poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 18

Jesteś moja. 
Jesteś moja...
Słowa Nialla odbijały się echem w mojej głowie. Nie wiedziałam, czy robi mi się duszno z powodu temperatury panującej w sali pełnej rozgrzanych od tańca ciał, czy przez to, co przed chwilą powiedział. Wciąż nie potrafiłam wytłumaczyć sobie, dlaczego tak na mnie działał.
Pewne rzeczy jest po prostu trudno racjonalnie wytłumaczyć i takie właśnie było moje uczucie do Nialla.
Muzyka pulsowała na mojej skórze, a serce wpasowywało się w jej szybki rytm. Przymknęłam oczy, bo na kilka sekund całkowicie mnie zamroczyło.
Kim on do cholery był, żeby aż tak na mnie działać?!
Poczułam, że Niall przesuwa się w moją stronę, napierając na mnie swoim ciałem i kierując w stronę ściany. Dobrze wiedziałam, co chce zrobić, już wiele razy znajdowałam się w takim położeniu. Położyłam dłonie na jego torsie, tym samym nie pozwalając mu posunąć się dalej. Zmarszczył brwi i pokręcił głową w geście zdziwienia.
Spojrzałam na niego, moja klatka piersiowa ciężko wnosiła się i opadała. Bez słowa odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę wyjścia. Niall złapał mnie za nadgarstek, próbując do siebie przyciągnąć, ale wyrwałam rękę z jego dużej, silnej dłoni.
Szybko doszłam do drzwi i wyszłam z sali na korytarz. Wychodząc z sali miałam wrażenie, że czuję na sobie czyjś wzrok, ale kiedy spojrzałam się przez ramię, nie zobaczyłam nikogo, kto stałby nieruchomo i się na mnie patrzył. Obróciłam się jeszcze raz, żeby zobaczyć, czy ktoś za mną nie idzie. Korytarz był zupełnie pusty, para która stała tam wcześniej, dołączyła do osób na sali albo poszła zabawiać się gdzieś indziej.
Niall pewnie został na sali, bo moja reakcja musiała go zdziwić.
Nie mogłam pozwolić, by aż tak sterował moimi emocjami. Jednego dnia zrobiliśmy to, co zrobiliśmy, a drugiego on się nie pojawił. Kolejnego też nie dawał znaku życia...
Nagle przychodzi na szkolną dyskotekę, pojawia się ni stąd ni zowąd i sądzi, że tak po prostu wpadnę mu w ramiona?
Zatrzymałam się i oparłam o szafki. Były kojąco zimne, oparłam się o nie plecami i osunęłam bezsilnie na ziemię. Łzy same zaczęły powoli spływać mi po policzkach, ale szybko je otarłam.
Przymknęłam powieki, a kiedy je otworzyłam, zobaczyłam chłopaka idącego w moją stronę. Błyskawicznie podniosłam się z ziemi.
-Meg! - usłyszałam.
Zatrzymałam się, ale ciągle byłam odwrócona plecami do Nialla.
Po chwili poczułam, jak jego głowa zbliżyła się do mojej, wyczuwałam delikatne podmuchy powietrza na skórze szyi.
-O co chodzi? - zapytał.
-Niall, zjawiasz się tak po prostu, po tygodniu, kiedy nie odezwałeś się ani słowem, po tym co... - nie dokończyłam, ale oboje wiedzieliśmy, co miałam na myśli.
-Przepraszam - odparł cicho.
Nie wiem, czy powiedział tak, bo naprawdę było mu przykro, czy dlatego, że sądził, iż to najodpowiedniejsze, co mógł wtedy zrobić.
-Chyba się uzależniłam - szepnęłam.
-Od czego? - zapytał.
-Od ciebie - odpowiedziałam, a moją twarz oblał rumieniec.
Odwróciłam się, a on się uśmiechnął.
-Mi to wcale nie przeszkadza - powiedział.
-A mi wręcz przeciwnie. Niall, nie chcę się od nikogo uzależniać. To sprawia, że jestem słabsza i zbyt podatna na jakiekolwiek emocje.
Wpatrywał się we mnie przez dłuższą chwilę, po czym powiedział cicho:
-Co, jeśli sprawię, że nie będziesz słaba? Co, jeśli sprawię, że będziesz silniejsza niż kiedykolwiek wcześniej?
Przytłumione dźwięki muzyki klubowej wypełniały przestrzeń, wciągając powietrze wyczuwałam charakterystyczny zapach sztucznego dymu. Ale było czuć też coś innego. Coś, czego nie potrafiłam jednoznacznie nazwać, ale wywoływało to na mojej skórze ciarki.
Udałam, że słowa, które wypowiedział nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia.
-Skąd wiedziałeś, gdzie jestem? - zapytałam, nie patrząc mu się w oczy.
-Intuicja, szósty zmysł albo zwykły przypadek. Nazwij to jak chcesz - powiedział. Wydawało mi się, że mam deja vu. Gdzieś już kiedyś słyszałam te słowa.
Popatrzyłam się na Nialla. Uśmiechał się tajemniczo, oczekując chyba ode mnie jakiejś nadzwyczajnej reakcji.
Miałam wrażenie, że wspomnienie tych słów mam gdzieś w głębi umysłu, ale za nic nie mogłam sobie przypomnieć w jakich okolicznościach zostały one wypowiedziane.
Niall spojrzał się na mnie pytająco. Gdy wciąż stałam nieruchomo, objął mnie ramionami, przyciągnął do siebie i zbliżył swoje usta do mojego ucha.
-Pamiętasz, jak pierwszy raz cię spotkałem? Pamiętasz, co wtedy czułaś? - wyszeptał.
Wszystko wróciło w jednym momencie, w tej jednej chwili przypomniałam sobie letni poranek, kiedy spotkałam chłopaka.
-Ciągle nie chcesz mnie tutaj? - zapytał.
-Nie chcę cię tutaj. Siebie też tutaj nie chcę - odparłam.
-Hmm? - mruknął Niall.
-Zabierz mnie stąd. Gdzieś, gdzie nic mnie nie będzie obchodzić.
Byłam tym wszystkim cholernie zmęczona. To, co zaczynało łączyć mnie z Niallem, było cudowne i popieprzone jednocześnie.
-Odwieźć cię do domu? - zapytał.
-Niall, to nie jest miejsce, gdzie mogę sobie wszystko odpuścić - odpowiedziałam zrezygnowana.
-OK, więc gdzie chcesz jechać?
-Nie wiem, to ty jesteś specjalistą od dziwnych miejsc.
Niall zamknął w swojej dużej dłoni moją i wzrokiem zachęcił mnie, bym poszła za nim.
Przeszliśmy przez korytarz, którym wchodziłam do szkoły jakiś czas temu. W przeciwieństwie do poprzedniego razu, teraz było tu pusto, co umożliwiało nam przejść niezauważonymi. Po drodze upuściłam gdzieś moją maskę, ale byłam zbyt zajęta myślami kłębiącymi mi się w głowie, by ją podnieść.
Szłam za Niallem, a to gdzie idę, było mi zupełnie obojętne. Mój mózg nieświadomie przesyłał bodźce do moich nóg, powodując, że stawiałam jedną stopę za drugą, mimo tego, że świadomie tym nie sterowałam.
Nie zauważyłam, że jesteśmy już przy wyjściu, dopóki nie uderzył we mnie podmuch zimnego, nocnego powietrza, kiedy Niall otworzył dwuskrzydłowe drzwi, wyprowadzając mnie na zewnątrz.
Po chwili stałam już przed autem, a chłopak otworzył przede mną drzwi, chociaż dobrze wiedział, że poradziłabym sobie sama. Wsiadłam bez słowa do środka. Niall usiadł po stronie kierowcy i włożył kluczyk do stacyjki, odpalając silnik. Spojrzał się na mnie.
-Pas - powiedział cicho.
-Od kiedy jesteś taki przepisowy? - odparłam podczas przeciągania czarnego pasa przez ramię.
-Po prostu nie chcę, żeby ci się coś stało - powiedział.
-Mhm - mruknęłam.
Niall odwrócił głowę i westchnął, po czym powoli wyjechał z parkingu.
Kiedy przejeżdżaliśmy obok rozłożystej wierzby płaczącej, która rosła przy szkole, miałam wrażenie, że poruszył się tam jakiś cień, ale kiedy obróciłam się przez ramię, nie zauważyłam niczego szczególnego i po prostu to zbagatelizowałam.
Wpatrywałam się w nocne wybrzeże, kiedy jak zwykle wyjechaliśmy na główną szosę. Łączyła ona wszystkie boczne drogi, więc przejechanie jej było koniecznością.
-Meg? Wszystko w porządku? - zapytał Niall.
-Tak, czemu miałoby nie być w porządku - odpowiedziałam.
-Mam wrażenie, że coś jest nie tak. Zachowujesz się jakoś inaczej... - zauważył.
-Jakbym była zupełnie pusta w środku? Jakbym była wyprana z emocji i wszystkich uczuć? - spojrzałam się na niego - Może tak właśnie jest, Niall. Może tak się właśnie czuję. Wszystko, co teraz robię, pieprzy mi życie, a ja i tak dalej to kontynuuję, mimo iż wiem, że nie powinnam tego robić. Najgorsze jest to, że wcale nie chcę przestawać.
-To przeze mnie - szepnął - Jeśli chcesz, to możemy...
-Nie - zaprzeczyłam, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć - To moje życie i może jakoś podświadomie sobie je pieprzę, może w tym jest jakiś ukryty sens, nie wiem.
Niall chyba chciał coś powiedzieć, ale w tym samym momencie odezwał się telefon w jego kieszeni. Zręcznie wyjął komórkę, spojrzał się na wyświetlacz i jednym ruchem odebrał przychodzące połączenie.
-Masz coś? - zapytał osoby po drugiej stronie.
Kiwał potwierdzająco głową na słowa, które najwyraźniej przekazywał mu ktoś, kto zadzwonił.
-Będę tam najszybciej jak się da - powiedział i rozłączył się.
Zamiast jechać dalej, skręcił w ulicę i najwyraźniej kierował się jednak do mojego domu.
-Niall? O co chodzi? - zapytałam zdezorientowana.
-Mała zmiana planów - odparł tylko, chociaż nic mi to nie mówiło.
Popatrzyłam się przed siebie, widziałam znajomą okolicę, domy, pośród których się wychowywałam. Po kilku minutach zobaczyłam przed sobą mój dom.
-Przepraszam - szepnął Niall - zabiorę cię tam innym razem, OK?
-OK - powiedziałam cicho.
Miałam już wysiadać, kiedy Niall chwycił mnie za rękę i obrócił tak, że znowu moja twarz znajdowała się naprzeciwko jego. Kciukiem pogładził mój podbródek i przysunął swoje usta bliżej.
Przygryzłam wargę i podniosłam powieki, by móc się na niego spojrzeć. W blasku ulicznych latarni wyglądał tak...idealnie. Błękit oczu pozostawał tak samo nieodparty, działał na mnie identycznie jak odcień, który dostrzegałam w dziennym świetle. Musnął mój nos końcem swojego, tuż przed tym, jak w końcu złączył nasze wargi w pocałunku. Uwielbiałam czuć jego miękkie usta złączone z moimi, bo wtedy wszystko inne przestawało istnieć. W takich chwilach nic nie miało znaczenia. I to właśnie był jeden z plusów pieprzenia sobie życia.
Niall pogładził mnie po policzku, sprawiając, że trudno mi było nie unieść kącików ust.
Puścił moją dłoń, a ja odpięłam pas i w końcu wysiałam z auta. Trzasnęłam drzwiczkami i miałam już odejść w stronę domu, kiedy usłyszałam:
-Tym razem zobaczymy się szybciej. Obiecuję - powiedział i odjechał.
Pomyślałam, że wszystko będzie dobrze. Szkoda, że wcale nie miało tak być.
Westchnęłam i weszłam do domu, przeklinając skrzypiące drzwi, które tata miał naoliwić w zeszłym tygodniu.
Skierowałam się do salonu i zobaczyłam Alison siedzącą na fotelu i czytającą książkę.
-Nie śpisz jeszcze? - zapytałam, opierając się o framugę drzwi.
-Nie, nie jestem śpiąca. Dobrze się bawiłaś? - zapytała - Myślałam, że będziesz tam dłużej.
-To jednak nie do końca dla mnie - uśmiechnęłam się słabo - Alison, hmm...
-Tak?
-Przepraszam, ale chyba po drodze zgubiłam gdzieś maskę, którą mi pożyczyłaś - powiedziałam przepraszającym tonem.
-Nic się nie stało, właściwie to i tak miałam ją wyrzucić, cieszę się, że mogła się jeszcze przydać ten ostatni raz - uśmiechnęła się.
Odpowiedziałam jej tym samym, dziękując w duchu za to, że nie była zła.
-Dobranoc - powiedziałam i poszłam na górę. Nie było nawet jeszcze dziesiątej, ale byłam okropnie zmęczona wszystkim, co się dziś wydarzyło i opadłam bezsilnie na łóżko. Powieki same ciężko opadły.
Od pewnego czasu, kiedy zamykałam oczy, przed oczami miałam ten sam obraz.
Chłopak, wpatrujący się we mnie przejrzyście niebieskimi oczyma.



-O co dokładnie chodzi? - zapytałem głośno, kiedy tylko wszedłem do mieszkania Harry'ego.
-Nareszcie jesteś, Horan - usłyszałem głos Cliffa - Gdzie też się podziewała nasza spóźniona księżniczka?
-Pieprz się, Cliff. Dla twojej wiadomości, odwoziłem Meg - odparłem z przekąsem.
-Nie znudziła ci się jeszcze? - zapytał, kiedy w końcu wszedłem do pokoju i zobaczyłem ich obu. Cliff siedział na wysokim stołku przy kuchennym blacie, podczas gdy Harry wyciągał coś z lodówki.
-Zabawki się nudzą. Ona nie jest moją zabawką - wysyczałem.
-Ojojoj, spokojnie Horan, tylko żartowałem - podniósł ręce w obronnym geście.
-Mało zabawne - odparłem.
Harry w końcu wyciągnął z lodówki trzy butelki piwa i postawił je przed nami.
-Przestań zachowywać się dziecinnie, Cliff, bo nigdy nie pozwolę ci trzymać pistoletu - powiedział Harry.
Cliff zrobił minę zranionego dziecka, ale w końcu się zamknął.
-Zapytam jeszcze raz, bo pewnie nie dosłyszeliście - zacząłem - O co chodzi? Co dokładnie znaleźliście?
-Któregoś dnia naszej obserwacji, wiem, że to brzmi głupio - Harry spojrzał się na mnie, ale kiwnięciem głowy zachęciłem go, by kontynuował - Zobaczyliśmy kolesia wchodzącego do kamienicy Trevora z plikiem jakichś dokumentów albo innego gówna.
-Jak wyglądał? - zapytałem.
-Dość wysoki, blondyn, miał wysoko postawione włosy - wtrącił się Cliff - na moje oko, był dość młody.
-Chłopiec na posyłki Trevora - podsumowałem.
-Możliwe, jednak chyba nie są ze sobą w najlepszych stosunkach... - dodał z chytrym uśmiechem Harry.
Spojrzałem na niego pytająco.
-Kiedy po kilkudziesięciu minutach wychodził, Trevor stanął w drzwiach i najwyraźniej się z nim kłócił. Złapał chłopaka za rękę, ale ten się wyszarpnął - wytłumaczył Harry.
-Zły wujek Trevor - zaśmiał się Cliff.
-Niall, musimy działać w przeciągu tygodnia, góra dwóch, inaczej może być za późno. Mam wrażenie, że Trevor chce wyjechać - powiedział Harry.
-Macie jakiś konkretny pomysł? - zapytałem.
-Może to banalne, ale kradzież broni z odciskami Trevora chyba jest najlepszym pomysłem. Proste, a efektywne.
-Możliwe. Co dalej? - przemyślałem to - Zabijesz niewinnego dzieciaka?
-Horan... - zaczął Cliff.
-Kurwa, może dla ciebie to jest nic, ale według mnie to nie jest coś łatwego.
-Niall, nie mamy innego wyjścia - powiedział spokojnie Harry - Pomyśl o Meg.
Wiedział, gdzie uderzyć. Meg.
-Zróbmy to - wpatrywałem się pustym wzrokiem w jeden punkt na ścianie.
-Właściwie, to myśleliśmy o tym, żeby zwabić dzieciaka do klubu i potem użyć kogoś jako przynęty, żeby go wyprowadzić - wyjaśnił Cliff.
-Kogo masz na myśli, mówiąc 'przynęty'? - zapytałem zdezorientowany.
Cliff spojrzał się na mnie dość jednoznacznie.
-Nie, nawet o tym nie myśl. To zbyt niebezpieczne, jej w to nie wplątuj.
-Mówiłem ci, że się nie zgodzi - powiedział Harry - Niall, Meg mogłaby zniknąć jak tylko przejęlibyśmy młodego pod klubem.
Pomyślałem przez chwilę. Czy warto było tak ryzykować...Może to faktycznie był dobry plan. Jedyny minus tego wszystkiego, to fakt, że byłem prawie pewny reakcji Meg. Pomyśli, że zwariowałem. Poza tym, nie zapominałem, że chodziło tu o to, żeby kogoś zabić...
-Niall, pomyśl o tym - próbował przekonać mnie Harry.
Przejechałem rękoma po twarzy i głośno westchnąłem.
-Muszę iść - powiedziałem szybko - Oddzwonię, jak coś będę wiedział.
Bez słowa wyjaśnienia wyszedłem z mieszkania Harry'ego i wsiadłem do samochodu. Nie wiedziałem, co mam zrobić i musiałem spotkać się z osobą, która jako jedyna dzieliła ze mną jakiekolwiek uczucia.



Podniosłam się z miękkiego materaca, bo stwierdziłam, że raczej nie zasnę.
W tej chwili było tylko jedno miejsce, gdzie mogłabym zebrać myśli. Moje miejsce.
Przebrałam się szybko z sukienki, którą wciąż miałam na sobie i założyłam wygodniejsze spodnie i bluzę.
Powoli otworzyłam drzwi i zauważyłam, że Alison musiała jednak pójść spać, bo na dole nie dostrzegłam tańczących na ścianie odblasków zapalonej lampki. Omijając skrzypiący schodek, zeszłam na dół. Wiedziałam, że gdy otworzę frontowe drzwi to prawdopodobnie obudzę wszystkich w domu, więc zamiast tego, przeszłam do salonu i otworzyłam balkonowe drzwi, wychodząc na zewnątrz. Zostawiłam je lekko niedomknięte, ale gdyby ktoś widział dom z zewnątrz, mógłby pomyśleć, że są szczelnie zamknięte.
Przeszłam przez taras i barierkę, która go otaczała, schodząc na piaszczystą dróżkę. Gdzieniegdzie świeciły się latarnie, co więcej, księżyc był dziś w pełni, a niebo pozostawało bezchmurne.
Zaczęłam kierować się na wzgórze. Po chwili doszłam już pod drzewo, które tak często dawało mi kojący cień w gorące, letnie dni.
Pojedyncze gałązki wierzby, delikatnie poruszane były nocnymi podmuchami wiatru. Usiadłam na jednym z wystających korzeni i zaczęłam wpatrywać się w przejeżdżające w oddali samochody, które o tej porze były dla mnie tylko zbiorowiskiem szybko poruszających się świateł.
Po chwili usłyszałam, że tuż za mną zatrzeszczała gałązka, którą ktoś musiał nadepnąć. Odwróciłam się, ale nic nie zobaczyłam, więc uznałam, że to pewnie kot.
Jednak za chwilę znowu usłyszałam ten sam, niepokojący dźwięk. Błyskawicznie podniosłam się i odwróciłam w kierunku, z którego doszedł do mnie ów dźwięk.
Kilka metrów ode mnie poruszył się ciemny cień, który po chwili przybliżył się i moim oczom ukazała się znajoma postać.
-Miałem nadzieję, że cię tu spotkam. Pomyślałem, że zechcesz pomyśleć, a to przecież jest twoje miejsce.
Odetchnęłam z ulgą, kiedy tylko usłyszałam głos Nialla.
-Co ty tu robisz? - zapytałam.
-Może też muszę pomyśleć - odparł i podszedł bliżej.
Otoczył mnie swoimi silnymi ramionami, jakby chciał tym samym zapewnić mi bezpieczeństwo i powstrzymać przed tym, bym się rozpadła na kawałki.
Jego ramiona były jak mury zamku. Chroniące mnie przez całym złem i niebezpieczeństwami, jakie nas otaczały.
Przylgnęłam do niego swoim ciałem, a on odwzajemnił uścisk.
-Meg... - szepnął - Musimy o czymś porozmawiać.
Odsunęłam się delikatnie, na tyle, by móc spojrzeć mu w oczy. Palec wskazujący położyłam mu na ustach, nie pozwalając mu tym samym kontynuować.
-Za chwilę, Niall - poprosiłam.
Zbliżyłam nasze usta i po chwili poczułam, jak jego wargi łączą się z moimi. Niall przyciągnął mnie mocniej do siebie, jakby bał się, że za chwilę odejdę.
Rozłączył nasze wargi i oparł swoje czoło o moje.
-Nie jesteś już na mnie zła? - zapytał.
-Chciałabym. Powinnam być. Ale nie potrafię.
-Ciągle chcesz być moja? - szepnął.
-To ty o tym zdecydowałeś - odpowiedziałam.
-Myślisz, że potrafiłabyś ze mną być, bez względu na wszystko? - w jego głosie wyczułam jakieś wahanie.
-Przez kilka ostatnich tygodni przeżyłam więcej, niż podczas kilku ostatnich lat mojego życia. Może nie były to najlepsze przeżycia, ale...Nigdzie się nie wybieram, Niall - odparłam.
-Nie znienawidzisz mnie? - czekał na potwierdzenie.
-Nie - odpowiedziałam.
-Chcę cię chronić. Za wszelką cenę - wyznał.
Spojrzałam na niego. W oczach miał pewnego rodzaju rezygnację i desperację.
-Zrobię to, nawet gdyby to oznaczało, że muszę poświęcić życie kogoś innego.
Kiedy wypowiedział te słowa, gwałtownie się cofnęłam.
-Niall, o czym ty... - wyszeptałam.
-Meg, zrobię wszystko, by to w końcu mogło być normalne.
-Nawet zabijesz kogoś? - zapytałam przerażona.
Pokiwał głową, lecz bez całkowitej pewności.
Stanęłam zszokowana.
-Co jest dla ciebie aż tak ważne, że jesteś w stanie poświęcić czyjeś życie? - zapytałam łamiącym głosem.
-Ty - odpowiedział krótko.





________________________
Ponad 70 komentarzy pod poprzednim rozdziałem...wielkie WOW!
Przepraszam, że rozdziały nie pojawiają się częściej, ale nie zawsze mam chęci, by pisać, a pisanie na siłę to najgorsze, co można robić.
Dziękuję, że jesteście i czytacie. xx

niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział 17

Ostrzeżenie Ashtona wciąż dudniło w mojej głowie, przez co na niczym nie mogłam się skupić.
Jak dużo wiedział tata? Jak wielu rzeczy domyślała się Alison?
Krążyłam po pokoju, słysząc zza ściany dźwięki gry, polegającej na zabijaniu maczetą zombie. Naprawdę, idealne zajęcie dla mojego bezmózgiego brata.
Podniosłam klapę laptopa, włączyłam go szybkim przyciśnięciem odpowiedniego guzika i czekałam, aż pokaże mi się pulpit. Wiedziałam, że potrwa to chwilę, więc wykorzystałam ten czas, żeby wejść do łazienki i sprawdzić, czy wyglądam tak źle jak zwykle. Otwierając drzwi, przypominałam sobie, jak kiedyś zostałam do nich przyciśnięta przez mokre od deszczu ciało chłopaka, o którym teraz ciągle myślałam i nie potrafiłam przestać. Dotykając drewna, w mojej głowie pojawiały się podświadome przebłyski pamięci.
To, jak mnie dotykał. To, jak mnie wtedy całował. To, jak bardzo wtedy się go bałam.
Potrząsnęłam głową, próbując odgonić od siebie myśli o Niallu. Poprzednia noc była czymś...niesamowitym. Nigdy wcześniej się tak nie czułam i pewnie już nigdy nie poczuję. Nie uprawialiśmy seksu, ale i tak wydawało mi się, jakbym straciła część mnie, która już nigdy nie powróci. Tę niewinną część.
Gdy stanęłam w końcu przed lustrem, zdałam sobie z czegoś sprawę. Wciąż miałam na sobie koszulkę Nialla, co wyjaśniało dlaczego Ash tak dziwnie patrzył się na mnie, kiedy weszłam do domu. Wolałam nie wyobrażać sobie, jak to musiało wyglądać. Jedynym pocieszeniem był fakt, że miałam pewność, iż nie wygada niczego tacie. Za dobrze wiedział, że jeśli by cokolwiek powiedział, ja zrobiłabym to samo. Bycie starszą siostrą nauczyło mnie tego, że jeśli ktoś wie rzeczy o tobie, których nie chcesz wyjawić, to musisz mieć na niego haczyk, by nie odważył się czegokolwiek wygadać.
Przeciągnęłam koszulkę przez głowę i rzuciłam ją na kosz z brudnymi ciuchami. Po chwili jednak zreflektowałam się i podniosłam ją, obawiając się, że Alison może to zobaczyć, co pociągałoby za sobą całą masę niekomfortowych pytań i moje słabe tłumaczenia.
Z T-shirtem w ręce weszłam do pokoju i schowałam go do jednej z szuflad, odkładając go na samo dno.
Spojrzałam w stronę laptopa i zobaczyłam tapetę w palmy. Tak, to byłoby w tej chwili idealne miejsce, do którego chciałabym się teleportować. Bezludna wyspa, bez ludzi, bez problemów.
Usiadłam przy na krześle i zastanawiałam się, po co właściwie włączyłam laptopa. W końcu postanowiłam, że najlepszym wyjściem będzie obejrzenie odcinka serialu, który pomoże mi chociaż na chwilę zapomnieć o wszystkim, co działo się wokół. Przypomniałam sobie, że właściwie to chętnie zobaczyłabym Pretty Little Liars, bo dość dawno tego nie oglądałam, a fabuła idealnie pasowała, abym mogła pogrążyć się w niej, zamiast w otaczającym mnie świecie. Wzięłam laptop na łóżko i położyłam się na miękkim materacu.
Schyliłam się po słuchawki, które leżały gdzieś obok łóżka i nałożyłam je na uszy, odcinając się od dźwięków z pokoju obok. Szybko odnalazłam w sieci jeden z interesujących mnie odcinków i włączyłam go.

Nie zdałam sobie sprawy, kiedy obejrzałam po kolei kilka odcinków i było już dosyć późne popołudnie. Zsunęłam z głowy słuchawki i zamknęłam klapę laptopa. Z ociąganiem wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Słońce świeciło mocno, sprawiając, że czułam się jak w letni, lipcowy dzień. Otworzyłam okno i uderzyła we mnie fala gorąca. Naprawdę, było niesamowicie duszno.
Poczułam, że jestem głodna, więc zeszłam na dół. Niemal w tym samym momencie, do domu wszedł tata, niosąc w ręce torbę z zakupami. Szybko podeszłam do niego i wzięłam od niego torbę.
-Cześć tato - powiedziałam z uśmiechem.
-Meg, jak tam w szkole? - zapytał, powodując, że przestałam się tak szeroko uśmiechać.
-Uhm..tak, normalnie, jak zwykle - odparłam od niechcenia, po czym szybko zmieniłam temat - Co robimy na obiad? Może coś zamówmy.
-Alison będzie dziś późno, a ty odziedziczyłaś talent do gotowania po mnie, więc myślę, że...pizza? - uśmiechnął się, ale widziałam, że jest zmęczony.
-Mi pasuje. Tę co zwykle? - sięgnęłam po ulotkę leżącą na blacie w kuchni i telefon.
-Idź zapytaj się brata, co chce - krzyknął tata z drugiego pokoju.
Weszłam po schodach i otworzyłam drzwi do pokoju Ashtona.
-Chcesz tę samą pizzę co zwykle? - zapytałam bez emocji.
-Taa - odparł, nie odrywając wzroku od gry.
Wyszłam i od razu wykręciłam numer do pizzerii, szybko składając zamówienie.
Zeszłam na dół, siadając na wysokim stołku w kuchni.
-Meg? - usłyszałam za sobą głos taty.
-Tak?
-Wiesz, jeśli masz jakiś problem zawsze możesz do mnie przyjść. Wiem, że Alison nie zastąpi ci mamy, ale ona też zawsze jest dla ciebie otwarta - podszedł i usiadł obok mnie.
-Jasne, dziękuję. U mnie wszystko w porządku - zaczęłam zastanawiać się, co sprawiło, że ojcu zabrało się na takie wyznania.
-Jak tam projekt? - zapytał.
-Jaki... - zaczęłam, kiedy przypomniałam sobie o wymyślonym na poczekaniu kłamstwie i szybko dodałam - Jakiegokolwiek nie zrobimy i tak wyjdzie dobrze. Możliwe, że jeszcze będziemy go kiedyś musiały dokończyć, po konsultacji z panią Cathburry.
Miałam nadzieje, że te słowa zabrzmiały jakkolwiek naturalnie. Postanowiłam też zostawić sobie możliwość, by móc kiedyś znów wykorzystać tę wymówkę, by spotkać się z Niallem.
-Zawołaj mnie, jak pizza już dojedzie, ok? Muszę sprawdzić coś związanego z pracą - powiedział tata i wyszedł z kuchni.
Obracałam ulotkę w rękach, czekając na dzwonek do drzwi, a kiedy w końcu go usłyszałam, chwyciłam banknot w dłoń i podeszłam do drzwi, by odebrać pizzę.
Kiedy zawołałam tatę i Ashtona, sama nałożyłam sobie kawałek i weszłam na górę, by zjeść go w swoim pokoju.
Po odłożeniu pustego talerza na biurko, położyłam się na łóżku i zaczęłam zastanawiać się, co właściwie robię ze swoim życiem. Jedyny wniosek, do którego doszłam, to fakt, że całkowicie je pieprzę.




Wróciłem do domu i zupełnie nie wiedziałem, co mam teraz ze sobą zrobić. Wszedłem na górę, po drodze zrzucając z siebie koszulkę, bo było strasznie duszno i czułem, jak strużki potu ciekną mi po linii kręgosłupa. Przejechałem ręką po włosach i głośno westchnąłem. Wszedłem do sypialni i ciężko opadłem na łóżko. Kiedy tylko dotknąłem miękkiej pościeli, wróciły wszystkie wspomnienia z poprzedniej nocy. Uśmiechnąłem się, wspominając to, jak sprawiałem, że ciało dziewczyny, której pożądałem, unosiło się i opadało, stykając się z moim. Zamknąłem oczy, pragnąc oddać się tym wspomnieniom i poczuć to, co czułem w nocy.
Moje rozmyślania przerwał dźwięk przychodzącego SMSa.

Od: Harry
Będę za 10 minut. Plan. 

Wiedziałem, że nie było sensu odpisywać, skoro Harry był już w drodze.
Po kilkunastu minutach usłyszałem pukanie na dole, więc zszedłem i otworzyłem mu drzwi.
-Cześć Haz - powiedziałem.
-Niall, nie mamy dużo czasu - odparł.
Pomyślałem, że coś jest nie tak. Harry i pośpiech? To się nijak nie łączyło.
-O co chodzi? - spytałem, kiedy przechodziliśmy do pokoju.
-Cliff nie mógł przyjechać, bo obserwuje Trevora.
Stanąłem zszokowany.
-Plan? - zapytałem.
-Plan - odparł krótko Harry - Próbujemy odkryć, z kim się spotyka, kto go wspiera i kogo strata mogłaby jednocześnie dotknąć go i pozbawić wolności, jednocześnie...
-Jednocześnie oczyszczając z zarzutów mnie - dokończyłem.
Harry pokiwał głową.
-Macie już coś? - zapytałem.
-Powiedzmy. Wiemy, że Trevor wynajął jakiś pokój, ale jak do tej pory, wchodzi tam sam - powiedział Harry.
-Jak daleko od centrum?
-Bliżej obrzeży, to mieszkanie w starej kamienicy, kojarzysz te magazyny obok drogi 67b?
Przypomniałem sobie o budynkach stojących przy tamtym zjeździe i kiwnąłem głową.
-Motel jest po drugiej stronie, z tego co wiem, nie mieszka tam wiele osób. Gdyby Cliff coś znalazł, będziemy cię informować. Prędzej czy później, Trevor się z kimś spotka, a wtedy będziemy mieli jakiś punkt zaczepienia.
-Styles, nie wiem czy masz świadomość, że ja nie wiem co robić. Potrzebuję jeszcze czasu.
-Dostaniesz czas, w końcu to nie będzie proste. Musimy najpierw dobrze się zastanowić jak to wszystko rozegrać. Muszę iść, nie wyłączaj komórki i myśl, co dalej. Jadę poszukać czegoś w okolicznych motelach, może gdzieś, gdzie zatrzymał się wcześniej Trevor, ktoś go odwiedzał.
-Informujcie mnie. Jeśli rzeczywiście przyjechał sam, to trzeba będzie wykorzystać kogoś innego - odparłem bez uczuć.
-Zabić. Niall, nie bój się wypowiadać tego słowa, bo będziesz się bał to zrobić - powiedział Harry, po czym odwrócił się i wyszedł, zostawiając mnie na środku pokoju. Jeśli wcześniej nie wiedziałem co robić, to teraz byłem zupełnie zdruzgotany. Najchętniej wyjechałbym znów, zostawiając to wszystko. Wiedziałem jednak, że ciągłe ukrywanie się i uciekanie nie rozwiąże sprawy, a tylko ją pogorszy. Usiadłem przy stole i zacząłem spisywać kolejne punkty ewentualnego planu. Wiedziałem, że to będą ciężkie dni, a nawet tygodnie, ale chciałem to zrobić. Niestety, to równało się z brakiem możliwości jakichkolwiek spotkań i kontaktów.
W końcu miałem coś, o co warto walczyć. Uczucie, które wypełniało mnie całego i nie pozwalało się poddać.

***

Szłam korytarzem razem z innymi uczniami, tępo patrzyłam się po ścianach, nieświadomie kierując się w stronę wyjścia. Wciągnęłam głęboko powietrze, od pewnego czasu na dworze ciągle było okropnie duszno.
Nie widziałam Nialla od kilku dni, a z każdym kolejnym dniem bez patrzenia w niebieskie oczy, coraz bardziej pragnęłam je znów zobaczyć. Nie odzywał się, nie próbował się spotkać. Czułam się jak porzucona zabawka, ale z drugiej strony bałam się, że coś mogło mu się stać, chociaż śledziłam serwisy informacyjne, modląc się, żeby w jednym z nich nie zobaczyć wiadomości o tym, że został złapany, albo co gorsza...Nie, tę myśl odrzuciłam od siebie natychmiastowo.
W jednej i drugiej opcji czułam się fatalnie i od tych kilku beznadziejnych dni, chodziłam do szkoły jak marionetka. Jak to możliwe, że jeszcze jakiś czas temu oddałabym wszystko, by nie móc go więcej spotkać a teraz wydawało mi się, jakby zabrał ze sobą część mnie.
-Meg! - usłyszałam i odwróciłam się, widząc idącą szybkim krokiem w moją stronę Marthę.
-Próbowałam się uśmiechnąć, ale średnio mi to wyszło.
-Idziesz dzisiaj? - zapytała przyjaciółka, wskazując na coś za moimi plecami.
Odwróciłam się i zobaczyłam plakat informujący o dyskotece.
-Nie, raczej nie - odparłam od razu.
-Chodź, będzie fajnie - próbowała mnie przekonać Martha - Nie przejmuj się...no wiesz.
Spojrzała na mnie porozumiewawczo. W sumie, miała rację. Skoro Niall się nie odzywał, to dlaczego ja miałabym siedzieć w domu i martwić się.
-OK - odpowiedziałam - Ale wyjdę, jeśli mi się nie spodoba.
-Pamiętaj o masce! - rzuciła jeszcze Martha, kiedy odchodziła w stronę parkingu i samochodu Drew.
Masce? Jakiej masce? Pomyślałam, po czym spojrzałam znowu na plakat.
Okazało się, że aby wejść na dyskotekę, konieczne było nałożenie na twarz maski, najlepiej w stylu weneckim.
Skąd ja mam do cholery wziąć teraz maskę, kiedy do dyskoteki zostało kilka godzin? Westchnęłam i skierowałam się na parking, podchodząc do mojego samochodu.
Jechałam intuicyjnie, ciągle myśląc o wszystkich rzeczach na raz. Do dyskoteki zostało mi niewiele czasu, a ja wciąż nie miałam pojęcia czy mam coś odpowiedniego do ubrania.
Po chwili byłam już pod domem, zaparkowałam samochód i szybko weszłam na górę, nie zwracając na nic uwagi. Rzuciłam plecak na ziemię i otworzyłam moją szafę w poszukiwaniu czegokolwiek, co nadawałoby się na dzisiejszy wieczór. Wyjęłam cienką, fioletową minisukienkę i czarne buty na obcasie. Brakowało mi tylko tej pieprzonej maski.
Usłyszałam ciche pukanie do drzwi, po czym uchyliły się one i zobaczyłam Al zaglądającą do pokoju.
-Wybierasz się gdzieś? - zapytała.
-Uhm - odparłam - W szkole organizują dyskotekę, postanowiłam, że pójdę tam dzisiaj wieczorem.
-Idziesz sama? - Alison wbiła we mnie swój wzrok.
-Tak - odparłam szybko - Znaczy, będę z Marthą, a ona pewnie z Drew, czyli i tak wychodzi na to, że idę sama.
Alison pokiwała głową, a ja po chwili zorientowałam się, że może ona mi pomoże.
-Al, masz może maskę? - zapytałam.
-Maskę? Możliwe - uśmiechnęła się - Szykuj się, a ja jej poszukam.
Umyłam się, zrobiłam szybko makijaż i wciągnęłam na siebie sukienkę. O dziwo, leżała idealnie, chociaż trochę już wisiała w szafie, bo nie była mi potrzebna. Zastanawiałam się, czy obcasy to dobry pomysł, bo z jednej strony miałabym idealną wymówkę, by nie tańczyć, ale z drugiej byłoby mi strasznie niewygodnie. W końcu wyjęłam z szafki baleriny i wsunęłam je na stopy. Weszłam do łazienki i rzuciłam spojrzenie na moje odbicie. Wyglądałam przeciętnie, ale i tak lepiej niż zwykle. Pewnie dlatego, że założyłam sukienkę.
Zeszłam na dół, a Alison podeszła do mnie i dała mi znalezioną gdzieś maskę z piórami. Naprawdę, wyglądała ślicznie i pasowała mi do sukienki, bo była niebiesko-fioletowa.
-Dziękuję, ratujesz mi życie - powiedziałam.
-Nie ma sprawy, baw się dobrze - odparła - Bierzesz samochód?
-Tak, postaram się nie wrócić strasznie późno.


Weszłam do szkoły, kiedy impreza już trwała w najlepsze. Na zewnątrz było coraz ciemniej i coraz bardziej duszno. Miałam przeczucie, że powietrze mnie przytłacza i ciężko mi się oddychało.
Idąc pustym korytarzem słyszałam przytłumione dźwięki muzyki klubowej, dudniące i odbijające się od ścian.
Założyłam maskę, którą trzymałam w dłoni. Poczułam się bardziej komfortowo, kiedy pomyślałam, że inni mogą mnie jednak nie rozpoznać. Powoli kierowałam się w stronę sali, mijając po drodze jedną całującą się parę, która chyba nawet nie zwróciła na mnie uwagi.
Czułam charakterystyczny zapach sztucznego dymu, który cienkimi strużkami wydobywał się spod zamkniętych drzwi sali.
Wzięłam głęboki oddech i popchnęłam drzwi. Głośna muzyka uderzyła we mnie, jakbym zderzyła się z niewidzialną ścianą. Popatrzyłam się na ludzi, poruszających się w jednoczesnym, rytmicznym tempie, w oddali widziałam DJa miksującego kolejne kawałki. Wzrokiem próbowałam dostrzec kogoś znajomego, ale było to trudne, bo wszyscy mieli na sobie maski. Zaczęłam kręcić się po sali, z wyczuciem przechodząc między ludźmi, którzy bawili się w najlepsze. Po chwili muzyka zmieniła się na wolniejszą i inni zaczęli dobierać się w pary.
-Zatańczysz? - usłyszałam za sobą.
Przede mną stał wysoki chłopak, ale nie mogłam powiedzieć, czy go znam, bo nie widziałam jego twarzy. Miał na sobie czarne jeansy, czarną koszulę i czarną maskę z czerwonymi piórami.
-OK - odparłam, po czym pozwoliłam mu objąć się w talii. Przylgnęłam do niego ciałem i zaczęliśmy kołysać się w jednostajnym tempie. Po ścianach sali sennie przemykały laserowe plamy światła. Wpatrywałam się w nie ponad ramieniem chłopaka, którego imienia nie znałam i pewnie nigdy nie poznam.
Za chwilę dźwięki znów zaczęły przyśpieszać, więc odsunęłam się od niego i kiwnęłam głową. Chłopak odszedł, a ja chciałam powoli zacząć się oddalać, jednak zatrzymałam się, bo wydawało mi się, że zauważyłam gdzieś Marthę, a raczej jej dobrze mi znaną sukienkę.
Jednak postać zniknęła mi z oczu, a ja znowu widziałam tylko tłum nastolatków skaczących w rytm kolejnej klubowej piosenki. Laserowe linie raziły mnie po oczach, nie widziałam też podłogi, bo całą ją przykrywała gruba warstwa dymu. Wypełniał on prawie całą salę, nie tylko przy podłodze, ale przemykał się też między tańczącymi ciałami. Poruszali się wszyscy, oprócz jednej osoby, którą właśnie dostrzegłam.
Jedna osoba, która stała nieruchomo, wpatrując się prosto we mnie. Światła tańczyły na jego białej koszuli, przemykając co jakiś czas po czarnej masce.
Po chwili chłopak zaczął iść w moją stronę, rozganiając dym spod swoich stóp. Szedł pewnie, ale powoli.
Kiedy stanął przede mną, mogłam poczuć jego zapach, który mnie otoczył.
Sięgnął dłonią po mój podbródek i delikatnie go uniósł. Połączył nasze usta, a ja poczułam miękkość znajomych warg, za którymi tak bardzo tęskniłam. Oddałam pocałunek, przyciągając go za tył głowy, wplatając moje palce w jego włosy.
-Gdzie byłeś? Jak ty tu...?  - wypowiedziałam mu prosto do ucha, mając nadzieję, że usłyszy mnie w tym całym hałasie.
-Nieważne - odparł i zapytał od razu - Kim był chłopak, z którym tańczyłaś?
-Nie wiem - wzruszyłam ramionami.
Niall przyciągnął mnie bliżej siebie, ponownie namiętnie złączył swoje wargi z moimi, a kiedy muzyka trochę zwolniła i przycichła, wyszeptał mi do ucha:
-Jesteś moja. Nigdy o tym nie zapominaj.








__________________________________
Dziękuję za wszystkie miłe słowa, za wszystkie komentarze. Jesteście cudowni.
xx

piątek, 7 czerwca 2013

Rozdział 16

Głowa Nialla wciąż wisiała tuż obok mojej. Poczułam na szyi jego chłodny oddech, kiedy wyszeptał mi prosto do ucha dwa słowa. Jego głos sprawiał, że moja skóra delikatnie wibrowała. Przez całe ciało kilkakrotnie przeszły mnie kolejne fale dreszczy, kiedy swoją dłonią potarł moją szyję, kciukiem muskając mój policzek. Wsunął dłoń, przeczesując moje włosy i pewnie przyciągnął mnie do siebie. Łapczywie złączył swoje idealnie miękkie wargi z moimi.
Nie byłam pewna, co dzieje się dookoła, podejrzewam, że gdyby w tamtym momencie ktoś wszedł do sypialni, nawet bym tego nie zauważyła.
W mojej głowie co chwilę pojawiały się przebłyski dzisiejszej nocy, wiadomości o Joshu, ale ignorowałam je, nie mogąc skupić się na niczym dłużej niż kilka sekund. Z jednej strony, chciałam kontynuować to, co zaczął Niall, ale z drugiej bałam się, że chłopak znów straci kontrolę i robi to tylko dlatego, że chce jakoś rozładować emocje. Raz już próbował się do mnie zbliżyć, ale przerwałam wtedy to, co zamierzał zrobić. Tym razem nie byłam tak silna. Koszmar, który śniłam tej nocy, uświadomił mi, w jakiej jestem sytuacji. Mogłam stracić Nialla w każdej chwili, nawet do końca go nie poznając.
W sypialni było jeszcze ciemno, chociaż po ścianach i suficie tańczyły jasne punkty, czyli refleksy świateł ulicznych latarni, wpadające przez okno.
Niall pociągnął moją dolną wargę, ściskając ją między swoimi, kiedy odrywał od siebie nasze usta.
Podniósł powieki i mimo ciemności panującej w pokoju, jego błękitne tęczówki jak zwykle sprawiły, że mogłabym upaść, gdybym już nie leżała.
Gdyby można było utopić się w czyichś oczach, już dawno byłabym martwa. Utopiłabym się w tych tęczówkach, w tym bezkresnym oceanie, którym były dla mnie oczy Nialla.
Wpatrywaliśmy się w siebie bez słowa, oddychając ciężko.
-Ufasz mi? - wyszeptał. Czułam na sobie jego zapach, kiedy nasze ciała były tak blisko siebie.
Nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć.
-To zależy - odmruknęłam.
-Zależy od czego?
Był tak blisko, pod wpływem jego dotyku traciłam oddech, jakby ktoś odbierał mi całe powietrze.
-Od tego, co chcesz robić - słowa z wielkim trudem opuszczały moje gardło, ledwo łapałam kolejne dawki tlenu.
-Meg... - wymruczał - Łatwiej byłoby spytać, czego nie chcę z tobą robić.
Zadrżałam, kiedy nie czekając na to, co powiem, zaczął znów mnie całować, tym razem po nagim ramieniu. Chwycił w zęby ramiączko mojego stanika, próbując zsunąć je z barku. Nieświadomie wsunęłam palce w jego włosy, delikatnie za nie ciągnąc.
Niall podniósł głowę i spojrzał na mnie, uśmiechając się.
Stracił zainteresowanie ramiączkiem stanika, jego ręka zaczęła powoli zjeżdżać po moim boku aż do wewnętrznej strony uda. Kiedy jego dłoń od mojego krocza dzieliło tylko kilka centymetrów, podświadomie złączyłam swoje uda, więżąc tym samym rękę Nialla pomiędzy nimi.
Poruszył dłonią, robiąc sobie więcej przestrzeni i dotknął miejsca pomiędzy moimi udami. Od czułego miejsca, rękę Nialla dzielił tylko cienki, czarny materiał.
Kiedy rozluźniłam ściśnięte uda, zaczął przesuwać ręką w rytmiczny tempie, drażniąc moje czułe miejsca. Z moich ust wyrwał się krótki jęk, ale zauważyłam, że przez twarz Nialla przemknął się cień satysfakcji.
Jego oczy wciąż spoglądały na moją twarz, ale po chwili Niall zsunął się niżej. Byłam ciekawa i jednocześnie przerażona tego, co chce zrobić.
Powoli schodził w dół, zostawiając na moim brzuchu kolejne pocałunki, od których na mojej skórze pojawiała się gęsia skórka.
Patrzyłam się ciągle w sufit, więc kiedy poczułam usta Nialla na linii moich bioder, odruchowo podniosłam głowę. Podparłam się łokciami, wbijając wzrok w tył jego głowy i włosy sterczące we wszystkie strony, ale ułożone na swój sposób. Niall zauważył, że się na niego patrzę, dlatego podniósł głowę i uśmiechnął się. Z tymi rozczochranymi włosami wyglądał jeszcze bardziej seksownie.
-Coś nie tak, kotku? - zapytał, a raczej wymruczał.
-Zastanawiam się, co zamierzasz zrobić - wyszeptałam.
-Zaufaj mi, nie będziesz tego żałować - odparł tylko i nie zważając na mnie, kontynuował to, co zaczął.



Powoli ująłem brzeg czarnego materiału w zęby i zacząłem ściągać go z jej bioder. Meg przygryzła nerwowo wargę, nie wiedząc, czy mam mnie zatrzymać, czy pozwolić, bym kontynuował.
W końcu zamknęła oczy, opadła z powrotem na łóżko i poddała się całej sytuacji. Wiedziałem, że czuła powietrze, którym dmuchałem na jej podbrzuszu i moje wargi, kiedy zębami zsuwałem coraz niżej jej majtki, odkrywając ciało. Przez to, że nie widziała co robię, jeszcze bardziej wrażliwsza była na mój dotyk. Ściągnąłem całkowicie jej bieliznę i wyczułem, że Meg poczuła się strasznie niezręcznie.
Podejrzewałem, że jeszcze nigdy w życiu nikt nie widział jej tak nagiej. Żaden chłopak nie doszedł tak daleko, żadnego nie dopuściła. Coś w mnie nie pozwalało jej się mi przeciwstawić i cholernie mnie to cieszyło.
Kiedy czarny materiał zsunął się na jej kostki, pomogłem sobie swoimi rękoma rozchylić jej uda. Zacząłem zostawiać na wewnętrznej stronie jej ud coraz więcej pocałunków, kierując się ku górze. W końcu dotarłem do czułego miejsca i tam też złożyłem pocałunek, w sposób, który sprawił, że Meg chwyciłam prześcieradło po obu bokach i mocno je ścisnęła, jednocześnie podświadomie wypinając biodra do góry. Po chwili zmieniłem język na palec i zaczął kręcić kciukiem kółka tuż przy jej wejściu.
-Niall - wyszeptała.
Nie odpowiedziałem, zamiast tego wsunąłem swój duży palec do środka, aż dziewczyna cała zadrżała.
Wodziłem nim w środku, wiedząc, że sprawiam Meg cholerną przyjemność. W międzyczasie zacząłem całować ją po udach, nie tracąc rytmu, w którym przesuwałem palcem.
Zaczęła szybciej oddychać, na co odpowiedziałem zmianą tempa, na nieco szybsze. Kiedy dotarłem do jej najczulszego punktu, złapała mocno za prześcieradło i pociągnęła je, a z jej ust wydobył się niekontrolowany jęk, głośniejszy od poprzednich.



Niall powoli wysunął palec ze środka i powoli przesuwał się do góry, tym razem całując mnie od linii bioder aż do klatki piersiowej. Przedtem zdążył jeszcze nasunąć moje majtki z powrotem, zanim sama miałam zamiar to zrobić. W końcu znów zobaczyłam jego twarz tuż obok mojej. Nie zdążyłam nic powiedzieć, bo namiętnie mnie pocałował, znajdując między moimi wargami przestrzeń, by wsunąć do środka swój język. To musiałam mu przyznać - całował obłędnie.
Kiedy oderwał swoje wargi od moich ust, położył się obok, podpierając się na łokciu.
Ja wciąż leżałam na plecach. Oddychaliśmy w tym samym rytmie, jakbyśmy się zsynchronizowali. Niall się uśmiechał, z nagim torsem wyglądał jak leżący obok mnie posąg, a nie żywy człowiek.
-Niall - wyszeptałam - To było...
-Cudowne? - przerwał mi - Boskie? Niezapomniane?
-Tak, mniej więcej to miałam na myśli - odparłam.
Miejsce między udami wciąż pulsowało, niemal czułam w sobie pewne ruchy Nialla.
-Spokojnie, kiedyś mi się odwdzięczysz - wyszeptał mi do ucha, po czym roześmiał się, że całe łóżko aż zadrżało
Zobaczyłam, że Niall zdejmuje swoje dresy, zostając w samych białych bokserkach, które opinały się na jego kroczu.
Spojrzałam się na niego pytająco.
-Chcesz ze mną spać? - zapytałam.
-Kotku, przed chwilą doprowadziłem cię do orgazmu, to takie dziwne, jeśli spędzę przy tobie tę resztę nocy, a właściwie początku dnia, która nam pozostała? - widziałam, że był z siebie niezmiernie zadowolony.
Westchnęłam i przekręciłam się na bok, przesuwając się na jedną stronę. Niall położył się tuż obok, obejmując mnie ramieniem. Pocałował moje ramię i odgarnął z szyi kosmyki włosów, po chwili tam też składając pocałunek.
-Kiedy cię znów zobaczę? - zapytał.
-Przecież ciągle tu jestem - odpowiedziałam.
-Wiesz, o co mi chodzi. Nie możesz ciągle wymigiwać się spotkaniami u przyjaciółki - szepnął.
-Coś wymyślę - odparłam.
-Nie wytrzymam bez ciebie długo, zresztą za bardzo bałbym się, że ten skurwiel ci coś zrobi - słyszałam złość w jego głosie, kiedy wspomniał o Trevorze.
Leżeliśmy przez chwilę i już prawie zasypiałam, żeby przespać chociaż kolejną godzinę, kiedy Niall nieświadomie przysunął swoje biodra bliżej mnie, tak, że poczułam wybrzuszenie pod jego bokserkami, tuż przy moich pośladkach. Próbowałam się odsunąć, ale obejmujące mnie ramię było zbyt ciasno owinięte. Spróbowałam to zignorować, bo słyszałam obok miarowy oddech Nialla, wskazujący na to, że chłopak już zapadł w sen. Mimo wszystkiego, co czułam obok siebie, próbowałam iść w jego ślady. Nie wiem, kiedy dokładnie zasnęłam, ale nie spałam długo, bo obudził mnie denerwujący dźwięk, który przypomniał mi o rzeczywistości, która nas otaczała.
Rzeczywistości, do której wcale nie chciałam wracać.
Sięgnęłam w stronę szafki obok łóżka, ujęłam w dłoń telefon i szybko wyłączyłam budzik. Spojrzałam na wyświetlacz smartfona, by zobaczyć która jest godzina. Cholera, dopiero po chwili dotarło do mnie, że powinnam być w szkole za pół godziny.
Niall wciąż leżał obok mnie, niewzruszony donośnym dźwiękiem alarmu. Wyglądał naprawdę niewinnie, gdyby ktoś go nie znał, mógłby pomyśleć, że jest zupełnie bezbronny.
Delikatnie złapałam jego ramię, którym mnie otulił i wysunęłam się spod kołdry, schodząc z łóżka.
Kiedy moje bose nogi dotknęły podłogi, poczułam gładkie, drewniane panele. Drogę od łóżka do drzwi pokonałam bezszelestnie, co w moim przypadku stanowiło nie lada wyzwanie, bo zwykłam potykać się o wszystko. Przeszłam wąskim korytarzem do łazienki. Stanęłam przed lustrem, wbijając wzrok we własne odbicie. Wyglądałam po prostu okropnie. Zmęczenie dawało się we znaki, w postaci podkrążonych oczu i  włosów, które zupełnie straciły objętość. Sięgnęłam po moją szczoteczkę do zębów, którą wczoraj wieczorem dał mi Niall, nałożyłam na nią trochę miętowej pasty i powoli zaczęłam przejeżdżać z góry na dół, dokładnie myjąc zęby. Wypłukałam usta, po czym zmoczyłam całą twarz, żeby choć trochę się dobudzić i otarłam ją miękkim ręcznikiem.
Spojrzałam ponownie w lustro. Nie, nie wyglądałam ani odrobinę lepiej.
Spostrzegłam moje spodnie leżące na szafce. Szybko sięgnęłam po nie i wsunęłam na moje zziębnięte nogi.
Ciągle miałam na sobie niebieską koszulkę Nialla, kiedy schodziłam na dół. Było tak cicho, że poczułam się nieswojo. Z dworu dobiegały ciche śpiewy ptaków, a kiedy wsłuchałam się lepiej, dobiegły do mnie też odgłosy nielicznych samochodów, przejeżdżających autostradą w pobliżu.
Otworzyłam kilka szafek, zanim znalazłam tę odpowiednią, z której wyjęłam kubek. Po chwili sięgnęłam też po drugi, zauważając, że Niall może się obudzić i również zejść na dół.
Nastawiłam wodę, ponownie przeszukując szafki Nialla, tym razem wyglądając puszki, torebki, jakiegokolwiek opakowania, w którym znajdowałaby się herbata. Nie miałam ochoty na kawę, zresztą za nią nie przepadałam.
Poczekałam aż woda się zagotuje i zalałam wrzątkiem dwie torebki owocowej herbaty, w każdym z kubków. Cudowny zapach owoców leśnych rozszedł się po pomieszczeniu. Zamknęłam oczy i wciągnęłam głęboko powietrze, napawając się słodką wonią.
Popatrzyłam na przedpokój, ale Niall chyba nadal spał, dlatego objęłam dłońmi gorący kubek i stanęłam z nim przed oknem. Na zewnątrz było tak spokojnie, pośród tych wszystkich drzew czułam się, jakbym nocowała w leśniczówce.
Pomyślałam o wszystkim, co działo się wokół mnie i z moich oczu popłynęły pojedyncze łzy. Wszystko zaczynało powoli mnie przerastać, a co gorsza, wymykało się spod kontroli. Pomieszane uczucia, nieprzemyślane zachowania. To nie było do mnie podobne, przynajmniej już nie.
Spojrzałam na zegarek wiszący na ścianie i stwierdziłam, że za dziesięć minut powinnam siedzieć za Beth na lekcji historii, słuchając, jak pan Hamsworth czyta fragmenty z podręcznika, swoim nudnym głosem usypiając całą klasę.
Tymczasem stałam w salonie, w domu chłopaka, od którego powinnam trzymać się z daleka, od samego początku. Najdziwniejsze był jednak głos w mojej głowie, który podpowiadał mi, że wcale tego nie żałuję.
Pociągnęłam łyk herbaty, która miło rozgrzała mnie od środka. Moje rozmyślania przerwał dźwięk przychodzącego SMSa.

Od: Tata
Wszystko w porządku? Jesteś w szkole?

Zastanowiłam się przez chwilę i odpisałam szybko.

Do: Tata
Jasne, już się nudzę od kilkunastu minut. 

Nie lubiłam kłamać, ale w tej chwili czułam, że to jedyna rzecz, jaką mogę zrobić. Nie miałam zamiaru iść do szkoły. Liczyłam na to, że wrócę wcześniej do domu, kiedy ojciec i Al będą wciąż w pracy, a wcześniejszy powrót wytłumaczę brakiem ostatniej lekcji.
Miałam już odłożyć smartfona, kiedy krótki dźwięk oznajmił nadejście nowej wiadomości tekstowej.

Od: Martha
Gdzie ty do cholery jasnej jesteś? Wszystko OK? Odpisz szybko. 

Do: Martha
Nie będę w szkole, opowiem ci wszystko jutro. xx

Od: Martha
No ja myślę! Nie wymigasz się tym razem, chcę szczegółowego opisu. 

Westchnęłam, wiedząc, że nie będzie łatwo. Najchętniej zostałabym tu na zawsze, stojąc przy oknie z kubkiem gorącej, owocowej herbaty, rozmyślając o życiu, które zaczynało coraz bardziej się komplikować.
Usłyszałam za sobą ciche kroki i nawet nie zdążyłam się odkręcić, kiedy Niall owinął mnie swoimi ramionami. Przez ten gwałtowny gest, o mało nie wypuściłam z rąk kubka.
-Dzień dobry, kotku - wymruczał mi do ucha.
Odstawiłam kubek na parapet, nie chcąc ryzykować wylania gorącego płynu na podłogę lub własne ubranie.
-Hej Niall - odpowiedziałam.
Pocałował mnie w czubek głowy, wciąż obejmując mnie od tyłu rękoma.
-Nie powinnaś być teraz w szkole? - zapytał z lekkim uśmiechem.
-Możliwe. Jakoś nie potrafię wyobrazić sobie siebie, siedzącej spokojnie w ławce, kiedy wokół wydarzyło się tak wiele, w tak krótkim czasie - odparłam.
-Chcesz wracać do domu?
-Chcę i nie chcę. Ale prawda jest taka, że muszę. Odwieziesz mnie? - poprosiłam.
-Poczekaj trochę, za chwilę będę gotowy, ok? - skinęłam głową, a on podbiegł do schodów i słyszałam, jak wbiega na górę.
Zauważyłam, że w kącie leży mój plecak, więc podeszłam, by po niego sięgnąć.
Niall nie kazał mi na siebie długo czekać. Wrócił po kilku minutach, ubrany i gotowy do wyjścia.
W ręce trzymał moją bluzę, którą zostawiłam zapewne w łazience.
-Możesz zatrzymać koszulkę, jeśli chcesz - powiedział, wskazując na mnie.
-Uhm, dzięki - odpowiedziałam. Była dość wygodna, a ja zbyt leniwa, by teraz się przebierać. Poza tym perspektywa stanięcia przed Niallem w samym staniku, kiedy pokój był dość dobrze oświetlony przez poranne słońce, nieco mnie przerażała.
-Możemy iść - powiedział, na co skinęłam głową.
Po chwili, drzwi do domu Nialla zostały zamknięte przez niego na klucz, a ja siedziałam w samochodzie, czekając aż odpali silnik.
Dojechaliśmy pod mój dom w ciągu kilkunastu minut, bo drogi były praktycznie puste, wszyscy ludzie, którzy tędy jeździli, byli już prawdopodobnie w pracy czy szkole, co dawało nam więcej swobody na jezdni.
Kiedy samochód w końcu zatrzymał się po zewnętrznej stronie mojego żywopłotu, Niall chwycił mnie za rękę.
-Uważaj na siebie - wyszeptał.
-Zawsze na siebie uważam - odparłam, próbując być beztroska.
Otworzyłam drzwi i wysiadłam, ruszając w stronę domu.
-Niedługo się spotkamy - powiedział głośniej Niall, kiedy się odwróciłam, po czym odjechał.
Wiedziałam, że nie może zbytnio ryzykować, że ktoś zauważyłby go w dzień.
Podeszłam do drzwi i wyjęłam z plecaka klucz, przekręcając go w zamku.
Weszłam do środka, oczekując, że dom będzie pusty, kiedy z salonu wyszedł Ashton.
Zagwizdał, widząc mnie. Byłam w szoku, miałam nadzieję, że nikogo nie spotkam o tej porze.
-Ashton? Co ty tu robisz o tej porze, nie jesteś w szkole? - zapytałam zdziwiona.
-Mogę zapytać cię o to samo, siostrzyczko. Podobno byłaś już na lekcjach - odparł bezczelnie.
-Ja..uhm.. - nie wiedziałam jak zacząć się tłumaczyć, ale w końcu opanowałam się i odpowiedziałam krótko - Nie interesuj się, półmózgu.
-Zainteresuję się ja albo ojciec z Alison, wybieraj - miałam ochotę go uderzyć.
-Dlaczego nie jesteś w szkole? - powtórzyłam pytanie.
-Nie tylko ty potrafisz udawać chorą - odparł  wzruszył ramionami.
-Ashton, ty nie mówisz im nic o mnie, ja nie mówię o twoim symulowaniu. Rozumiesz? - czekałam na jego potwierdzenie.
Skinął głową, wyraźnie niezadowolony, że tak łatwo się podłożył i ruszył w stronę schodów. W połowie drogi odwrócił się jeszcze i powiedział:
-Na twoim miejscu zacząłbym wymyślać lepsze wymówki. Alison i tata nie są aż tak głupi, jak ci się może wydawać. Tak cię tylko ostrzegam, siostrzyczko.
Zostawił mnie zaskoczoną na środku salonu, wchodząc na górę.
Jeszcze tego mi brakowało. Wyjaśnień przez ojcem i Al. Miałam zdecydowanie dość wszystkiego. Opadłam na kanapę w salonie i głośno westchnęłam. W głowie wciąż miałam słowa Nialla, które jakoś mnie trzymały.
Niedługo się spotkamy.





niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdział 15

Gdyby nie ona, chyba rozłamałabym się na części i nie dał rady poskładać z powrotem. Była kimś, kto w tej jednej chwili powstrzymywał mnie przed załamaniem się. 
-Muszę go zniszczyć, muszę zadzwonić do Harry'ego... - szeptałem jak szaleniec w amoku. 
-Cii - uspokajała mnie Meg, gładząc mnie po włosach. 
Przyciskałem swoją głowę do jej ramienia i czułem, jak w uspokajającym tempie biło jej serce. Rytm mojego mięśnia sercowego przypominał raczej młot pneumatyczny. 
Wyswobodziłem się z ramion Meg, chociaż czułem się bardzo dobrze, mając ją tuż obok siebie. 
Zacząłem krążyć po pokoju, trzymając ręce na głowie. Głośno wypuściłem powietrze z ust.
-Muszę go zabić - powiedziałem, wbijając pusty wzrok w okno. 
-Niall, nie myślisz racjonalnie - zaczęła Meg. 
-Wątpię, że masz jakieś inne rozwiązanie, które usunie Trevora z mojego życia na zawsze i jednocześnie zapobiegnie wsadzeniu mnie do więzienia. Co innego mogę zrobić? - zapytałem z desperacją w głosie. 
-Usiądź - poprosiła Meg - Kręci mi się w głowie jak tak chodzisz w kółko. 
Posłusznie zatrzymałem się, ale nie usiadłem. Pociągnęła za moje ramię, zmuszając mnie tym samym, bym opadł na kanapę obok niej. 
-To nie jest twoja wina - powtórzyła stanowczo Meg. 
Mimo iż to powiedziała, wciąż twierdziłem inaczej. Nie sądziłem, bym mógł to sobie kiedykolwiek wybaczyć. Gdybym w ogóle nie pojechał do tego wesołego miasteczka...
Odgoniłem od siebie myśli o rzeczach, którym i tak już nie mogłem zapobiec. Nie mogłem cofnąć czasu, nawet gdybym bardzo chciał. 
-Niall, musisz mi w końcu powiedzieć, co się stało między tobą a Trevorem w przeszłości. Może dzięki temu chociaż w niewielkim stopniu zrozumiem, dlaczego on robi ci to wszystko. Nie wierzę, że chodzi o jakąś błahostkę, bo za coś mało istotnego, nie mściłby się tak okropnie. Mówiłeś, że działaliście w przeciwnych grupach, ale to trochę mało informacji, od kiedy sprawy zaczęły się naprawdę komplikować - powiedziała Meg. 
Ocknąłem się, postanowiłem, że muszę wziąć się w garść. Tego chciał Trevor. Chciał, żebym się załamał, jakbym już nie trzymał się ostatkami sił. Prawda była taka, że na zewnątrz byłem silny i beztroski, ale w środku czułem, jakbym powoli się rozpadał. 
-To dłuższa historia - odparłem, próbując zmienić temat. 
-Jedyne, co teraz mamy to czas, Niall - powiedziała Meg - Opowiedz mi.
Westchnąłem i usiadłem tak, by mieć jej twarz na przeciwko mojej. 
-Wszystko zaczęło się kiedy jeszcze byliśmy przyjaciółmi - zacząłem.
-Byliście przyjaciółmi?! - przerwała mi zaskoczona Meg. 
-Trudno to sobie wyobrazić, prawda? - przytaknęła mi bezgłośnie - Powiedzmy, że nie byliśmy aniołami, ale tego chyba nietrudno się domyślić. W szkole cieszyliśmy się popularnością, chociaż bardziej z tego powodu, że słabsi się nas bali. 
Poczułem na sobie karcący wzrok Meg. 
-Nie, nie jestem z tego dumny - szybko dodałem - Z perspektywy czasu widzę, jaki byłem i czasami czuję się jak schizofrenik, bo sam siebie nie potrafię zrozumieć. 
-Każdy ma swoją ciemną stronę - powiedziała dziewczyna. 
-Możliwe, ale moja jest znacznie ciemniejsza i bardziej nieprzewidywalna niż kogokolwiek innego, uwierz mi - odparłem, po czym kontynuowałem dalej - To chyba przez nią związałem się z siostrą Trevora, Vicky. 
Kiedy przypominam ją sobie teraz, nie wiem jak mogłem być tak ślepy.
-Była brzydka? - zapytała z uśmiechem Meg.
-Była piękna, ale tylko zewnętrznie. Tak naprawdę była zwykłą suką, taką samą jak jej brat. 
Meg wzrokiem zachęcała mnie, bym kontynuował. 
-Pewnego dnia wracaliśmy z jakiejś imprezy, ja i Vicky. Możesz się domyślić, że nie byłem typem abstynenta. Prowadziłem po wpływem, ale samochód nie był mój. Pożyczyłem go od kogoś, kto był na imprezie i znajdował się w jeszcze gorszym stanie niż ja. Vicky była rozbawiona, próbowała mnie rozpraszać...
-Nie musisz opowiadać szczegółów - zaznaczyła Meg.
-Tak czy inaczej, jechaliśmy przez kawałek drogi otoczony lasem i w pewnym momencie, spośród drzew, nagle wybiegła sarna. Albo jeleń, nie wiem, nie pamiętam dokładnie tej nocy. Straciłem panowanie nad samochodem...
Przerwałem. Opowiadanie o tej nocy nie było dla mnie łatwe, ale czułem, że to jest mi potrzebne, musiałem zająć czymś myśli.
-Straciłeś panowanie, i? - zapytała Meg.
-Gwałtownie skręciłem i auto uderzyło w drzewo. Początkowo sądziłem, że wyszliśmy z tego cało, ale po chwili zobaczyłem Vicky, z głową bezwładnie opartą o zagłówek. Z rany na głowie ciekła jej strużka krwi. 
-Czy ona...?
-Czy ona nie żyła? - dokończyłem pytanie Meg - Wtedy tak sądziłem. Byłem w szoku, nie wiedziałem co robić, dlatego najzwyczajniej w świecie uciekłem. Pamiętam, że obudziłem się w lesie i wróciłem do domu, ledwie pamiętając poprzednią noc. Jednak kolejne wydarzenia wracały do mnie jak przebłyski. Impreza, Vicky, samochód, sarna, drzewo... - pociągnąłem łyk wody ze szklanki stojącej na stoliku obok kanapy - Jeśli czegoś nie pamiętałem, to wizyta Trevora przypomniała mi to aż za dobrze. Inni nie wiedzieli, że to ja prowadziłem samochód, ale on tak. Domyślił się, z kim jechała jego siostra. 
-Co się z nią stało? - zapytała Meg, wbijając we mnie wzrok. 
-Jacyś ludzie przejeżdżający tą samą trasą zobaczyli ją w rozbitym wozie i zadzwonili po pogotowie. Próbowali jeszcze ją ratować, przewieziono ją do szpitala, ale miała zbyt rozległe uszkodzenie mózgu. Chociaż przeżyła, to zapadła w śpiączkę, a rozległe obrażenia spowodowały, że zamiast żywej dziewczyny, na szpitalnym łóżku leżało 'warzywo'. Wiem tylko tyle, co powiedział mi Trevor. Gdybym wtedy nie uciekł...gdybym próbował ją uratować... 
Meg siedziała jak sparaliżowana, widziałem, że próbuje jakoś poukładać w głowie co, co jej powiedziałem. 
-Jeśli jeszcze wcześniej nie pomyślałaś, że jestem potworem, to teraz chyba zmieniłaś zdanie - westchnąłem i wstałem z kanapy z zamiarem wyjścia do sypialni. 
-Nie ukrywam, że nie ruszyło mnie to, co mi powiedziałeś, ale sama chciałam poznać prawdę - powiedziała Meg i ruszyła za mną - Doceniam to, że nie wcisnąłeś mi jakiejś taniej bajeczki. Chcę poznać resztę historii, bez względu na wszystko. 
-Reszty możesz się domyślić. Trevor miał powód, żeby mnie znienawidzić i za wszelką cenę chciał odpłacić się za to, co zrobiłem jego siostrze. 
-Niall, gdyby ona cię nie rozpraszała, to może zauważyłbyś tę sarnę, może nie straciłbyś panowania nad samochodem...
-Może, Meg, może - odparłem - Za dużo gdybania. Po pierwsze, nie powinienem prowadzić będąc pod wpływem alkoholu. To mogłoby wcale nie mieć miejsca. 
-Dlaczego wtedy Trevor nie zeznał, że to ty spowodowałeś wypadek? - zapytała. 
-Stwierdził, że będzie mu wygodniej, jeśli sam wymierzy mi sprawiedliwość. I robi to do tej pory, jak już pewnie zauważyłaś. 
-Nie twierdzę, że jesteś niewinny, ale to nie jest dobre rozwiązanie - podsumowała. 
-Trevor sprawił, że wszyscy się ode mnie odsunęli, nawet nie wiedząc o tym wydarzeniu. 
-A twoja rodzina? Rodzice? - poczułem jak coś ukuło mnie w klatce piersiowej. 
-Nie mam rodziny - odparłem, zupełnie bez uczuć - Nie chcę o tym mówić, nie teraz. 
Meg skinęła głową, w geście zrozumienia. 
-Nadal chcesz zostać tu na noc? - zapytałem. 
-Niall, czegokolwiek nie zrobiłeś w przeszłości, ja spotkałam cię teraz. Przyznaję, że nasze pierwsze spotkanie niekoniecznie mnie do ciebie przekonało, bo nie oszukujmy się, nie wywarłeś zbyt dobrego wrażenia. 
Próbowałem się uśmiechnąć, ale średnio mi to wyszło. 
-Chodź, obejrzymy ten film albo po prostu posiedzimy. Nie będę już o nic pytać, obiecuję - powiedziała Meg i złapała mnie za rękę, prowadząc z powrotem do salonu. 


-Meg, przestań, wracaj tu! - słyszałam krzyczącego Nialla, gdy byłam już w drodze do wyjścia. Miałam tylko ochotę się stąd wydostać. 
Ruszyłam ciemnym przedpokojem, ale nie zdążyłam dojść do drzwi, bo Niall złapał mnie od tyłu i pociągnął do ściany. 
-Gdzieś się wybierasz? - zapytał, uniemożliwiając mi wyjście. 
Czułam jego klatkę piersiową przyciśniętą do mojej. Był tak blisko, że po chwili oddychaliśmy w tym samym tempie. Wpił swoje wargi w moje, ale nie był to delikatny pocałunek. Był pełen pasji, namiętności i...pożądania. 
Pogrążyłam się w nim całkowicie, zapominając o tym, że jeszcze przed chwilą, chciałam być od niego jak najdalej. Właśnie tak na mnie działał, cholernie uzależniał i nie pozwalał mi się sobie przeciwstawić, chociaż bardzo chciałam. 
Otrząsnęłam się i oderwałam swoje usta od jego miękkich, ciepłych warg. Popchnęłam go tak mocno, jak tylko byłam w stanie. Oderwał ode mnie swoje ręce. Odwróciłam się, ale złapał mnie za rękę, próbując znów do siebie przyciągnąć. Zamachnęłam się i wymierzyłam mu cios otwartą dłonią w policzek. 
Puścił mnie i potarł czerwoną część twarzy. Stanął jak rażony piorunem i patrzył się na mnie zaskoczony. Wykorzystałam ten moment i po otworzeniu z trzaskiem drzwi, uciekłam w stronę zagajnika, który spokojnie można było nazwać niewielkim lasem. 
Biegłam przed siebie, słysząc dobiegające z tyłu dźwięki, wskazujące na to, że Niall podąża za mną. 
Wbiegłam między rosnące obok siebie drzewa, nie zwracając uwagi na wystające ciernie, które raniły mi gołe przedramiona. 
Odwróciłam się, by zobaczyć, że Niall chyba mnie zgubił, ale przez to nie zauważyłam korzenia świerku. Potknęłam się i upadłam na wilgotne liście, leżące na ziemi. Nie wstałam sama. Jakaś silna ręka pociągnęła mnie ku górze i odwróciła do siebie tyłem. 
Postać przytrzymywała mnie mocno, chociaż próbowałam się wyrywać. 
Nagle poczułam coś twardego i zimnego tuż przy mojej skroni. Krzyknęłam głośno, ale ktoś zatkał mi usta dłonią. 
-Cicho, bo już nigdy więcej nie powiesz ani słowa - usłyszałam obok siebie ochrypnięty głos, który od razu rozpoznałam. 
Stałam tam, z bronią przyciśniętą do boku głowy. Cała drżałam, czując na sobie ohydne łapy Trevora. 
Po chwili spomiędzy drzew wybiegł Niall, bo najwyraźniej usłyszał mój krzyk. 
-Puść ją - warknął. 
-Powiem krótko, Horan. Albo ty, albo ona - na te słowa trącił moją skroń zimną lufą pistoletu. 
-Skurwiel - wysyczał Niall, próbując podejść bliżej.
-Nie, nie, nie. Stój tam Horan, ani kroku dalej - ostrzegł Trevor. 
Niall ruszył mimo jego ostrzeżenia i wtedy pistolet, który wcześniej dotykał mojej skroni został skierowany w stronę chłopaka. 
Nawet nie zdążyłam pomyśleć, bo pocisk wystrzelony z broni leciał już w kierunku Nialla. 
W ciągu kilku sekund, które wydawały mi się długimi godzinami, mała kula przecięła klatkę piersiową chłopaka, trafiając go w punkt na klatce piersiowej. 
Niall upadł w tym samym momencie, kiedy wyrwałam się z uścisku Trevora i podbiegłam do niego, rzucając się na ziemię. 
Zobaczyłam tworzącą się kałużę krwi, wypływającą z rany postrzałowej na piersi. 
Złapał mnie za rękę i próbował coś powiedzieć, ale jego gardło wypełnione było jasnoczerwoną, gęstą cieczą, która nie pozwoliła mu wypowiedzieć ani słowa. Nachyliłam się nad jego twarzą, głaszcząc go po włosach. Po policzkach spływał mi wodospad łez. Niall podniósł powieki i ujrzałam jego cudownie niebieskie tęczówki, które mówiły więcej niż jakiekolwiek słowa. 
-Meg - zdołał wycharczeć. 
-Cii - uciszyłam go palcem, przyłożonym do jego zakrwawionych ust. Łzy ciekły mi po policzkach.
Niall leżał bezwładnie, jedynie kilka razy jego ciało przeszyły drgawki, niekontrolowane skurcze mięśni. 
Zobaczyłam, jak powoli uchodzi reszta energii, jaka pozostała w jego ciele. Błękitne tęczówki jakby przyblakły, a źrenice zatrzymały się. 
Oczy Nialla zastygły w bezruchu.
-Nie! - krzyczałam, czując, jakbym miała oszaleć. 
Podniosłam się resztami sił z ziemi i rzuciłam w stronę Trevora, zaczynając okładać go pięściami. 
Śmiał się. Ten skurwiel się śmiał. 
Zaczęłam głośno krzyczeć, mimo całkowicie zdartego gardła. 

Krzyczałam nadal, kiedy otworzyłam oczy i gwałtownie usiadłam na łóżku w sypialni Nialla. 
Chłopak wbiegł do pokoju. 
-Meg! - Niall otoczył mnie swoimi silnymi ramionami, próbując mnie uspokoić. 
Łzy ciekły mi strumieniami po policzkach, mocząc jego nagi tors. 
-Meg, co się stało? - spytał Niall, całując mnie w czubek głowy. 
Powoli unormowałam swój nierówny oddech. Chłopak ujął moją twarz w obie dłonie i przejechał kciukami po moich policzkach, usuwając z w ten sposób część słonych łez. 
-Powiedz mi - poprosił. 
-Miałam okropny sen - odpowiedziałam - Koszmar. 
-Opowiesz mi o nim? - zapytał - Był o duchach, czy wampirach?
Uśmiechnął się, próbując mnie rozśmieszyć, ale kiedy zobaczył moją minę, sam momentalnie spoważniał. Chyba zauważył, że to było coś zupełnie innego.
-Meg, o co chodzi? 
-Śniło mi się coś strasznego - zaczęłam - Czułam, jakby ktoś zabrał mi połowę mojego serca, płuc, wszystkich moich narządów. Czułam się pusta, pozbawiona uczuć. Wszystko przestało mieć jakikolwiek sens. 
-Dlaczego tak się poczułaś? - zapytał, marszcząc w brwi w geście zdziwienia - Czy ktoś...No wiesz.
-Umarł? - domyśliłam się, że własnie o to mu chodziło. 
-Kto musiał umrzeć, byś aż tak gwałtownie zareagowała? - zapytał - Czyja strata wywołała w tobie aż takie emocje?
Spuściłam głowę i przez chwilę milczałam, nie wiedząc, czy powinnam mu mówić. 
-Ciebie Niall. Bałam się, że straciłam ciebie. 
Nie powiedział nic, zamiast tego pocałował mnie tak, że zaparło mi dech w piersiach. 
Przyciągnął moją twarz do swojej, nie zważając na łzy, które ciągle płynęły mi po policzkach. Próbował za wszelką cenę odwrócić moją uwagę od snu, o którym ciągle myślałam. 



Znów ją pocałowałem, tym razem mocniej i bardziej namiętnie, znajdując lukę pomiędzy jej wargami i łącząc razem nasze języki. Meg podciągnęła moją luźną koszulkę, a ja pomogłem się jej pozbyć, rzucając ją w kąt. Tym razem, to ja wsunąłem dłoń pomiędzy plecy a materiał jej T-shirtu, podciągając go do góry. 
Siedziała na moich udach, oplatając mnie nogami, w samym staniku, dotykając otwartą dłonią mojej klatki piersiowej. 
-Niall - wyszeptała, z nutą zawahania w głosie. 
Nie zważając na nic, położyłem dłonie na jej pośladkach, ściskając je delikatnie, ale pewnie. 
Z jej ust wydobył się cichy jęk. Pocałowałem jej szyję, zauważając przy okazji, że malinka, którą obdarzyłem ją ostatnio, zdążyła już zblednąć. 
Położyłem ją na łóżku, przesuwając palcami wzdłuż linii łączącej pępek ze środkiem klatki piersiowej. Uniosła biodra, chyba impulsywnie dopasowując się do mojego ciała. Jeszcze się kontrolowałem, ale czułem, że nie potrwa to długo, zważając na ciepło napływające w dole mojego podbrzusza. 
Zacząłem obsypywać ją pocałunkami, zaczynając od piersi, a kończąc na biodrach. Próbowałem pociągnąć za gumkę jej czarnych majtek, ale nagle powstrzymała mnie jej dłoń. 
-Niall - wyszeptała - Ja jeszcze nigdy nie...
Podniosłem głowę i przysunąłem się bliżej jej twarzy. Zbliżyłem usta do jej ucha i wyszeptałem. 
-Zaufaj mi. 








________________________________________________

Powstały dwa fanowskie konta Nialla (@Niall_Hunger) i Meg (@Meg_Hunger) na twitterze, więc zapraszam do ich odwiedzania :) Aczkolwiek zaznaczam, że nie prowadzę ich ja. 
Dziękuję za wszystkie komentarze, za to, że polecacie sobie bloga. Nawet nie wiecie jak wiele to dla mnie znaczy i naprawdę pomaga mi w pisaniu. 
Jeśli chcecie, followujcie mnie na twitterze, pytajcie o follow back :) 
xx