poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Rozdział 3

-Meg! Wstawaj! - dobiegło do mnie z dołu wołanie ojca.
-Ugh - mruknęłam i przekręciłam się na drugi bok.
Nadal byłam strasznie zmęczona, bo poszłam spać o pierwszej w nocy, nie zważając na to, że będę musiała tak wcześnie wstać. Niestety zdrowy rozsądek zdecydowanie przegrał z możliwością obejrzenia trzech nowych odcinków ulubionych seriali. Nie moja wina, że stacje telewizyjne postanowiły je nadać akurat w przeddzień pierwszego dnia nowego roku szkolnego. Nowy rok szkolny - trzy krótkie słowa, które momentalnie wywoływały we mnie mdłości. To nie jest tak, że nie lubiłam szkoły. Po prostu fakt, że wakacje dobiegły końca sprawiał, że nie miałam ochoty nawet wstawać z łóżka, nie mówiąc już o umyciu się, czy nałożeniu na siebie jakichś ubrań.
Mocno wtuliłam się w poduszkę, moje oczy nadal były zamknięte.
-Meg! - tym razem głos taty był głośniejszy, z czego wywnioskowałam, że wchodzi po schodach.
Pomyślałam, czy może nie warto by udać, że jestem chora, mam gorączkę, ospę wietrzną, a może po prostu jestem obłąkana i nie obędzie się bez pomocy dobrego psychiatry. Z wymienionych symptomów chyba najbliżej było mi do tego ostatniego. Były to jednak tylko przypuszczenia, w rzeczywistości i tak wiedziałam, że ojciec nie nabierze się na żaden z nich, bo za dobrze mnie zna. Inna sytuacja miałaby miejsce, gdyby chodziło tylko o nabranie Alison, chociaż i ona zdawała się poznawać mnie coraz bardziej, co w najmniejszym stopniu mi się nie podobało. W poprzednim roku kilka razy strasznie pokłócili się z tatą, kiedy moja macocha pozwoliła mi nie iść do szkoły, ale ojciec od razu po powrocie z pracy zobaczył, że symuluję. Czasami zastanawiałam się, czy byłoby odpowiednie pomyśleć o karierze aktorki, skoro tak dobrze kłamałam w żywe oczy nawet moim bliskim. Chociaż właściwie...Alison nie była mi bliska. I nie sądziłam, że kiedykolwiek mogłoby się to zmienić. Z jednej strony wiedziałam, że tata ma prawo do szczęścia, ona sama próbowała być miła, nie narzucała mi się, ale nigdy jej do siebie nie dopuściłam. Nie pozwoliłam na jakiekolwiek zbliżenie, okazanie choć najmniejszych emocji. Al chyba pogodziła się z tym już na początku, co pozwoliło nam mieszkać wspólnie w jednym domu bez większych konfliktów.
Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk naciskanej klamki.
'I tak tu nie wejdziesz, zamknęłam je na klucz od środka' pomyślałam z przebiegłym uśmiechem.
-Meg! Otwórz drzwi, bo znów się spóźnisz, a to pierwszy dzień! - nie rozumiałam dlaczego głos ojca był taki uradowany. Brzmiał, jakby reklamował najnowszy produkt jakiejś zagranicznej firmy, który 'działa cuda, za jedyne cztery stówy'. Ja osobiście nie widziałam w obecnej sytuacji nic zachęcającego.
-Meg! - powtórzył moje imię już chyba po raz tysięczny, co zmusiło mnie do powolnego odłożenia na bok kołdry. Otworzyłam najpierw jedno oko, potem drugie, przetarłam je, ziewnęłam i przeczesałam włosy palcami. Głęboko westchnęłam i odparłam:
-Już idę, nie musisz wyważać drzwi - po czym wstałam z łóżka i wciąż półprzytomna podeszłam do drzwi i otworzyłam je ukazując moim oczom zdziwioną minę ojca.
-Czyś ty zwariowała? - zapytał, rozkładając ręce - Masz być gotowa za pół godziny, inaczej się spóźnimy, nie zapominaj, że musimy też podrzucić do szkoły twojego brata, który w przeciwieństwie do ciebie jest już gotowy od dłuższego czasu.
Jak na zawołanie, za plecami ojca przeszedł Ashton, pokazując mi język i robiąc te wszystkie miny, dzięki którym wyglądał jak orangutan proszący o banana w zoo. Naprawdę wątpiłam w fakt, iż ktoś z tak niskim ilorazem inteligencji może być ze mną spokrewniony. Czasami zastanawiałam się, czy on przypadkiem nie jest adoptowany.
-Jesteś żałosny - powiedziałam do brata, patrząc nad ramieniem ojca. On też odwrócił się i skarcił go wzrokiem, po czym Ash spuścił wzrok i zaczął iść w dół po schodach, zapewne by wyciągnąć sobie coś z lodówki i zrobić drugie śniadanie. Obawiałam się tylko, czy aby nie była to dla niego zbyt trudna czynność.
-Czekamy na dole - powiedział tata i uśmiechnął się do mnie, po czym zamknął drzwi.
Oparłam się o nie plecami, dobrze wiedząc, co mnie dziś czeka. Jedyne, co mi pozostało to nadzieja, aby jakoś przetrwać ten dzień. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale stwierdziłam, że najgorszą rzeczą, jaką mogłam zrobić to poddać się.
Wzięłam głęboki wdech, podeszłam do szafy, otworzyłam ją i wpatrywałam w jej zawartość przed kilka chwil, bo zupełnie nie wiedziałam, co będzie najodpowiedniejsze na dzisiejszy dzień. Postawiłam na ciemne rurki i szarą bluzę z kapturem, zakładaną przez głowę. Wzięłam oba ubrania w jedną rękę, a drugą pociągnęłam za klamkę drzwi od łazienki. Jak zwykle zamknęłam je od środka, był to mój wrodzony odruch, odkąd Ash pewnego dnia postanowił zrobić mi 'niespodziankę' i wpuścić do łazienki małego wróbla, którego złapał na podwórku. Możecie pomyśleć, że to niewinny żart, ale nie dla mnie. Niektórzy panicznie boją się pająków, inni ciemności, a ja przeraźliwie obawiam się jakiegokolwiek ptactwa. Trzepot skrzydeł przyprawia mnie o dreszcze, mam ciarki na całym ciele. Potrząsnęłam głową, odpędzając od siebie niemiłe wspomnienie.
Szybko umyłam się, nałożyłam lekki makijaż, naciągnęłam jeansy na nogi, a przez głowę włożyłam szeroką bluzę, po czym wyszłam z łazienki i zeszłam na dół, do kuchni.
Przy stole siedziała Alison i jadła jogurt, jednocześnie czytając gazetę. Nie zauważyłam ani taty, ani Ashtona.
-Cześć Al - powiedziałam z grzeczności.
-Cześć Meg - podniosła głowę i odpowiedziała mi z uśmiechem - Zdenerwowana?
-Aż tak to widać? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie i próbowałam, aby na mojej twarz zagościło coś na kształt miłego uśmiechu.
-Nie martw się, na pewno wszystko pójdzie ci świetnie.
-Tak, mam nadzieję, że tak będzie - powiedziałam i odwróciłam się w stronę lodówki, przybierając znów zdenerwowany wyraz twarzy i wyciągając mleko.
Pociągnęłam łyk z zimnej, szklanej butelki i wzięłam z miski leżącej na blacie jabłko, które schowałam do jednej z kieszeni plecaka. Odstawiłam mleko na miejsce, zarzuciłam plecak na jedno ramię, po czym poszłam do przedpokoju i założyłam moje wygodne, aczkolwiek już nieco znoszone vansy. Miałam już wychodzić z domu, kiedy Alison podeszła do mnie, trzymając coś w dłoni.
-Meg, twój tata i Ash pojechali dziesięć minut temu - powiedziała.
-Ale jak to? Przecież obiecali, że na mnie poczekają, szczególnie, że zdążyłam zejść w krótszym czasie, niż został mi ustalony - byłam zła, perspektywa długiego marszu do szkoły nie zapowiadała się najlepiej - Mam iść na piechotę? - spytałam.
Alison uśmiechnęła się i wyciągnęła do mnie dłoń z kluczykami od jej starego pick-up'a.
-Lepiej. Pojedziesz moim samochodem. Stwierdziliśmy z twoim ojcem, że najwyższy czas, byś mogła trochę potrenować przed tym, jak kupimy ci własne auto. W końcu nigdy nie nagrodziliśmy cię za to, że zdałaś egzamin na prawo jazdy.
W myślach dopowiedziałam, że dla mnie nagrodą i ogromnym zaskoczeniem był sam fakt, że nie go nie oblałam.
-Dziękuję Alison - powiedziałam, zmuszając się do uśmiechu - spróbuję go nie obić.
Zaśmiała się, popychając mnie delikatnie do drzwi:
-No, idź już, bo się spóźnisz.
-Do zobaczenia wieczorem.
Kiedy zamknęła za mną drzwi, podeszłam do samochodu, odpaliłam go i wyjechałam na pustą drogę, kierując się na zachód, do miejsca, którego tak bardzo nienawidziłam.
Tego dnia była tylko jedna rzecz, która wywoływała u mnie pozytywne emocje. Od dwóch tygodni nie widziałam, nie słyszałam, ani nawet nie myślałam o przystojnym blondynie spotkanym w pewny sierpniowy dzień.


Zaparkowałam samochód na jednym z wolnych miejsc szkolnego parkingu. Słońce strasznie świeciło mi w oczy, dlatego dziękowałam za okulary przeciwsłoneczne znalezione w schowku. Wyszłam z auta, zatrzaskując drzwi i upewniając się, czy aby na pewno są zamknięte. Wzrokiem szukałam Marthy, miałam nadzieję, że może ją znajdę, dzięki czemu nie czułabym się tak samotna pośród tłumu uczniów zmierzających do budynku szkoły. Nie byłam strasznie popularna, ale nie byłam też jedną z osób, z których połowa ludzi się wyśmiewała. Owszem, miałam grupę znajomych, ale były to po prostu osoby, z którymi mogłam siąść na przerwie i zjeść lunch czy przygotować projekt z angielskiego. Z Marthą mogłam porozmawiać i to na wszelkie tematy. 
-Meg! - usłyszałam wołanie przyjaciółki.
Podbiegłam do niej, po czym mocno przytuliłam. 
-Ładnie wyglądasz - powiedziałam. 
-Nie podlizuj się - odparła z uśmiechem, po czym zaśmiałyśmy się obydwie. 
Powolnym krokiem zmierzałyśmy do głównego wejścia budynku szkoły, kiedy usłyszałam, jak ktoś woła moje imię. 
-O nie, to Eric - stwierdziłam zdegustowana. 
-Nie rozumiem czego on jeszcze od ciebie chce - powiedziała Martha, po czym odeszła, poklepując mnie po ramieniu, chcąc dodać mi odwagi. 
Wysoki brunet podbiegł do mnie i chyba miał zamiar przytulić, kiedy gwałtownie się odsunęłam.
-Hej, co jest? - zapytał ze zdziwieniem na twarzy. 
-Co jest? - wypowiedziałam przez zaciśnięte usta - Nic nie jest, właśnie o to chodzi. Nie wiem dlaczego ciągle nie potrafisz tego zrozumieć. 
Eric był powodem, dla którego szkoła zbrzydła mi tak bardzo, że byłam gotowa nawet symulować choroby. Nie wiem dlaczego wybrał akurat mnie na obiekt swoich żałosnych zaczepek, ale przez ostatnie tygodnie przed wakacjami nie było dnia, przerwy, na której by się do mnie nie przystawiał. Na szczęście zazwyczaj był obok mnie któryś z moich znajomych. 
-Odpieprz się w końcu ode mnie - powiedziałam, odwróciłam się i odeszłam w stronę wejściowych drzwi zostawiając go osłupiałego na parkingu. 



Lekcje mijały sennie, ale jakoś przebrnęłam przez historię i angielski. Na drugiej godzinie hiszpańskiego poczułam, że muszę skorzystać z toalety, dlatego wyszłam z klasy i skierowałam się w stronę dziewczęcej łazienki. Za rogiem stał Eric, nie wiem jakim cudem znalazł się tam akurat w momencie, gdy szłam tam ja. Trudno mi było uwierzyć w przypadek, ale innego wyjaśnienia chyba nie było.
-Oh, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że cię widzę - powiedział z uśmiechem, który wywoływał u mnie mdłości. 
Rozejrzałam się po korytarzu, ale ku mojemu przerażeniu był zupełnie pusty.
-Odejdź, chcę skorzystać z toalety - odparłam. 
-Nie wiem, czy mogę przepuścić taką okazję - wyszeptał, po czym zbliżył się do mnie na niewielką odległość, tak, że czułam jego oddech - wiesz, tworzylibyśmy cudowną parę.
-Po moim trupie - zaczynał mnie przerażać, zazwyczaj jego zaczepki były chamskie, ale nigdy nie zbliżył się tak bardzo jak wtedy. Miałam ochotę krzyczeć, ale nie chciałam wywoływać paniki w klasach i robić z siebie pośmiewiska. 
Przycisnął mnie do ściany i chyba próbował pocałować, ale nie zdążył, bo jakieś mocne dłonie odciągnęły go ode mnie. 
Zobaczyłam, jak mocna ręka posyła ciało Erica na podłogę. Podniosłam wzrok i zobaczyłam kogoś, kogo zupełnie nie spodziewałam się zobaczyć. Nie tutaj. Nie w tym momencie. 
W oczach Erica widziałam strach. Chyba nie spodziewał się, że ktoś przyjdzie, by go ode mnie odciągnąć. 
Niall nawet na mnie nie spojrzał, tylko gestem pokazał Ericowi, że ma wstać. Brunet podniósł się z ziemi, jego nogi widocznie drżały, kiedy podchodził do Nialla. 
-Przeproś ją - powiedział cicho. 
Eric stał osłupiały, chyba był w szoku. Niall uderzył go otwartą dłonią w policzek, chyba licząc na to, że otrzeźwieje. 
-Przep, przepraszam - wyjąkał Eric i chciał odejść, lecz zatrzymał go głos Nialla.
-Nie pozwoliłem ci odejść - powiedział spokojnie. Władza, którą miał nad Eric'iem chyba dawała mu poczucie wyższości - teraz pójdziesz do sali Meg i poprosisz o jej plecak, wyjaśniając, że źle się poczuła, jest u pielęgniarki i niezwłocznie należy odesłać ją do domu. Zrozumiałeś? 
-T, tak - powiedział Eric ze skinięciem głowy, odchodząc w stronę mojej sali hiszpańskiego. 
-Wszystko w porządku? - Niall w końcu raczył na mnie spojrzeć, jego ton głosu był o wiele bardziej delikatniejszy niż ten, którym mówił do Erica.
-Dziękuję - powiedziałam z ulgą - Jak ty mnie... - zaczęłam, ale nie pozwolił mi skończyć. 
-Wszystko w swoim czasie - odparł, po czym przejął mój plecak od Erica, który zdążył już wrócić.
-Były jakieś problemy? - Niall spytał bruneta, nie obdarzając go nawet spojrzeniem, jego oczy wciąż były utkwione w moich.
-Nie, wszystko jest ok.
-Wspaniale. Możesz odejść - powiedział do Erica, który szybko odbiegł w stronę swojej sali.
Właśnie dotarło do mnie, że Niall zwolnił mnie z męki reszty dzisiejszych lekcji. Jednak nie wiedziałam, co zamierza dalej zrobić. 
-Zabieram cię stąd - stwierdził, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
-Zabierasz mnie? - zapytałam zdziwiona - Gdzie mnie zabierasz? Myślisz, że gdziekolwiek z tobą pójdę, po tym jak nachodziłeś mnie w domu?
-Tak, tak właśnie sądzę - odparł z uśmiechem - Poza tym, nie masz wyjścia, do domu nie możesz wrócić tak wcześnie, a po drugie, mam twój plecak.
Chwilę biłam się z myślami, wszystkie 'za' i 'przeciw' mieszały się w jednym wielkim natłoku myśli. Z rozmyślania wyrwał mnie jego głos.
-Po prostu mi zaufaj - szepnął mi do ucha i ujął moją dłoń, drugą zarzucając sobie mój plecak na ramię. Postanowiłam wyłączyć zdrowy rozsądek i po chwili było mi już wszystko jedno. 
Odchodziliśmy razem w stronę głównego wyjścia, Niall trzymał mnie za rękę swoją dużą, ciepłą dłonią. 
Nie wiedziałam, czy bardziej przerażał mnie fakt, że nie miałam pojęcia gdzie idę, czy to z kim idę. 

31 komentarzy:

  1. FDUSHNRUIDSNAIJIAZIDX *.*
    On ją uratował *.*
    awwwwwwwwww
    opłacało się czekać <3
    świetne, zajebiste. po prostu kocham to opowiadanie.
    @mrrsmorgaan

    OdpowiedzUsuń
  2. lksaa;ldkoperkdofk genialne ! <3 niecierpliwie czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ŁO BOŻE ŁO BOŻE ŁO BOŻE
    OMG, OMG, O M G!!
    HuSUHDIUAHDFJOSL
    ZZZZZZAJJJJJJJJJEBIOCHHHHHHHHAAAAAAA

    OdpowiedzUsuń
  4. Niall ma fajne zmiany nastroju w tym opowiadaniu że się tak wyraże :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Miło z twojej strony że dodałaś dłuższy rozdział oby więcej takich :)

    OdpowiedzUsuń
  6. uwielbiam coraz bardziej twoje opowiadania Niall gra tak jakby czarny charakter co jest po prostu niesamowite!! :P

    OdpowiedzUsuń
  7. TEN ROZDZIAŁ,TO OPOWIADANIE, TA HISTORIA, WSZYTKO JEST TAKIE CUDOWNE I TAKIE IHF BKJJCTHFDFXNBILR KONIECZNIE PISZ DALEJ!!! ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. ja
    się pytam jak można pisać tak cudowne opowiadanie . proszę cię weź mi
    oddaj swój talent do pisania . Jeszcze Niall jest tu taki cudowny z tym
    charakterem poprostu kocham go :)

    OdpowiedzUsuń
  9. świetny rozdział. uwielbiam to! <3
    nie mogę się doczekać następnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ZOSTAŁAŚ NOMINOWANA DO LIBSTER AWARD :) pytania: http://this-one-direction-imagin.blogspot.com/p/libster-award.html

      Usuń
  10. nie wiem czy wiesz, ale jesteś fenomenalna! Jedno z lepszych opowiadań jakie czytałam w ostatnim czasie :)) nie mogę się doczekać na następny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  11. zaje***y rozdział! :D naprawde, opowiadanie świetne ^^ możesz mnie informować o nowych rozdziałach na twitterze? :D mój to; @biczplizz xd btw kiedy nowy rozdział? ^^

    OdpowiedzUsuń
  12. Jasne, będę informować. :) Czwartek-piątek, tak sądzę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mnie też poinformujesz? @I_Am_Swagger_JB :)

    OdpowiedzUsuń
  14. aaaa zajebiste czekam na następny <3 @krajowaaa

    OdpowiedzUsuń
  15. NDJJSIWUDYEIWOWQPPALSKMBXHSUIJQ GENIALNE. poważnie to jest SWIETNE!
    PS. MARTHA+MEG AWWWWWWWWWWW

    OdpowiedzUsuń
  16. Mogłabym być informowana? @Julczax33

    OdpowiedzUsuń
  17. Ooo Boshe nie moge zajebiste wpadaj do mnie http://opowiadanieo1dijb.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  18. ahmwdklpsfgakdv... Nawet nie wiecie jak się cieszę, że znalazłam jakimś cudem to opowiadanie... Szkoda tylko, że dopiero teraz... Ale cóż...

    OdpowiedzUsuń
  19. kurczę ale skąd on wiedział, że będzie potrzebowała pomocy ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie no po prostu boskie to jest <33 Masz talent :D <333 Niesamowite :D <33

    OdpowiedzUsuń
  21. Nienawidze CIĘ
    ZA TO,ŻE TAK ZAJEBISCIE PISZESZ WHAY PLISSS TO NIE SPRAWIEDLIWE :* *_*

    OdpowiedzUsuń
  22. cudo *_*
    http://fanfictionjdabrowskywsrodchloduludzi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń