niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział 2

-A teraz jak zwykle zapraszamy na informacje pogodowe, Tiffany, jak sytuacja na wschodzie? - głos młodej prezenterki dobiegał jakby z głębi studni. 
W głowie mi huczało, czułam się słabo, jakbym za chwilę miała zemdleć. Moja klatka piersiowa co chwilę podnosiła się, po czym ciężko opadała przy wydechu, serce waliło jak oszalałe. Zamknęłam oczy, próbując starej metody liczenia do dziesięciu, która jednak wcale nie pomagała w mojej obecnej sytuacji. Zacisnęłam mocno powieki, które z nerwów zaszły mi łzami. Wstałam z łóżka i zaczęłam nerwowo kręcić się po pokoju, wciąż chodząc w kółko. Gwałtownie otworzyłam drzwi od łazienki i stanęłam przed lustrem. Nie spodobało mi się to, co w nim zobaczyłam. Odbicie moich oczu, moich świecących oczu, w których dostrzegłam coś, co przyprawiło mnie o dreszcze. Bałam się. Tak strasznie, potwornie się bałam. Podobne uczucie towarzyszyło mi po koszmarze, który obudził mnie wczoraj nad ranem. Cóż za ironia, gdyby nie pieprzony koszmar, nie obudziłabym się tak wcześnie, nie wyszłabym z domu i prawdopodobnie nigdy nie spotkałabym Nialla. Przekręciłam kran i podstawiłam drżące dłonie pod zimny strumień wody. Przez krótki czas stałam nieruchomo, pozwalając wodzie przesączać się przez moje palce. Po chwili pochyliłam twarz i obmyłam ją wodą, próbując otrzeźwieć z wszystkich emocji, które targały mną w tamtym momencie. Tępo patrzyłam w taflę lustra, gdy zakręcałam kran, odcinając dopływ wody. Może urwany dźwięk szeleszczącego strumienia przerwał moje rozmyślania, bo zamrugałam dwa razy i postanowiłam, że trzeba wziąć się w garść.  Wiecie, co było najgorsze? Że ciągle czułam dotyk jego miękkich warg na moich ustach. I zapach, który towarzyszył mu, gdy tak delikatnie obejmował moją szyję. Ugh, postrząsnęłam głową, próbując odsunąć od siebie te myśli, które sprawiały, że czułam się, jakbym traciła rozum. Wytarłam twarz ręcznikiem, poprawiłam tuszem rzęsy i wyszłam z łazienki, powoli zamykając za sobą drzwi. Usiadłam do laptopa, weszłam na twittera, ale moje palce zawisły nad klawiaturą nie wiedząc, co mam napisać. 'Oh, wiecie, właśnie pocałowałam mordercę i całkiem mi się to podobało' Jak z tej piosenki Katy Perry, tylko że u mnie dziewczynę zastąpiłam Niallem. Zamknęłam z trzaskiem laptop, odchyliłam głowę i popatrzyłam tępo w sufit. Nie wiedziałam co z sobą zrobić. Postanowiłam, że najbezpieczniej będzie po prostu założyć słuchawki i położyć się na łóżku, co dawało mi szansę na zaśnięcie i chociaż częściowe zapomnienie o tym, co wydarzyło się dziś rano. 
Zmieniłam jeansy na spodenki i położyłam się na miękkiej pościeli w kwiaty. Ciągle pachniała morskim płynem do płukania. Wtuliłam twarz w poduszkę i wybrałam jakąś spokojną piosenkę, której nuty po chwili kojąco przepływały ze słuchawek prosto do moich uszu. Nie minęło wiele czasu, a ja byłam już pogrążona we śnie. 
Biegłam przez ciemny las, kiedy nagle otoczenie zmieniło się, gdy dotarłam na plażę. Nie była to jednak piaszczysta plaża, ale pokryta kamieniami, które raniły moje stopy, mimo że na moich nogach miałam znoszone trampki. Morze było niespojone, białe fale brutalnie wdzierały się na brzeg. Zanosiło się na sztorm, burzowe chmury wisiały nad horyzontem, co jakiś czas nad głową przetaczał się dźwięk głośnego grzmotu, aczkolwiek nie widziałam błyskawic, może dlatego, że nie miałam czasu na wpatrywanie się w górę. Nie wiem przed czym lub kim uciekałam, ale czułam, że jeśli szybko nie znajdę miejsca, w którym mogłabym się ukryć, to stanie mi się coś złego. Nie oglądałam się za siebie. Nie zauważyłam, że brzeg, którym biegłam wije się w górę, na szczyt stromego klifu, o który w dole rozbijały się wzburzone fale. Zaczęło brakować mi tchu, jednak nieprzerwanie pięłam się w górę, próbując osiągnąć cel, nawet nie wiedząc do końca, po co to robię. Gdy w końcu dotarłam na szczyt, pochyliłam się, oparłam ręce o kolana, zamknęłam oczy i zaczęłam ciężko oddychać, powoli próbując uspokoić nierówny oddech. Kiedy wyprostowałam się i podniosłam powieki, zobaczyłam kogoś, kogo zupełnie nie spodziewałam się zobaczyć. Na końcu klifu stała wysoka postać, otoczona jasną poświatą. Stała odwrócona do mnie tyłem, ale widziałam jej powiewające, długie włosy i wiedziałam kim jest. 
-Mama? - szepnęłam tak cicho, że mój głos zniknął w odgłosach uderzających o klif fal.
Kobieta odwróciła się do mnie z uśmiechem. 
-Witaj córeczko - odparła, podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła.
Mocno wtuliłam się w jej ramiona, a moje oczy zaszły łzami. 
-Mamo, tak bardzo za tobą tęsknię - wyszeptałam. 
-Ja też za tobą tęsknię. Pamiętaj, że zawsze przy tobie jestem. Tutaj - dotknęła dłonią środka mojej klatki piersiowej - i tutaj - po tych słowach pocałowała mnie w czubek głowy.
Kiedy miałam znów się do niej przytulić, oczy mojej mamy otworzyły się szeroko, w przerażeniu.
-Nie odwracaj się i...uważaj na siebie- powiedziała drżącym głosem, po czym rozpłynęła się w powietrzu, niczym znikający hologram. 
Odgłosy grzmotów nad moją głową stały się nienaturalnie regularne. 
Gwałtownie otworzyłam oczy i usiadłam na łóżku, ściągając słuchawki, w których i tak nie leciała już żadna melodia. Spałam chyba kilka godzin, bo słońce było bliżej horyzontu, z czego wywnioskowałam, że musiało być koło trzeciej. Rytmiczne uderzenia, które w moim śnie wzięłam za grzmoty, w rzeczywistości okazały się odgłosami rzucanych kamieni w moje okno. Cholernie bałam się do niego podejść, szczególnie, że brak odgłosów z parteru świadczył o tym, że Alison i tata byli od dawna w pracy, a mój brat zapewne poszedł do skateparku ze swoimi znajomymi. Gówniarz miał bogatsze życie towarzyskie ode mnie. 
Przerażała mnie ta chora cisza, która panowała w pustym domu. Po chwili stukanie w okno ucichło, a ja w końcu odważyłam się podejść do parapetu. Jednak firanki nie odsłoniłam, z przezorności. 
Nagle zdałam sobie sprawę z czegoś, co zmroziło mi krew w żyłach. Tata i Al prawdopodobnie wyszli z domu przed moim bratem. Co znaczyło, że drzwi są otwarte, bo ten idiota nigdy nie zamykał drzwi i nie brał ze sobą klucza. Szybko wybiegłam z pokoju i zbiegłam po schodach z prędkością, o jaką się nawet nie podejrzewałam. Ku mojemu przerażeniu drzwi powoli otwierały się, popychane czyjąś silną ręką. W mgnieniu oka dotarłam do nich i zamknęłam je z trzaskiem, przekręcając zamek. 
Oparłam się o nie plecami i powoli osunęłam na podłogę, nadal nie odrywając barków od twardego drewna.
-Wpuść mnie - dotarł do mnie głos z drugiej strony. Doskonale rozpoznałam ten poirytowany ton, które dziś rano ostrzegał mnie, aby z nim nie pogrywać. Nie wiem jak, ale on mnie znalazł. Musiał mnie śledzić, kiedy od niego uciekłam.
-Odejdź - odkrzyknęłam. 
-Nic ci nie zrobię - powiedział, po czym uderzył otwartą dłonią w drzwi. 
-To chyba znaczyło coś zupełnie odwrotnego - odparłam, próbując się uspokoić. Po czym dodałam - Czego ode mnie chcesz? 
-Chcę porozmawiać - powiedział cicho, jego głos jakby złagodniał. 
-Nie mamy o czym rozmawiać, Niall - powiedziałam. 
-Lubię sposób, w jaki wypowiadasz moje imię - nie widziała jego twarzy, ale mogłabym przysiąc, że się uśmiechnął - Chciałbym ci wyjaśnić pewne rzeczy.
-Jesteś mordercą. Tu nie ma czego wyjaśniać - powiedziałam przez zaciśnięte zęby - Odejdź, proszę.
Przez chwilę było zupełnie cicho, ale słyszałam jakby ktoś pisał coś po drzwiach od zewnętrznej strony. Po jakimś czasie do moich uszu dobiegł dźwięk oddalających się kroków. Poczekałam jakieś pięć minut, żeby mieć pewność, że po otwarciu drzwi nie zobaczę niebieskookiego blondyna. Powoli wstałam, przeczesałam dłonią włosy i przekręciłam zamek, po czym otworzyłam drzwi. Wyszłam za próg, by rozejrzeć się dokoła, ale nikogo nikogo nie zobaczyłam. Kiedy cofałam się, żeby wejść do domu, nadepnęłam na kartkę leżącą obok wycieraczki. Była złożona na pół, na górze widniało Meg, napisane bardzo ładnym charakterem pisma, czego nie spodziewałabym się po Niallu. Schyliłam się i podniosłam liścik, po czym otworzyłam go z lekkim niepokojem, bo nie wiedziałam, czego mam się po nim spodziewać. Gróźb? Wyznań?

Nie zabiłem Jeremy'ego. Wiem, że to mało realne, ale chciałbym żebyś mi uwierzyła. Chociaż ty.
PS Wciąż czuję smak twoich ust. Mam nadzieję, że kiedyś pozwolisz, abyśmy to powtórzyli.
N.

Wpatrywałam się w niewielką kartkę, a w mojej głowie zebrało się na raz tyle myśli...Czułam, że powoli tracę zmysły. 

23 komentarze:

  1. Boziu jak zwykle genialny rozdział! <3 Niecierpliwie czekam n następny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. brak mi słów! ;D
    Niesamowite czytając to denerwowałam się
    czekam na 3 rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  3. aaa zajebiste! czekam na 3 :D

    OdpowiedzUsuń
  4. myślę że to wyrazi więcej niż tysiąc słów : nfijxininriuaneuifbdiwajxzoqwhsiuzanAIUSDxuijfuvfdnijskxc *___*
    o boże, omg, jakie to jest cudowne *.* proszę Cię, dodawaj jak najszybciej te rozdziały bo chyba umrę. dzięki Tobie zupełnie inaczej patrzę na Nialla. czekam na 3 rozdział, dodaj go szybko :D
    @mrrsmorgaan

    OdpowiedzUsuń
  5. Zajebisty!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. jezu ja kocham to opowiadanie i ciebie zarazem . naprawdę fajnie to się zapowiada :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jezusie to opowiadanie jest genialne wpadaj czasem do mnie http://opowiadanieo1dijb.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Brak Mi Słów... Świetne, to za małe określenie na to opowiadanie...

    OdpowiedzUsuń
  9. naprawdę masz talent <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny <3! Żałuję, że wcześniej nie zaczęłam czytać tego opowiadania...
    @monia_official

    OdpowiedzUsuń
  11. Genialne <3. Wciągnęłam się od razu ;** <3 Chyba przeczytam wszystkie rozdziały w jedną noc :D

    OdpowiedzUsuń
  12. njxhdfhdnfjdndhfy cudowny! Kochany Niallerek. :')

    OdpowiedzUsuń
  13. Jxjshxjsjshsjdhwjdhshxhwjhwhsshe Tyle w tym temacie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. o maj gasz takie no nwm super

    OdpowiedzUsuń
  15. asdtrdhgafthdardajyu *-*
    http://fanfictionjdabrowskywsrodchloduludzi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. O tym ff dowiedziałam się dzięki tt i jestem bardzo zadowolona ����

    OdpowiedzUsuń