piątek, 19 lipca 2013

Rozdział 21

Jechaliśmy dość długo, ale wcale tego nie odczuwałam, bo samochód pożyczony od Harry'ego świetnie amortyzował wszelkie nierówności na jezdni.
Niall zachowywał się tak jak zwykle, czyli udawał, że niczym się nie przejmuje. Chwila słabości minęła w szybkim tempie.
Powoli skręciliśmy w prawo i zaczęliśmy wjeżdżać krętą drogą na zielone wzgórze. Po chwili zorientowałam się, gdzie jedziemy.
Było to miejsce, które zazwyczaj odwiedzałam kilkanaście razy w roku, a kilka lat temu, przez pewien okres czasu - prawie codziennie.
Trochę zajęło mi skojarzenie faktów, ale w końcu dotarło do mnie, dlaczego tam jedziemy.
Spojrzałam w okno, które było otwarte do połowy. Słońce coraz bardziej zbliżało się do linii horyzontu, co akurat nam sprzyjało, szczególnie Niallowi. Późniejsza pora, to mniejsze prawdopodobieństwo spotkania kogoś, kto mógłby go rozpoznać, a tym samym - mniejsze ryzyko.
Wjechaliśmy w końcu na sam szczyt, z którego rozciągał się piękny widok miasta w oddali.
Oboje wysiedliśmy z samochodu i stanęliśmy przed wysoką, żelazną bramą.
Patrząc w górę po mojej lewej stronie, widziałam zielone czubki koron drzew. Jednak zza szerokich konarów z ogromną ilością liści, wystawało coś, co psuło ogólny, naturalny krajobraz. Krzyż, na szczycie małego kościółka.
Przekroczyliśmy bramę i wkroczyliśmy w miejsce, gdzie nie było nikogo. Chociaż, lepiej ująć to w ten sposób, że nie było tam ani jednej, żywej duszy.
Zaczęliśmy bez słowa spacerować po zadbanych trawnikach. Co pewne odległości, z ziemi wystawały kamienne płyty z wyrytymi imionami, nazwiskami i dwoma datami. Czasami dopisane były tam inne słowa, cytaty albo pojedyncze myśli pożegnalne. Gdzieniegdzie leżały kwiaty, niektóre już zwiędłe, ale ciągle zapełniające przestrzeń przed nagrobkami.
Świadomość, że pod naszymi stopami znajdują się nie tylko ludzkie ciała, ale też ogrom historii, z którymi były związane, sprawiała, że przeszedł mnie dreszcz.
Niall pewnie prowadził mnie do celu, nie mówiąc ani słowa. Po chwili stanęliśmy przed jednym z nagrobków, a on złapał mnie za dłoń, ciągle milcząc.
Joshua Holt przeczytałam. Pod spodem, na jasnym kamieniu wyryto dwie daty.
-Nie wziąłem kwiatów - szepnął Niall.
-Myślę, że Josh nie miałby ci tego za złe - odpowiedziałam.
Popatrzył się na mnie, z lekkim uśmiechem na twarzy, chociaż wyrażał on jedynie cierpienie i smutek. Uśmiech to jedno, ale prawdziwe emocje zapisane są w oczach. Uśmiech Nialla nie mógł mnie zmylić, bo w jego błękitnych tęczówkach widziałam, co tak naprawdę czuje.
-To wszystko moja wina - powiedział, co przypomniało mi, że kiedyś już słyszałam to z jego ust.
Mocno objęłam go ramionami, po czym przybliżyłam swoje wargi do jego ucha.
-Nie jesteś niczemu winny, Josh nie chciałby, żebyś tak myślał - wyszeptałam.
Niall odwzajemnił uścisk, otaczając mnie swoimi szerokimi ramionami.
-Dziękuję - powiedział.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
-Za co mi dziękujesz? - zapytałam.
-Za to, że tu ze mną przyjechałaś. Za to, że mnie nie osądzasz. Za to, że potrafisz sprawić, bym odnajdował w sobie siłę, by nadal walczyć o to, co dla mnie najważniejsze.
Podniosłam jeden kącik ust, posyłając mu ciepłe spojrzenie.
-Możemy już iść - szepnął Niall.
Powoli odwróciliśmy się, zostawiając grób Josha za plecami. Pomyślałam, że skoro tu już jesteśmy...
-Chciałabym jeszcze gdzieś zajrzeć - rzekłam, sprawiając, że Niall się zatrzymał i odwrócił ponownie w moją stronę.
Ujęłam jego dłoń i zaczęłam powoli iść w jednym kierunku, który miał doprowadzić mnie do celu.
Niall szedł za mną bez słowa, kiedy lawirowałam pomiędzy wystającymi, kamiennymi płytami.
W końcu zobaczyłam miejsce, które wywoływało we mnie lawinę wspomnień.
Lily Catty
Mocniej ścisnęłam dużą dłoń Nialla. On objął mnie ramieniem, a ja próbowałam powstrzymywać łzy, które napłynęły mi do oczu.
Niall pocałował mnie w czubek głowy, ciągle obejmując mnie swoją silną ręką.
-To twoja mama, prawda? - zapytał cicho.
Kiwnęłam głową, bo w gardle miałam ogromną gulę i nie potrafiłam wykrztusić z siebie choćby słowa.
Staliśmy przed nim chwilę, a po chwili po raz ostatni spojrzałam na jasny nagrobek.
-Możemy iść - powiedziałam do chłopaka, jednocześnie ocierając ręką łzę, która jakimś cudem wydostała się spod mojej powieki, mimo że starałam się to kontrolować. Czasami jednak emocje są silniejsze od nas i nic nie możemy z tym zrobić.
Zaczęliśmy powoli wracać tą samą drogą, którą tu przyszliśmy.
-Nie przepadam za cmentarzami - powiedział Niall.
-Zwykłam bywać tutaj codziennie - odparłam, przypominając sobie bolesną utratę jednego z rodziców.
-Meg, mogę o coś spytać? - widziałam, że nie chciał mnie urazić.
-Jasne - szepnęłam.
-Właściwie to w jaki sposób... - zaczął, ale ja wiedziałam, co miał na myśli.
-Miała wypadek samochodowy - odparłam krótko - Wracała z pracy, a jakiś samochód uderzył w nią, wypychając auto na drzewo rosnące na poboczu. Tamtego samochodu i kierowcy nigdy nie zidentyfikowano, uciekł. Mamę przewieźli do szpitala, ale... - głos mi się załamał - Ale było już za późno.
-Przepraszam, nie powinienem pytać - wyszeptał Niall.
-Nie, nie przepraszaj, dzięki temu, że o tym mówię, to jestem coraz silniejsza. Gdybyś zadał mi to pytanie kilka lat temu, to pewnie bym ci na nie nie odpowiedziała, bo przeszkadzałby mi w tym potok łez spływający po policzkach - wyjaśniłam.
Niall już o nic nie pytał, po kilku minutach dotarliśmy do samochodu, zostawiając cmentarz za sobą.
Wizyta w tym miejscu trochę mnie dobiła, szczególnie po dzisiejszych wydarzeniach, ale myślę, że to był dobry pomysł.
Niall prowadził dziś dość szybko, więc po kilkunastu minutach samochód pożyczony od Harry'ego stał już pod moim domem.
Miałam już wysiadać, kiedy silna ręka Nialla złapała mnie za nadgarstek i przyciągnęła do siebie.
Nasze wargi w jednym momencie złączyły się ze sobą, Niall wplótł swoje palce w moje, powodując że między naszymi dłońmi przeskoczyły niewidoczne, elektryczne iskierki.
-Wiesz, że gdyby nie ty... - zaczął Niall.
Pokręciłam głową.
-Żadnego gdyby. Skupmy się na tym, co mamy przed sobą - odparłam szybko, mimo to sama nie chciałam wyobrażać sobie przyszłych wydarzeń.
Wysiadłam z samochodu, ostatni raz jeszcze spoglądając na Nialla.
Pomachałam mu, a on odjechał z podjazdu, spokojnie kierując się w stronę autostrady.
Odeszłam w stronę domu, powoli otworzyłam drzwi, ale na szczęście nie skrzypiały, ojciec chyba w końcu naoliwił zawiasy. Odetchnęłam z ulgą, dzięki temu nie musiałam tłumaczyć się z tego co robiłam, gdzie byłam, a co najważniejsze - z kim byłam. Te z pozoru niewinne pytania, ostatnio sprawiały mi ogromną trudność, bo musiałam wymyślać wymówki, które ochraniały mnie przez prawdą.
W domu było cicho, mimo że za oknem dopiero zaczynało zmierzchać, więc wiedziałam, że tata i Alison nie poszli jeszcze spać, a Ashton...Ashton mało mnie obchodził w tej chwili.
-Tato? Al? - powiedziałam głośno, czekając na jakąś odpowiedź.
Wzruszyłam ramionami i domykając drzwi, ruszyłam w stronę schodów, wchodząc na górę.
Kiedy miałam już wejść do swojego pokoju, drzwi obok uchyliły się i ujrzałam głowę mojego brata.
-Cześć siostrzyczko - powiedział drwiącym tonem.
-Gdzie tata i Alison? - zapytałam, nie zamierzając prowadzić z nim dłuższej konwersacji.
-Pojechali wybierać jakieś roślinki do ogrodu - odparł.
-O tej porze? Rośliny? - zdziwiłam się.
-Pytaj się ich, a nie mnie, zresztą kiedy wróciłem ich już nie było, zostawili tylko liścik na lodówce - Ashton odwrócił się i wrócił do swojego pokoju, który osobiście wolałam nazywać norą.
Postanowiłam nie myśleć dłużej o tym, o czym przed chwilą poinformował mnie Ashton, więc po prostu weszłam do pokoju i zamknęłam za sobą drzwi.
Kierowana intuicją, włączyłam mojego laptopa i czekałam, aż się uruchomi. W tym samym czasie wyjęłam z szafy jakieś wygodniejsze spodenki, by na nie zamienić jeansy, które miałam na sobie.
Wzięłam laptopa i położyłam się na łóżku. Włączyłam przeglądarkę i weszłam na portal społecznościowy, by w grupie naszej szkoły odszukać Petera. Nie było łatwo, bo nie znałam jego nazwiska, a przy kilku osobach imieniem Peter, nie było nawet zdjęcia.
Po piętnastu minutach wreszcie udało mi się go znaleźć, bo wśród tak wielu zdjęć profilowych, dostrzegłam jego charakterystyczne blond włosy, których trudno było nie rozpoznać.
Od razu wysłałam prośbę dodania do znajomych, którą chłopak zaakceptował w ciągu kilku minut, jakby tylko czekał, aż pojawi się ona w jego skrzynce.
Przez chwilę zastanawiałam się, co właściwie powinnam do niego napisać, ale na szczęście w tym samym momencie wyskoczyło okienko nowej rozmowy.

Peter: Miałem nadzieję, że się odezwiesz :)
Meg: Przepraszam, że wtedy w szkole tak szybko odeszłam, po prostu miałam kilka spraw do załatwienia.
Peter: Wiesz, że możesz mi to wynagrodzić :D
Meg: Sprytny jesteś. Jutro po szkole?
Peter: OK. Spotkajmy się na parkingu.
Meg: Gdzie pójdziemy?
Peter: Zobaczysz.
Meg: Ugh. Nienawidzę takich niespodzianek.
Peter: Do zobaczenia jutro!

Przeczytałam ostatnią wiadomość i zamknęłam przeglądarkę. Westchnęłam, myśląc o tym, co jutro powiem Peterowi. Musiałam jakoś delikatnie wybadać całą sprawę z Trevorem.
Będzie trudno, z uwagi na to, że muszę dowiedzieć się wszystkiego o współpracy z Trevorem, jednocześnie nie pytając o Trevora i nie dając po sobie poznać, że cokolwiek o tym wiem.
Moje rozmyślania przerwał jednak dźwięk otwieranych na dole drzwi.
-Meg! Ashton! - głos taty był co najmniej zbyt wesoły.
Wyszłam z pokoju, napotykając zdziwione spojrzenie mojego brata. Oboje wzruszyliśmy ramionami i skierowaliśmy się na dół.
Tata stał w salonie, obejmując Alison w pasie, z uśmiechem na ustach.
Coś było nie tak, w jednym momencie w mojej głowie pojawiło się wspomnienie dnia, kiedy oznajmiali nam, że Alison się wprowadza i zamierzają się pobrać. Szybko odgoniłam od siebie tę myśl. Prawdę mówiąc, w tamtym okresie, na początku byłam dla niej zimną suką. Teraz trochę tego żałowałam, bo kierowały mną emocje, a okazało się, że Alison miała wobec nas dobre zamiary.
-Kupiliście te rośliny? - zapytałam bez przekonania.
-Właściwie, to nie pojechaliśmy do sklepu ogrodniczego - zaczął tata i popatrzył się z uśmiechem na Alison, która to odwzajemniła - Pojechaliśmy oglądać domy, chcemy się przeprowadzić.
Popatrzyłam na Ashtona. Był tak samo zbity z tropu jak ja.
-Domy? Po co nam dom, skoro ten jest dla nas dobry? - zapytał Ashton.
-Przecież w okolicy nie ma już wielu wolnych posesji - dodałam.
-Właściwie, to dom nie jest w okolicy - zaśmiała się Alison.
-Więc...jak daleko jest? - zapytałam z obawą.
-Sto kilometrów - odpowiedział tata - No, mniej więcej, Alison dostała tam pracę...
-Słucham?! - krzyknęłam zaskoczona i zbulwersowana.
-Meg, spokojnie - zaczął ojciec.
-Nie będę spokojna, bo okoliczności są zupełnie inne! Jak możecie podejmować takie decyzje bez naszej zgody? - nie mogłam się powstrzymać, wszystko się we mnie gotowało.
-Nigdzie się stąd nie ruszam, możecie jechać bez nas - powiedział Ashton.
Uśmiech spełzł z twarzy naszego taty, kiedy oboje odwróciliśmy się i odeszliśmy na piętro, zostawiając ojca i Alison na dole, zupełnie zaskoczonych.
-Ashton - powiedziałam, zanim mój brat zdążył wejść do pokoju - Nie pozwolimy im na to, prawda?
-Myślę, że to oni nie pozwolą nam na jakikolwiek sprzeciw - odpowiedział, a ja widziałam jak bardzo jest zdenerwowany.
Trzasnął drzwiami do swojego pokoju, a ja po chwili zrobiłam to samo.
Rzuciłam się na łóżko, nie móc powstrzymać łez, które zaczęły spływać mi po policzkach.
Spojrzałam się na okno, za nim zobaczyłam napływające ze wszystkich stron ciemne chmury, które mogły zwiastować tylko jedno. Burzę.
Podeszłam do okna, ocierając jednocześnie łzy. Spojrzałam na pierwsze krople deszczu, które zaczęły leniwie spadać z góry, rozbijając się o parapet.
Wiedziałam, że jest tylko jedna rzecz, która mogłaby mi w tym momencie pomóc.



Po tym jak rozstałem się z Meg, wróciłem w ciągu kilkunastu minut na chwilę do Harry'ego, by oddać mu samochód i zabrać spod kamienicy swój.
Wszedłem jednak jeszcze na górę, żeby pożegnać się z chłopakami. Zdawałem sobie sprawę, że niedługo zacznie padać.
Przeskakując co drugi schodek, moment później wchodziłem już do jego mieszkania.
-Dzięki za samochód, Hazz - powiedziałem i rzuciłem mu kluczyki, które zręcznie złapał.
-Muszę lecieć, chcę być w domu zanim zacznie padać - rzuciłem i już miałem odejść, kiedy Harry mnie zatrzymał.
-Niall, mam prośbę, mógłbyś zejść do piwnicy i zostawić tam to pudło? - zapytał, wskazując na przedmiot leżący w przedpokoju.
-Mhm, jasne - odparłem i podniosłem pudło z ziemi, jednocześnie chwytając leżące na nim klucze do piwnicy.
Zszedłem na dół i miałem już podtrzymać pudło jedną ręką, by drugą otworzyć kłódkę kluczem, ale w tym samym momencie spostrzegłem, że piwnica jest otwarta. Pomyślałem, że pewnie ktoś z mieszkańców zapomniał jej domknąć.
Kamienne ściany powodowały, że w środku panował chłód, a na dodatek było dość ciemno, samotnie zwisająca z sufitu żarówka prawie przygasała. Ktoś powinien wymienić ją już jakiś czas temu.
Poszczególne boksy miały numery, więc bez problemu znalazłem ten należący do Harry'ego. Postawiłem pudło na ziemi i odszukałem właściwy klucz, by móc otworzyć kłódkę, na którą zamknięty był boks.
Żarówka zwisająca z sufitu zaczęła migać, powoli chyba długo miała już nie świecić.
-Horan chłopiec na posyłki - usłyszałem za sobą.
Odwróciłem się i zobaczyłem, jak z cienia boksu na przeciwko wychodzi dobrze znana mi postać.
Żołądek podszedł mi do gardła, ale nie dałem tego po sobie poznać.
-Jesteś pieprzonym stalkerem, czy po prostu ci się nudzi? - zapytałem z zaciśniętymi zębami.
Trevor gwałtownie do mnie podszedł i przycisnął do zimnych cegieł.
-Dobrze wiem co knujecie Horan - powiedział ze złością - Pamiętaj jednak, że to wy jesteście moimi marionetkami, nie na odwrót.
To, jak mnie popchnął, zadziałało jak czerwona płachta na byka.
W jednym momencie, moje ręce złapały materiał jego skórzanej kurtki i rzuciły o ścianę z tyłu. W dwa kroki doskoczyłem do Trevora, który najwyraźniej stracił swój temperament.
-Zapomniałeś już jak wiele razy takie zaczepki źle się dla ciebie kończyły? - zapytałem z jadem w moim głosie - Tak bardzo chcesz na stałe przestawić sobie kość nosową?
Popatrzył się na mnie, wiedząc, że znów przesadził, przychodząc tutaj.
-Spierdalaj stąd, póki jeszcze możesz - wysyczałem, puszczając go.
Odszedł kilka kroków w stronę wyjścia, kiedy ja odprowadzałem go wzrokiem.
Odwrócił się na chwilę.
-Horan, to nie koniec - powiedział.
-Nie chciałbym się powtarzać - odparłem ze złością.
Podobało mi się, jak bardzo go przerażam, kiedy jesteśmy sam na sam. Zastanawiało mnie, dlaczego w ogóle tutaj dziś przyszedł. Nie byłem pewny, czy naprawdę wie coś o naszym planie, czy po prostu blefował. Tak czy inaczej, musieliśmy być teraz jeszcze bardziej uważni. Jeszcze bardziej niż wcześniej.
Usłyszałem, jak Trevor trzasnął drzwiami i wyszedł na zewnątrz. Nie miałem pojęcia, skąd wie o mieszkaniu Harry'ego, a co więcej, jakim cudem był w piwnicy, kiedy ja akurat tam zszedłem.
Postanowiłem jednak o tym nie myśleć, więc po prostu zostawiłem to pieprzone pudło w boksie należącym do Harry'ego.
Zamknąłem piwnicę i wróciłem na chwilę na górę, by oddać klucze przyjacielowi.
-Mamy problem - powiedziałem, kiedy przekroczyłem próg mieszkania.
Harry i Cliff spojrzeli się na mnie pytająco.
-Zgadnijcie, kogo spotkałem w piwnicy.
-Poza szczurami i pająkami? Nie mam pojęcia - odparł Harry.
-Pudło - powiedziałem.
-Nie chcesz chyba powiedzieć, że Trevor...-zaczął niepewnie Cliff.
-Tak, to właśnie chcę powiedzieć. Nie wiem co on ma kurwa w tej głowie, ale chyba nie chcę wiedzieć. Jadę do domu chłopaki, jedyne czego potrzebuję to moja sofa - odparłem.
-OK, uważaj na siebie - rzucił mi na odchodne Harry.
-Jasne, jak zwykle - odpowiedziałem.
Po kilku minutach zmierzałem już w stronę domu, kiedy poczułem na swojej skórze pierwsze krople deszczu. Docisnąłem pedał gazu, ale nie mogłem wygrać z deszczem, który stawał się coraz obfitszy. W końcu skręciłem i znalazłem się na moim podjeździe. Szybko wysiadłem z samochodu i naciągnąłem na niego płachtę materiału.
Niewinny deszcz zmienił się teraz w ulewę, ciężkie krople uderzały, rozbijając się na moich odkrytych ramionach.
Ruszyłem w stronę domu, kiedy nagle spojrzałem przed siebie i gwałtownie się zatrzymałem.
-Meg? Co ty tu robisz? - zapytałem zdziwiony.
Dziewczyna stała przede mną, mokra koszulka ciasno oblepiała jej ciało. Cała drżała, kiedy podszedłem i ją objąłem, zamykając w moich ramionach.
-Co się stało? - zapytałem, powoli prowadząc ją do domu.
Nie odpowiedziała mi, wciąż mocno się do mnie przytulając.
Gdy tylko przekroczyliśmy próg mojego mieszkania, Meg popchnęła mnie, tym samym domykając drzwi. Przejechała dłonią z tyłu mojej szyi, jednocześnie wplatając swoje palce w moje włosy.
Przyciągnęła mnie do siebie i złączyła nasze wargi. Nie był to niewinny pocałunek, jakim dziewczyna obdarzała mnie zazwyczaj. Ten był pełen namiętności, ale wyczuwałem w nim nutę desperacji. Mimo wszystko, cholernie mnie to podniecało.
-Miałaś zły wieczór? - zapytałem, kiedy na chwilę rozłączyłem nasze usta.
-Mhm - mruknęła.
-To tak samo jak ja - odparłem i mocno ją objąłem.
Nic mnie już nie obchodziło, Trevor, Peter, czy jakiś inny sukinsyn. Przede mną stała dziewczyna, dla której chciałem być najlepszy.
Dziewczyna, którą zaczynałem darzyć najsilniejszym uczuciem, jakim kiedykolwiek mógłbym kogoś obdarzyć. A najważniejsze było to, że ona chyba zaczęła je odwzajemniać.
-Niall - szepnęła.
Spojrzałem się na nią pytająco.
-Po prostu mnie pocałuj.











___________________________________________________
Kolejny raz przepraszam, że rozdziały nie pojawiają się częściej.
Dziękuję, jeśli komentujecie, bo dla was to minuta, dwie, a dla mnie coś naprawdę bardzo ważnego i świadomość, że przeczytaliście.

piątek, 12 lipca 2013

Rozdział 20

Nie, to po prostu niemożliwe. Jak prawdopodobne mogło być, że zobaczę tę samą osobę trzy dni pod rząd, nawet kiedy wcześniej nie zauważałam jej przez dwa lata uczęszczania do tej samej szkoły.
Chociaż...co jeśli Peter wcale nie chodził do mojego liceum przez ten cały czas?
Kilka dni temu mogłam przysiąc, że kojarzę większość osób, które mijałam na korytarzach podczas przerw, mimo iż nie lubiłam przyglądać się dokładnie poszczególnym twarzom, to tak czy inaczej, przez dwa lata trudno było mi nie kojarzyć ludzi ze szkoły. Petera nie pamiętałam, co wcześniej nie wydało mi się dziwne, bo wcale się nad tym nie zastanawiałam. Po zobaczeniu zdjęcia i usłyszenia, kim jest, a także dla kogo pracuje, przeszedł mnie dreszcz na samą myśl, że trzymał mnie w ramionach, podczas gdy tańczyliśmy wolny taniec na dyskotece.
Z drugiej strony, prawdopodobnie był w moim wieku. Bez względu na to, co robił, nie znaliśmy jego historii, nie znaliśmy powodów, dla których współpracował z Trevorem. I my mieliśmy...
Dwa słowa, o których trudno było mi nawet myśleć, a co dopiero wypowiedzieć na głos.
Wzięłam głęboki oddech, po czym powoli wypuściłam powietrze spomiędzy lekko stykających się ze sobą warg.
Zabić. Mieliśmy go zabić.
Sprawić, by jego zaledwie kilkunastoletnie serce przestało w pewnym momencie pompować krew do tętnic, by wszystkie czynności życiowe przestały być nieustannie kontynuowane.
Sprawić, że jego jasne, przepełnione młodzieńczym zapałem oczy już nigdy nie mogły spojrzeć w górę i zobaczyć białych obłoków na tle błękitnego nieba.
Mieliśmy sprawić, że nigdy nie założy rodziny, nie będzie patrzył, jak jego dzieci dorastają, jak starzeje się z kobietą swojego życia u boku, siedząc na werandzie o zachodzie słońca.
To wszystko spadło tak nagle i kiedy myślałam, jak wiele rzeczy odbierzemy Peterowi, mogłam zrobić tylko jedno.
-Wycofuję się - powiedziałam.
Cliff teatralnie pokręcił głową z cwaniackim uśmiechem na twarzy.
Niall patrzył zdziwiony, ale jakby przygotowany na to, że mogę odmówić. Nie znał jednak powodów, dla których to zrobiłam. Sądzę, iż od początku miał wrażenie, że to wszystko w pewnym momencie mnie przerośnie i nie będę w stanie im pomóc. Pewnie jednak spodziewał się tego dopiero w późniejszych etapach realizacji planu.
-Meg? Wszystko w porządku? - zapytał Niall.
Nie miałam pojęcia, co powinnam mu odpowiedzieć. Skłamać, czy powiedzieć prawdę?
Musiałam też przyznać się przed samą sobą. Jak zaślepiona musiałam być, żeby dopiero teraz dotarło do mnie, co tak naprawdę stanie się niedługo. Przecież tu nie chodziło o pobicie, danie komuś nauczki. Tu chodziło o z a b i c i e kogoś. Gdyby tym kimś była osoba zupełnie mi nieznana, to czy byłoby mi łatwiej? Możliwe, jednak nie zmieniało to postaci rzeczy.
Ciągle jednak w mojej głowie przeplatała się jedna myśl, która zaczynała przejmować kontrolę nad wszystkimi innymi.
To może pomóc Niallowi i zaszkodzić Trevorowi. To jest tego warte. 
Harry stał z fotografią w dłoni i badawczo mi się przyglądał.
Patrząc na niego, przypomniałam sobie, że brakuje mi tutaj jednej osoby.
-Właściwie dlaczego Ley nie mogłaby się tym zająć? - skierowałam pytanie do całej trójki chłopaków, po kolei patrząc się na każdego z osobna.
-Ley się wycofała na samym początku - powiedział z pogardą w głosie Cliff.
Więc to był powód, dla którego musieli poprosić o pomoc akurat mnie. Dlaczego jednak ktoś inny nie mógłby zająć mojego miejsca?
Było to z mojej strony strasznie egoistyczne, a po chwili dotarło do mnie, że nie powinnam zwalać roboty na inną osobę, a zupełnie oddalić cały plan. Przynajmniej oddalić wyrok na Petera. Obawiałam się jednak, że to zniszczyłoby wszystkie plany Nialla, plany na wolność i życie jako niewinny człowiek. Paradoksem był fakt, że aby to osiągnąć musiał stać się winnym. Cała ta sprawa była popieprzona od samego początku, a najbardziej popieprzony był Trevor. Najchętniej zabiłabym jego, chociaż byłoby to zupełnie bezcelowe i zamiast poprawić sytuację, zupełnie by ją spieprzyło.
Postanowiłam jednak szukać wyjścia z sytuacji i pogodzić się z faktem, że niewinny chłopak może niedługo zginąć. Byłam jednak prawie pewna, że sobie nie poradzę, że to wszystko mnie przerośnie, o ile jeszcze nie przerosło.
-Naprawdę nie ma nikogo, kto mógłby zająć moje miejsce? Kogoś z większym doświadczeniem, kogoś, kto lepiej zna się na tego typu...sprawach? - zapytałam.
Cliff pokręcił głową, a ja miałam już odpuścić i pogodzić się z faktem, że jedynym wyjściem, będzie udział w tym, co zaplanowali.
-Właściwie, to jest taka osoba - wtrącił nagle zamyślony Harry.
Niall spojrzał się na niego wzrokiem, który nie zapowiadał niczego przyjemnego. Cliff patrzył się na nich oboje, jakby wytrącony z równowagi i zupełnie zaskoczony.
-Chyba nie myślisz o... - zaczął Niall - Kurwa, Styles, nawet o niej nie myśl. Wiesz, jaka jest i do czego jest zdolna.
Cliff się zaśmiał, po czym dodał:
-Oczywiście, mogliśmy wcześniej o niej pomyśleć! - powiedział głośno i wyciągnął telefon - Trzeba od razu dzwonić.
Zaczął już szukać w komórce odpowiedniego numeru, kiedy Niall podszedł szybko do niego i wyrwał mu telefon z dłoni.
-Zapomnij o tym - powiedział stanowczo Niall, patrząc się centralnie na Cliffa, któremu w jednym momencie zszedł uśmiech z twarzy.
-Stary, daj spokój - odparł Cliff, ale już ciszej - Ona naprawdę mogłaby się przydać.
-Nie chcę jej widzieć ani teraz, ani kiedykolwiek.
Patrzyłam się na całą scenę z boku, nie rozumiejąc połowy z tego, o czym, a raczej o kim właśnie rozmawiali.
-Mógłby mnie ktoś oświecić o co chodzi? Kim jest ta tajemnicza dziewczyna? - wtrąciłam się i nagle wszystkie trzy pary oczu skupiły się na mnie.
-Miałem na myśli Rose - powiedział Harry, zanim Niall spróbował zaprotestować.
Spuścił tylko głowę, po czym podniósł ją, przeczesując dłonią włosy.
-Rose? Niall nigdy o niej nie wspominał - zauważyłam.
Spojrzałam się na chłopaka, oczekując jakiejkolwiek odpowiedzi z jego strony.
-To nikt ważny, nie jest nawet warta, by cokolwiek o niej mówić - odparł wymijająco.
Jeśli myślał, że po prostu odpuszczę, to naprawdę bardzo się mylił.
-Wiem tyle samo, co na początku. Czyli nic - powiedziałam z wyrzutem.
-To była Horana - dodał Cliff, powodując, że do mojej głowy napłynął potok nowych pytań.
-Myślałam, że chodziłeś z Vicky - zdziwiona tym, co przed chwilą usłyszałam, popatrzyłam się na Nialla.
-Bo tak było - odparł, po czym spróbował zmienić temat - Pamiętajcie, że nie jesteśmy tu po to, żeby rozpamiętywać moje sprawy osobiste.
Wciąż przetwarzałam to, czego się przed chwilą dowiedziałam. Byłam ciekawa, czego jeszcze w przyszłości dowiem się o Niallu.
Postanowiłam na razie zostawić Rose, kimkolwiek by nie była, w spokoju i skupić się na tym, po co tu przyjechaliśmy.
-Meg, właściwie dlaczego chcesz się wycofać? - zapytał badawczo Harry.
Cholera, przez to wszystko zapomniałam, że to pytanie prędzej czy później by padło.
Poczułam jak fala gorąca napływa mi do policzków, które momentalnie przybrały barwę dojrzałego jabłka. Świdrujące spojrzenie Nialla zupełnie mi nie pomagało.
Co miałam im powiedzieć? Że przeraża mnie myśl o zabiciu kogoś, kogo znam?
-Znasz go, prawda? - zapytał bezpośrednio Harry, jakby czytając mi w myślach.
Pokiwałam tylko głową. Na kilka sekund, które wydawały się wiecznością, zapadła niezręczna cisza.
-Jakoś mnie to nie dziwi - przerwał milczenie Cliff.
Wszyscy jednocześnie się na niego spojrzeliśmy.
-Naprawdę sądzicie, że to przypadek? - zapytał, po czym zwrócił się bezpośrednio do mnie - Meg, w jakich okolicznościach go poznałaś?
-Poprosił mnie do tańca na dyskotece - odparłam - Mieliśmy maski, więc wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to on. Dopiero dzisiaj oddał mi moją maskę, którą zgubiłam i się przedstawił - wyjaśniłam powoli.
-Nie znałaś go wcześniej? Nie kojarzyłaś jego twarzy, kiedy dziś ze sobą rozmawialiście? - drążył temat Cliff.
-Nie, przynajmniej nie przypominam sobie, bym go gdzieś widziała - pokręciłam głową.
Cliff najwidoczniej myślał o tym samym, co sama przewidywałam wcześniej.
-Myślicie, że Peter mógł specjalnie zapisać się do mojej szkoły, żeby mnie śledzić? - zapytałam.
-Współpracując z Trevorem musi być tak samo bezwzględny jak on. I tak samo knuć jak on.
Niall, który jak do tej pory niewiele mówił, w końcu się odezwał.
-Meg, chodź ze mną - powiedział i złapał mnie za łokieć, kierując do innego pokoju, prawdopodobnie sypialni Harry'ego.
Puścił moją rękę i zamknął drewniane drzwi, odgradzając nas od chłopaków w salonie.
-O co chodzi? - spytałam zdezorientowana.
-Ty mi powiedz - odparł, widocznie zdenerwowany całą sytuacją - Myślałem, że byłaś pewna tego, że chcesz nam pomóc.
Widziałam, jak bardzo nie chciał, żebym wyczuła w jego głosie rozczarowanie, ale i tak trudno mi było go nie słyszeć.
-Niall...on jest w moim wieku - zaczęłam.
-Pomaga Trevorowi - wtrącił.
-Pozwól mi z nim porozmawiać - poprosiłam.
-I co chcesz tym osiągnąć? - zapytał Niall.
-Nie znasz jego historii, nie wiesz dlaczego to robi - sama nie wierzyłam, że próbuję go bronić.
-Robi to bo jest albo głupi, albo zaślepiony, albo głupi i zaślepiony - powiedział.
-A ty jesteś cholernie uparty - odpowiedziałam i skrzyżowałam ręce na piersi.
Podszedł do mnie od tyłu, a kiedy odgarnął moje włosy na jedną stronę, dotyk jego dłoni sprawił, że przeszedł mnie znajomy dreszcz.
-Ty jesteś bardziej uparta - szepnął mi na ucho.
Mimowolnie się uśmiechnęłam, chociaż wcale nie było mi do śmiechu.
Tak właśnie działał na mnie Niall, sprawiał, że robiłam rzeczy, których wcale nie chciałam robić. I to mnie przerażało i jednocześnie w jakiś sposób pociągało.
-Przestań - powiedziałam i odsunęłam się od niego. Wiedziałam, co chciał tym osiągnąć i wcale mi się to nie podobało.
Niall był wyraźnie zaskoczony, że tak łatwo mu się nie poddałam. Miałam wyjść z pokoju, jedną ręką dotykałam już klamki, kiedy silna ręka chłopaka odciągnęła mnie i obróciła przodem do niego.
Jego miękkie usta w jednym momencie znalazły się milimetry od moich, czułam delikatne podmuchy powietrza, wydychanego spomiędzy warg Nialla. Oparł swoje czoło o moje.
-Zdaję sobie sprawę, że to nie jest łatwe - szepnął. Poczułam miętowy, ciepły oddech na moich wargach.
-Wiedziałam, na co się piszę. Nie sądziłam, że to będzie łatwe, ale nie wiedziałam, że będzie aż tak trudne - odszepnęłam.
Niall przytulił mnie do siebie. Nie spodziewałam się tego po nim, bardziej pasowałoby przyciśnięcie mnie do ściany i próba zrobienia mi malinki.
Wtuliłam się mocno w jego szerokie ramiona, tak bardzo powstrzymujące mnie przed rozpadnięciem się na kawałki.
-Pozwól mi tylko z nim porozmawiać - poprosiłam.
-Dam ci tydzień, ok? - słyszałam, że nie był do tego przekonany, ale jednak się zgodził.
Opuściłam ramiona Nialla i spojrzałam mu się w oczy.
-Pomogę wam, chcę tylko poznać jego motyw - powiedziałam.
-Zdajesz sobie sprawę, że on prawdopodobnie wie kim jesteś, z kim się zadajesz...wie o tobie wszystko - ostrzegł mnie Niall.
-On nie musi wiedzieć, że ja wiem - odpowiedziałam - Będę udawać, że dla mnie jest po prostu kolegą ze szkoły poznanym na dyskotece.
-Przystojnym kolegą - mruknął Niall.
Roześmiałam się, ale po chwili spochmurniałam, przypominając sobie co nastąpi za tydzień.
-Niall, zazdrość to nie jest uczucie, którym teraz powinieneś zaprzątać sobie głowę - powiedziałam.
-Przecież ja wcale nie... - nie pozwoliłam mu skończyć, kładąc mu wskazujący palec na ustach.
Pocałowałam go przelotnie i odwróciłam się z zamiarem wyjścia z sypialni Harry'ego.
-Meg, zawołasz jeszcze Cliffa i Harry'ego? Muszę zamienić z nimi słowo - poprosił Niall - Za chwilę przyjdę i potem cię odwiozę, ok?
Skinęłam głową, po czym wyszłam z pokoju, napotykając spojrzenia Harry'ego i Cliffa.
-Niall chce z wami pogadać - przekazałam.
Popatrzyli się na siebie, Harry wzruszył ramionami i oboje weszli do pokoju, zamykając za sobą drzwi.
Spojrzałam za siebie, lustrując wzrokiem mieszkanie Harry'ego, a raczej jego część, czyli salon i kuchnię. Szeroki blat oddzielał oba pomieszczenia, jednocześnie dając poczucie większej przestrzeni. Spojrzałam w stronę regału z książkami, po czym podeszłam do niego i przejechałam dłonią po grzbietach kilku tomów. Nie znałam większości tytułów, widocznie Harry gustował w innej literaturze niż ja. Cofnęłam się i usiadłam na miękkiej sofie, przykrytej beżową narzutą i sięgnęłam po czasopismo leżące na małym, niskim stoliku przede mną. Przekręciłam pierwszą stronę i zaczęłam czytać, chociaż większość ze słów, które przelatywały mi przez głowę, w ogóle nie zostały przyswojone. Mimo próby zajęcia myśli czymś innym, to wciąż powracała jedna i wcale nie sprzyjała ona spokojnemu relaksowi.
Tydzień. Tak dużo czasu. I tak mało.




Cliff usiadł na obrotowym krześle i zaczął kręcić się powoli. Harry tylko oparł się o szafę.
Oboje oczekiwali jakichś informacji, a ja zastanawiałem się, w jaki sposób mam im przekazać to, co ustaliłem z Meg.
-Odkładamy plan na za tydzień - powiedziałem.
Cliff zatrzymał się i spojrzał na mnie z wyrzutem.
-Żartujesz, prawda? Co ty chcesz robić przez ten tydzień? - zapytał zdziwiony Harry.
-Nie ja - odparłem - Meg chce lepiej poznać Petera, porozmawiać z nim.
Harry pokręcił głową.
-To cholernie głupi pomysł - powiedział.
Wiedziałem, że z jednej strony ma rację, ale postanowiłem dać dziewczynie szansę i czas, żeby mogła się przygotować. To nie było łatwe dla mnie, a co dopiero dla niej.
-Pomyśl tylko, ona może sprawić, że Peter jej zaufa - powiedziałem nieco ciszej, z obawy, że Meg mnie usłyszy - Będzie łatwiej go potem zwieść.
Cliff pokiwał głową, intensywnie nad czymś myśląc.
-Niall, to może działać w obie strony - zauważył Harry - Ona też może mu zaufać i się z nim zżyć, a to może wszystko zepsuć.
Wiedziałem, że poniekąd ma rację, ale wolałem nie dopuszczać do siebie tej możliwości.
-Naprawdę nie wolisz zadzwonić do Rose? - zapytał Cliff - Wiesz, kiedyś byliście w dość dobrych...kontaktach.
Roześmiał się, a ja miałem ochotę zetknąć moją pięść z jego policzkiem w bardzo szybkim tempie.
-Cliff, chyba widzisz, że go to denerwuje - rzucił Harry.
Posłałem mu pełne wdzięczności spojrzenie.
-Właśnie dlatego to robię - odparł Cliff, po czym zaczął cmokać ustami w moją stronę.
-Oh Niall, Niall, oh - Cliff wydawał dźwięki, które jednocześnie zirytowały mnie okropnie, ale wywołały też na mojej twarzy niekontrolowany uśmiech.
Podszedłem do niego i uderzyłem go otwartą w dłonią w tył głowy.
-Au! - krzyknął - A to za co?
-To za to, że jesteś idiotą - odparłem, po czym dodałem szybko stanowczym tonem- Przy Meg ani słowa więcej o Rose. To przeszłość, której nie mam ochoty zmieniać w teraźniejszość.
Miałem nadzieję, że oboje przyjęli to do wiadomości.
Cliff wyszedł pierwszy, ale Harry zamknął ponownie drzwi i powstrzymał mnie przed ruszeniem za przyjacielem.
-Niall, kochasz ją? - zapytał.
Stanąłem na środku jego sypialni nie wiedząc, co mam odpowiedzieć. Zdałem sobie sprawę, że
mówiąc Harry'emu o moich uczuciach, będę musiał przyznać się do nich sam przed sobą.
-Pytam, bo znasz ją niedługo... - zaczął.
-Czuję, jakbym znał ją od dawna - wtrąciłem.
Harry pokiwał tylko głową, czekając na moje kolejne słowa.
-Za każdym razem, jak ją dotykam, mam wrażenie, że między palcami przeskakują mi iskry - wyznałem -Ale nie wiem, co czuję.
-Widzę, jak na nią patrzysz - powiedział Harry - Jakbyś chciał ją ochronić przed tym całym złem, które powoli ogarnia nas wszystkim. Na nikogo wcześniej tak nie patrzyłeś. Ani na Vicky, ani na Rose...
-Nie porównuj jej do tych zdzir - zaprzeczyłem - Meg jest inna. Lepsza.
-Wiem - przyznał mi rację Harry - Dlatego widzę, jakie to dla ciebie ważne.
Miałem już wychodzić, kiedy Styles znowu mnie zatrzymał.
-Musisz przyznać się do tego, co do niej czujesz. W tych okolicznościach... - słyszałem, jak Harry'emu powoli załamuje się głos, ale starał się, by nie było tego po nim widać - Możesz mieć tylko jedną szansę.
Skończył i wyszedł z pokoju, zostawiając mnie tam na środku z natłokiem kłębiących się w mojej głowie myśli. Harry wypowiedział na głos to, do czego sam się obawiałem.
-Może masz rację - odpowiedziałem i wyszedłem szybko z pokoju, próbując zapomnieć o tym, co przed chwilą powiedział mi przyjaciel.
Wiedziałem, że nie odwlokę tego na długo, ale przynajmniej dziś nie chciałem już tego dłużej rozpatrywać.
-Możemy iść - powiedziałem do Meg, która była pogrążona w rozmowie z Cliffem na temat jakiegoś muzycznego zespołu.
-Uhm, jasne - odparła i wstała z sofy.
Stanęła koło mnie, a ja objąłem ją ramieniem.
Harry dołączył do nas po chwili, trzymając coś w ręku.
-Trzymajcie - powiedział i podał nam po jednej bransoletce. Były to zwykłe, czarne sznurki, ale z metalowym zapięciem.
-Dziękuję - odparła Meg, biorąc od Harry'ego prezent.
-Po co nam one? - zapytałem, kiedy Meg zapinała już swoją bransoletkę.
Harry wzruszył ramionami.
-Pomyślałem, że może wam się spodobają.
-Dzięki - powiedziałem, wciąż próbując uporać się z zapięciem.
W końcu Meg chyba się nade mną zlitowała i pomogła mi zapiąć moją bransoletkę.
-Szkoda, że nie wybrałeś jakichś z różowymi koralikami - rzuciłem ironicznie do Harry'ego.
-Oh, przestań, są fajne - powiedziała Meg i pociągnęła mnie za rękę - Cześć chłopaki.
-Na razie, jakbyście dowiedzieli się czegoś nowego, to dzwońcie - rzuciłem na pożegnanie.
Kiedy tylko zamknęły się drzwi od mieszkania Harry'ego, znów poczułem się strasznie nieswojo. Nie chodziło o to, że byłem sam na sam z Meg, chociaż...tak, o to też chodziło. Po prostu będąc z chłopakami, nie dopuszczałem do siebie pewnych myśli, łatwiej było mi je kontrolować.
-Niall, wszystko w porządku? - zapytała Meg, przerywając moje przemyślenia.
-Mhm - odmruknąłem, po czym złapałem ją za rękę i sprowadziłem na dół.
Podeszliśmy do tego samego samochodu, którym tu przyjechaliśmy. Otworzyłem przed nią drzwi, a kiedy już siedziała w środku podszedłem do auta od strony kierowcy i sam znalazłem się na miękkim fotelu kierowcy.




Od rozmowy z Harrym, Niall był jakiś nieobecny. Wyczuwałam, że coś jest nie tak, ale wolałam nie drążyć tematu, bo sądziłam, iż tylko pogorszyłoby to jego humor.
Złapałam jego rękę, zanim jeszcze zdążył odpalić samochód. Drugą dłonią przekręciłam delikatnie jego głowę, by mógł się na mnie spojrzeć.
-Wszystko będzie dobrze - szepnęłam, chociaż sama nie wierzyłam w słowa, które właśnie wypowiedziałam.
Niall chyba wyczuł, że w moim głosie brak było przekonania, bo tylko pokręcił głową.
-O czym rozmawiałeś z Harrym? - spytałam.
-O niczym ważnym, jakieś detale planu - odpowiedział wymijająco, próbując mnie zbyć. Wyswobodził swoją dłoń z mojego uścisku i spojrzał się przed siebie.
-Niall - powiedziałam stanowczo.
-Naprawdę, tylko o tym - powiedział, odkręcając się ponownie w moją stronę, a jego oczy przestały być kamienne jak do tej pory.
Mrugnął i spojrzał się na mnie.
-Właściwie, to jest jeszcze jedno miejsce, które chciałbym odwiedzić przed tym, jak odwiozę cię do domu.
Rzuciłam mu pytające spojrzenie, ale on jak zwykle nie miał zamiaru tłumaczyć mi, gdzie mnie zawozi.
-Chciałbym, żebyś pojechała tam ze mną - dodał tylko.
Nie miałam pojęcia, gdzie znów wiezie mnie, bez podania celu naszej jazdy, ale w tych okolicznościach, postanowiłam po prostu się temu podporządkować.
Brakowało mi wiatru we włosach, który towarzyszył nam, kiedy jeździliśmy autem Nialla.
Podmuchy świeżego powietrza. O tak, bardzo mi tego brakowało.





wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 19

Stałam i patrzyłam się na niego jak zahipnotyzowana. W mojej głowie było stanowczo za dużo kłębiących się myśli, które nie pozwalały mi się skupić. Niebieskie oczy Nialla zdecydowanie mi nie pomagały, chociaż z drugiej strony, kiedy w nie spojrzałam, dostrzegłam pewnego rodzaju bezpieczeństwo, azyl, jaki dawały mi od otaczającego mnie świata. Trudnego świata.
Zwinęłam dłoń w pięść, ściskając mocno knykcie. Drugą dłonią zakryłam usta. Odwróciłam głowę w bok, mając nadzieję, że Niall nie zobaczy łez, które napłynęły mi do oczu, i których nie potrafiłam w żaden sposób kontrolować.
On jednak swoim dużym kciukiem z powrotem obrócił moją głowę tak, by spojrzeć mi w oczy. Pogładził mnie po policzku, tym samym usuwając stamtąd pojedynczą łzę, która wydostała się spod mojej powieki.
-Nie płacz - poprosił - To sprawia, że czuję się słaby. Nie chcę być słaby, nie teraz, nie wtedy, kiedy muszę zrobić wszystko by pozostać silnym. Dla ciebie. Dla nas.
Ostatnie słowa wyszeptał cicho, kiedy objął mnie i przytulił.
Nie miałam siły, by próbować wydostać się z jego ramion. A może...a może po prostu wcale nie chciałam się z nich wydostawać.
-Meg, powiedz coś.
Nie mogłam wydobyć z siebie ani jednego słowa. Z jednej strony, chciałam powiedzieć mu tyle rzeczy, a z drugiej zupełnie nie znajdowałam słów, które mogłyby odpowiednio opisać stan, w którym znajdowałam się w tamtym momencie. Odsunęłam się od niego i stanęłam na odległość pół metra.
-Niall, czego ode mnie oczekujesz? - odezwałam się w końcu - Mówimy o z a b i j a n i u kogoś.
Zaakcentowałam drugie słowo od końca, by zabrzmiało to poważniej.
-Meg... - wyszeptał.
-Może jeszcze oczekujesz, że ci w tym pomogę? - sądziłam, iż to pytanie było retoryczne, ale po minie, którą zrobił Niall...
Spuścił wzrok i nerwowo przygryzł wargę.
-Naprawdę? - zapytałam i nie musiałam dodawać innych słów, oboje wiedzieliśmy, co miałam na myśli.
Pokręciłam z rezygnacją głową, po czym odwróciłam się i zostawiając zaskoczonego Nialla, zaczęłam schodzić ze wzgórza.
Po chwili poczułam szarpnięcie za rękę i w jednym momencie chłopak przyciągnął mnie do siebie, jednocześnie układając moją rękę na swojej klatce piersiowej.
Przybliżył swoje usta do mojego ucha.
-Czujesz to? - wyszeptał.
Pod moją dłonią poczułam rytmicznie pulsujące miejsce.
-Czuję. Twoje serce - odparłam.
-Jest tylko jeden powód, dla którego chcę, by ciągle biło - szepnął.
-Jaki? - zapytałam cicho.
Niall milczał,
Ujął moje ramiona w swoje ręce i odsunął mnie, by móc spojrzeć mi w oczy, co jak zwykle sprawiło, że o mało nie upadłam, kiedy moje kolana zmiękły, a serce gwałtownie przyśpieszyło.
-Niall, co to za powód, dla którego twoje serce nadal bije? - powtórzyłam pytanie, chociaż sformułowałam je nieco inaczej.
-Właśnie na niego patrzę - odpowiedział.
Miałam już się poddać, uwierzyć w to, co właśnie usłyszałam, ale ciągle było we mnie coś, co nie pozwalało mi myśleć w ten sposób.
-Mówisz tak, bo masz nadzieję, że ci pomogę - powiedziałam z wyrzutem.
Niall pokręcił głową i na kilka sekund schował twarz w dłoniach.
-Pamiętasz, jak spotkaliśmy się tutaj pierwszy raz? - podniósł wzrok.
Znowu wywoływał we mnie wspomnienia, które jednocześnie były miłe, ale z drugiej strony o niektórych aspektach chciałam zapomnieć.
-Pamiętam, jak przycisnąłeś mnie wtedy do drzewa... - zaczęłam.
-Pomyślałaś, że jestem ostatnim dupkiem, prawda? - zapytał.
Spuściłam wzrok.
-Nadal tak sądzisz? - znów zapytał.
-Nie, Niall, teraz już nie - zaprzeczyłam.
-Co się zmieniło? - zażądał wyjaśnienia.
-Poznałam cię, zobaczyłam jaki jesteś. Mimo tego wszystkiego, tam w środku bije serce, które jest dobre i ciepłe.
-Jest dobre i ciepłe, kiedy jesteś ze mną. Meg, bez ciebie ono zamieni się w kamień i znów będę taki, jak wtedy, kiedy mnie poznałaś.
Głos zaczął mu się załamywać, widziałam, że nie chciał po sobie pokazać, jak jest mu ciężko.
-Jak sądzisz, o czym myślałem tamtego dnia? Tamtego ranka, kiedy mnie spotkałaś? - zapytał.
Zastanowiłam się chwilę, przypominając sobie ów poranek.
-Wydawało mi się, że jesteś taki beztroski, że nic cię nie obchodzi. Pomyślałam, że coś cię bawi, a ja zupełnie nie wiedziałam, co to takiego. Myślałam, że śmiejesz się ze mnie - powiedziałam.
Niall pokręcił głową.
-W tym właśnie polega mój problem. Nie potrafię okazywać uczuć, które tak naprawdę są głęboko we mnie. Na zewnątrz...na zewnątrz jestem zupełnie inny - spuścił wzrok.
-Więc tego dnia, o czym myślałeś? - zapytałam.
-Pamiętasz, co powiedziałem ci przed chwilą? O jedynym powodzie, dla którego wciąż bije moje serce?
Pokiwałam potwierdzająco głową. Niall również skinął swoją.
-Tego letniego poranka nie miałem takiego powodu i myślałem... - Niall urwał, schował twarz w dłoniach, po czym przejechał dłońmi po swoich blond włosach i głośno wciągnął nocne powietrze.
Podeszłam o krok bliżej niego, ale nie pozwolił mi się przytulić, czułam, jakby odgradzała mnie od niego niewidzialna bariera.
-Widziałaś mnie w serwisie informacyjnym? - zapytał, a ja powoli przytaknęłam - Wyobraź sobie, że zamiast listu gończego, tego dnia mogliby wyświetlić mój nekrolog.
Zamilkłam i stanęłam zszokowana. Poczułam, jak coś we mnie, w środku pęka, jakbym za chwilę miała upaść na ziemię i już nigdy nie wstać. Łzy napłynęły mi błyskawicznie do oczu, próbując wydostać się spod moich powiek, by popłynąć strumieniem po policzkach.
Niall podszedł i mocno objął mnie swoimi szerokimi ramionami. Dosłownie schował mnie w nich, sprawiając, że poczułam się bezpieczniej.
-Nigdy nikomu o tym nie mówiłem - szepnął, ciągle trzymając mnie w ramionach - Harry i Cliff pomyśleliby, że zamiast do więzienia, powinni wsadzić mnie do psychiatryka. Prawda jest taka, że nie miałem po co żyć.
Na chwilę oderwałam się od niego, a on ujął moją twarz w swoje duże dłonie.
Wcześniej widziałam w jego oczach niemal wszystko. Gniew, rozbawienie, zaciekawienie, szok...
Nie sądziłam, że kiedykolwiek zobaczę w tych cholernie niebieskich oczach wilgoć. Szkliste oczy Nialla sprawiły, że znów miałam ochotę się rozpłakać. I było to zupełnie ode mnie niezależne.
-Meg? Dziękuję - wyszeptał i poczułam, jak jego usta złączają się z moimi. Poczułam ciepło rozchodzące się po całym moim ciele, kiedy jego język wsunął się między moje wargi. Chwilę później rozłączył nasze usta i przygryzł swoją wargę.
Gdy już czułam, że zaraz się rozkleję, Niall odchrząknął gardłowo, mrugnął kilka razy powiekami i po chwili patrzyłam już znowu na tego samego Nialla, którego znałam. Nieco zamkniętego, niepozwalającego na całkowity dostęp do siebie i swoich uczuć.
-Powinniśmy wracać - powiedział i zaczął iść w dół zbocza.
Nie poszłam od razu za nim, przetwarzając w myślach wszystko, co mi dziś powiedział.
-Co mam zrobić? - zapytałam głośno, sprawiając tym samym, że Niall się odwrócił.
Stanęłam, wpatrując się w nocną przestrzeń, wzrokiem tak silnym, na jaki mogłam sobie pozwolić.
Powoli schodziłam ze wzgórza, w ślad za Niallem, po chwili stając naprzeciw niego.
-Co mam zrobić? - powtórzyłam.
-Meg, to nie jest takie proste - powiedział.
-Ostatnio nic nie jest proste - zauważyłam - Skoro chciałeś poprosić mnie o pomoc, to ja się zgadzam.
-Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy - wyszeptał.
-Wiem - odparłam - I właśnie dlatego się zgadzam.
Niall złapał mnie za rękę i w końcu zaczęliśmy schodzić oboje w dół. Było tak cicho, że słyszałam trzaskające pod naszymi stopami suche gałązki.
-Cholera - powiedziałam i zatrzymałam się gwałtownie.
-Meg? - zapytał Niall, stając przodem do mnie - Co się stało?
-Właśnie sobie przypomniałam, że jutro mam ważny test z hiszpańskiego - powiedziałam.
Niall spojrzał na mnie rozbawiony i zaśmiał się, po raz pierwszy dzisiejszego wieczoru.
-Serio? Po tym wszystkim, o czym się dzisiaj dowiedziałaś, przejmujesz się testem z hiszpańskiego? - zapytał - Chyba nigdy cię nie zrozumiem.
-I wcale tego nie oczekuję - odparłam - Ty może masz inne priorytety i to świetnie rozumiem, ale ja cały czas chodzę do szkoły i mam zamiar ją zdać.
Objął mnie tylko z uśmiechem i poprowadził w dół, dwa razy powstrzymując mnie przez upadkiem, kiedy potknęłam się o wystające korzenie.
W końcu stanęliśmy pod moim domem, a Niall po raz ostatni dziś złączył nasze usta w pocałunku.
-Przyjadę jutro po ciebie do szkoły, musimy pojechać do Harry'ego, żeby wszystko ci wytłumaczyć - powiedział.
-Skąd wiesz, o której kończę? - zdziwiłam się.
-Kotku, ja wiem wszystko - zaśmiał się.
-Mam się bać? - zapytałam.
-Nie wiem, to dość podniecające - odparł, przygryzając wargę.
Zaśmiałam się, odwracając się w stronę domu.
-Dobranoc - powiedział jeszcze Niall, a ja nie odwracając się, pomachałam mu dłonią.
Weszłam do domu przez drzwi balkonowe, które wcześniej zostawiłam lekko niedomknięte. Po drodze wzięłam sobie z kuchni szklankę wody i poszłam do swojego pokoju, wszystkie te czynności próbowałam wykonywać tak cicho, jak tylko potrafiłam.
Domknęłam drzwi i wyciągnęłam z szafki książkę od hiszpańskiego. Zaczęłam powtarzać w myślach poszczególne słówka, ale mieszały się one z innymi myślami, które w żadnym wypadku nie miały związku z językiem, którego próbowałam się nauczyć na jutrzejszy test. W nikłym świetle lampki, czytałam kolejne słowa, które wylatywały mi z głowy po kilku sekundach. Po kilku minutach poddałam się, odłożyłam książkę na podłogę i położyłam się na łóżku.
Radosny nastrój, który udzielił mi się, kiedy żegnałam się z Niallem, wyparował w przeciągu kilku sekund. Pomyślałam, że niedługo stanie się coś cholernie niedobrego i za nic nie potrafiłam wyrzucić tych myśli z mojej głowy.
Nadszedł taki moment, kiedy poczułam, że do mojego życia zaczyna wkradać się ciemność.
Ciemność, od środka pochłaniająca wszystko, co kiedykolwiek czułam.
Niall. Tylko on się liczył.




Wracając od Meg nie miałem pojęcia, jak wyjdzie cały plan. Ani Cliff, ani Harry, ani nawet ja sam nie sądziliśmy, że dziewczyna zgodzi się nam pomóc. Bez względu na wszystko, akcja będzie cholernie niebezpieczna, a jej nie może się nic stać. Zaczynałem czuć do Meg coś, do czego trudno było mi się przyznać nawet samemu przed sobą. Nie przejmowałem się akcją, nie przejmowałem się Trevorem.
Meg. Tylko ona się liczyła.




Siedziałam w ławce, sala od hiszpańskiego jeszcze nigdy w tym roku nie była taka cicha. Wpatrywałam się w kartkę przed sobą, którą przed chwilą dostałam. Po namyśle zaczęłam zakreślać odpowiedzi, które wydawały mi się odpowiednie. Przekręciłam stronę po kilku minutach. Cholera, dłuższa forma wypowiedzi. Westchnęłam i powoli zaczęłam zapisywać kolejne linijki, dziękując sobie za to, że uważałam na wcześniejszych lekcjach, także w tamtym roku.
Kilkadziesiąt minut później zadzwonił dzwonek, a ja odłożyłam moją pracę na biurko nauczyciela i wyszłam z klasy. Była to moja ostatnia lekcja, więc skierowałam się automatycznie w stronę wyjścia, ale zatrzymała mnie Lisa, z którą chodziłam na biologię.
-Meg? Chciałabyś być z nami w grupie projektowej? - zapytała.
Oh, te cholerne projekty, całkowicie o nich zapomniałam.
-Przepraszam Lisa, ale obiecałam już Marthcie i Drew, że będę z nimi - powiedziałam i uśmiechnęłam się przyjaźnie.
-Oh, ok - odpowiedziała, po czym odwróciła się i odeszła.
Zmierzałam już w stronę wyjścia, kiedy usłyszałam za sobą:
-Hej! - zawołał ktoś, a ja myślałam, że to znowu Lisa.
-Lisa, przecież mówiłam... - odwróciłam się i nie dokończyłam. Bo przede mną nie stała Lisa.
Przede mną stał wysoki chłopak, blond włosy niedbale sterczały mu na czubku głowy. Nazwałabym to fryzurą 'wstałem właśnie z łóżka i jestem zbyt leniwy, by coś robić z włosami, a sądzę, że wygląda to seksownie'.
-Uhm..przepraszam, myślałam, że to ktoś inny - powiedziałam.
Chłopak patrzył się na mnie pytająco, jakby oczekiwał, że coś powiem.
-Znamy się? - zapytałam.
-Nie pamiętasz mnie? - spytał zdziwiony.
-A powinnam?
Po chwili stuknął się otwartą dłonią w czoło i powiedział:
-Oczywiście, że nie pamiętasz. Tańczyliśmy ze sobą na dyskotece. Zapomniałem, że mieliśmy wtedy maski.
Miałam już przytaknąć, kiedy coś przykuło moją uwagę.
-Skąd wiedziałeś, że to ja, skoro miałam na sobie maskę? - zapytałam.
-Zgubiłaś ją po drodze, widziałem wtedy twoją twarz. Miałem ci ją oddać tamtego wieczoru, ale widziałem, jak wychodziłaś z jakimś chłopakiem, więc nie chciałem przeszkadzać... - spuścił wzrok.
-Tak, to mój znajomy - postanowiłam nie rozgłaszać na prawo i lewo, że mam chłopaka. To wywołałoby zbyt dużo pytań, na które niekoniecznie chciałam i mogłam odpowiadać.
-Tak czy inaczej, oddaję ci ją teraz - powiedział i wyciągnął do mnie rękę z maską Alison.
Uśmiechnęłam się i podziękowałam mu.
-Przy okazji, mam na imię Peter. Może kiedyś się spotkamy? - zaproponował.
Wolałam nie myśleć, co zrobiłby mu Niall, gdyby usłyszał tę propozycję.
-Ostatnio ciągle nie mam czasu, ale będę o tym pamiętać - powiedziałam, tym samym jakoś wybrnęłam z sytuacji i odłożyłam to w czasie.
Pożegnałam się z chłopakiem i w końcu wyszłam na parking szkolny. W międzyczasie uświadomiłam sobie, że nawet nie powiedziałam Peterowi jak mam na imię.
Miałam już odejść, kiedy podjechał obok mnie czarny Range Rover z przyciemnianymi szybami. Okno po mojej stronie otworzyło się i ujrzałam Nialla za kierownicą.
-Podwieźć cię? - zapytał z uśmiechem.
Wsiadłam do środka i domyśliłam się, że pożyczył ten samochód od kogoś, prawdopodobnie od Harry'ego. Zapytałam się o to Nialla i tylko potwierdził moje przypuszczenia.
-Musisz wiedzieć, że plan jest dość prosty, ale tylko pozornie - uprzedził mnie Niall - Poza tym, przygotuj się na docinki Cliffa, on sądzi, że sobie nie poradzisz.
-Nie zamierzam zrezygnować, gdybym nie chciała tego robić, to najzwyczajniej w świecie bym się nie zgodziła.
Niall pokiwał tylko głową i skręcił w kolejną uliczkę. Po kilkunastu minutach dojechaliśmy pod kamienicę. Nigdy nie byłam w tej części przedmieścia.
Wysiedliśmy oboje z Niallem. W okolicy było cicho, widać, że było to dość wyludnione miejsce.
Chłopak wziął mnie za rękę i poprowadził do środka. W środku było zimniej niż na zewnątrz, jedna z cech starego budownictwa, która naprawdę przydawała się w ciepłe dni.
Weszliśmy na trzecie piętro, Niall otworzył drzwi na końcu korytarza, wchodząc do mieszkania Harry'ego. Od razu mi się spodobało. Na ścianach nie było farby, ale gołe cegły, co nadawało mieszkaniu wyglądu brooklyńskiego loftu.
-Proszę, proszę, kogo ja tu widzę - powiedział Cliff i oparł się o framugę drzwi, witając nas w ten sposób.
-Hej - powiedziałam i razem z Niallem podeszłam do stołu, na którym było kilkanaście zdjęć, większość pokazywało Trevora wchodzącego do jakiegoś budynku.
-Cześć Meg - powiedział Harry, który właśnie wszedł do pokoju.
Odpowiedziałam mu na przywitanie, po czym chłopak od razu przeszedł do sedna sprawy.
-Niall mówił ci cokolwiek o tym, co będziesz robić? - zapytał.
Pokręciłam przecząco głową.
-Twoja rola jest niewielka, ale bardzo ważna - zaczął Harry - Musisz się ładnie ubrać.
Zrobiłam zdziwioną minę, a Cliff zaśmiał się, ciągle stojąc opartym o framugę.
-Musisz być bardzo...przekonująca - dodał.
-Powiedzcie to w normalny sposób - poprosiłam.
-Będziesz musiała uwieść chłopaka - powiedział w końcu Niall, chyba nie zbyt zadowolony całą sprawą.
-Ja? Przecież ja nikogo nie potrafię uwodzić - odparłam.
-Uwierz mi kotku, potrafisz - dodał Niall, sprawiając, że się zarumieniłam.
Westchnęłam zrezygnowana.
-Więc, po prostu muszę gdzieś iść, przekonać do siebie chłopaka i...
-I wyprowadzić go na zewnątrz, zapewne baru, bo tam chcemy rozegrać całą akcję. Po tym jak z nim wyjdziesz, przejmiemy go, a twoja rola będzie skończona - dokończył Harry.
-Kogo mam uwieść? Bo chyba nie Trevora - zauważyłam.
-Nie - zaśmiał się Harry, po czym dodał - chodzi nam o chłopaka, który jest prawdopodobnie jego prawą ręką.
Harry był odwrócony do mnie plecami. Szukał czegoś pośród całej masy zdjęć, leżących na stole.
Po chwili wyciągnął jedną kartkę i obrócił ją w moją stronę. Spojrzałam na zdjęcie.
-O kurwa - wymsknęło mi się.
-Meg? Coś nie tak? - zapytał zdziwiony Niall.
Nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie zobaczyłam. Cholera, jak to w ogóle było możliwe.
-O co chodzi? - zapytał tym razem Harry.
Nie potrafiłam wykrztusić z siebie słowa. Popatrzyłam jeszcze raz na zdjęcie, które miałam ciągle przed oczami.
Wysoki chłopak. Roztrzepane blond włosy. Kurwa mać.