poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Rozdział 5

Delikatnie położyłem ją na tylnym siedzeniu, po czym przykryłem kocem znalezionym w bagażniku. Uśmiechnąłem się widząc jej delikatnie rozchylone usta, które miałem ochotę pocałować, ale bałem się, że ona się obudzi. Chciałem, żeby była moja i tylko moja. Nie wyobrażałem sobie, że ktoś inny mógłby ją dotykać, całować, skrzywdzić...
Meg przekręciła się i podłożyła ramię pod głowę. Włosy opadły jej na twarz, ale schyliłem się i delikatnym gestem założyłem wolne kosmyki za ucho. Uśmiechnęła się przez sen. Tak bardzo marzyłem, bym to ja był powodem tego uśmiechu. Przeszedłem dokoła samochodu, by wejść do środka, próbując cicho zamknąć drzwi od strony kierowcy. Miałem nadzieję, że silnik auta nie obudzi dziewczyny. Odpaliłem samochód i powoli opuściliśmy plażę, kiedy wyjechałem na autostradę.
Było już dość ciemno, słońce zaszło kilka minut temu. Uwielbiałem jazdę po zmierzchu, czułem się wtedy taki wolny. Jakby nic nie mogło zaburzyć szczęścia, które dawały mi powiewu wiatru we włosach. Odwróciłem głowę przez ramię upewniając się, że Meg nadal śpi. Zdałem sobie sprawę, że nie wiem w sumie gdzie mam jechać. Pojechanie do jej domu nie wchodziło w grę, szczególnie że jej ojca mógł przerazić widok człowieka oskarżonego o morderstwo ze śpiącą córką na rękach. Postanowiłem, że najlepszym wyjściem będzie zawiezienie jej do mojego mieszkania.
Po kilkunastu minutach jazdy spokojną autostradą byliśmy na miejscu. Zatrzymałem samochód na podjeździe, po czym podszedłem do drzwi, wyjąłem z kieszeni klucz i otworzyłem drzwi na oścież. Wyciągnąłem z auta Meg i ułożyłem ją sobie w ramionach. Znowu bezwładnie wtuliła się we mnie, wywołując u mnie uśmiech. Kolanem zatrzasnąłem drzwi auta i wszedłem do mieszkania. Mój dom nie był duży, jednopiętrowy, otoczony drzewami. Było cicho, jak zwykle, ale tym razem mnie to cieszyło, bo nic nie było w stanie zakłócić snu dziewczyny, która leżała w moich ramionach. Zastanawiałem się, czy wejść do salonu, ale po chwili namysłu postanowiłem jednak zostawić ją na łóżku w mojej sypialni. Wszedłem po schodach, po czym skierowałem się do niewielkiego pokoju z dużym łóżkiem, na którym położyłem Meg, okrywając ją kocem. Jej brązowe włosy ułożyły się delikatnymi falami na poduszce, okrywając prawie całą jej powierzchnię. Miałem ochotę się do niej przytulić, ale podejrzewałem, że nie byłaby zadowolona z takiego obrotu spraw. Ciągle czułem, że będzie mi trudno się do niej zbliżyć, mimo że już raz się całowaliśmy. Chciałem, żeby następnym razem to ona przejęła inicjatywę, bo miałbym pewność, że tego chce. Wciąż sam do końca nie wiedziałem, co mnie w niej pociągało, ale tak bardzo tęskniłem za jej widokiem, a kiedy już ją zobaczyłem, to coś się we mnie ruszyło. Nigdy nie czułem czegoś takiego przy innej dziewczynie. Delikatnie rzecz ujmując, byłem z innymi dziewczynami tylko z przyczyn czysto...fizycznych. Z Meg było inaczej, nie chciałem jej skrzywdzić. Ogromnie cieszył mnie fakt, że spróbowała mi zaufać, mimo wszystkich okoliczności, które towarzyszyły nam od początku, od naszego pierwszego spotkania.
Po raz pierwszy w życiu chyba się zakochałem.
Podszedłem do okna i pociągnąłem zasłony, wcześniej jeszcze zwracając uwagę na księżyc w pełni, który świecił dziś wyjątkowo jasno.
Wyszedłem z pokoju, po cichu zamykając za sobą drzwi. Skierowałem się na dół, do kuchni. Wyjąłem puszkę jakiegoś gazowanego napoju i kawałek kurczaka, który jakimś cudem ocalał z wczorajszej kolacji. Nie przeszkadzało mi, że był zimny, nie smakował tak źle z kromką chleba. Wziąłem jedzenie i przeniosłem się do salonu, gdzie zamierzałem spędzić dzisiejszą noc. Talerz odłożyłem na mały stolik i rozłożyłem niewielką kanapę, wyjmując z jej schowka jakąś kołdrę i poduszkę. Miałem ochotę włączyć telewizor, ale bałem się, że głośne dźwięki obudzą Meg. Leżąc w ciszy, doszedłem do wniosku, że jej rodzice muszą się martwić o to, gdzie jest ich córka. Wyszedłem z domu, podszedłem do auta, idąc po kamienistej alejce. Zauważyłem plecak Meg leżący na tylnym siedzeniu. Z bocznej kieszeni wyjąłem jej smartfona i napisałem krótkiego sms'a.

Do: Tata
Nie martwcie się, śpię u przyjaciółki, świętujemy pierwszy dzień w szkole. Wrócę rano.
xx

Odłożyłem telefon na miejsce, wcześniej przestawiając go w tryb milczący, po czym wróciłem do domu, zamknąłem drzwi na klucz i wróciłem na moje poprzednie miejsce, poprawiając poduszkę, która spadła za kanapę.
W końcu postanowiłem jednak coś obejrzeć, jednocześnie wyłączając głos. Przerzucając kanały trafiłem na jakiś archiwalny mecz, którego jednak wcześniej nie oglądałem. Nie zdałem sobie sprawy z tego, że po kilkunastu minutach zapadłem w głęboki sen, akurat kiedy napastnik drużyny, której kibicowałem zdobywał już drugą bramkę.



Przekręciłam się na drugi bok, dociskając prawy policzek do miękkiej poduszki. Wciągnęłam głęboko powietrze i coś mi się nie zgadzało. Przyzwyczaiłam się do morskiego zapachu mojej pościeli, a teraz wyraźnie czułam lawendową nutę. Otworzyłam oczy i zobaczyłam niewielki pokój. Było dość ciemno, bo ktoś zasłonił okno zasłonkami. Nagle zdałam sobie sprawę z tego, co wczoraj się wydarzyło.
Niall. Plaża. Senność.
Musiał przywieźć mnie do siebie, po tym jak zasnęłam na wybrzeżu. Podniosłam się i gwałtownie usiadłam na łóżku, rozglądając się po pomieszczeniu. Zobaczyłam drewnianą szafę i regał z książkami. Uśmiechnęłam się, widząc na nim całą serię Harry'ego Pottera. Odkryłam koc, którym byłam przykryta i podeszłam, by odsłonić okno. Rozsuwając zasłony wpuściłam do pokoju promienie słońca, które przebiły się przez gałęzie ogromnego świerka stojącego na zewnątrz. Otworzyłam okno, rozkoszując się powietrzem, które dotarło do mojego nosa. Pachniało drzewami iglastymi, poranną rosą i...spokojem. Wsłuchałam się w ptaki, które swoim śpiewem witały wschodzące słońce. Słyszałam świerszcze, które grały w trawie na dole. Po chwili dotarło do mnie, że zupełnie nie wiem gdzie jestem. Co więcej, wcale mi to nie przeszkadzało. Zastanawiałam się, gdzie jest Niall, myśląc jednocześnie o tym, że zostawił mnie na górze samą, nie próbował się do mnie dobierać, czy coś w tym stylu. Ciągle nie mogłam zapomnieć dotyku łapczywych rąk Erica. Potrząsnęłam głową, odganiając od siebie niemiłe wspomnienia poprzedniego dnia.
Zsunęłam się z wysokiego łóżka i nałożyłam buty, które ktoś równo obok niego postawił. Wstałam i przeciągnęłam się, wyprostowując mięśnie. Delikatnie otworzyłam drzwi i zeszłam na dół, nie wiedząc co tam zastanę. W krótkim korytarzu skręciłam do pomieszczenia, z którego widać było przebłyski na przeciwległej ścianie. Weszłam do niego i pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to włączony telewizor. Patrząc się w prawo zobaczyłam Nialla śpiącego na kanapie. Był odwrócony tyłem, tak, że widziałam tylko jego plecy. Zlokalizowałam pilot leżący na stoliku obok łóżka i wyłączyłam telewizor, po czym odłożyłam go na miejsce. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Miałam po prostu wyjść? Przecież i tak nie potrafiłabym wrócić do domu, byłam okropna jeśli chodziło o orientację w terenie, szczególnie jeśli był to teren, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Wyszłam z pokoju, zostawiając śpiącego Nialla i po chwili znalazłam kuchnię. Zajrzałam do lodówki, w oczy od razu rzuciły mi się trzy jajka samotnie spoczywające na górnej półce. W szafce nad kuchenką znalazłam patelnię, a z dolnej półki lodówki wyciągnęłam kostkę masła. Jak na samotnie mieszkającego chłopaka, Niall miał nieźle wyposażoną lodówkę.
Włączyłam jeden palnik, postawiłam na nim patelnię i poczekałam, aż się nagrzeje, aby po chwili wrzucić na nią kawałek masła. Kiedy zaczęło się roztapiać, rozbiłam jajka i czekałam aż trochę się zetną. W międzyczasie nastawiłam wodę na kawę w elektrycznym czajniku, który stał obok kuchenki.
Właściwie czułam się trochę dziwnie, przygotowując śniadanie w obcym mieszkaniu, ale co innego mogłam zrobić? Musiałam czymś zająć ręce. Otworzyłam jedną z szafek w poszukiwaniu puszki czy torebki z kawą, ale kiedy dostrzegłam ją na jednej z półek, była za wysoko, bym mogła ją dosięgnąć. Wyciągnęłam rękę najwyżej jak mogłam, ale wciąż do niej nie dostawałam.
-Pozwól, że ci pomogę - odwróciłam się i zobaczyłam Nialla stojącego w progu i patrzącego na mnie z uśmiechem. Miał na sobie szeroką koszulkę, dzięki temu że była bez rękawów mogłam dostrzec, że miał dość umięśnione ramiona.
Podszedł do mnie i stojąc za mną, tak że praktycznie mnie obejmował, wyjął puszkę z kawą z szafki.
Przypomniałam sobie o jajecznicy, chwyciłam za patelnię i wyłączyłam kuchenkę. Niall w tym czasie zdążył już wyjąć dwa talerze i postawić je na blacie. Rozłożyłam jajecznicę, przy czym moja porcja była mniejsza, wiedziałam, że prawdopodobnie będzie bardziej głodny ode mnie, w końcu był chłopakiem. I to dość dobrze zbudowanym chłopakiem.
-Dziękuję - powiedział, ciągle się uśmiechając.
Usiadłam na barowym stołku przy blacie, kiedy chłopak podał mi widelec. Zaczęliśmy jeść w ciszy, chyba żadne z nas nie wiedziało, co wypadałoby powiedzieć w takiej sytuacji.
W pewnym momencie uświadomiłam sobie, że tata musi się zastanawiać, gdzie przez całą noc podziewała się jego córka.
-Niall, chyba powinnam wracać, ojciec pewnie odchodzi od zmysłów - zaczęłam.
-Wszystkim się zająłem - odparł ze spokojem, zjadając swoją jajecznicę.
Uniosłam brew do góry, pokazując mu, że zupełnie nie wiem, o co mu chodzi.
Popatrzył się na mnie, po czym powiedział
-Kiedy zasnęłaś wczoraj, poszedłem do samochodu i wysłałem do twojego taty sms'a - wyjaśnił, jak gdyby nigdy nic.
Byłam zaskoczona, jak pewny siebie był, wypowiadając te słowa. Tak po prostu, wysłał sms'a?
-Właściwie, to dlaczego nie odwiozłeś mnie wczoraj do mojego domu? - spytałam.
-Tak słodko spałaś, że nie chciałem cię budzić - mrugnął do mnie - Poza tym, jak myślisz, co pomyślałby twój ojciec, gdyby zobaczył swoją córkę w ramionach jakiegoś obcego chłopaka?
-Masz rację - przyznałam. Po chwili coś do mnie dotarło.
-Niosłeś mnie na rękach? - spytałam zdziwiona.
-Nie, teleportowałem cię z plaży do samochodu, a potem z samochodu na górę - powiedział z ironią.
-Uhm, dziękuję - zaczerwieniłam się, nie wiedziałam, co innego mogłabym powiedzieć.
Niall wstał, kiedy dojadłam moją jajecznicę i przejął ode mnie talerz, po czym włożył ze swoim naczynia do zmywarki, dorzucając jeszcze patelnię i widelce.
-Chcesz skorzystać z łazienki? - zapytał.
-Byłoby miło - odparłam. Naprawdę przydałby mi się gorący prysznic.
Niall odkręcił się i ruszył w stronę schodów. Ciągle stałam w kuchni, kiedy odwrócił się do mnie.
-Idziesz? - po tych słowach w końcu się ruszyłam i podążyłam za nim na górę. Poprowadził mnie łazienki, która choć mała, wyglądała bardzo przyzwoicie. Pomieszczenie było dość jasne, dzięki lampom halogenowym, które były zainstalowane nad lustrem i umywalką.
Niall wyjął z szafki ręcznik i podał mi go, jednocześnie szeroko się uśmiechając.
-Rozgość się - powiedział, po czym ruszył do wyjścia.
Zdałam sobie sprawę, że nie mam żadnych ubrań na zmianę.
-Niall? - zatrzymał się w drzwiach.
-Tak?
-Głupio mi o to prosić, ale nie mógłbyś pożyczyć mi jakiejś bluzki? - zaczerwieniłam się.
-Jasne - odparł, po czym wyszedł z łazienki i po chwili wrócił trzymając w dłoni bluzę - Wybacz, nie miałem pod ręką żadnej koszulki, musi ci wystarczyć bluza.
-Dziękuję - odparłam, biorąc od niego ubranie.
Niall miał już zamknąć za sobą drzwi, ale obrócił się i z uśmiechem powiedział jeszcze:
-Przy okazji, do twarzy ci w tych rumieńcach - te słowa sprawiły, że czerwień moich policzków przybrała jeszcze intensywniejszy odcień.
Korzystając z chwili samotności, zdjęłam wszystko, co miałam na sobie, jednocześnie zamykając zamek w drzwiach. Nie do końca ufałam Niallowi, nawet po tym wszystkim, co dla mnie wczoraj zrobił.
Odkręciłam wodę pod prysznicem i powoli weszłam do kabiny. Gorące strumienie wody spływały po moich plecach, dając kojące uczucie ulgi. Po kilku minutach stwierdziłam, że pora chyba wyjść i się ubrać. W domu nie miałam wyrzutów sumienia, jeśli chodziło o ilość zużytej wody, ale w mieszkaniu Nialla czułam się trochę nieswojo. Łazienka chłopaka na szczęście wyposażona była w małą suszarkę do włosów, co mnie ogromnie ucieszyło.
Po wysuszeniu włosów, nałożyłam na siebie bluzę, która pachniała świeżym płynem do płukania.
W pewnym momencie usłyszałam jakby na dole trzasnęły drzwi, ale uznałam, iż się przesłyszałam. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i stwierdziłam, że nie wyglądam najgorzej. W łazience nie znalazłam żadnej szczotki do włosów, ale na półce leżał niewielki grzebień, który pozwolił mi doprowadzić moje włosy do ładu. Po chwili postanowiłam, że jestem gotowa by zejść na dół.
Idąc po schodach usłyszałam jak Niall z kimś rozmawia. Pomyślałam jednak, że pewnie ktoś do niego zadzwonił. Po przejściu przez wąski przedpokój, weszłam do salonu.
To, co zobaczyłam trochę mnie zdziwiło. Wpatrywały się we mnie cztery pary oczu, w tym jedne błękitne, należące do Nialla. Stanęłam w progu, nie wiedząc, co mam zrobić. Czułam ciepło napływające do moich policzków.
-Meg, poznaj moich przyjaciół - powiedział Niall.
Przełknęłam ślinę i uśmiechnęłam się niepewnie, nie wiedząc czego mam się spodziewać.

środa, 24 kwietnia 2013

Rozdział 4

Zasłoniłam ręką oczy, kiedy Niall otworzył drzwi wyjściowe. Nie spodziewałam się, że na dworze jest tak jasno, słońce świeciło jakby to była pełnia lata, kiedy w rzeczywistości czuć już było zimniejsze powiewy jesiennej bryzy. Wciągnęłam rześkie powietrze wychodząc na zewnątrz. Popatrzyłam się na plecy chłopaka, bo chwilowo szłam za nim, ciągle trzymaliśmy się za ręce. Właściwie - to on trzymał moją, ja całkowicie oddałam się temu gestowi. Miałam mętlik w głowie, tyle pytań, choć podejrzewałam, że na połowę z nich wcale nie chciałam poznać odpowiedzi, bo po prostu się ich obawiałam.
Niall pociągnął moją dłoń, kierując się w prawo, co wytrąciło mnie z zamyślenia, bo przypomniałam sobie, że swój, a raczej należący do Alison samochód zostawiłam po lewej stronie na parkingu.
Wyrwałam swoją dłoń z uścisku chłopaka, powodując, że gwałtownie się od odwrócił i spojrzał na mnie tymi swoimi przenikliwymi, błękitnymi oczyma. Przyrzekam, myślałam, że utopię się w głębi jego tęczówek, tak jakby był to bezkresny ocean. Patrzył się na mnie zaskoczony, chyba myślał, że w końcu miał nade mną jakąkolwiek kontrolę. Mylił się. Ciągle mu nie ufałam, postanowiłam po prostu wybrać mniejsze zło. Nie wiem co by się stało, gdyby nie pojawił się w szkole, przeszkadzając Ericowi zrobić cokolwiek tamten miał w zamiarach. Nawet nie chciałam o tym myśleć, na samo wspomnienie nachalnych gestów bruneta zbierało mi się na mdłości.
-Jakiś problem? - zapytał Niall, nie spuszczając ze mnie wzorku.
-Mógłbyś powiedzieć, gdzie mnie zabierasz. Poza tym, chyba należy mi się kilka wyjaśnień - powiedziałam stanowczo.
Zrobił zdziwioną minę, jakby nie spodziewał się, że będę dla niego taka oschła.
-Nie wiedziałem, że nie lubisz niespodzianek - uśmiechnął się, tym samym sprawiając, iż mimo usilnych starań zmiękły mi nogi.
Miałam nadzieję, że nie zauważał tego, jak na mnie działa. To byłoby tragiczne w skutkach.
-Uwielbiam niespodzianki, jednak wolę gdy nie szykuje ich dla mnie potencjalny morderca - odparłam i skrzyżowałam ręce, próbując  tym gestem w jakiś sposób odgrodzić się od Nialla.
Zobaczyłam, jak nagle spochmurniał, a jego roześmiana twarz przyjęła grymas złości. Podszedł do mnie, praktycznie stykając swoją twarz z moją.
-Nie jestem mordercą - wyszeptał - Miałam nadzieję, że w końcu będę mógł ci to wyjaśnić.
-No więc słucham - powiedziałam cicho.
Odsunął się i odparł:
-Nie tutaj, nie przepadam za szkolnymi parkingami. Pozwól mi cię gdzieś zabrać - poprosił.
Przez chwilę biłam się z myślami, po czym skinęłam wolno głową.
-Pojedziemy moim samochodem - stwierdził.
-Ale co z moim pick-up'em? - zapytałam.
-Odwiozę cię, nie martw się - po czym odwrócił się i zaczął lawirować pomiędzy samochodami.
Szłam posłusznie za nim, nie wiedząc co na mnie jeszcze dziś czeka.
Po chwili doszliśmy do jego auta, które okazało się starym, ale niezabytkowym kabrioletem. Niall pewnym ruchem rzucił mój plecak na tylne siedzenie i otworzył przede mną drzwi, co uznałam za bardzo obiecujący gest. Usiadłam na miejscu dla pasażera i zapięłam przezornie pas. Nie wiedziałam jaką szybkość i styl jazdy preferował chłopak. Po chwili zatrzasnęły się drzwi po stronie kierowcy, Niall nie zawracał sobie głowy zapinaniem pasa bezpieczeństwa. Nie wiem czy miałam uznać to za beztroskę czy zwykłe cwaniactwo.
Dużą dłonią przekręcił kluczyk w stacyjce, a drugą umieścił na kierownicy. Odjechaliśmy spod szkoły, zauważyłam, że Niall obrał kierunek na autostradę. Nie miałam zielonego pojęcia, gdzie mnie zabiera, zupełnie straciłam orientację w terenie. Jechał dość szybko, ale prowadził auto z lekkością.
Patrzył się przed siebie, ciągle obserwując drogę, nie odzywał się do mnie ani słowem, ale nie zamierzałam płakać z tego powodu, właściwie było mi to na rękę.
Spojrzałam się na jego profil. Blond włosy były w nieładzie, co sprawiało, że wyglądał, jakby dopiero wstał z łóżka. Nie mogłam spuścić wzorku z jego skupionej twarzy, wyglądał tak, jakby nałożył maskę chroniącą go przed ludźmi, którzy chcieliby zobaczyć jakiekolwiek emocje.
Poruszył ręką, sięgając do schowka nad moimi kolanami, jednak nie dotknął mnie, tylko zręcznie wyjął z niego płytę, po czym wsunął ją do odtwarzacza znajdującego się po prawo od kierownicy. Z głośnika popłynęły pierwsze dźwięki jakiejś delikatnej melodii. Mimo wykonywanych czynności, jego oczy nadal skupione były na drodze, chociaż na autostradzie o tej porze samochodów nie było wiele. Co pewien czas mijała nas jakaś większa ciężarówka czy van dostawczy, jednak samochodów osobowych była naprawdę znikoma ilość. Po chwili teren zaczął się zmieniać i zauważyłam, że od strony kierowcy widać z daleka morski brzeg.
-Zabierasz mnie na plażę? - spytałam.
-Nie do końca - odparł krótko, nie udzielając mi większej ilości informacji.
Wcisnęłam się mocniej w fotel, czułam jak wiatr rozwiewa moje długie włosy, żałowałam, że nie związałam ich w kucyk. Sięgnęłam do kieszeni i wyjęłam z niej gumkę do włosów, którą miałam przygotowaną na wf, po czym związałam nią włosy w wysoki kucyk. Niall obdarzył mnie przelotnym spojrzeniem, nasze oczy spotkały się na moment, by znów powrócić do wpatrywania się w rozciągający się przed nami krajobraz.
-She give me love, love, love, crazy love - zanucił Niall pod nosem, wplatając swój miękki głos w melodię Vana Morrison, która akurat wypływała z głośnika.
Pomyślałam, że ma bardzo ładny głos, ale nie wypowiedziałam tego na głos, bo po chwili znów zapadła niezręczna cisza.
Niall skręcił nagle do zjazdu w stronę plaży. Po jakichś 10 minutach powiedział:
-Jesteśmy prawie na miejscu. Tam, gdzie chcę cię zabrać, musimy iść na piechotę.
Wysiadł z samochodu, szybko kilkoma dużymi krokami podszedł do drzwi po mojej stronie i je przede mną otworzył. Skinęłam głową i wysiadłam podziwiając widok, jaki się przede mną rozpostarł. Plaża była cudowna, pusta i w pewien sposób również tajemnicza.
-Chodźmy - powiedział chłopak i zaczął mnie gdzieś prowadzić.
Plaża nagle zrobiła się mniej piaszczysta, gdzieniegdzie pojawiały się coraz większe kamienie. Po chwili Niall zaprowadził mnie do miejsca, gdzie rozrzucone głazy tworzyły idealne miejsce by siąść prosto nad morzem, ale tak by fale nie mogły nas dosięgnąć.
Wszedł na jeden z wielkich kamieni i podał mi rękę. Siadłam po turecku, chłopak usiadł dokładnie naprzeciwko mnie.
-Rozumiem, że masz kilka pytań - powiedział spokojnie.
Nie wiedziałam od czego zacząć.
-Dlaczego ja? Co we mnie jest takiego specjalnego, że przyszedłeś do mojej szkoły kilka tygodni po tym, kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy? - pytania dosłownie wylatywały z moich ust strumieniem.
-Kiedy zobaczyłem cię, tego sierpniowego ranka, kiedy się spotkaliśmy poczułem coś dziwnego, coś, czego wcześniej nie doświadczałem. Jakby łączyła nas jakaś niewidzialna więź. A potem ty... - uśmiechnął się, przywołując wspomnienia - byłaś na mnie zła, a ja kompletnie nie wiedziałem dlaczego. Postanowiłem pocałować cię, bo czułem, że nie wybaczę sobie, jeśli nie zaryzykuję.
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Byłam zaskoczona tym, w jaki sposób o tym mówił. Akurat nasz pocałunek wspomniałam z mieszanymi uczuciami, bo początkowo był bardzo brutalny.
-A co z Jeremy'm? - pytanie, które chciałam zadać mu od czasu, gdy usłyszałam pamiętny serwis informacyjny.
Jego twarz spoważniała, widziałam, że nie będzie mu łatwo o tym mówić.
-To długa historia - powiedział cicho.
-Mam czas - odpowiedziałam, siląc się na to, żeby ton mojego głosu był zachęcający do zwierzeń.
-To, co ci powiem musi zostać między nami, rozumiesz? - popatrzył się na mnie, a ja twierdząco kiwnęłam głową. Niall kontynuował - Wszystko zaczęło się jakiś miesiąc temu. W mieście, z którego pochodzę, wiele rzeczy nie jest tak kolorowych jak tutaj. Prawda jest taka, że robiłem złe rzeczy, sam zapracowałem na reputację, która, powiedzmy, nie jest zbyt dobra. Wszczynałem bójki, brałem udział w akcjach, które nie do końca były legalne, narażałem na niebezpieczeństwo nie tylko siebie, ale i innych.
Byłam wpatrzona w jego twarz, na chwilę złapałam jego wzrok, ale po chwili znów wsłuchałam się w jego słowa.
-Jeremy był moim przyjacielem - na wspomnienie chłopaka Niall spuścił wzrok, chyba próbując ukryć fakt, że oczy nabiegły mu mokrymi łzami. Osobiście nie widziałam w tym niczego wstydliwego. Wytarł oczy rękawem bluzy i kontynuował - wspieraliśmy się, nie znałem osoby, która lepiej by mnie rozumiała. Niestety, mój tryb życia nie sprzyjał zawiązywaniu wielu przyjaźni, wręcz przeciwnie. Nie ukrywam, że wiele osób chciało i nadal chce mi zaszkodzić. Jedną z takich osób jest ta pizda, Trevor. Powiedzmy, że nie żywiliśmy do siebie zbyt ciepłych uczuć, bo działaliśmy w dwóch konkurujących grupach. Pewnego razu po ostrej wymianie zdań i ciosów zagroził, że mnie zabije. Przez jakiś czas był spokój, pomyślałem, że go poniosło i ochłonął. Któregoś dnia przyszedł do mnie Jer i jak zwykle mieliśmy zamiar obejrzeć mecz, kiedy coś mi wypadło i musiałem pojechać załatwić jakieś sprawy w mieście. Gdy wróciłem mój dom stał w płomieniach. Bez namysłu rzuciłem się do środka, ale płomienie i dym wyrzuciły mnie na zewnątrz zanim zrobiła to eksplozja. Nie wiedziałem, co robić.
-Nie mogłeś po prostu zadzwonić po straż? Policję? - wtrąciłam się do jego monologu.
-Policję? - uśmiechnął się, ale z pobłażliwością - Meg, nie rozumiesz że gdyby gliny mnie wtedy złapały to siedziałbym już za kratkami. Z moją kartoteką nie miałoby dla nich znaczenia żadne tłumaczenie, łatwiej byłoby im mnie oskarżyć.
-Wiedziałem, że to Trevor. Byłem stuprocentowo pewny - powiedział ze złością - jedyne, co mogłem zrobić to wsiąść i odjechać. Jedyne, co ze sobą zabrałem to rzeczy, które miałem w samochodzie. Nie wiem, jak ten skurwysyn zatuszował dowody na jego winę, ale śledczy znaleźli tylko ślady mojej obecności, jak mogłaś zauważyć w telewizji. Oto i cała historia - popatrzył na mnie - teraz musisz tylko zdecydować, czy mi wierzysz.
Ciągle przetwarzałam informacje, które mi przekazał.
-Wierzę - powiedziałam. Na chwilę zapadła cisza, przerywana tylko dźwiękami przelatujących mew nad naszymi głowami.
-Mogę cię o coś poprosić? - spytał.
Uniosłam brew w geście zapytania.
-Rozpuść włosy - powiedział z uśmiechem.
Posłusznie zsunęłam gumkę, pozwalając kosmykom muskać moją twarz. Moje ciało drżało od zimnych powiewów od strony morza. Zmieniłam pozycję, podwijając kolana i objęłam je ramionami. Niall chyba to zauważył, bo podniósł się, otrzepał spodnie i powiedział:
-Poczekaj tu, za chwilę wrócę - po czym odszedł w stronę, gdzie zostawiliśmy samochód.
Byłam ciekawa, czy w tym miejscu zawsze jest tak cicho. Patrzyłam na zniżające się słońce, które coraz bardziej zniżało się w stronę linii horyzontu. Cieszyłam oczy tym cudownym widokiem, kiedy poczułam na plecach jeansową kurtkę Nialla, którą mnie okrył. Przyciągnęłam ją do siebie patrząc jak siada naprzeciwko mnie z gitarą. Miał na sobie jedynie białą, szeroką koszulkę na ramiączkach, widziałam jak jego mięśnie ramion idealnie dopasowują się do boku gitary, kiedy obejmował ją ręką. Podniósł oczy w górę, wyglądał tak uroczo, kiedy świecące źrenice odbijały promienie zachodzącego słońca. Po chwili zaczął grać jakąś spokojną melodię, która sprawiła, że poczułam się bezpiecznie. Jednak po kilku minutach moje powieki stały się ciężkie i poczułam się strasznie senna. Nie zauważyłam, kiedy moje ciało bezwładnie zakołysało się w rytm szumu fal i przed zsunięciem się z głazu ochroniły mnie jakieś silne ramiona, które podniosły mnie z twardego podłoża. Wtuliłam się w pierś Nialla, pozwalając mu nieść mnie wzdłuż plaży. Moje oczy ciągle były zamknięte, ale za to idealnie słyszałam bicie jego serca i cudowny zapach, który pamiętałam odkąd pierwszy raz go spotkałam. Nie zorientowałam się, w którym momencie zapadłam w sen. Jeśli ktoś powiedziałby mi kilka dni temu, że będę spędzała pierwszy dzień szkoły nad morzem, niesiona przez chłopaka, który jeszcze jakiś czas temu tak bardzo mnie przerażał, pomyślałabym, że postradał zmysły.



Musiała być strasznie zmęczona, tak szybko zasnęła wtulona w moją pierś. Zaufała mi. I nie zamierzałem zepsuć szansy, która została mi podarowana.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Rozdział 3

-Meg! Wstawaj! - dobiegło do mnie z dołu wołanie ojca.
-Ugh - mruknęłam i przekręciłam się na drugi bok.
Nadal byłam strasznie zmęczona, bo poszłam spać o pierwszej w nocy, nie zważając na to, że będę musiała tak wcześnie wstać. Niestety zdrowy rozsądek zdecydowanie przegrał z możliwością obejrzenia trzech nowych odcinków ulubionych seriali. Nie moja wina, że stacje telewizyjne postanowiły je nadać akurat w przeddzień pierwszego dnia nowego roku szkolnego. Nowy rok szkolny - trzy krótkie słowa, które momentalnie wywoływały we mnie mdłości. To nie jest tak, że nie lubiłam szkoły. Po prostu fakt, że wakacje dobiegły końca sprawiał, że nie miałam ochoty nawet wstawać z łóżka, nie mówiąc już o umyciu się, czy nałożeniu na siebie jakichś ubrań.
Mocno wtuliłam się w poduszkę, moje oczy nadal były zamknięte.
-Meg! - tym razem głos taty był głośniejszy, z czego wywnioskowałam, że wchodzi po schodach.
Pomyślałam, czy może nie warto by udać, że jestem chora, mam gorączkę, ospę wietrzną, a może po prostu jestem obłąkana i nie obędzie się bez pomocy dobrego psychiatry. Z wymienionych symptomów chyba najbliżej było mi do tego ostatniego. Były to jednak tylko przypuszczenia, w rzeczywistości i tak wiedziałam, że ojciec nie nabierze się na żaden z nich, bo za dobrze mnie zna. Inna sytuacja miałaby miejsce, gdyby chodziło tylko o nabranie Alison, chociaż i ona zdawała się poznawać mnie coraz bardziej, co w najmniejszym stopniu mi się nie podobało. W poprzednim roku kilka razy strasznie pokłócili się z tatą, kiedy moja macocha pozwoliła mi nie iść do szkoły, ale ojciec od razu po powrocie z pracy zobaczył, że symuluję. Czasami zastanawiałam się, czy byłoby odpowiednie pomyśleć o karierze aktorki, skoro tak dobrze kłamałam w żywe oczy nawet moim bliskim. Chociaż właściwie...Alison nie była mi bliska. I nie sądziłam, że kiedykolwiek mogłoby się to zmienić. Z jednej strony wiedziałam, że tata ma prawo do szczęścia, ona sama próbowała być miła, nie narzucała mi się, ale nigdy jej do siebie nie dopuściłam. Nie pozwoliłam na jakiekolwiek zbliżenie, okazanie choć najmniejszych emocji. Al chyba pogodziła się z tym już na początku, co pozwoliło nam mieszkać wspólnie w jednym domu bez większych konfliktów.
Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk naciskanej klamki.
'I tak tu nie wejdziesz, zamknęłam je na klucz od środka' pomyślałam z przebiegłym uśmiechem.
-Meg! Otwórz drzwi, bo znów się spóźnisz, a to pierwszy dzień! - nie rozumiałam dlaczego głos ojca był taki uradowany. Brzmiał, jakby reklamował najnowszy produkt jakiejś zagranicznej firmy, który 'działa cuda, za jedyne cztery stówy'. Ja osobiście nie widziałam w obecnej sytuacji nic zachęcającego.
-Meg! - powtórzył moje imię już chyba po raz tysięczny, co zmusiło mnie do powolnego odłożenia na bok kołdry. Otworzyłam najpierw jedno oko, potem drugie, przetarłam je, ziewnęłam i przeczesałam włosy palcami. Głęboko westchnęłam i odparłam:
-Już idę, nie musisz wyważać drzwi - po czym wstałam z łóżka i wciąż półprzytomna podeszłam do drzwi i otworzyłam je ukazując moim oczom zdziwioną minę ojca.
-Czyś ty zwariowała? - zapytał, rozkładając ręce - Masz być gotowa za pół godziny, inaczej się spóźnimy, nie zapominaj, że musimy też podrzucić do szkoły twojego brata, który w przeciwieństwie do ciebie jest już gotowy od dłuższego czasu.
Jak na zawołanie, za plecami ojca przeszedł Ashton, pokazując mi język i robiąc te wszystkie miny, dzięki którym wyglądał jak orangutan proszący o banana w zoo. Naprawdę wątpiłam w fakt, iż ktoś z tak niskim ilorazem inteligencji może być ze mną spokrewniony. Czasami zastanawiałam się, czy on przypadkiem nie jest adoptowany.
-Jesteś żałosny - powiedziałam do brata, patrząc nad ramieniem ojca. On też odwrócił się i skarcił go wzrokiem, po czym Ash spuścił wzrok i zaczął iść w dół po schodach, zapewne by wyciągnąć sobie coś z lodówki i zrobić drugie śniadanie. Obawiałam się tylko, czy aby nie była to dla niego zbyt trudna czynność.
-Czekamy na dole - powiedział tata i uśmiechnął się do mnie, po czym zamknął drzwi.
Oparłam się o nie plecami, dobrze wiedząc, co mnie dziś czeka. Jedyne, co mi pozostało to nadzieja, aby jakoś przetrwać ten dzień. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale stwierdziłam, że najgorszą rzeczą, jaką mogłam zrobić to poddać się.
Wzięłam głęboki wdech, podeszłam do szafy, otworzyłam ją i wpatrywałam w jej zawartość przed kilka chwil, bo zupełnie nie wiedziałam, co będzie najodpowiedniejsze na dzisiejszy dzień. Postawiłam na ciemne rurki i szarą bluzę z kapturem, zakładaną przez głowę. Wzięłam oba ubrania w jedną rękę, a drugą pociągnęłam za klamkę drzwi od łazienki. Jak zwykle zamknęłam je od środka, był to mój wrodzony odruch, odkąd Ash pewnego dnia postanowił zrobić mi 'niespodziankę' i wpuścić do łazienki małego wróbla, którego złapał na podwórku. Możecie pomyśleć, że to niewinny żart, ale nie dla mnie. Niektórzy panicznie boją się pająków, inni ciemności, a ja przeraźliwie obawiam się jakiegokolwiek ptactwa. Trzepot skrzydeł przyprawia mnie o dreszcze, mam ciarki na całym ciele. Potrząsnęłam głową, odpędzając od siebie niemiłe wspomnienie.
Szybko umyłam się, nałożyłam lekki makijaż, naciągnęłam jeansy na nogi, a przez głowę włożyłam szeroką bluzę, po czym wyszłam z łazienki i zeszłam na dół, do kuchni.
Przy stole siedziała Alison i jadła jogurt, jednocześnie czytając gazetę. Nie zauważyłam ani taty, ani Ashtona.
-Cześć Al - powiedziałam z grzeczności.
-Cześć Meg - podniosła głowę i odpowiedziała mi z uśmiechem - Zdenerwowana?
-Aż tak to widać? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie i próbowałam, aby na mojej twarz zagościło coś na kształt miłego uśmiechu.
-Nie martw się, na pewno wszystko pójdzie ci świetnie.
-Tak, mam nadzieję, że tak będzie - powiedziałam i odwróciłam się w stronę lodówki, przybierając znów zdenerwowany wyraz twarzy i wyciągając mleko.
Pociągnęłam łyk z zimnej, szklanej butelki i wzięłam z miski leżącej na blacie jabłko, które schowałam do jednej z kieszeni plecaka. Odstawiłam mleko na miejsce, zarzuciłam plecak na jedno ramię, po czym poszłam do przedpokoju i założyłam moje wygodne, aczkolwiek już nieco znoszone vansy. Miałam już wychodzić z domu, kiedy Alison podeszła do mnie, trzymając coś w dłoni.
-Meg, twój tata i Ash pojechali dziesięć minut temu - powiedziała.
-Ale jak to? Przecież obiecali, że na mnie poczekają, szczególnie, że zdążyłam zejść w krótszym czasie, niż został mi ustalony - byłam zła, perspektywa długiego marszu do szkoły nie zapowiadała się najlepiej - Mam iść na piechotę? - spytałam.
Alison uśmiechnęła się i wyciągnęła do mnie dłoń z kluczykami od jej starego pick-up'a.
-Lepiej. Pojedziesz moim samochodem. Stwierdziliśmy z twoim ojcem, że najwyższy czas, byś mogła trochę potrenować przed tym, jak kupimy ci własne auto. W końcu nigdy nie nagrodziliśmy cię za to, że zdałaś egzamin na prawo jazdy.
W myślach dopowiedziałam, że dla mnie nagrodą i ogromnym zaskoczeniem był sam fakt, że nie go nie oblałam.
-Dziękuję Alison - powiedziałam, zmuszając się do uśmiechu - spróbuję go nie obić.
Zaśmiała się, popychając mnie delikatnie do drzwi:
-No, idź już, bo się spóźnisz.
-Do zobaczenia wieczorem.
Kiedy zamknęła za mną drzwi, podeszłam do samochodu, odpaliłam go i wyjechałam na pustą drogę, kierując się na zachód, do miejsca, którego tak bardzo nienawidziłam.
Tego dnia była tylko jedna rzecz, która wywoływała u mnie pozytywne emocje. Od dwóch tygodni nie widziałam, nie słyszałam, ani nawet nie myślałam o przystojnym blondynie spotkanym w pewny sierpniowy dzień.


Zaparkowałam samochód na jednym z wolnych miejsc szkolnego parkingu. Słońce strasznie świeciło mi w oczy, dlatego dziękowałam za okulary przeciwsłoneczne znalezione w schowku. Wyszłam z auta, zatrzaskując drzwi i upewniając się, czy aby na pewno są zamknięte. Wzrokiem szukałam Marthy, miałam nadzieję, że może ją znajdę, dzięki czemu nie czułabym się tak samotna pośród tłumu uczniów zmierzających do budynku szkoły. Nie byłam strasznie popularna, ale nie byłam też jedną z osób, z których połowa ludzi się wyśmiewała. Owszem, miałam grupę znajomych, ale były to po prostu osoby, z którymi mogłam siąść na przerwie i zjeść lunch czy przygotować projekt z angielskiego. Z Marthą mogłam porozmawiać i to na wszelkie tematy. 
-Meg! - usłyszałam wołanie przyjaciółki.
Podbiegłam do niej, po czym mocno przytuliłam. 
-Ładnie wyglądasz - powiedziałam. 
-Nie podlizuj się - odparła z uśmiechem, po czym zaśmiałyśmy się obydwie. 
Powolnym krokiem zmierzałyśmy do głównego wejścia budynku szkoły, kiedy usłyszałam, jak ktoś woła moje imię. 
-O nie, to Eric - stwierdziłam zdegustowana. 
-Nie rozumiem czego on jeszcze od ciebie chce - powiedziała Martha, po czym odeszła, poklepując mnie po ramieniu, chcąc dodać mi odwagi. 
Wysoki brunet podbiegł do mnie i chyba miał zamiar przytulić, kiedy gwałtownie się odsunęłam.
-Hej, co jest? - zapytał ze zdziwieniem na twarzy. 
-Co jest? - wypowiedziałam przez zaciśnięte usta - Nic nie jest, właśnie o to chodzi. Nie wiem dlaczego ciągle nie potrafisz tego zrozumieć. 
Eric był powodem, dla którego szkoła zbrzydła mi tak bardzo, że byłam gotowa nawet symulować choroby. Nie wiem dlaczego wybrał akurat mnie na obiekt swoich żałosnych zaczepek, ale przez ostatnie tygodnie przed wakacjami nie było dnia, przerwy, na której by się do mnie nie przystawiał. Na szczęście zazwyczaj był obok mnie któryś z moich znajomych. 
-Odpieprz się w końcu ode mnie - powiedziałam, odwróciłam się i odeszłam w stronę wejściowych drzwi zostawiając go osłupiałego na parkingu. 



Lekcje mijały sennie, ale jakoś przebrnęłam przez historię i angielski. Na drugiej godzinie hiszpańskiego poczułam, że muszę skorzystać z toalety, dlatego wyszłam z klasy i skierowałam się w stronę dziewczęcej łazienki. Za rogiem stał Eric, nie wiem jakim cudem znalazł się tam akurat w momencie, gdy szłam tam ja. Trudno mi było uwierzyć w przypadek, ale innego wyjaśnienia chyba nie było.
-Oh, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że cię widzę - powiedział z uśmiechem, który wywoływał u mnie mdłości. 
Rozejrzałam się po korytarzu, ale ku mojemu przerażeniu był zupełnie pusty.
-Odejdź, chcę skorzystać z toalety - odparłam. 
-Nie wiem, czy mogę przepuścić taką okazję - wyszeptał, po czym zbliżył się do mnie na niewielką odległość, tak, że czułam jego oddech - wiesz, tworzylibyśmy cudowną parę.
-Po moim trupie - zaczynał mnie przerażać, zazwyczaj jego zaczepki były chamskie, ale nigdy nie zbliżył się tak bardzo jak wtedy. Miałam ochotę krzyczeć, ale nie chciałam wywoływać paniki w klasach i robić z siebie pośmiewiska. 
Przycisnął mnie do ściany i chyba próbował pocałować, ale nie zdążył, bo jakieś mocne dłonie odciągnęły go ode mnie. 
Zobaczyłam, jak mocna ręka posyła ciało Erica na podłogę. Podniosłam wzrok i zobaczyłam kogoś, kogo zupełnie nie spodziewałam się zobaczyć. Nie tutaj. Nie w tym momencie. 
W oczach Erica widziałam strach. Chyba nie spodziewał się, że ktoś przyjdzie, by go ode mnie odciągnąć. 
Niall nawet na mnie nie spojrzał, tylko gestem pokazał Ericowi, że ma wstać. Brunet podniósł się z ziemi, jego nogi widocznie drżały, kiedy podchodził do Nialla. 
-Przeproś ją - powiedział cicho. 
Eric stał osłupiały, chyba był w szoku. Niall uderzył go otwartą dłonią w policzek, chyba licząc na to, że otrzeźwieje. 
-Przep, przepraszam - wyjąkał Eric i chciał odejść, lecz zatrzymał go głos Nialla.
-Nie pozwoliłem ci odejść - powiedział spokojnie. Władza, którą miał nad Eric'iem chyba dawała mu poczucie wyższości - teraz pójdziesz do sali Meg i poprosisz o jej plecak, wyjaśniając, że źle się poczuła, jest u pielęgniarki i niezwłocznie należy odesłać ją do domu. Zrozumiałeś? 
-T, tak - powiedział Eric ze skinięciem głowy, odchodząc w stronę mojej sali hiszpańskiego. 
-Wszystko w porządku? - Niall w końcu raczył na mnie spojrzeć, jego ton głosu był o wiele bardziej delikatniejszy niż ten, którym mówił do Erica.
-Dziękuję - powiedziałam z ulgą - Jak ty mnie... - zaczęłam, ale nie pozwolił mi skończyć. 
-Wszystko w swoim czasie - odparł, po czym przejął mój plecak od Erica, który zdążył już wrócić.
-Były jakieś problemy? - Niall spytał bruneta, nie obdarzając go nawet spojrzeniem, jego oczy wciąż były utkwione w moich.
-Nie, wszystko jest ok.
-Wspaniale. Możesz odejść - powiedział do Erica, który szybko odbiegł w stronę swojej sali.
Właśnie dotarło do mnie, że Niall zwolnił mnie z męki reszty dzisiejszych lekcji. Jednak nie wiedziałam, co zamierza dalej zrobić. 
-Zabieram cię stąd - stwierdził, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
-Zabierasz mnie? - zapytałam zdziwiona - Gdzie mnie zabierasz? Myślisz, że gdziekolwiek z tobą pójdę, po tym jak nachodziłeś mnie w domu?
-Tak, tak właśnie sądzę - odparł z uśmiechem - Poza tym, nie masz wyjścia, do domu nie możesz wrócić tak wcześnie, a po drugie, mam twój plecak.
Chwilę biłam się z myślami, wszystkie 'za' i 'przeciw' mieszały się w jednym wielkim natłoku myśli. Z rozmyślania wyrwał mnie jego głos.
-Po prostu mi zaufaj - szepnął mi do ucha i ujął moją dłoń, drugą zarzucając sobie mój plecak na ramię. Postanowiłam wyłączyć zdrowy rozsądek i po chwili było mi już wszystko jedno. 
Odchodziliśmy razem w stronę głównego wyjścia, Niall trzymał mnie za rękę swoją dużą, ciepłą dłonią. 
Nie wiedziałam, czy bardziej przerażał mnie fakt, że nie miałam pojęcia gdzie idę, czy to z kim idę. 

niedziela, 21 kwietnia 2013

Rozdział 2

-A teraz jak zwykle zapraszamy na informacje pogodowe, Tiffany, jak sytuacja na wschodzie? - głos młodej prezenterki dobiegał jakby z głębi studni. 
W głowie mi huczało, czułam się słabo, jakbym za chwilę miała zemdleć. Moja klatka piersiowa co chwilę podnosiła się, po czym ciężko opadała przy wydechu, serce waliło jak oszalałe. Zamknęłam oczy, próbując starej metody liczenia do dziesięciu, która jednak wcale nie pomagała w mojej obecnej sytuacji. Zacisnęłam mocno powieki, które z nerwów zaszły mi łzami. Wstałam z łóżka i zaczęłam nerwowo kręcić się po pokoju, wciąż chodząc w kółko. Gwałtownie otworzyłam drzwi od łazienki i stanęłam przed lustrem. Nie spodobało mi się to, co w nim zobaczyłam. Odbicie moich oczu, moich świecących oczu, w których dostrzegłam coś, co przyprawiło mnie o dreszcze. Bałam się. Tak strasznie, potwornie się bałam. Podobne uczucie towarzyszyło mi po koszmarze, który obudził mnie wczoraj nad ranem. Cóż za ironia, gdyby nie pieprzony koszmar, nie obudziłabym się tak wcześnie, nie wyszłabym z domu i prawdopodobnie nigdy nie spotkałabym Nialla. Przekręciłam kran i podstawiłam drżące dłonie pod zimny strumień wody. Przez krótki czas stałam nieruchomo, pozwalając wodzie przesączać się przez moje palce. Po chwili pochyliłam twarz i obmyłam ją wodą, próbując otrzeźwieć z wszystkich emocji, które targały mną w tamtym momencie. Tępo patrzyłam w taflę lustra, gdy zakręcałam kran, odcinając dopływ wody. Może urwany dźwięk szeleszczącego strumienia przerwał moje rozmyślania, bo zamrugałam dwa razy i postanowiłam, że trzeba wziąć się w garść.  Wiecie, co było najgorsze? Że ciągle czułam dotyk jego miękkich warg na moich ustach. I zapach, który towarzyszył mu, gdy tak delikatnie obejmował moją szyję. Ugh, postrząsnęłam głową, próbując odsunąć od siebie te myśli, które sprawiały, że czułam się, jakbym traciła rozum. Wytarłam twarz ręcznikiem, poprawiłam tuszem rzęsy i wyszłam z łazienki, powoli zamykając za sobą drzwi. Usiadłam do laptopa, weszłam na twittera, ale moje palce zawisły nad klawiaturą nie wiedząc, co mam napisać. 'Oh, wiecie, właśnie pocałowałam mordercę i całkiem mi się to podobało' Jak z tej piosenki Katy Perry, tylko że u mnie dziewczynę zastąpiłam Niallem. Zamknęłam z trzaskiem laptop, odchyliłam głowę i popatrzyłam tępo w sufit. Nie wiedziałam co z sobą zrobić. Postanowiłam, że najbezpieczniej będzie po prostu założyć słuchawki i położyć się na łóżku, co dawało mi szansę na zaśnięcie i chociaż częściowe zapomnienie o tym, co wydarzyło się dziś rano. 
Zmieniłam jeansy na spodenki i położyłam się na miękkiej pościeli w kwiaty. Ciągle pachniała morskim płynem do płukania. Wtuliłam twarz w poduszkę i wybrałam jakąś spokojną piosenkę, której nuty po chwili kojąco przepływały ze słuchawek prosto do moich uszu. Nie minęło wiele czasu, a ja byłam już pogrążona we śnie. 
Biegłam przez ciemny las, kiedy nagle otoczenie zmieniło się, gdy dotarłam na plażę. Nie była to jednak piaszczysta plaża, ale pokryta kamieniami, które raniły moje stopy, mimo że na moich nogach miałam znoszone trampki. Morze było niespojone, białe fale brutalnie wdzierały się na brzeg. Zanosiło się na sztorm, burzowe chmury wisiały nad horyzontem, co jakiś czas nad głową przetaczał się dźwięk głośnego grzmotu, aczkolwiek nie widziałam błyskawic, może dlatego, że nie miałam czasu na wpatrywanie się w górę. Nie wiem przed czym lub kim uciekałam, ale czułam, że jeśli szybko nie znajdę miejsca, w którym mogłabym się ukryć, to stanie mi się coś złego. Nie oglądałam się za siebie. Nie zauważyłam, że brzeg, którym biegłam wije się w górę, na szczyt stromego klifu, o który w dole rozbijały się wzburzone fale. Zaczęło brakować mi tchu, jednak nieprzerwanie pięłam się w górę, próbując osiągnąć cel, nawet nie wiedząc do końca, po co to robię. Gdy w końcu dotarłam na szczyt, pochyliłam się, oparłam ręce o kolana, zamknęłam oczy i zaczęłam ciężko oddychać, powoli próbując uspokoić nierówny oddech. Kiedy wyprostowałam się i podniosłam powieki, zobaczyłam kogoś, kogo zupełnie nie spodziewałam się zobaczyć. Na końcu klifu stała wysoka postać, otoczona jasną poświatą. Stała odwrócona do mnie tyłem, ale widziałam jej powiewające, długie włosy i wiedziałam kim jest. 
-Mama? - szepnęłam tak cicho, że mój głos zniknął w odgłosach uderzających o klif fal.
Kobieta odwróciła się do mnie z uśmiechem. 
-Witaj córeczko - odparła, podeszła do mnie i mocno mnie przytuliła.
Mocno wtuliłam się w jej ramiona, a moje oczy zaszły łzami. 
-Mamo, tak bardzo za tobą tęsknię - wyszeptałam. 
-Ja też za tobą tęsknię. Pamiętaj, że zawsze przy tobie jestem. Tutaj - dotknęła dłonią środka mojej klatki piersiowej - i tutaj - po tych słowach pocałowała mnie w czubek głowy.
Kiedy miałam znów się do niej przytulić, oczy mojej mamy otworzyły się szeroko, w przerażeniu.
-Nie odwracaj się i...uważaj na siebie- powiedziała drżącym głosem, po czym rozpłynęła się w powietrzu, niczym znikający hologram. 
Odgłosy grzmotów nad moją głową stały się nienaturalnie regularne. 
Gwałtownie otworzyłam oczy i usiadłam na łóżku, ściągając słuchawki, w których i tak nie leciała już żadna melodia. Spałam chyba kilka godzin, bo słońce było bliżej horyzontu, z czego wywnioskowałam, że musiało być koło trzeciej. Rytmiczne uderzenia, które w moim śnie wzięłam za grzmoty, w rzeczywistości okazały się odgłosami rzucanych kamieni w moje okno. Cholernie bałam się do niego podejść, szczególnie, że brak odgłosów z parteru świadczył o tym, że Alison i tata byli od dawna w pracy, a mój brat zapewne poszedł do skateparku ze swoimi znajomymi. Gówniarz miał bogatsze życie towarzyskie ode mnie. 
Przerażała mnie ta chora cisza, która panowała w pustym domu. Po chwili stukanie w okno ucichło, a ja w końcu odważyłam się podejść do parapetu. Jednak firanki nie odsłoniłam, z przezorności. 
Nagle zdałam sobie sprawę z czegoś, co zmroziło mi krew w żyłach. Tata i Al prawdopodobnie wyszli z domu przed moim bratem. Co znaczyło, że drzwi są otwarte, bo ten idiota nigdy nie zamykał drzwi i nie brał ze sobą klucza. Szybko wybiegłam z pokoju i zbiegłam po schodach z prędkością, o jaką się nawet nie podejrzewałam. Ku mojemu przerażeniu drzwi powoli otwierały się, popychane czyjąś silną ręką. W mgnieniu oka dotarłam do nich i zamknęłam je z trzaskiem, przekręcając zamek. 
Oparłam się o nie plecami i powoli osunęłam na podłogę, nadal nie odrywając barków od twardego drewna.
-Wpuść mnie - dotarł do mnie głos z drugiej strony. Doskonale rozpoznałam ten poirytowany ton, które dziś rano ostrzegał mnie, aby z nim nie pogrywać. Nie wiem jak, ale on mnie znalazł. Musiał mnie śledzić, kiedy od niego uciekłam.
-Odejdź - odkrzyknęłam. 
-Nic ci nie zrobię - powiedział, po czym uderzył otwartą dłonią w drzwi. 
-To chyba znaczyło coś zupełnie odwrotnego - odparłam, próbując się uspokoić. Po czym dodałam - Czego ode mnie chcesz? 
-Chcę porozmawiać - powiedział cicho, jego głos jakby złagodniał. 
-Nie mamy o czym rozmawiać, Niall - powiedziałam. 
-Lubię sposób, w jaki wypowiadasz moje imię - nie widziała jego twarzy, ale mogłabym przysiąc, że się uśmiechnął - Chciałbym ci wyjaśnić pewne rzeczy.
-Jesteś mordercą. Tu nie ma czego wyjaśniać - powiedziałam przez zaciśnięte zęby - Odejdź, proszę.
Przez chwilę było zupełnie cicho, ale słyszałam jakby ktoś pisał coś po drzwiach od zewnętrznej strony. Po jakimś czasie do moich uszu dobiegł dźwięk oddalających się kroków. Poczekałam jakieś pięć minut, żeby mieć pewność, że po otwarciu drzwi nie zobaczę niebieskookiego blondyna. Powoli wstałam, przeczesałam dłonią włosy i przekręciłam zamek, po czym otworzyłam drzwi. Wyszłam za próg, by rozejrzeć się dokoła, ale nikogo nikogo nie zobaczyłam. Kiedy cofałam się, żeby wejść do domu, nadepnęłam na kartkę leżącą obok wycieraczki. Była złożona na pół, na górze widniało Meg, napisane bardzo ładnym charakterem pisma, czego nie spodziewałabym się po Niallu. Schyliłam się i podniosłam liścik, po czym otworzyłam go z lekkim niepokojem, bo nie wiedziałam, czego mam się po nim spodziewać. Gróźb? Wyznań?

Nie zabiłem Jeremy'ego. Wiem, że to mało realne, ale chciałbym żebyś mi uwierzyła. Chociaż ty.
PS Wciąż czuję smak twoich ust. Mam nadzieję, że kiedyś pozwolisz, abyśmy to powtórzyli.
N.

Wpatrywałam się w niewielką kartkę, a w mojej głowie zebrało się na raz tyle myśli...Czułam, że powoli tracę zmysły. 

piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział 1

Stałam jak wryta, nie wiedząc jak mam zareagować, jak się zachować. Z jednej strony byłam strasznie poirytowana jego beztroskim zachowaniem, z drugiej jednak coś mnie w nim zaciekawiło. Niall...wydawało mi się, że ostatnio gdzieś słyszałam już to imię, jednak za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć, w jakich okolicznościach mogłoby mi się obić o uszy.
Chłopak odwrócił się, chyba żeby sprawdzić, czy nadal stoję jak kołek w tym samym miejscu, wyglądając tak żałośnie jak tylko się dało. Patrzyłam się na niego, ciężko oddychając, wzrokiem pełnym nienawiści. Wiedziałam, że zniszczył jakiekolwiek szanse na piękny poranek zabierając mi jedyne miejsce, w którym czułam się jak w swoim własnym zakątku na świecie, gdzie przychodziłam ilekroć miałam jakiś problem.
-Będziesz tak stać? - głos Nialla wyrwał mnie z zamyślenia.
-Uhm, ja, eee - zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć, zaczęłam się jąkać, co było niecodzienne, bo zazwyczaj byłam dość wygadana.
Niall zaśmiał się głośno, co spowodowało, że się zaczerwieniłam, ze złości i wstydu. Jak to możliwe, że tak na mnie działał, skoro poznałam go dopiero kilka minut temu?!
-Nie wiem, co cię tak bawi - próbowałam utrzymać kamienną twarz, mimo tego, że po usłyszeniu jego śmiechu kąciki ust same unosiły się do góry i trudno mi było nad tym zapanować.
-Bawi mnie wiele rzeczy. Chociaż akurat w tym momencie tą rzeczą jesteś ty - powiedział z uśmiechem.
Nawet nie próbowałam pytać, co konkretnie uznał w mojej osobie za zabawne, bo podejrzewałam, że po usłyszeniu odpowiedzi zarumieniłabym się jeszcze bardziej, a tego nie chciałam.
-Więc, jak znalazłeś to miejsce? - zaczęłam, próbując zacząć normalną rozmowę, mimo że wcale nie miałam na to ochoty. Za to chętnie podniosłabym kamień i rzuciła nim w chłopaka, żeby tylko sobie poszedł i zostawił mnie samą z moimi myślami w spokojny, letni poranek. Obawiałam się jednak, że przyniosłoby to efekt odwrotny do zamierzonego.
-Intuicja, szósty zmysł albo zwykły przypadek. Nazwij to jak chcesz - odparł, po czym odwrócił się znów i zaczął szarpać struny gitary, tym razem wygrywając jakąś smutniejszą melodię.
Miałam ochotę podejść do niego, ale dziwne uczucie obawy przed nieznajomym powstrzymywało mnie od wykonania jakiegokolwiek kroku. Niall chyba postanowił przerwać niezręczną ciszę.
-Znasz już moje imię, byłoby miło, gdybym ja mógł poznać twoje - powiedział, nadal odwrócony do mnie plecami, nie przestając grać.
-Meg - odparłam krótko. Nie chciałam wdawać się z nim w dłuższe dyskusje, postanowiłam, że po prostu wrócę do domu i tradycyjnie zajmę się czytaniem jakiejś książki, skoro w moim małym zakątku siedział jakiś intruz. Przystojny intruz, ale jednak intruz.
Odwróciłam się na pięcie i już miałam odejść w dół wzgórza, kiedy zatrzymał mnie jego głos.
-Tak szybko odchodzisz? Miałem nadzieję, że zapoznamy się trochę...bliżej - mrugnął do mnie, a ja skrzywiłam się na bezpośredniość jego słów.
Niall chyba się zmieszał widząc moją zdegustowaną minę.
-Meg! Nie to miałem na myśli..., znaczy nie wiem o czym pomyślałaś, ale chodziło mi po prostu o bliższe poznanie.
-Niall! Nie mam pojęcia, co o tobie myśleć, oprócz tego, że zająłeś jedyne miejsce, gdzie mogłam w spokoju pobyć SAMA.
Zaczęłam schodzić w dół zbocza, kiedy poczułam jak jakąś silną, dużą dłoń, chwytającą mnie za przedramię. Nie był to uścisk osoby, która chciała mnie zaczepić. Był to uścisk osoby, która chciała siłą zmusić mnie do zatrzymania się. Próbowałam się wyszarpnąć, dając mu tym samym do zrozumienia, że nie spodobał mi się sposób, w jaki mnie zatrzymał.
-Puść mnie - warknęłam.
-Byłbym głupcem, gdybym wypuścił z rąk coś tak cennego - mrugnął do mnie bezczelnie, jednak nie rozluźnił ściskającej mnie dłoni.
-Skąd wiesz, że jestem taka cenna? Przecież nic o mnie nie wiesz - ciągle się z nim szarpałam, choć było to bezcelowe, bo był większy i silniejszy ode mnie. Żałowałam, że nie odeszłam wcześniej, ale winę zrzuciłam na jego hipnotyzujące spojrzenie, które zadziałało na mnie kiedy po raz pierwszy na mnie spojrzał.
-Więc dlaczego nie pozwolisz mi się dowiedzieć? - wciąż nie rozumiałam, czego ode mnie chce.
-Rodzicie zabronili mi rozmawiać z nieznajomymi - powiedziałam z sarkazmem - No, chyba że ci nieznajomi proponują ci dobre jedzenie, całkowicie za darmo.
-Próbujesz być śmieszna, stawiasz się. Podobasz mi się. Nie przepadam za tymi łatwymi dziewczynami, które rzucają mi się same w ramiona - westchnął teatralnie, po czym popatrzył się na mnie z uśmiechem.
-Próbujesz mi wmówić, że ktoś chciałby ci się sam rzucić w ramiona? - spojrzałam na niego, próbując przybrać minę kogoś, kto lituje się nad małym, głupim dzieckiem. - myślę, że w twoim przypadku to raczej nierealne.
Uśmiech spełzł z jego twarzy, widocznie sposób, w jaki wypowiedziałam ostatnie słowa strasznie go zdenerwował.
-Nie pogrywaj ze mną, kiedy próbuję być miły - warknął, po czym przycisnął plecami mnie do drzewa, które stało za mną.
Przestraszyłam się, kiedy przysunął swoją twarz do mojej, czułam jego ciężki oddech na moich policzkach. Staliśmy przez chwilę przyciśnięci do siebie i wcale mi się to nie podobało. Jakby koniecznie chciał pokazać, jaką ma nade mną przewagę.
-Puść mnie albo zacznę krzyczeć, pieprzony psycholu - praktycznie wykrzyczałam mu te słowa prostu w twarz, zawierając w mojej wypowiedzi tyle jadu, ile tylko mogłam zmieścić.
Znów na mnie spojrzał, tymi swoimi szalenie niebieskimi oczyma, które kryły w sobie jakąś nieznaną mi tajemniczość.
-Jak mnie nazwałaś? - zapytał cicho.
-Nazwałam cię pieprzonym psycholem, dziwne, że nie usłyszałeś, skoro moje usta były dwa centymetry od twojego ucha - cały strach wyparował, zostawiając tylko pewność siebie i nienawiść.
-Przeproś mnie - chyba chciał zacząć się ze mną droczyć, na co nie miałam zamiaru mu pozwolić.
-Chyba śnisz - odwróciłam głowę, aby uniknąć przewiercające go mnie na wskroś spojrzenia niebieskich oczu.
-OK, w takim razie sam się przeproszę - powiedział, po czym przyłożył swoje usta do moich.
To nie był wymarzony pocałunek, jaki widzicie w komediach romantycznych. Ten był ostry, jakby pozbawiony uczuć, odebrany mi siłą. Coś jednak pozwoliło mi całkowicie mu się poddać, co po chwili zmieniło sposób, w jaki Niall mnie całował. Chłopak stał się delikatniejszy. Cholera, całował znakomicie. Do tego otaczająca nas przyroda powoli budziła się do życia powodując we mnie uczucie, jakbym śniła na jawie. Na szczęście, po chwili otrząsnęłam się i pomyślałam, jak bardzo mogę być głupia, by całować kogoś, kto przed chwilą potraktował mnie tak brutalnie. Korzystając z faktu, iż Niall puścił me nadgarstki by przenieść swoje ciepłe dłonie na moją szyję, wyrwałam się z uścisku i zaczęłam szaleńczo szybko biec w stronę domu. Nie odwróciłam się, żeby zobaczyć czy Niall za mną biegnie. Dziękowałam za dobrą kondycję, dzięki której szybko omijałam drzewa i krzaki, starając się nie potknąć o jakiś korzeń. Przez chwilę wydawało mi się, że słyszę jak ktoś (tym kimś prawdopodobnie był Niall) woła moje imię, ale nie zwracając na to uwagi, biegłam dalej.
W końcu dotarłam do drzwi domu i spokojnie odwróciłam się za siebie, ale nie zobaczyłam niczego, co mogłoby wydać mi się nienaturalne. Nacisnęłam klamkę i weszłam do cichego przedpokoju. Miałam nadzieję, że ani tata, ani Alison jeszcze nie wstali. Przeliczyłam się jednak, widząc moją macochę w kuchni, robiącą kawę.
-Meg? Gdzie ty byłaś o tak wczesnej porze? - Alison zapytała mnie spokojnie, jak zwykle próbując odgrywać rolę mojej mamy, którą zdecydowanie nigdy nie była i nie będzie.
-Poszłam pobiegać - odparłam sucho i powoli wyszłam z kuchni wspinając się na schody.
-Jadłaś śniadanie? - dźwięk pytania Al dobiegł do moich uszu kiedy byłam już na górze i otwierałam drzwi do pokoju.
-Tak! - odkrzyknęłam, po czym zamknęłam drzwi.
Zdjęłam buty i położyłam je obok szafy, po czym podeszłam do łóżka i opadłam na nie z głośnym westchnięciem. Przeczesałam palcami włosy i wzrokiem odnalazłam pilot leżący na szafce. Wstałam i podniosłam go, by włączyć niewielki telewizor wstawiony do mojego pokoju kiedy tylko tata zdecydował się na kupno plazmy do salonu.
Nacisnęłam czerwony guzik i zaczęłam 'skakać' po kanałach, kiedy w końcu trafiłam na jakiś lokalny serwis informacyjny. Miałam go przełączyć, kiedy usłyszałam, o czym mówiła prowadząca serwis prezenterka
-Nie chcemy wywoływać niepotrzebnego zamieszania, ale policja stanowa przekazała nam, iż na terenie naszego miasta lub w okolicach może przebywać niebezpieczny przestępca, podejrzewany o morderstwo Jeremy'ego Hyde'a - kobieta przerwała na chwilę, o czym powiedziała - oto zdjęcie podejrzanego.
Po tych słowach, na ekranie wyświetlono fotografię chłopaka.
Blond włosy, niebieskie, tajemnicze oczy i usta ułożone w półuśmiech. Cholera.
Wtedy dotarło do mnie, że całowałam się z mordercą.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Prolog

Zastanawialiście się kiedyś, czy można zakochać się w kimś tak bardzo, że myślicie tylko o tej osobie, śledzicie każdy jej ruch, a kiedy widzicie na jej twarzy uśmiech to pojawia się on także na waszej? Ja nigdy w to nie wierzyłam, nie mogłam pojąć jak można być wpatrzonym tylko w jedną osobę, bezgranicznie jej ufać i nigdy, przenigdy nie zwątpić w to uczucie.
Wszystko zmieniło się pewnego letniego dnia. Obudziłam się bardzo wcześnie, co nie zdarzało się często podczas dni, w które mogłam wylegiwać się w łóżku do późnego południa czytając książki albo leżąc ze słuchawkami w uszach, słuchając ulubionych piosenek czy głaszcząc kota, który niemiłosiernie grzał mi nogi, leżąc mi na kolanach. Obudziłam się wcześnie, bo pierwszy raz od bardzo długiego czasu przyśnił mi się koszmar. Zazwyczaj nie śniłam o niczym, a jeśli już jakieś obrazy pojawiały się podczas snu, były one ciekawymi, zabawnymi, czasami niesamowicie irracjonalnymi wydarzeniami. Jednak nigdy nie były one tak przerażające. Budząc się, koszmar rozpływał się w mojej podświadomości, chociaż wrażenie lęku utrzymywało się jeszcze przez dłuższą chwilę. Leżałam z zamkniętymi oczami, bo aż wstyd przyznać, ale każdy cień w półmroku pokoju wydawał mi się podejrzany. Uwielbiam horrory, ale nie w realnym życiu. Przekręciłam się na drugi bok, starając się zasnąć, ale moje ciało jakby rwało się do wstania, zejścia na dół i zjedzenia płatków z zimnym mlekiem. Przezwyciężając chory strach, wstałam, jednak zamiast do kuchni, weszłam do łazienki i przekręciłam od środka klucz. Zrzucając z siebie spodenki i obszerny t-shirt przekręciłam kran, po czym weszłam pod prysznic, który idealnie potrafił mnie obudzić nad ranem, rozluźniając mięśnie i delikatnie muskać mnie strumieniami wody po plecach. Dziękowałam za to, że ktoś kiedyś wpadł na genialny pomysł obudowania ścian łazienki materiałem wygłuszającym dźwięki, co pozwalało mi zapomnieć o prawdopodobieństwie obudzenia kogoś w domu. Po jakimś czasie, kiedy letnia woda pozwoliła mi się do końca przebudzić, owinęłam się ręcznikiem i stanęłam przed lustrem patrząc na moje szaro-niebiesko-zielone oczy, które wyjątkowo wyglądały dziś na mniej zapuchnięte niż zwykle rano.
Pomalowałam rzęsy i delikatnie pociągnęłam wargi delikatną pomadką, praktycznie identyczną jak odcień mojej bladej skóry. Uśmiechnęłam się do odbicia w lustrze, bo wyglądałam o wiele lepiej niż przed porannym prysznicem. Wchodząc z powrotem do pokoju podeszłam do szafy i wyjęłam z niej czarne legginsy i jakąś luźną koszulkę. Nie miałam na dziś żadnych planów, dlatego postanowiłam ubrać się w miarę wygodnie. Za oknem powoli się przejaśniało, widziałam jak obrzeża miasta powoli budzą się do życia. Po chwili zeszłam na dół i wyciągnęłam mleko z lodówki i zalałam nim płatki. Powoli jadłam śniadanie, zastanawiając się co mogłabym dziś zrobić. Dzwonienie do Marthy nie miało najmniejszego sensu, bo wiedziałam, że od tygodnia świetnie bawi się z rodzicami w jakimś górskim ośrodku wypoczynkowym. Byłam więc skazana na kolejny, samotnie spędzony letni dzień. Jednak zamiast wrócić na górę, do pokoju i czekać aż tata zawoła mnie na dół, żeby powiedzieć, że wychodzi do pracy, nałożyłam moje tenisówki i wyszłam z domu, zaciągając się rześkim, porannym powietrzem. Zamknęłam drzwi na klucz i schowałam go do kieszeni bluzy, którą narzuciłam na siebie kiedy poczułam lekki wiatr. Skierowałam się w stronę autostrady, a właściwie wzniesienia leżącego obok niej. Lubiłam siedzieć na trawie i z góry oglądać przejeżdżające samochody, ciężarówki, autobusy wyobrażając sobie, gdzie jadą ludzie, którzy w nich siedzieli. Wchodząc powoli na wzgórze czułam, że coś tu jest nie tak. Zawsze czułam, że to moje miejsce i tylko moje. Pod rozłożystą wierzbą, idealną na gorące dni, kiedy mogłam tu przyjść i wypocząć w cieniu. Świetną, kiedy padał deszcz i nie mógł przebić się przez gęste liście drzewa. Będąc w połowie drogi na 'szczyt' usłyszałam ciche pobrzękiwania strun gitary. Delikatna melodia w normalnych okolicznościach na pewno by mnie zaciekawiła, ale teraz byłam tylko zirytowana, że ktoś zajął moje miejsce. Po chwili zauważyłam chłopaka odwróconego plecami do mnie z gitarą opartą na jednym kolanie. Próbowałam cicho zbliżyć się na dalszą odległość, ale zdradził mnie odgłos aluminiowej puszki na którą niechcący nadepnęłam. Nieznajomy blondyn odwrócił się i spojrzał na mnie niesamowicie niebieskimi oczyma. Wydawał się być lekko rozbawiony, chociaż ja nie widziałam najmniejszego powodu do śmiechu. Chwilę po prostu się na mnie patrzył, jakby nie wiedział kto pierwszy ma się odezwać. W końcu to ja przełamałam się i powiedziałam:
-To.., to moje miejsce.
-Nie dziś, kotku - odparł i jakby nigdy nic odwrócił się i kontynuował wygrywanie delikatnej melodii. Po chwili jednak przestał i odkręcił się ponownie, po czym powiedział - Przy okazji, mam na imię Niall.