęłam mokrą koszulkę i zaczęłam wycierać się ręcznikiem.
-Kim jesteś i co zrobiłaś z Meg? - zapytał uśmiechnięty.
Zrobiłam zdziwioną minę.
-Nigdy nie byłaś taka pewna siebie, nie ukrywam, że całkiem mi się to podoba, ale... - prychnęłam lekceważąco
-Ciągle masz jeszcze coś na sobie - zauważył Niall, patrząc się na mój stanik.
-Nawet o tym nie myśl - odpowiedziałam i naciągnęłam na siebie za dużą koszulkę.
Spojrzał na mnie zawiedzionym wzrokiem, w międzyczasie zakładając na siebie krótkie spodenki.
Ja też zdjęłam swoje jeansy, ale nie mogłam ich niczym zastąpić, więc cieszyłam się, że koszulka Nialla była trochę dłuższa.
-Chodź na dół, wypicie czegoś ciepłego dobrze nam zrobi - powiedział Niall - Poza tym, widok ciebie w mojej koszulce, bez spodni...za bardzo mnie rozprasza.
Uśmiechnęłam się i poszłam za Niallem na dół.
Siadłam na wysokim stołku obok kuchennego blatu i patrzyłam, jak chłopak wyciąga dwa kubki i dwie torebki cytrynowo-imbirowej herbaty.
Pomyślałam, że równie dobrze mogłaby to być kawa, bo dziś prawdopodobnie i tak miałam nie zasnąć. Za dużo się działo, również w mojej głowie.
Czekając na gotującą się wodę, rozejrzałam się dookoła i na myśl przyszło mi jedno pytanie.
-Jak utrzymujesz ten dom? - zapytałam.
Niall westchnął i roześmiał się.
-Daj mi trochę czasu, a może kiedyś ci o tym opowiem - zacytował moje własne, wcześniejsze słowa.
Pokręciłam głową.
-Meg, właściwie to dlaczego przyjechałaś taki kawał drogi rowerem i na dodatek w takim deszczu? Coś się stało? - zapytał Niall, siadając obok mnie na drugim stołku.
Nie miałam pojęcia, jak mam mu o tym powiedzieć.
-Ojciec oznajmił mi, że się przeprowadzamy - powiedziałam najzwyczajniej jak się dało - Z tego, co usłyszałam, kiedy wychodziłam z domu, to mamy się przeprowadzić za dwa, trzy tygodnie.
-Nie cieszysz się? No wiesz, większy dom... - zaczął Niall, chyba wyobrażając sobie posesję w pobliskiej okolicy.
-Sto kilometrów stąd albo coś koło tego - przerwałam mu.
Spojrzał na mnie zszokowany.
-Nie chcę nigdzie jechać - odparłam ze łzami w oczach.
Niall objął mnie ramieniem, a ja wyczułam jak bardzo był zły, ale próbował tego po sobie nie okazywać.
Po chwili woda się zagotowała, więc wstał i zalał dwie herbaty, podając mi jeden kubek. Odwrócił się, kierując się w stronę schodów, ale ja nadal stałam przy kuchennym blacie.
Niall odwrócił się.
-Mogę tu dziś zostać? - zapytałam - Nie chcę tam teraz wracać.
-A twój ojciec i Alison... - zaczął Niall.
-Pieprzyć ich, skoro oni nie liczą się z tym, co czuję, to dlaczego ja miałabym myśleć o tym, co poczują oni. Jeśli nie chcesz, to zrozumiem.
-Oczywiście, że chcę. A co ze szkołą? - zapytał Niall, a ja byłam zaskoczona faktem, że jest aż tak przewidujący.
-Jutro wrócę do domu, kiedy nikogo tam nie będzie, jeden dzień bez szkoły to jeszcze nie koniec świata.
W jednej chwili o czymś sobie przypomniałam.
-Uhm, Niall... - zaczęłam - Jutro spotykam się z Peterem.
-Wiesz, że nie do końca mi się to podoba, ale skoro tak chcesz...
Resztę wieczoru przegadaliśmy w sypialni Nialla i nawet nie uchwyciłam momentu, w którym zrobiłam się tak senna, że zasnęłam.

Obudziłam się i rozglądając się po pokoju, w którym się znajdowałam, przypomniałam sobie wszystko, co stało się wczorajszego wieczora. Potwierdzeniem tego wszystkiego, była ręka spoczywająca na mojej talii. Spojrzałam na zegarek stojący na stoliku obok łóżka. Było po dziesiątej, promienie słońca przedostawały się do sypialni Nialla przez szparę między zasłonkami. Po wczorajszym deszczu nie było ani śladu, przynajmniej tak mi się wydawało. Wyswobodziłam się z uścisku Nialla i rozsunęłam zasłonki, wpuszczając do środka światło.
-Ugh - dobiegł mnie z tyłu głos Nialla - Zaczynam żałować, że cię tu wpuściłem.
Zaśmiałam się i pociągnęłam za kołdrę, która go przykrywała, po czym wyszłam z pokoju do łazienki, biorąc po drodze moje jeansy i koszulkę, które wyschły przez noc.
Gdy wróciłam, Niall był już na dole i czekał na mnie.
-Chcesz coś zjeść? - zapytał, ale ja pokręciłam głową.
-Zjem coś w domu - odparłam.
Kilkanaście minut później siedzieliśmy w samochodzie, a ja myślałam o tym, czy aby na pewno zastanę pusty dom.
Miałam nadzieję, że Alison przekonała ojca, że pewnie poszłam do koleżanki. To było do niej podobne, na pewno uspokajała ojca, kiedy ten, po odkryciu mojej nieobecności chciał wzywać ekipę poszukiwawczą. O ile w ogóle zauważyli, że mnie nie ma.
Pożegnałam się z Niallem, kiedy dojechaliśmy pod mój dom i z ulgą stwierdziłam brak jakiegokolwiek samochodu, oprócz mojego pick-up'a. Mojego...chyba już niedługo, bo zapewne zostanie mi odebrany.
Na lodówce znalazłam kartkę.
Meg, odezwij się jak wrócisz. 
Porozmawiamy wieczorem. 
                             Tata
-Mhm - mruknęłam.
Spodziewałam się czegoś gorszego. Weszłam na górę i sprawdziłam telefon. Kilka nieodebranych połączeń, zapewne potem zorientowali się, że zostawiłam go w domu.
Spojrzałam na zegarek i zaczęłam psychicznie przygotowywać się do spotkania z Peterem. W międzyczasie zjadłam jakąś kanapkę, którą szybko sobie przygotowałam. Przez te nerwy zupełnie straciłam apetyt.


O czternastej byłam już pod szkołą i czekałam w środku pick-up'a, aż zadzwoni dzwonek.
W tłumie uczniów dostrzegłam Petera, którego trudno było przeoczyć, bo był dość wysoki, a co więcej, na głowie sterczały mu blond włosy.
Wychyliłam się przez okno i mu pomachałam. Podbiegł i wsiadł do środka, zajmując miejsce obok mnie.
-Cześć - powiedział wesoło.
Gdybym nie wiedziała o nim nic, mogłabym przysiąc, że nie może on pracować dla kogoś takiego jak Trevor.
-Jedziemy moim samochodem, więc musisz mi powiedzieć, dokąd zamierzamy iść - uśmiechnęłam się.
-Sprytnie - odparł - No dobrze, więc...znasz taką małą kawiarnię w mieście? Nazywa się Rose Valley, czy jakoś tak.
Pokiwałam głową, kojarząc miejsce, o którym mówił Peter i odjechałam ze szkolnego parkingu.
Kiedy dojechaliśmy w końcu przed kawiarnię, wydało mi się, że to typowe miejsce spotkań par. Nie byłam pewna, czy Peter ma świadomość, że nie jestem... dostępna.
Weszliśmy do środka i usiedliśmy naprzeciw siebie, przy trzecim stoliku od okna.
Po chwili podeszła do nas miło wyglądająca kelnerka.
-Co dla państwa?
Peter spojrzał na mnie, czekając na to, co powiem. Charakterystycznie zmarszczył przy tym czoło.
-Cappuccino poproszę - powiedziałam.
-Dla mnie to samo - dodał chłopak.
Kiedy dziewczyna odeszła z zamówieniem, postanowiłam zapytać w końcu o to, co już dawno chodziło mi po głowie.
-Nie zauważyłam cię wcześniej w szkole - zaczęłam - A wydawało mi się, że znam tam prawie wszystkich.
-Przeprowadziłem się z mamą kilka miesięcy temu, na razie mam tu niewielu znajomych, dlatego tym bardziej dziękuję, że chciałaś się ze mną spotkać - powiedział, w międzyczasie odbierając nasze zamówienie z rąk kelnerki.
Podał mi moje cappuccino. Upiłam łyk z filiżanki.
-Jak ci się podoba w naszym mieście? - zapytałam.
-Jest nieźle, o wiele spokojniejsze niż to, gdzie mieszkałem poprzednio - odparł.
-Trochę tu nudno - powiedziałam.
-Można znaleźć różne ciekawe zajęcia - miałam wrażenie, że wiem, o czym mówi. Pociągnęłam kolejny łyk z filiżanki.
-Pracujesz gdzieś? - spytałam, może trochę zbyt bezpośrednio.
Peter uniósł brew w geście zdziwienia. Pomyślałam, że teraz muszę to jakoś dobrze rozegrać. Nie miałam pojęcia w jaki sposób mogłam dowiedzieć się czegokolwiek o współpracy z Trevorem.
-Uhm...mówiłeś, że jeszcze nie znasz zbyt wielu osób, ale znalazłeś jakieś ciekawe zajęcia, więc pomyślałam...
-Tak, czasami coś się trafi - przerwał - Kasa zawsze się przydaje, szczególnie, kiedy mieszka się z mamą, która nie zarabia krocia, a potrzebuje pieniędzy na lekarstwa.
-Lekarstwa? - zapytałam zdziwiona.
-Mama od paru lat choruje. Niby nic poważnego, ale leki kosztują. I to wcale niemało - dodał.
-Przykro mi - odparłam, nie wiedząc właściwie, jak się zachować.
Peter potrząsnął głową, jakby odganiał od siebie wszystkie myśli.
-Porozmawiajmy o czymś innym - zaczął - Masz już może grupę do projektu z biologii?
-Tak, Martha i Drew już mi to zaproponowali, więc się zgodziłam.
Resztę czasu przegadaliśmy, mówiąc o wszystkim i o niczym.
-Peter, muszę iść - powiedziałam, zerkając w końcu na wyświetlacz telefonu.
Wyciągnęłam banknot z kieszeni i położyłam go na stoliku. Wstałam, ale Peter zdążył zaprotestować i wsunął mi banknot z powrotem w dłoń.
-Masz jak wrócić do domu? Podwieźć cię? - zapytałam.
-Dzięki, ale się przejdę - odparł.
Wyszliśmy z kawiarni i pożegnaliśmy się, a ja przeszłam przez ulicę w stronę zaparkowanego tam pick-up'a. Przed wejściem do samochodu otworzyłam dłoń, aby przełożyć banknot do kieszeni. O dziwo, był tam nie tylko banknot, ale też niewielka karteczka.

Pozdrów Nialla. Na waszym miejscu uważałbym na słowa, które wypowiadacie...

Rozejrzałam się, ale Peter zniknął mi już z oczu. Wsiadłam do pick-up'a i zatrzasnęłam drzwi. Pośpiesznie wyjęłam telefon i znalazłam odpowiedni numer. Kiedy usłyszałam, że po drugiej stronie ktoś odebrał, zapytałam krótko.
-Niall, gdzie jesteś?
-U Harry'ego. Coś się stało?
-Będę tam za kilkanaście minut.
-Ale... - nie dałam mu skończyć, rozłączając się.


Niall czekał na mnie przed kamienicą.
-Czego się dowiedziałaś? - zapytał.
-Miałeś rację, on wie - podałam mu kartkę, która została mi wciśnięta razem z banknotem.
Niall bez słowa złapał mnie za rękę i razem weszliśmy na górę. W mieszkaniu był tylko Harry, nie widziałam, a raczej nie słyszałam Cliffa.
Niall podał Harry'emu kartkę z wypisanymi słowami. Byłam prawie pewna, że była to wiadomość od Trevora.
-Kiedy on ci to dał? - zapytał Harry.
-Oddawał mi banknot, wcisnął mi ją do ręki razem z nim - odparłam.
Chłopak tylko pokiwał głową.
-Chyba wiem, dlaczego Peter współpracuje z Trevorem - zaczęłam.
Wzrok Nialla i Harry'ego spoczął w jednej chwili na mojej twarzy.
-Powiedział mi, że ma chorą matkę i potrzebuje pieniędzy na leki.
-Akurat - prychnął Niall.
-Meg, próbował wzbudzić w tobie litość - dodał Harry.
-Skąd wiesz, że to nieprawda? - zapytałam, ale straciłam pewność siebie.
Harry uśmiechnął się i powiedział.
-Sprawdziłem go. Kiedy powiedziałaś nam, że chodzi z tobą do szkoły, łatwo było przejrzeć rejestry. Całe szczęście, wasza szkoła prowadzi elektroniczny spis uczniów. Ze zdjęciami - kontynuował Harry - Poza tym, jego matka pracuje w pobliskiej galerii handlowej i ma czystą kartę lekarską.
Spojrzałam na Nialla, który tylko przytaknął.
-Harry, musimy iść, jutro zastanowimy się, co dalej. Nie zgub tego - wskazał na kartkę, którą Harry trzymał w dłoni.
-Cześć Harry - rzuciłam, kiedy wychodziliśmy z mieszkania.
Ku mojemu zdziwieniu, Niall zaczął wchodzić po schodach. Zatrzymałam się i zdziwiona uniosłam brew, kiedy chłopak się odwrócił.
-Chodź ze mną - powiedział tylko, a ja poszłam za nim.
Doszliśmy na ostatnie piętro, a Niall wypchnął ku górze szyb prowadzący na dach i przystawił do niego drabinkę zwisającą obok.
-Proszę - wskazał ręką na drabinkę, a ja wspięłam się po niej, wychodząc na płaski dach.
Na dworze zapadał już zmierzch i pojawiały się pierwsze, blade gwiazdy.
Niall przeszedł obok mnie i położył się kawałek dalej, widocznie oczekując, że zrobię to samo.
Ułożyłam się obok niego, a on złapał moją dłoń. Patrzyłam się w górę, na bezchmurne, bezkresne niebo, które było idealnym obrazem, by ukoić kłębiące się w mojej głowie myśli.
-Lubię tu przychodzić - powiedział cicho Niall - To jedno z niewielu miejsc, gdzie mogę się swobodnie poczuć. Nie musimy nawet nic mówić, ta cisza wokół nas mówi za nas.
Wciągnęłam wieczorne powietrze i pomyślałam o naszej obecnej sytuacji.
Było zbyt późno, by płakać, a jednocześnie wszystko było zbyt spieprzone, by ruszyć do przodu.
W pewnym momencie zobaczyłam migające światło na tle jasnogranatowego nieba. Pomyślałam, że chciałabym się tam teraz znaleźć. Kilka tysięcy metrów nad ziemią, a dala od wszystkich zmartwień i problemów, które nas otaczały i bardzo chciałam zostawić to wszystko w tyle.
-Pomyśl życzenie - powiedział Niall, który wpatrywał się w ten sam obiekt, co ja.
-Przecież to samolot - odparłam.
-Czy chociaż raz nie możemy poudawać, że ten samolot to spadająca gwiazda? - zapytał Niall, ściskając mocniej moją dłoń.
-Tak, w tej chwili bardzo przydałoby nam się życzenie do spełnienia.











________________________________
Yay! Dziękuję za ponad 100 komentarzy pod poprzednim rozdziałem, nawet nie wiem, czy to się dzieje naprawdę. Jesteście kochani.
Nie wiem kiedy pojawi się kolejny rozdział, w niedzielę wyjeżdżam na tydzień, a nie wiem czy będę mieć warunki do pisania. Także przepraszam, że musicie uzbroić się w cierpliwość.
Trzymajcie się ciepło. xx